Wydanie: PRESS 03-04/2026
Zbyt długo w grze
Jesienią 2023 roku rosyjskie ministerstwo sprawiedliwości uznało mnie za „zagranicznego agenta”. Później na listę agentów wciągnięto też Irinę. Wszystko po to, by wywierać na nas coraz większą presję – mówi Andriej Sołdatow, redaktor naczelny serwisu Agentura.ru
Prawie sześć lat temu Roskomnadzor, państwowy regulator mediów i internetu, cofnął licencję na prowadzenie serwisu Agentura.ru, wydawanego przez Pana i dziennikarkę śledczą Irinę Borogan. Jako powód podano „śmierć osoby fizycznej”. Jak to zinterpretowaliście?
To było dla nas duże zaskoczenie. Pierwszy raz spotkałem się z tym, żeby Roskomnadzor stosował tego rodzaju taktykę. To ja jestem naczelnym serwisu Agentura.ru i to na mnie wystawiona była licencja, więc mogło chodzić tylko o moją rzekomą śmierć. Nie wiedziałem, jak to zinterpretować, więc skonsultowałem tę sprawę z prawnikami. Po kilku tygodniach powiedzieli, że musimy jak najszybciej wyjechać z kraju, więc to zrobiliśmy.
Co nie było łatwe, także ze względów logistycznych.
To prawda, były czasy pandemii. Jednym z nielicznych europejskich miast, które w tamtym czasie akceptowały jeszcze loty międzynarodowe z Moskwy, była Genewa.
Jakie jest Pana ostatnie wspomnienie z Moskwy?
Gdy czekałem na lotnisku na wejście do samolotu, obok mnie stał Andriej Krutskich, prominentny oficjel z ministerstwa spraw zagranicznych, odpowiedzialny za promowanie koncepcji suwerennego internetu w Rosji [kontrolowanego przez władze, który działa niezależnie od globalnej sieci – red.]. Tak się składa, że Krutskich był bohaterem rozdziału naszej książki „The Red Web”. Pamiętam, że złapałem się na myśli, że wyjeżdżam z Rosji nie tylko ze swoją partnerką Iriną, ale także z rosyjskim oficjelem lecącym zapewne na rozmowy w Szwajcarii. To było dziwne uczucie. Tak jakbym zabierał pracę z sobą.
Marta Zdzieborska
Aby przeczytać cały artykuł:
Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter


