Dział: PRASA

Dodano: Sierpień 15, 2022

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

"Chciałbym przytulić Kaczyńskiego". Warsztat dziennikarski Szymona Opryszka

"Gdyby redaktor zamówił u mnie tekst o Jarosławie Kaczyńskim, potraktowałbym to jako reporterskie wyzwanie" – pisze Szymon Opryszek (screen: YouTube/Voice House)

"Nie umiem pisać o sobie. Lepiej, żebym opowiedział, czego nauczyłem się, pracując z bohaterami ostatnich reportaży". O swoim warsztacie dziennikarskim opowiada Szymon Opryszek.

WOŁODYMIR.
FORMA „ROBI” TEKST

Nie jestem reporterem wojennym, ale od 24 lutego pracowałem wyłącznie w Ukrainie. Nie byłem na froncie, nie opisywałem działań militarnych, ale napisałem kilka reportaży społecznych. Chciałem pokazać wojnę oczami normalnych ludzi, nieprzefiltrowaną przez propagandę obu armii.

W kwietniu pojechałem do Buczy. Zaprosił mnie tam Wołodymir, 35-letni przewodnik turystyczny. Zgodził się podzielić opowieścią pod jednym warunkiem: nie będzie wojennych obrazków, poszukamy nadziei. To było trzy tygodnie po wyjściu z miasteczka rosyjskich wojsk. Świat już usłyszał o masakrze. Była opisana i sfotografowana z każdej strony.

Po drodze minęliśmy dziennikarzy, którzy robili sobie selfie ze spalonymi czołgami. – Dziennikarstwo typu „ja na wojnie” sprawia, że ta wojna dla Zachodu staje się memem – rzucił zniesmaczony Wołodymir.

Niestety mam podobne wrażenie. Świat mediów przygląda się wydarzeniom w Ukrainie – parafrazując słowa wiersza Serhija Żadana, jak nosorożcowi w zoo. Niektórzy dziennikarze podtykają mu pod nos dyktafon, a potem stadnie biegną do kolejnego „egzotycznego gatunku”. Inni pchają się, by zajść go od tyłu. Niestety dużo jest też takich, którzy przyjeżdżają sobie zrobić zdjęcie typu „ja i nosorożec”. Najchętniej pozowane i wśród ruin.

Te zgliszcza, krew i spalone czołgi trafiają potem na ściany naszych mediów społecznościowych. Pewnie trzeba o nich pisać i je pokazywać, ale mam obawę, że ich nadobecność zdominowała media, że obrazki odciągają uwagę od ludzi i ich osobistych tragedii. A dla mnie reportaż to przede wszystkim ludzie. Wolę oddać im głos, niż epatować opisami zgliszcz.

Gdy dojechaliśmy do Buczy, nie chciałem pisać o ekshumacji ciał z masowego grobu przy kościele, opisywać czarnych worków, które leżały na ziemi, czy szukać kadrów przy kompletnie zrujnowanej ulicy Jabłońskiej (choć ostatecznie z dziennikarskiego obowiązku kilka zdjęć zrobiłem).

Tamtego dnia Wołodymir zabrał mnie do swojego mieszkania, w którym Rosjanie urządzili gniazdo snajpera. Wspinaliśmy się na dziesiąte piętro, winda nie działała, wtedy w Buczy nie było jeszcze wody, prądu ani gazu. Na trzecim piętrze minęliśmy napis po rosyjsku „Więzienie”, gdzie Rosjanie przetrzymywali Ukraińców. Na czwartym zatrzymaliśmy się, by pomóc w uprzątnięciu pobojowiska sąsiadce, na szóstym próbowaliśmy wprawić drzwi w mieszkaniu znajomego Wołodymira.

Forma tego reportażu narodziła się sama, wystarczyło zaufać bohaterowi, dać się wyciągnąć na obrzeża Buczy. Kolejne dni spędziłem w tym bloku, piętro po piętrze, by pytać o zmartwychwstanie miasteczka. Poczułem, że ten blok to soczewka Ukrainy, zwłaszcza że połowa mieszkańców to rosyjskojęzyczni uchodźcy ze wschodu z 2014 roku. Mam wrażenie, że dzięki takiej konstrukcji tekstu – piętro po piętrze – mogłem opowiedzieć masakrę w Buczy na nowo, bez epatowania obrazami, a zarazem oddać głos ofiarom rosyjskiej inwazji.

Gdy teraz, dwa miesiące później, wracam myślami do Buczy, to stwierdzam, że bardziej niż spalone czołgi poruszył mnie widok staruszek, które przetrwały okupację i snuły się po mieście z wózkami na kółkach ze spalonego marketu w poszukiwaniu darów z pomocy humanitarnej.

(...)

JAROSŁAW KACZYŃSKI.
ZOBACZYĆ CZŁOWIEKA

Nie był bohaterem żadnego z moich reportaży. Wiem, że nie zgodzilibyśmy się ze sobą w wielu fundamentalnych sprawach. Ale gdyby redaktor zamówił u mnie tekst o Jarosławie Kaczyńskim, potraktowałbym to jako reporterskie wyzwanie.

Chciałbym zobaczyć w Kaczyńskim człowieka, a nie polityka, wodza partii czy staruszka otoczonego przez klakierów. Zapytałbym: Kto pana ostatnio przytulał? Czy panu tego nie brakuje? Czy zdarza się panu płakać? Skupiłbym się na detalach. Jak podaje dłoń? Czy potrafi zrobić jajecznicę? Czy podczas oglądania rodeo myśli o inflacji?

***

To tylko fragment tekstu Szymona Opryszka. Pochodzi on z najnowszego numeru „Press”. Przeczytaj go w całości w magazynie.

„Press” do nabycia w dobrych salonach prasowych lub online (wydanie drukowane lub e-wydanie) na e-sklep.press.pl.

Czytaj też: Nowy „Press": Lichnerowicz i Górniak o wojnie, która nie jest kobietą, a także Lis, Grzędziński, Gebert oraz Jeleniewska z TikToka

Press

Szymon Opryszek

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter
Pressletter
Ta strona korzysta z plików cookies. Korzystając ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies w przeglądarce zgadzasz się na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Dodatkowo, korzystając ze strony, akceptujesz klauzulę przetwarzania danych osobowych. Więcej informacji w Regulaminie.