Wydanie: PRESS 03-04/2020

Obie strony muru

Małpiarnia, żarty z polityki, kot ze „Shreka” i odźwierny w talent show – dziennikarze nie szczędzili Szymonowi Hołowni komplementów.

Za kierownicą Bartosz Węglarczyk. Na fotelu pasażera – Szymon Hołownia. Jest 8 stycznia 2020 roku. Środowe wydanie „Onet rano”. Dokładnie miesiąc wcześniej w gdańskim Teatrze Szekspirowskim dziennikarz i autor kilkunastu książek, przez 12 lat współprowadzący „Mam talent” w TVN, potwierdził krążące od tygodni plotki, że będzie ubiegał się o urząd prezydenta. – Poranek z tobą to jak wieczór z kimś innym – rzuca na dzień dobry Hołownia. – Żarty się skończyły – odpowiada Węglarczyk. – Jesteś już politykiem. Jest między nami mur nienawiści i pogardy – dodaje. Brzmi żartobliwie, ale niewątpliwie jest w tym ziarno prawdy. – Hołownia przestał być dziennikarzem i dlatego powinna nas teraz rozdzielać gruba kreska. Musimy inaczej ze sobą rozmawiać – mówi nam Bartosz Węglarczyk. Jego zdaniem Hołownia podlega teraz takiej samej ocenie jak każdy polityk i każdy kandydat w wyborach. Choć oczywiście sytuacja jest nietypowa. – Ale co mam zrobić? Mam go nie zapraszać do swoich programów? Mam go już nie znać? Lepiej traktować? A może gorzej? – stawia pytania dyrektor programowy Onetu.

Inni dziennikarze też nie znają odpowiedzi.

MAŁPIARNIA

Media z Szymonem Hołownią jako kandydatem w wyborach prezydenckich mają problem. Tak skrajnych emocji – od słów poparcia po pogardę i kpinę – dawno nikt nie wzbudzał. Pierwszym zaskoczył dziennikarz „Gazety Wyborczej” Piotr Głuchowski. W tekście z 14 listopada 2019 roku pt. „To my jesteśmy opozycją, a nie Platforma. Hołownia na prezydenta?” pisał: „To jest świetny pomysł! Wybrać kandydata niepisowskiej części społeczeństwa, który nie będzie politykiem PO, SLD ani PSL. To może być Hołownia – czemu nie? (…) Ja tam bym zagłosował”.

W drugim celuje Jacek Żakowski: – Trzeba mieć niezwykły tupet, by zawracać ludziom głowę taką kandydaturą. W żadnym z poważnych krajów nie zdarzyło się, by showman z powodzeniem ubiegał się o urząd prezydenta. To możliwe jest tylko w dzikich demokracjach – stwierdza.

Agnieszka Wiśniewska pamięta, że o chęci kandydowania przez Hołownię w wyborach prezydenckich dowiedziała się właśnie od Jacka Żakowskiego w czasie porannej audycji w radiu Tok FM, której była gościem. – Totalne zaskoczenie. Hołownię kojarzyłam jako prowadzącego „Mam talent”, felietonistę „Tygodnika Powszechnego” i obrońcę praw zwierząt – wspomina redaktor naczelna serwisu Krytykapolityczna.pl. – Nie przypuszczałam, że jego ambicje sięgają urzędu prezydenta – dodaje.

Podobnie – że to niepoważny pomysł – pomyślał Piotr Trudnowski z Klubu Jagiellońskiego. – Wydawało się, że jest to typowa wrzutka, by sprawdzić, jak pomysł zostanie przyjęty – dodaje. – Żart… – wspomina z kolei swoją pierwszą reakcję Jacek Nizinkiewicz z „Rzeczpospolitej”.
– Nawet gdy teraz o tym mówię, wydaje mi się nieprawdopodobne, że osoba bez najmniejszego doświadczenia chce wejść do polityki z wysokiego c.

Grzegorz Sajór

Aby przeczytać cały artykuł:

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo
Ta strona korzysta z plików cookies. Korzystając ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies w przeglądarce zgadzasz się na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Dodatkowo, korzystając ze strony, akceptujesz klauzulę przetwarzania danych osobowych. Więcej informacji w Regulaminie.