Bez kotwicy. Radosław Gruca uwierzył manipulatorowi i zszedł na zawodowe manowce
Gruca jest przekonany, że kwity, które dostał, są prawdziwe. Inni dziennikarze wskazują, że dostał je od seryjnego manipulatora (screen: YouTube/Goniec)
Radosław Gruca nie dostał pochwał ani nagród po opublikowaniu w lutym tekstów o szajce w Lubinie. Zamiast tego stracił pracę w Iberionie.
Autor: Mariusz Kowalczyk
To miał być dziennikarski temat życia, gwarantujący statuetkę Grand Press. Przynajmniej tak przekonuje redaktor naczelny serwisu Goniec.pl Janusz Schwertner swojego dziennikarza Radosława Grucę. Do rozpracowania jest szajka pedofilów, skorumpowanych polityków i urzędników, przestępców narkotykowych, kierowana przez prezydenta Lubina Roberta Raczyńskiego i jego podwładnego Andrzeja Pudełkę, naczelnika wydziału oświaty Urzędu Miejskiego.
Gruca twierdzi, że na wszystko ma dowody, i to nie byle jakie, bo 600 stron stenogramów rozmów prezydenta miasta z podwładnym. Z tych stenogramów wynika, że w latach 2021–2023 prezydent Lubina i jego podwładny mieli z sobą rozmawiać językiem zdegenerowanych przestępców o tym, jak wykorzystują seksualnie dzieci. Jak pisze potem Gruca w jednym ze swoich artykułów na Goniec.pl, banda „prowadzi zbrodniczą działalność nie tylko na terenie swojego miasta i województwa, ale nawet Podkarpacia, Mazowsza i przygranicznych terenów z Niemcami. Rozmowy wskazują na związki siatki ze światem przestępczym Hamburga, miasta, wokół którego koncentruje się transport na całą Europę, a także z księżmi z okolicznych miasteczek oraz grupami przestępczymi zajmującymi się przemytem, handlem narkotykami, handlem ludźmi i bandycką działalnością prowadzoną wespół z grupą gangsterów z niewielkiego miasteczka Ścinawa”. Przestępstwa tuszować mieli nieudolni lub nawet skorumpowani policjanci i Prokuratura Okręgowa w Legnicy.
Gruca jest przekonany, że kwity, które dostał, są prawdziwe. Pisze na komunikatorze internetowym do Schwertnera, że po mafii sołcewskiej to są najgroźniejsi bandyci, jakich „robił”.
Naczelnego i dziennikarza Gońca napędza jeszcze jedno: wiedza, że inni dziennikarze śledczy, i to doświadczeni, m.in. z „Superwizjera” i Onetu, publikowali materiały na podstawie tych stenogramów, ale najbardziej bulwersującym wątkiem pedofilii nie mieli odwagi się zająć.
Po opublikowaniu w lutym tekstów o szajce w Lubinie pochwał ani nagród Gruca nie dostał. Zamiast tego stracił pracę w Gońcu. Natomiast Janusz Schwertner, który jest też dyrektorem programowym grupy Iberion, do której należy Goniec.pl, zniknął, jakby się zapadł pod ziemię. Nie ma z nim kontaktu nawet Gruca.
OSTRZEŻENIA DLA GOŃCA
Temat zaczął się klarować wiosną 2025 roku. Radosław Gruca do programów wideo Gońca zaczął zapraszać Łukasza Bugajskiego, który podawał się za byłego współpracownika Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Jak później ustali prokuratura w Legnicy, to Bugajski z różnych kont poczty elektronicznej rozsyłał m.in. do dziennikarzy i urzędników sensacyjne stenogramy.
W programach Grucy opowiadał o kulisach pracy służb specjalnych. „Nasz gość w otwartej rozmowie ujawnia metody działania i mechanizmy pozyskiwania agentury wpływu. Rozmawiamy również o roli seksagentów w pozyskiwaniu kluczowych informacji wywiadowczych” – napisano w sensacyjnym tonie w opisie programu na YouTubie „Sek$ za informacje. Współpracownik ABW obnaża mroczne tajemnice służb” z 15 kwietnia 2025 roku.
– Potem Wojciech Czuchnowski [dziennikarz „Gazety Wyborczej” – red.] i Jacek Harłukowicz [dziennikarz Onetu – red.] wydzwaniali do Janusza Schwertnera, bo chyba chcieli zablokować ujawnianie moich ustaleń – twierdzi dziś Gruca.
– Nie wydzwaniałem do Schwertnera, żeby coś blokować. Po koleżeńsku chciałem go ostrzec, że Łukasz Bugajski jest osobą niewiarygodną. Ciekawe, że teraz Janusz Schwertner milczy i nie bierze żadnej odpowiedzialności za teksty Grucy – stwierdza Wojciech Czuchnowski.
Jacek Harłukowicz nie chce się wypowiadać na temat Bugajskiego ani tekstów Radosława Grucy. Razem z dziennikarzami „Superwizjera” TVN, m.in. Jakubem Stachowiakiem, prowadził dziennikarskie śledztwo na podstawie tych samych stenogramów rozmów prezydenta Lubina Roberta Raczyńskiego (wtedy też lidera ugrupowania Bezpartyjni Samorządowcy) i jego podwładnego Andrzeja Pudełki. Efektem tego śledztwa był reportaż wyemitowany w „Superwizjerze” 20 lutego 2024 roku „Brudna gra” i artykuł w Onecie opublikowany tego samego dnia pt. „Afera na Dolnym Śląsku. PiS-owska ABW nielegalnie inwigilowała lidera Bezpartyjnych Samorządowców”.
W tekście Onetu można było przeczytać: „Do dziennikarzy Onetu i Superwizjera trafiło prawie tysiąc stron stenogramów z rozmów, które za pośrednictwem komunikatora internetowego mieli prowadzić ze sobą prezydent Lubina Robert Raczyński i jego bliski współpracownik Andrzej Pudełko. Z materiałów wynika, że Raczyński i czołowi politycy PiS czerpią zyski z zatruwania środowiska i zakopywania śmieci na Dolnym Śląsku. W rozmowach Raczyńskiego i Pudełki pojawiają się także dotyczące ich skandaliczne wątki obyczajowe”. Sprawa również wyglądała jak scenariusz filmu sensacyjnego. Onet, powołując się na informacje od anonimowego informatora, pisał: „Opanowane przez ludzi PiS służby specjalne nielegalnie inwigilowały Roberta Raczyńskiego, prezydenta Lubina, lidera Bezpartyjnych Samorządowców i koalicjanta PiS w sejmiku dolnośląskim. Agenci nie tylko ściągnęli setki jego rozmów z popularnego komunikatora, podsłuchiwali rozmowy i rejestrowali spotkania, ale także w jego samochodzie zainstalowali sprzęt szpiegujący jego ruchy, a nocą wchodzili również do jego domu”. Operacja miała mieć kryptonim „Lizbona”. Onet ujawniał: „Wiemy, że cała akcja prowadzona była nielegalnie: bez wiedzy i zatwierdzenia sądu oraz prokuratury”.
Ze stenogramów rozmów cytowanych przez Onet i TVN wynikało, że Raczyński i Pudełko to głęboko zdemoralizowani ludzie, pazerni na władzę i nielegalne pieniądze. Wątki obyczajowe ze stenogramów dziennikarze TVN i Onetu jednak pominęli, bo wydały im się tak drastyczne, że publikowanie ich bez dodatkowej weryfikacji byłoby ryzykowne.
Obecnie, żeby przeczytać w Onecie tekst o Raczyńskim, Pudełce i sensacyjnych działaniach ludzi służb, trzeba najpierw przescrollować cztery komunikaty w ramkach, pisane dużą czcionką, informujące: „Niniejszy reportaż może zawierać nieprawdziwe informacje i bezpodstawne sugestie mogące naruszać dobre imię i renomę…”, oraz: „niniejsze oświadczenie zostało opublikowane jako zabezpieczenie udzielone przez sąd na czas trwania procesu”.
Oświadczenia w Onecie publikowane są w imieniu Roberta Raczyńskiego, małżonków Katarzyny i Andrzeja Pudełków, Gminy Miejskiej Lubin oraz firmy Chemeko-System Zakład Zagospodarowania Odpadów.
Robert Raczyński pozwał TVN i Onet, bo – jak mówił na konferencji prasowej – przedstawiono go jako człowieka „ohydnego, zdemoralizowanego, alkoholika, narkomana, wielokrotnego łgarza, złodzieja i bandytę”.
Wojciech Czuchnowski w „Gazecie Wyborczej” napisał 23 marca br., że „Onet i TVN zmierzają do ugody, zdając sobie sprawę, że przekazane im informacje były spreparowane”.
Były oparte na tych samych dokumentach, na podstawie których swoje materiały niedawno opublikował Radosław Gruca w Goniec.pl.
– Wygląda na to, że się wpieprzyli. Tylko nie rozumiem, dlaczego po historii Onetu i „Superwizjera” w Gońcu nie byli bardziej ostrożni – zastanawia się dziennikarz jednej z redakcji wydawnictwa Ringier Axel Springer, do którego należy Onet.
PRZYWIĄZANI DO EKSPERTYZY
Artykuł Grucy o pedofilii w Lubinie pt. „Goniec ujawnia: Prezydent Lubina i szokujące stenogramy. Ta afera może wstrząsnąć opinią publiczną” ukazuje się na Goniec.pl 10 lutego. Przewijają się tu wątki ustawiania przetargów, handlu ludźmi, przestępstw narkotykowych, a także pedofilii. Dzieci wykorzystywane seksualnie nazywane są w rzekomo podsłuchanych rozmowach „ciastkami” i „aniołkami”. Autor już w leadzie tłumaczy, dlaczego zdecydował się opublikować swój tekst. „Stenogramy domniemanych rozmów prezydenta Lubina Roberta Raczyńskiego, w których przewijają się wątki szokujących przestępstw – w tym pedofilii i handlu narkotykami – od kilku lat krążyły po redakcjach i gabinetach śledczych; jedni traktowali je jak polityczną bombę, a inni jak możliwą prowokację, bo nikt nie potrafił rozstrzygnąć, czy są prawdziwe. Jednak, jak ustaliliśmy, na ich podstawie prokuratura prowadzi właśnie śledztwo dotyczące pedofilii. Śledczy dysponują opinią biegłych, że stenogramy z dużym prawdopodobieństwem są autentyczne”.
Janusz Schwertner i Radosław Gruca byli mocno przekonani do ekspertyzy biegłych dotyczącej stenogramów. Jeszcze dzień przed publikacją, a w zasadzie w nocy, bo była już godzina 23.23, Janusz Schwertner w korespondencji na komunikatorze internetowym utwierdzał się w pewności z Grucą, że – jak pisał Schwertner – „te stenogramy są takie dziwne. Bo po prostu to im pozwala tak się bronić jak się bronią. Ale ja mówię Jest ekspertyza”.
NIERZETELNE WNIOSKI
Dzień po publikacji Gońca Prokuratura Okręgowa w Legnicy wydała komunikat na temat tekstu. Zaznaczyła w nim, że cytowana ekspertyza, ze względu na „wysoce probabilistyczny charakter”, musi być „interpretowana w kontekście pozostałego materiału dowodowego”. Prokuratura zarzuca Grucy, że „wyciągnięte wnioski są nierzetelne”, a niektóre informacje „nieprawdziwe”. Prokuratura ogłasza też, że ruszają dwa śledztwa. Jedno w związku z „podejrzeniem ujawnienia osobie nieuprawnionej informacji uzyskanych w związku z pełnioną funkcją lub wykonywaną pracą” – będzie poszukiwany informator, który przekazał Grucy dokumenty ze sprawy. Drugie ma dotyczyć ujawnienia przez Goniec.pl dokumentów z postępowania przygotowawczego.
Janusz Schwertner, redaktor naczelny Goniec.pl, w SMS-ie do „Presserwisu” napisał wtedy: „Prokuratura, zamiast wyjaśnić sprawę – która wciąż się wlecze – zamierza, jak rozumiem, ścigać dziennikarzy i ich informatorów”.
Dwa dni po publikacji artykułu Radosława Grucy prokuratura w Legnicy umarza postępowanie w sprawie wątku krzywdzenia dzieci. W wyjątkowo obszernym uzasadnieniu tej decyzji podano m.in, że nie znaleziono ani jednej pokrzywdzonej osoby, dziecko, które z nazwiska było wymienione w „stenogramach”, nie istniało, billingi telefonów obu rozmówców nie potwierdziły połączeń w czasie, gdy mieli prowadzić swoje dialogi, istniało po kilka wersji tej samej rozmowy, a przede wszystkim „stenogramy” są fałszywką, choć zostały zmontowane przez kogoś, kto miał – pochodzące z mediów – informacje o wewnętrznych sprawach urzędu miasta i znał styl mówienia prezydenta i dyrektora. Ponadto prokuratura ustaliła, iż materiały obciążające prezydenta Lubina Raczyńskiego i jego podwładnego Pudełkę rozsyłane były z adresów mailowych używanych przez Łukasza Bugajskiego, przedstawiającego się w mediach jako tajny współpracownik ABW, a czasami nawet jako funkcjonariusz tej służby. Prokuratura twierdzi, że Bugajski nigdy nie współpracował z ABW.
– Uzasadnienie umorzenia śledztwa przez prokuraturę jest naprawdę szczegółowe i wygląda na logiczne – mówi dziennikarka śledcza, która prosi jednak o anonimowość, bo – jak twierdzi – zajmowanie jakiegokolwiek stanowiska w tej sprawie grozi hejtem.
GRUCA IDZIE NA CAŁEGO
Goniec.pl 22 lutego publikuje tekst pt. „Prokuratura kapituluje w starciu z siatką pedofilów”. Radosław Gruca idzie już w nim na całego i zamieszcza „szokujące treści rozmów, którymi dysponowali śledczy”. Tekst jest napisany emocjonalnym, ba, karykaturalnym językiem. „O skali procederu najbardziej świadczy przerażający obraz działań pedofilów, którzy perspektywicznie i na bieżąco obserwują dzieci w szkołach, przedszkolach i placówkach zajmujących się dziećmi z niepełnosprawnością intelektualną” – pisze Gruca.
I dalej: „Podczas trzyletniego okresu, w którym toczyli rozmowy, wielokrotnie omawiają oni zlecenia, które realizują dla nich pracujący w urzędach lub wywodzący się ze świata przestępczego mężczyźni i kobiety. Wszystko ma na celu pozyskanie dzieci, które biorą udział w spotkaniach z mężczyznami. Są odurzane, wykorzystywane i nagrywane na filmach pedofilskich, którymi pedofile wymieniają się potem w sieci”. Oznaczeni inicjałami RR oraz AP prezydent Lubina i jego podwładny wysyłają rzekomo do szkół „zaufanych ludzi, którzy nagrywają szkolne apele lub inne uroczystości gromadzące lubińskie dzieci, by wybrać ofiary. Współpracownicy siatki montują dzień wcześniej kamery, a zdobyte dzięki nim nagrania przekazują pedofilom”.
Niektóre zdania artykułu są trudne do zrozumienia. „Świadczy to i ma potwierdzenie w wielu fragmentach, że RR i AP byli przeszkoleni przez osoby znające policyjne procedury i możliwości służb. Chodzi zarówno o doświadczonych pedofilów i organizacje przestępcze, jak i ludzi ze służb i organów ścigania”. Albo: „RR i AP posiadają szeroki wachlarz osób, instytucji i organizacji związanych z Kościołem, które służyć mają jako zasób dzieci do wykorzystywania seksualnego, produkcji pornografii pedofilskiej, a nawet do handlu żywym towarem, którego odbiorcy tworzą grupę operującą w Hamburgu i kilku innych miastach”.
Cytowane w artykule rozmowy, pochodzące ze stenogramów, brzmią tak, że ich autentyczność od razu budzi wątpliwości. „»Na majówkę pofolgujemy sobie, a potem ucinamy temat. Poczekamy, aż wymienią się kadry u aniołków. Tych klechów, wokół których robi się szum, wymieni się gdzieś« – mówi RR”.
„»Tak. Wszystko mam już dogadane. Są dwaj chłopcy i dziewczynka. No już bardziej dziewczyna. Mam badania i farmakologię dla nich, zjedzie też dodatkowy soczek [tak nazywają kokainę – Goniec.pl]. Skoczymy tylko do Legnicy przebrać łachy i możemy ruchać« – planuje 19 kwietnia 2021 AP, który po weekendzie doda: »żal iść pod prysznic, ciągle mi koszula pachnie młodym ciałkiem«”.
Z tekstu Grucy wynika też, że stenogramy rozmów wskazują na to, że dzieci, ofiary pedofilów, mogły być mordowane.
– Nie dałem rady przez to przebrnąć do końca. Nie dlatego, że treść jest drastyczna, tylko dlatego, że w tym jest jakiś chaos – przyznaje doświadczony dziennikarz śledczy, który prosi o anonimowość, bo obawia się, że zostanie uznany za obrońcę pedofilów.
Radosław Gruca uważa, że autentyczność stenogramów potwierdza m.in. to, że nawet prokuratura stwierdziła, iż nie wytworzyła ich sztuczna inteligencja, co miał sugerować prezydent Lubina Raczyński.
– Przecież to, że tych stenogramów nie wytworzyła sztuczna inteligencja, nie jest dowodem, że są prawdziwe – dziwi się Wojciech Czuchnowski z „GW”.
– Kluczowa jest opinia stylometryczna – nie daje za wygraną Gruca, który zapewnia, że dotarł do ekspertyzy, którą eksperci przygotowali na podstawie analizy porównawczej innych wypowiedzi i SMS-ów prezydenta Lubina i jego współpracownika z wypowiedziami w stenogramach…. – Ja się z niczego nie wycofam, bo po prostu znam opinie, które są zrobione przez niezależnych ekspertów – dodaje.
NIEWIARYGODNE – TYM BARDZIEJ PRAWDZIWE
Radosław Gruca złożył zażalenie na decyzję prokuratury o umorzeniu śledztwa. W kolejnych swoich wypowiedziach będzie przekonywał, że prokuratura „skręciła” sprawę, i sugerował, że ci, którzy nie protestują przeciwko decyzji prokuratury o umorzeniu śledztwa, są obrońcami pedofilów.
Uruchomił też spiralę teorii spiskowych. Gruca 25 lutego br. w swoim programie wideo na Goniec.pl „Hiperfokus” w kontekście wątpliwości do jego tekstów o pedofilii w Lubinie przekonywał, że niekiedy sprawcy przestępstw z premedytacją działają w ten sposób, żeby ich ewentualne zarzuty wobec nich wyglądały na niewiarygodne. „Drodzy widzowie, czy wiecie, jak działa największa pułapka, jaką zastawia na nas zdrowy rozsądek?” – pytał Gruca. I odpowiadał: „Wydaje się nam, że są na świecie rzeczy, które są zbyt głupie, zbyt straszne, zbyt nieprawdopodobne, żeby mogły się naprawę wydarzyć. Na własny użytek nazywam ten mechanizm wyparcia: przecież jakby tak było, to by tak nie było. Tymczasem, wiem to bardzo dobrze, są na świecie takie sprawy, które przekraczają granice ludzkiej wyobraźni” – przemawiał Gruca.
Następnie odwołał się do swojego dziennikarskiego doświadczenia: „Dziękuję wam za to, że ufacie. Dziękuję, że zaufaliście mimo wielu pytań mojemu doświadczeniu i intuicji, która pozwala mi przez 20 lat całkiem nieźle oddzielać teorie spiskowe od wielkich, opartych na faktach aferach i skandalach. Jeżeli wszystko, co ostatnio mówię, wydaje wam się niewiarygodne, to zastanówcie się, czy ktoś nie zadbał, a może nie dba cały czas o to, by takie się właśnie to wydawało”.
– Takimi wypowiedziami obudził tych, którzy w mediach społecznościowych żywią się teoriami spiskowymi, a nawet z nich żyją – zauważa dziennikarka śledcza, która prosi, żeby nie podawać jej nazwiska.
– Było wiele takich przypadków, gdy wszyscy mówili: nie rób tego, bo to jest kłamstwo, nie ma sensu się tym zajmować, a potem okazywało się, że jednak istnieją wielkie spiski, np. międzynarodowe korporacje, które sprzedają narkotyki. Dlatego nie będę ex cathedra krytykował Grucy, tym bardziej że nie znam tej sprawy na tyle, żeby ją jednoznacznie oceniać – zastrzega wieloletni dziennikarz śledczy. – Ale oczywiście trzeba uważać, dokładnie sprawdzać w niezależnych od siebie źródłach, gdy ktoś na przykład podaje się za współpracownika służb specjalnych, bo takich ludzi też nie brakuje – dodaje.
Natomiast Robert Zieliński z Tvn24.pl nie ma wątpliwości, że Gruca za bardzo zaufał Łukaszowi Bugajskiemu, z którego – jak ustaliła prokuratura – adresów mailowych rozsyłane były sensacyjne stenogramy. – Radek Gruca dał się wyprowadzić w pole cwanemu manipulatorowi. Jest on groźny, bo ma sporą wiedzę, a część rzeczy, o których opowiada, jest prawdziwa. Najgroźniejsi są manipulatorzy, którzy mieszają 80 proc. prawdy i 20 proc. nieprawdy, mniej więcej w takich proporcjach. Ten manipuluje dziennikarzami, bo ma w tym swoje cele, a lista jego ofiar jest dłuższa niż tylko Radosław Gruca – podkreśla Zieliński.
SIEĆ TEORII SPISKOWYCH
Po tym, jak Wojciech Czuchnowski pod koniec marca opisał w „Gazecie Wyborczej”, dlaczego prokuratura w Legnicy umorzyła śledztwo w sprawie pedofilii, sprawą zajęli się specjaliści od teorii spiskowych. Uaktywnił się youtuber Jan Piński, który w serwisie X twierdził, że Czuchnowski i Gruca z sobą współpracują w „hybrydowej operacji dezinformacyjnej” ABW. „Obserwujemy zaawansowaną operację smoke screen – celowe zasłanianie afery wymuszania haraczy przez ABW poprzez wprowadzenie pobocznych tematów (śledztwo pedofilskie, umorzenia prokuratorskie)” – pisał Piński i w tym samym wpisie prosił o przesyłanie mu pieniędzy w serwisie Buycoffee.
Co ciekawe, Łukasz Bugajski zaczął występować w kanale Jan Piński na YouTubie i w mediach społecznościowych krytykować Grucę, zarzucając mu, że opisał sprawę pedofilii w Lubinie w zbyt tabloidowej formie, czym odwrócił uwagę od istotniejszych kwestii. Na X zawiązało się towarzystwo wzajemnej adoracji, do którego oprócz Pińskiego i Bugajskiego zaciągnął się też m.in. Paweł Miter, były pracownik m.in. antysemickiej „Warszawskiej Gazety”.
Razem zajmują się atakowaniem dziennikarzy, którzy podważają ich teorie spiskowe. Wskazują Grucy i innym dziennikarzom, jakimi wątkami związanymi z Lubinem mają się zajmować.
I atakują. Na przykład Jan Piński w kwietniu oskarżał m.in. Roberta Mazurka, Szymona Jadczaka, Wojciecha Czuchnowskiego i Leszka Kraskowskiego o płatną współpracę ze służbami specjalnymi.
Piński zamieścił na X serię wpisów, pełnych literówek, w których twierdził, że służby specjalne go inwigilują i atakują jego urządzenia elektroniczne.
– Radek Gruca dołączył do tej grupy, opowiadając w swoich programach wideo i pisząc, jak to on jest dzielnym i bezkompromisowym obrońcą ofiar pedofilii, i oskarżając innych dziennikarzy, którzy się z nim nie zgadzają, o to, że tamci bronią pedofili – mówi doświadczony dziennikarz śledczy. – Ci youtuberzy potrafią tylko jedno: żerować na pracy prawdziwych dziennikarzy, podkręcając emocjonalnie ich ustalenia, tworzyć teorie spiskowe, a potem robić sobie na tym zasięgi i zarabiać pieniądze. I oczywiście przekonywać swoich fanów w mediach społecznościowych, że zawodowi dziennikarze to najgorsi kłamcy – dodaje nasz rozmówca.
O co chodzi w tej sprawie, przestali się orientować nawet doświadczeni dziennikarze. Agnieszka Mazuś, redaktorka naczelna serwisu JawnyLublin.pl i jedna najbardziej utytułowanych dziennikarek mediów lokalnych, przyznaje, że nie jest już w stanie ocenić tej historii. – Z jednej strony nie chce mi się wierzyć, by Gruca dał się nabrać, bo to zbyt doświadczony dziennikarz, z drugiej każdy może popełnić błąd – rozkłada ręce Mazuś.
(screen: YouTube/naTemat)
Wojciech Czuchnowski, „Gazeta Wyborcza”: – Nie wydzwaniałem do Schwertnera, żeby coś blokować. Po koleżeńsku chciałem go ostrzec, że Łukasz Bugajski jest osobą niewiarygodną.
Proszę o komentarz redaktora naczelnego z dużego koncernu medialnego. Też rozkłada ręce i odpowiada: – Nie mam już nawet pojęcia, od czego zacząć poznawanie tych wielopiętrowych historii. Nie chce mi się. Skłonny jestem wierzyć bardziej Czuchnowskiemu i Zielińskiemu niż Pińskiemu czy Grucy.
NARWANY DZIENNIKARZ ŚLEDCZY
Radosław Gruca rzeczywiście jest doświadczonym, 45-letnim dziennikarzem, który z niejednego dziennikarskiego pieca chleb jadł. Rzemiosła uczył się nie tylko w tabloidach. W 2006 roku napisał z Robertem Rewińskim w „Gazecie Wyborczej” tekst „Psychoniewolnictwo w sieci Żabka”, który odbił się szerszym echem. Pisał też m.in. do „Dziennika”. – Zawsze był narwany, to jego charakterystyczna cecha – opowiada Robert Zieliński, dziennikarz Tvn24.pl, który pracował z Grucą w „Super Expressie”. – Nie kierowało nim nic złego, jak coś robił, to w dobrych intencjach. Tylko że w dobrych intencjach też można narobić złych rzeczy. A on mocno się angażował i trudno było go zatrzymać, żeby jeszcze coś sprawdził, dodał czy zweryfikował – mówi Zieliński.
W 2014 roku Gruca przechodzi do konkurencyjnego „Faktu”. W 2017 roku ujawnia, jak ówczesny rzecznik Ministerstwa Obrony i faworyt szefa tego resortu, którym był wówczas Antoni Macierewicz, Bartłomiej Misiewicz szalał pijany w białostockim klubie ochraniany przez Żandarmerię Wojskową. „Limuzyna, ochroniarz, szastanie pieniędzmi, nagabywanie studentek i proponowanie pracy każdemu, kto rozpozna, kim jest. To nie historia z życia milionera. To noc w białostockim klubie spędzona w czasie służbowej delegacji przez rzecznika MON Bartłomieja Misiewicza” – pisał Gruca.
W 2019 roku Gruca odchodzi z „Faktu”. Jest obrażony. „To była moja decyzja, złożyłem wypowiedzenie. Gazeta bardzo zmieniła się przez ostatnie miesiące. Redakcję przestały interesować tematy polityczne, które proponowałem” – mówił wtedy „Presserwisowi”.
Zaczął prowadzić programy w internetowym Halo.radio, założonym przez Jakuba Wątłego. Okazało się, że potrafi przyciągać odbiorców, jego audycje cieszyły się popularnością. Budował wokół siebie społeczność internetową. Halo.radio padło jednak, bo zespół nie zaakceptował coraz bardziej autorytarnych rządów Wątłego w obywatelskiej – w założeniach – rozgłośni.
W sierpniu 2020 roku Gruca zaczyna pracę w OKO.press. Dziennikarze, którzy tam pracowali, opowiadają, że miał kontakty i przynosił do redakcji wiele ciekawych materiałów. – Tylko że on uważał, że powinno się natychmiast publikować wszystko, co jest w tych materiałach. Był niecierpliwy, nie rozumiał, że dotarcie do dokumentów to dopiero początek pracy, że trzeba je zweryfikować, zinterpretować, obudować innymi materiałami – opowiada osoba, która pracowała z Grucą w OKO.press.
Była noc z piątku na sobotę, 24 lipca 2021 roku, około godziny 3 nad ranem. Policjanci na warszawskim Żoliborzu zauważyli – jak potem relacjonowali – mężczyznę idącego chwiejnym krokiem, który wsiadł do samochodu. Interweniowali, bo podejrzewali, że pijany facet chce jechać samochodem. Prawicowe media i dziennikarze wspierający rządzące wtedy PiS szybko poinformowali, że to „kompletnie napruty dziennikarz @oko_press niejaki @Gruca_Radoslaw, zataczając się na oczach funkcjonariuszy, wsiadł do samochodu i uruchomił silnik. Interweniujących policjantów obrzucił wyzwiskami i zaczął się z nimi szarpać. Musieli użyć środków przymusu” – pisał w mediach społecznościowych Cezary Gmyz, który był wtedy korespondentem w Niemczech kontrolowanej przez PiS Telewizji Polskiej.
Gruca tłumaczył, że nie chciał nigdzie jechać, tylko podładować w samochodzie telefon, bo musiał zamówić taksówkę. Dostał jednak dwa zarzuty: naruszenia nietykalności cielesnej policjanta i znieważenia go. Nie przedstawiono mu jednak zarzutu prowadzenia samochodu po pijanemu ani nie odebrano mu prawa jazdy. Przekonywał, że informowanie o incydencie z jego udziałem to „kampania” prowadzona przeciwko niemu, żeby utrudnić mu pracę dziennikarską. „Jeśli twórcom tej kampanii wydaje się, że w taki sposób mogą mnie złamać i odwieść od wykonywania zawodu, który traktuję także jako misję – to się głęboko mylą. Będę pracował dalej” – napisał Gruca w oświadczeniu.
Redakcja OKO.press zapowiedziała, że będzie wyjaśniać sprawę i jeżeli zarzuty przeciwko Grucy się potwierdzą, to wyciągną wobec niego konsekwencje. Nie jest jeszcze jasne, czy zarzuty się potwierdziły, ale po kilku dniach Gruca traci pracę w OKO.press.
Pod koniec maja 2024 roku sąd w prawomocnym wyroku skazał Grucę za naruszenie nietykalności cielesnej policjanta i znieważenie go. Sąd nakazał mu zapłatę 4 tys. zł grzywny, 1 tys. zł nawiązki na rzecz jednego z policjantów oraz pokrycie kosztów procesu w obu instancjach. W uzasadnieniu wyroku zaznaczono, że Gruca przyznał, że feralnej nocy spożywał alkohol.
Gdy sąd skazywał Radosława Grucę, on pracował już Radiu Zet, gdzie pisał teksty do serwisu internetowego i współprowadził podcast „Podejrzani politycy”. Pracy jednak z powodu wyroku skazującego nie stracił, bo jak tłumaczył w rozmowie z Wirtualnymi Mediami ówczesny redaktor naczelny serwisu internetowego Radia Zet Łukasz Sawala: „Istotne dla mnie wtedy było – i jest nadal – że czyn, za który Radek został skazany w żaden sposób nie podważa jego wiarygodności jako dziennikarza ani kompetencji zawodowych. Zdarzenie to miało miejsce w 2021 roku, w czasie prywatnym i nie było powiązane z wykonywaniem pracy dziennikarskiej”.
– On nie pije, nie było z tym problemu – mówi dziennikarz Radia Zet, który pamięta Radosława Grucę z redakcji tej rozgłośni. – Ma natomiast zdiagnozowane ADHD i bierze z tego powodu leki, ale nie zauważyłem, żeby to miało wpływ na jego pracę – zapewnia.
(screen: YouTube/tvn24)
Robert Zieliński, Tvn24.pl: – Radek Gruca dał się wyprowadzić w pole cwanemu manipulatorowi. Jest on groźny, bo ma sporą wiedzę, a część rzeczy, o których opowiada, jest prawdziwa.
Grucy nie wyrzucili z Radia Zet w maju 2024 roku, gdy został skazany. Odszedł sam, kilka miesięcy później – w październiku. W odpowiedzi na pytanie dlaczego, od dziennikarza Radia Zet słyszę coś podobnego do tego, co mówi kilka innych osób, które wcześniej z Grucą pracowały. – Chciał publikować materiały, które nie były do końca potwierdzone. Prawnicy Zetki mówili: „Poprosimy o dowody”, a dowodów nie było lub były słabe. Radek potrzebuje kotwicy, która go przytrzyma przy ziemi – twierdzi nasz rozmówca.
OFIARA, ALE INNEJ SPRAWY
Z Zetki Radosław Gruca przeszedł do Goniec.pl, który jest wydawany przez Grupę Iberion. Miał pracować głównie przy programach wideo i je prowadzić. „Moją ambicją jest współtworzenie opiniotwórczego kanału, który nie będzie miał tematów tabu, w którym będziemy poszukiwać nowych środków wyrazu zgodnego z dziennikarską misją, z którą nie jest w ostatnich latach najlepiej” – mówił pod koniec października 2024 roku Gruca w rozmowie z „Presserwisem”. I dodawał: „Cieszę się na współpracę z Januszem Schwertnerem i zespołem utalentowanych ludzi, którzy udowodnili, że nie obejmie ich żadna zmowa milczenia, a tematy, które poruszają, demaskują hipokryzję i fałsz”.
Dziś Gruca nie kryje żalu do redakcji, z której pod koniec marca dowiedział się, że zostaje zwolniony. Twierdzi, że nie byłoby żadnych wątpliwości co do jego tekstów o szajce pedofilów z Lubina, gdyby redakcja Gońca działała sprawniej i szybciej. – Z kolegą pracowaliśmy nad kolejnymi tekstami, które miały się ukazać zaraz po moich. Na przykład prokuratura twierdzi, że nie było ofiar? W tych tekstach jest ofiara i są nagrania. Tylko że kolega, z którym nad tym pracowaliśmy, pisał te teksty przez sześć tygodni. Ukazały się przed Świętami Wielkanocnymi, a to już było za późno. Nie wiem, dlaczego tak długo nie publikowali tych tekstów – mówi Gruca.
Pierwszy z nich, zatytułowany „Co się stało z dziewczynką z domu zakonnego w Lubinie? Został po niej tylko głos na nagraniu [odc.1]”, ukazał się 1 kwietnia, a drugi – następnego dnia. Autor Daniel Arciszewski (Gruca zapewnia, że pracowali razem) opisuje nagrania, z których ma wynikać, że ksiądz Grzegorz O., dyrektor salezjańskiej podstawówki w Lubinie, miał wykorzystywać seksualnie dziewczynkę i oferować ją innym pedofilom. Natomiast przełożeni duchowni ks. Grzegorza O. i śledczy z policji oraz prokuratury, którzy mieli dostęp do opisywanych nagrań, mieli doprowadzić do tego, że nie udało się ustalić tożsamości dziewczynki.
– To jest zupełnie inna sprawa – zauważa Wojciech Czuchnowski, który śledził te teksty. – Mamy tu jednego pedofila, zakonnika, ale nie ma dowodów na to, że miał powiązania z prezydentem Lubina czy jego współpracownikiem, z których Gruca też zrobił pedofilów – dodaje Czuchnowski.
– Nic, co mi obiecywano, gdy zaczynałem pracę w Iberionie, nie zostało spełnione – twierdzi Radosław Gruca.
BURZLIWA HISTORIA
Historia Iberionu zaczęła się w 2017 roku, gdy 21-letni Albert Wójcik z dwoma kolegami założył firmę HGA Media. Pierwszym ich flagowym serwisem spółki był, przedstawiany jako informacyjny, Pikio.pl.
Ale prowadzili też serwis z sensacjami Raportdnia.pl (pierwotna nazwa: Newsweb.pl). W 2019 roku „Superwizjer” TVN wyemitował reportaż „Farma trolli” Anny Sobolewskiej i Bertolda Kittela, w którym pokazano, jak na Raportdnia.pl powstają nieprawdziwe i hejtujące artykuły krytykujące imigrantów, Unię Europejską i ówczesną opozycję.
Albert Wójcik przeprosił za działalność tego serwisu, zamknął go i odciął się od „przejawów nienawiści, rasizmu i ksenofobii”. Wpłacił 25 tys. zł i obiecał walkę o tolerancję i wiarygodność.
Nazwa spółki zmieniła się na Iberion, wiosną 2021 roku portal Pikio.pl połączył się z Goniec.pl (wtedy serwisem plotkarskim), przyjmując nazwę tego drugiego. Wydawca tłumaczył wtedy, że zmiany są związane z rozwijaniem strategii tworzenia autorskich i jakościowych treści.
W sierpniu 2023 roku Iberion informuje, że redaktorem naczelnym Goniec.pl zostanie Janusz Schwertner, który przechodzi tam z Onetu. Schwertner jest wtedy młodym, ale już dobrze znanym i cenionym dziennikarzem – odbierał nagrody Grand Press w latach 2018, 2020 i 2022. W 2021 roku dostał nagrodę European Press Prize, nazywaną europejskim Pulitzerem.
W Iberionie Schwertner kompletował zespół. Namówił do pracy m.in. kolegę z Onetu Mateusza Baczyńskiego, Jakuba Wątora, redaktora prowadzącego serwis Spider’s Web, czy Andrzeja Sołtysika, który m.in. prowadził „Dzień dobry TVN”.
Obecnie wielu osób z tego pierwszego naboru już w Iberionie nie ma. Mateusz Baczyński wrócił do Onetu w listopadzie 2024 roku, w tym samym miesiącu odszedł Jakub Wątor. Anna Kalczyńska, która wcześniej prowadziła „Dzień dobry TVN”, przeszła do Iberionu w czerwcu 2024 roku, ale pracowała tam tylko do listopada, po czym przeszła do TVP World, a ostatnio do Polsat News.
Za to programy wideo Gońca zaczął prowadzić tam np. Piotr Krysiak, skazany w 2025 roku za zniesławienie Omeny Mensah w książce „Dziewczyny z Dubaju 2” o luksusowych kobietach do towarzystwa, wśród których według dziennikarza były celebrytki znane z telewizji, mediów społecznościowych i kolorowych pism.
Skąd tam taka rotacja? – „Chaos” to słowo, które najlepiej charakteryzuje Iberion – mówi dziennikarz, który odszedł z Iberionu. Większość osób pracuje tam na umowach śmieciowych lub jako jednoosobowe firmy, bo umów o pracę im się nie oferuje.
Ostatnio w Iberionie było kilka fal zwolnień. Najnowsza, do której doszło pod koniec marca br., objęła też Radosława Grucę, a także redaktorkę Martę Uler z serwisu Pacjenci.pl i Sebastiana Kucharskiego, wydawcę serwisu Goniec.pl.
Próbowałem porozmawiać o tych zwolnieniach z Joanną Pawlak, chief operating officerką i członkinią zarządu Iberionu, która przeszła z WP. Gdy do niej zadzwoniłem, poprosiła o przesłanie pytań mailem do chief media officerki Karoliny Szmulewicz. Żadna z nich nie odpowiedziała na moje pytania.
Od byłych już pracowników Iberionu słyszę, że Joanna Pawlak lubi zarządzać firmą poprzez zwolnienia. Wcześniej Pawlak była prezeską Wirtualna Polska Media. W 2024 roku w WP Media były zwolnienia grupowe, w ramach których pracę straciło 120 osób. Jacek Świderski, prezes Wirtualna Polska Holding, podczas prezentacji wyników finansowych firmy za 2025 rok nie ukrywał, że z powodu tych zwolnień Joanna Pawlak straciła pracę w WP. „Wygenerowały więcej problemów w Wirtualnej Polsce, niż rozwiązały” – stwierdził Świderski.
Zwolniony z Iberionu Radosław Gruca mówi, że zapewniono go, iż w razie problemów po opublikowaniu jego tekstów o szajce pedofilów z Lubina wydawnictwo i redakcja będą stały za nim murem. – Janusz Schwertner zniknął, od dwóch tygodni nie mogę się z nim skontaktować. Nie ma z nim kontaktu – mówił mi w połowie kwietnia Gruca.
Dzwonię do Schwertnera. Nie odbiera. Po chwili dostaję od niego wiadomość z pytaniem, czy napiszę do niego SMS. „Chciałem pogadać o materiałach Grucy nt. pedofilii w Lubinie” – odpisuję. Cisza. „Janusz, możemy pogadać?” – pytam. Cisza. Wysyłam mu więc pytania mailem i na WhatsApp, bo chcę się dowiedzieć np., czy jako redaktor naczelny Goniec.pl bierze odpowiedzialność za materiały Radosława Grucy. Cisza, nie dostaję żadnej odpowiedzi.
– Materiały, w których oskarża się kogoś o pedofilię, wymagają wyjątkowej staranności, udokumentowania i szczególnej pracy dziennikarskiej – mówi Robert Zieliński z Tvn24.pl. – Ja sobie nie wyobrażam poważniejszego oskarżenia niż pedofilia. Praca nad takimi materiałami wymaga szczególnej ostrożności. Po tego typu oskarżeniu, jeżeli ktoś trafi do aresztu czy więzienia, to współwięźniowie mogą go tam zabić. Wydaje mi się, że w Gońcu zabrakło nadzoru nad pracą dziennikarza – konkluduje Zieliński.
***
Ten tekst Mariusza Kowalczyka pochodzi z najnowszego numeru magazynu „Press”. Teraz udostępniliśmy go do przeczytania w całości.
„Press” do nabycia w salonach prasowych, App Store, Google Play, e-Kiosku lub online na E-sklep.press.pl.
Czytaj też: Nowy "Press": rozmowa z Pawłem Płuską, Newsmax w Polsce i prawnik "Gazety Wyborczej"
Mariusz Kowalczyk











