Wydanie: PRESS 07-08/2026
Ukryte kamery
Jan Piński oskarża dziennikarzy, że są współpracownikami służb, a techników i policjantów, że są przebierańcami. Opowiadając o tym na YouTubie, bardzo dobrze zarabia
Dotarłem do notatki policji z interwencji przeprowadzonej 8 kwietnia br. w mieszkaniu Jana Pińskiego na warszawskich Bielanach. Sporządził ją sierż. szt. Tomasz Biliński z Komendy Rejonowej Warszawa V. W notatce wymieniono dwóch świadków zdarzenia – pracowników firmy, która zajmuje się wyszukiwaniem podsłuchów.
Jeden z nich zrelacjonował nam – zastrzegając anonimowość – całą sytuację. Dwóch specjalistów od podsłuchów zjawiło się w mieszkaniu Pińskiego. Przyszli na jego prośbę – wcześniej pisał kilka razy na X o rzekomych podsłuchach. – Ten człowiek dziwnie się zachowywał. Był przekonany, że na tysiąc procent coś u niego znajdziemy.
Nie znaleźli. Sprawdzili mieszkanie, przejrzeli kamerę monitoringu. Piński zapytał, czy podsłuchy mogą być umieszczone w czujnikach ruchu. – Mogą. Czasami nawet klienci przynoszą nam takie, by w nich zamontować kamery – przyznał jeden z techników.
Piński podejrzewał, że podsłuchy są w bateriach czujników. Spece rozkręcili urządzenia, ale baterie okazały się typowe. Sprawdzili je – 3,6 V napięcia – jak w nowej. Gospodarz stwierdził, że baterie mają już dziesięć miesięcy, więc dziwne, że wykazują tak małe zużycie.
Technik: – Chcieliśmy je wziąć do analizy. Nie pozwolił, zabrał nam je. Spakowaliśmy sprzęt, już zbieraliśmy się do wyjścia, gdy do drzwi zadzwonił dzwonek. – Kominiarz – usłyszał Piński.
Krzysztof Boczek
Aby przeczytać cały artykuł:
Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter


