Wydanie: PRESS 07-08/2026
Slopaganda
Donald Trump w mediach społecznościowych prezentował się już jako król, rycerz Jedi, papież czy Jezus. Ale Amerykanie oglądają też filmiki, w których prezydent USA jest klockiem Lego strącanym do piekła. To tania, bełkotliwa propaganda nowej ery, która zalewa już także Polskę
„Zostałem zamordowany, ale nie o to chodzi” – mówi Andrzej Lepper w wideo zamieszczonym na YouTubie.
Polityk nie żyje od 15 lat, jednak w nagraniu opublikowanym w połowie kwietnia jest jak żywy. Ubrany w niebieską koszulę, bez krawata, stoi na polu wśród łanów dojrzałego zboża i opowiada: „Mam godnych następców. Wspierajcie Samoobronę Odrodzenie. Polska dla Polaków. Tylko ta partia może zrealizować moje zadania. Zawsze ufałem takim ludziom”. Kończy, machając kłosem do widzów: „A co do PiS-u – my was znajdziemy!”.
Andrzeja Leppera w interesie politycznym ożywiła w internecie nowa partia, Samoobrona Odrodzenie – Polska dla Polaków. „To jest forma zainteresowania wyborców. Tak wygląda w dzisiejszych czasach polityczny PR. Ta forma przekazu ma zmusić ludzi do myślenia” – tłumaczył wideo w „Rzeczpospolitej” przewodniczący partii Jerzy Andrzejewski. „Wszyscy wiedzą, że Andrzej Lepper nie żyje, więc nie można tego uznać za wprowadzanie w błąd” – przekonywał.
Wideo z ożywionym Lepperem to przykład slopagandy – tanich materiałów generowanych przez sztuczną inteligencję i rozpowszechnianych w mediach społecznościowych w celach propagandowych. Slops to po angielsku pomyje, a slop w slangu to nędznej jakości treści. W przypadku slopagandy chodzi o filmiki, grafiki, memy, posty – wypluwane przez AI szybko i w ogromnych ilościach wprost do mediów społecznościowych. Mają się nijak do prawdy, bo nie o prawdę w nich chodzi. Powinny wywołać silne emocje – od szoku i gniewu po zażenowanie i rozbawienie. Często są wręcz absurdalne, przypominają koślawą satyrę. Ich jedynym celem jest manipulacja odbiorcami.
PROPAGANDA OD AI
Termin slopaganda wymyślił dr Michał Klincewicz, adiunkt w katedrze Kognitywistyki Obliczeniowej Uniwersytetu w holenderskim Tilburgu. Pod koniec 2025 roku, wspólnie z prof. filozofii Markiem Alfano oraz badaczem mediów Amirem Ebrahimim Fardem, zaproponował go w artykule „Slopaganda: The interaction between propaganda and generative AI”, opublikowanym w szwedzkim czasopiśmie „Filosofiska Notiser”. Termin szybko przyjął się w anglojęzycznych mediach.
Michał Klincewicz to obywatel świata. Wychował się w Polsce, dobrze zna język polski, choć woli odpowiadać po angielsku. W wieku 12 lat wyemigrował z rodzicami do New Jersey. Po atakach 11 września 2001 roku zdecydował, że będzie Amerykaninem. W 2013 roku uzyskał stopień doktora filozofii na City University of New York. Jednak po tym, jak Donald Trump doszedł pierwszy raz do władzy, opuścił USA i wrócił do Europy. Pracował w interdyscyplinarnej Berlińskiej Szkole Umysłu i Mózgu (Uniwersytet Humboldtów). Cztery lata mieszkał w Krakowie, do dziś ma część etatu w Katedrze Kognitywistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego, ale nie był w Polsce od 2018 roku. Teraz mieszka w Eindhoven, wielu jego sąsiadów pracuje w ASML, jedynej firmie na świecie, która wytwarza warte miliony dolarów maszyny do produkcji układów scalonych, na których działa AI. Na uniwersytecie w Tilburgu prowadzi badania dotyczące m.in. dezinformacji, sztucznej inteligencji i jej wpływu na mózg człowieka.
Dr Klincewicz precyzuje, że w jego naukowej definicji slopaganda odnosi się do masowo produkowanych, spersonalizowanych treści generowanych przez sztuczną inteligencję, mających na celu manipulowanie przekonaniami, ale też przytłoczenie ekosystemu informacyjnego.
Podkreśla, że slopaganda od tradycyjnej propagandy różni się skalą, zakresem i szybkością roznoszenia się. Dzięki możliwościom AI może być mikrotargetowana, a więc dostosowana do indywidualnych przekonań politycznych i ideologicznych odbiorcy, przede wszystkim ma je utrwalać. No i budowana jest na emocjach, a nie faktach.
Czym się różni od trollingu, tak powszechnego w mediach społecznościowych? – Terminu slopaganda użyliśmy w naszym artykule w odniesieniu do treści tworzonych za pomocą generatywnej sztucznej inteligencji, które mają osiągnąć określony cel polityczny. To połączenie propagandy i bełkotu. Trolling to szersza kategoria niż slopaganda, którą należy rozpatrywać w kontekście perswazji lub manipulacji. Trolling może również wykorzystywać AI i być motywowany politycznie, ale nie musi – wyjaśnia naukowiec.
ODCHODY Z MYŚLIWCA
Najłatwiej wytłumaczyć slopagandę na przykładach. Pełno ich na profilach amerykańskiej administracji, jak i u samego Donalda Trumpa. Pod koniec stycznia te wywołujące najwięcej emocji pokazał i omówił „The Guardian”.
***
To tylko fragment tekstu z najnowszego numeru „Press”. Przeczytaj go w całości w magazynie.
„Press” do nabycia w salonach prasowych, App Store, Google Play, e-Kiosku lub online na E-sklep.press.pl.
Czytaj też: Nowy "Press": rozmowa z Poczobutem, zmiany w Tok FM i odzyskiwanie mediów na Węgrzech
Grzegorz Kopacz
Aby przeczytać cały artykuł:
Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter


