Republika alarmowała o "wtargnięciu" do Sakiewicza, ukrywając powód interwencji
"Mamy bandycki napad na mieszkanie dziennikarza, w którym prowadzi on działalność dziennikarską" – przekonywał na wizji Sakiewicz, ukrywając rzeczywisty powód interwencji (fot. Radek Pietruszka/PAP)
Telewizja Republika podała w piątek, że policjanci wtargnęli do mieszkania Tomasza Sakiewicza. Redaktor naczelny i prezes stacji napisał na platformie X, że aresztowano jego asystentkę. Ukrył natomiast powód interwencji, mówił o "bandytach w mundurach" i "atakach" na telewizję. Tymczasem policja dostała zawiadomienie, że w lokalu jest dziecko chcące popełnić samobójstwo.
Na nagraniach publikowanych w Republice widać kobietę wyprowadzaną w kajdankach z mieszkania. Z kolejnych relacji Tomasza Sakiewicza wynikało już, że asystentka nie chciała dać się policji wylegitymować, co miało być powodem jej skucia. Nie została "zatrzymana" – zwolniono ją po wyjaśnieniach, a lokum, w którym doszło do wydarzeń, nie jest mieszkaniem Sakiewicza, tylko biurem. Jeden z policjantów miał je przeszukać bez pozwolenia. "Mamy bandycki napad na mieszkanie dziennikarza, w którym prowadzi on działalność dziennikarską" – przekonywał na wizji Sakiewicz.
Republika i Sakiewicz nie ujawnili powodu
Republika alarmowała o "atakach kryptodyktatury" vel "reżimu Tuska" na ich medium, "represjach państwa policyjnego", a posłowie Prawa i Sprawiedliwości interweniowali w Komendzie Stołecznej Policji w obronie "wolności słowa" i "niezależnej" stacji. Jarosław Olechowski – szef wydawców Republiki – po angielsku na X informował międzynarodowe organizacje dziennikarskie, że "Tusk chce zniszczyć jedyną całkowicie niezależną od władzy dużą telewizję". Wieczorem tego dnia Republika zorganizowała pod swoją siedzibą wiec poparcia dla stacji i jej naczelnego.
KSP w kilku publikacjach – ujawniając nagranie i dokumenty – dementowała przekaz Republiki na temat interwencji przy ul. Wiktorskiej w Warszawie. Jej powodem było powiadomienie, że w mieszkaniu przebywa dziecko, które chce popełnić samobójstwo. Takie zgłoszenie otrzymał Rzecznik Praw Dziecka i przekazał to na infolinię alarmową. Z powodu zagrożenia życia skierowany na miejsce patrol wszedł do lokalu bez nakazu.
"Funkcjonariusze zastali w nim kobietę, która nie chciała się przedstawić i współpracować z policjantami. Na czas wyjaśnienia sytuacji, mając na uwadze bezpieczeństwo zarówno jej, jak i swoje, policjanci zastosowali wobec tej osoby kajdanki" – czytamy w oświadczeniu komendy. Po stwierdzeniu, iż w lokalu nie było dziecka, policjanci uznali, że zawiadomienie było fałszywe, zaś asystentkę zwolnili.
Z ujawnionego przez KSP krótkiego fragmentu nagrania audio z interwencji wynika, że funkcjonariusze informowali zarówno asystentkę, jak i Tomasza Sakiewicza o powodzie swojego wejścia. Ani Republika, ani Sakiewicz nie ujawnili tego istotnego faktu do czasu, aż podała to KSP. "Presserwis" zapytał, dlaczego naczelny Republiki ukrył ten fakt przed opinią publiczną. Nie uzyskaliśmy odpowiedzi na nasze pytanie.
Posłanka PiS wyszła ze studia
W programie "Rewolwer" w sobotę prowadzący Michał Rachoń i Katarzyna Gójska przez kilkanaście minut omawiali wejście policji do mieszkania Sakiewicza i nie wspomnieli, że powodem tego było zgłoszenie o możliwym samobójstwie dziecka. "To była próba sprowokowania Tomka. Dlatego oni zaatakowali kobietę" – oceniała Gójska. Dopiero później jeden z gości krótko wspomniał o powodzie interwencji, ale jednocześnie podważał wiarygodność tej informacji.
W sobotnim głównym programie informacyjnym Republiki "Dzisiaj", w 14-minutowym materiale poświęconym sprawie, o faktycznym powodzie interwencji padają trzy słowa: "zagrożenie życia małoletniego". Stacja nie pokazała ani nagrań, ani dokumentów ujawnionych przez policję. Nie opublikowano żadnych wypowiedzi rzecznika KSP w tej sprawie.
W piątkowym programie "Forum" w TVP Info posłanka PiS Anna Krupka informowała widzów o wejściu policji do mieszkania Sakiewicza. "Mogę postawić pytanie: czy to jest wczesny Putin, czy późny Janukowycz?" – mówiła. 20 minut później, w czasie programu, TVP Info nadała relację z konferencji rzecznika KSP, w której ujawniono, że powodem interwencji było zgłoszenie o próbie samobójczej dziecka. Posłanka wyszła ze studia, zanim konferencja KSP się zakończyła. "Myślałem, że pani Anna Krupka zostanie i po prostu przeprosi za to, co powiedziała na początku" – powiedział prowadzący. Komentując te wydarzenia, goście programu – m.in. Bożena Żelazowska, wiceminister z PSL, i poseł Andrzej Szejna z Lewicy – wskazywali, że zgłoszenie o próbie samobójczej dziecka może być "prowokacją", by skompromitować służby.
"Służby podległe MSWiA nie prowadzą działań wobec jakiegokolwiek medium. Reagują na sygnały o potencjalnym niebezpieczeństwie i zagrożeniu życia. Nie ponoszą odpowiedzialności za fałszywe zgłoszenia tak samo, jak za tych, którzy chcą to wykorzystać jako oręż w politycznej walce" – komentował sytuację minister spraw wewnętrznych Marcin Kierwiński.
Informacje Republiki dementowane przez MSWiA
Dzień po tym, gdy Tomasz Sakiewicz ujawnił, że na 20 maja został wezwany na przesłuchanie w prokuraturze – śledczy chcą zbadać, czy pomagał Zbigniewowi Ziobro w ucieczce do USA na podstawie wizy dziennikarskiej – stacja zaczęła informować o "serii przestępczych incydentów wymierzonych w Republikę" oraz "atakach" na nią. Policja miała m.in. wejść do jej siedziby i tam interweniować. KSP pisała o informacjach Republiki jako o "fake newsach". "Dementujemy doniesienia, że policjanci mieli podejmować jakiekolwiek czynności wobec przedstawicieli jakichkolwiek stacji telewizyjnych" – podkreślał rzecznik KSP. Policyjni pirotechnicy na Placu Bankowym sprawdzali zgłoszenie o zagrożeniu, które się nie potwierdziło.
Jeszcze w piątek o 17.50 Republika informowała o 15 "przestępczych incydentach" wymierzonych w ich stację, a minutę później – już o 30. Rzeczniczka prasowa Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji Karolina Gałecka dzień później dementowała te liczby. Takich wydarzeń – fałszywych zgłoszeń dotyczących tej stacji lub osób z nią powiązanych – służby odnotowały 12.
Według Republiki aż trzy interwencje miały się odbyć w mieszkaniach Sakiewicza, a jedna w domu Michała Rachonia i Katarzyny Gójskiej (są małżeństwem). Miał się tam znajdować samobójca z pasem szahida (ładunkiem wybuchowym – przyp. red.), który zamierzał wysadzić się w powietrze. Stacja wielokrotnie sugerowała, że te fałszywe zgłoszenia to działania służb lub co najmniej dokonywane za ich "zgodą i wiedzą". "Finałem będzie wejście do naszej siedziby w Warszawie i próba siłowego wyłączenia nadawania naszej stacji" – prognozował Jarosław Olechowski na antenie.
W ciągu minuty liczba "incydentów przestępczych" wobec Republiki wzrosła dwukrotnie – z 15 do 30 (screen: YouTube/Republika)
W sobotę wieczorem policja zatrzymała 53-latka podejrzanego o fałszywe zgłoszenia dotyczące Republiki i jej pracowników. Jego sprzęt informatyczny został poddany badaniom. W niedzielę późnym popołudniem pojawiła się informacja, że podejrzany jednak nie był autorem fałszywego powiadomienia.
(KB, 18.05.2026)










