Temat: prasa

Dział: PRASA

Dodano: Czerwiec 06, 2026

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Tabu. Jak mówić o samobójstwach, by informować, a nie prowokować

– Odpowiedzialne relacjonowanie w mediach informacji o kryzysach psychicznych zmniejsza liczbę samobójstw – mówi dr Halszka Witkowska (fot. Andrik Langfield/Unsplash.com)

25 lutego 2020 roku media poinformowały o śmierci Wojciecha Potockiego, redaktora naczelnego „Gazety Pomorskiej”. Dwa lata wcześniej przygotował dla „Press” poradnik, jak pisać o samobójstwach.

Autor: Jan Fusiecki

Pracował w dziennikarstwie od 1983 roku. Jego pierwszą redakcją był „Kurier Podlaski”. Przez dziesięć lat, do 2000 roku, był redaktorem naczelnym białostockiego „Kuriera Porannego”, a potem naczelnym „Nowej Trybuny Opolskiej” i „Gazety Pomorskiej”, którą kierował od marca 2009 roku.

Marek Twaróg, wówczas redaktor naczelny „Dziennika Zachodniego”, również należącego do Polska Press, wspomina kolegę: – Profesjonalny menedżer i znakomity autor, polemista, umiejący natychmiast znaleźć celną ripostę. Miał autorytet w zespole i wśród kadry menedżerskiej. Stawiał kropki. Jego zdanie bardzo często decydowało o tym, czy wprowadzamy w życie jakieś proponowane rozwiązanie – wspomina Twaróg, obecnie redaktor naczelny Polska Press. Zapamiętał Wojciecha Potockiego jako duszę towarzystwa. – Chyba lubił brać udział w spotkaniach towarzyskich. Dobrze się na nich czuł. Choć nie był typem wesołka, zawsze bardzo wyważony, w rozmowach racjonalny – zaznacza Marek Twaróg.

Wspomina Hanna Sowińska, wieloletnia dziennikarka „Gazety Pomorskiej”, dziś współpracowniczka tej gazety, na emeryturze: – Wojciech wyróżniał się wysokim poziomem zaangażowania w pracę zespołu i treść gazety. Miał autorytet, więc gdy chwalił, byliśmy wniebowzięci. Niedawno znalazłam stary SMS, który wysłał mi bodajże w 2017 roku. Pamiętam, jak go odebrałam. Byłam poza gazetą, jechałam samochodem. Gdy zobaczyłam SMS od szefa, serce skoczyło mi do gardła. Okazało się, że jest to pochwała za komentarz. Było to zdarzenie niezwykle miłe, więc zapadło mi w pamięć.

W jej ocenie Potockiego wyróżniał też ponadprzeciętny poziom empatii. – Nie chciałam przechodzić na emeryturę, ale w 2018 roku okazało się, że jest to konieczne. Zachował się wtedy nad wyraz przyzwoicie. Zaproponował mi stałą współpracę. Poprosił, abym sama ustaliła zakres pracy, którą będę wykonywała w ramach z góry określonej kwoty – opowiada Hanna Sowińska.

Dziennikarka podkreśla, że autorytet, którym się cieszył Wojciech Potocki, szedł w parze z jego zdecydowaniem. – Na większość spraw miał wyrobioną opinię, bywał bardzo zasadniczy, bezkompromisowy. Pamiętam, jak redakcja zmieniła szatę graficzną „Albumu Bydgoskiego” – dodatku do „Gazety Pomorskiej”, w którym są publikowane wspomnienia mieszkańców Bydgoszczy okresu międzywojennego i czasów okupacji niemieckiej. Grafika była stylizowana na stary album ze zdjęciami. Zmiany zostały źle przyjęte przez czytelników, ale Potocki mimo krytyki pozostał nieugięty, nie wróciliśmy do starej formy – wspomina Hanna Sowińska.

EFEKT WERTERA

We wrześniu 2018 roku Wojciech Potocki napisał dla magazynu „Press” artykuł pt. „Samobójstwo to temat wysokiego ryzyka. Także dla dziennikarzy”. Zaznaczył, że istnieje ryzyko „zarażenia” samobójstwem, związane z przekazem medialnym. Zwłaszcza jeśli media informują o nim w sposób sensacyjny.

„Na »zarażenie« samobójstwem bardziej podatni są ludzie młodzi, szczególnie w środowiskach zamkniętych. Nazywane jest to efektem Wertera, bo po pierwszej publikacji »Cierpień młodego Wertera« J.W. Goethego wielu młodych wzięło przykład z książkowego bohatera, widząc w targnięciu się na własne życie romantyczny koniec.

W 2010 roku, po samobójstwie niemieckiego bramkarza Roberta Enkego, obszernie i sensacyjnie opisywanym w prasie, jedna z gazet dotarła do danych statystycznych, które pokazały w krótkim czasie po tej tragedii wzrost liczby samobójstw tą samą metodą” – pisał Wojciech Potocki.

W swoim poradniku sformułował katalog zaleceń, którymi powinni kierować się dziennikarze opisujący śmierci samobójcze. „Nie podkreślaj faktu oczywistości, normalności, popularności, odwagi lub bohaterstwa takiego aktu. Nie pisz: »to było udane samobójstwo« albo »znalazł wyjście z pętli zadłużenia«” – pisał Wojciech Potocki.

W jego ocenie powinno się też unikać dramatycznych nagłówków i terminów, takich jak „epidemia samobójstw” (lepiej napisać o „rosnącej liczbie samobójstw”), „samobójstwo polityczne” lub „most samobójców” czy „przejazd samobójców” albo „miejsce, gdzie w mieście/województwie/na świecie najczęściej dochodzi do samobójstw”. „Nie umieszczaj informacji na temat samobójstw w miejscach nadmiernie wyeksponowanych, np. na okładce” – zalecał Wojciech Potocki.

W jego ocenie dziennikarze powinni unikać uproszczeń w przedstawianiu domniemanych motywów. Samobójstwo nigdy nie jest spowodowane jednym czynnikiem. „Unikaj opisów sugerujących, że samobójstwo spotyka osoby, które nie mają żadnych problemów – to, że rodzina, policja czy media nie znają motywów, nie znaczy, że ich nie było. Pomiń szczegóły techniczne dotyczące sposobu samobójstwa, takie jak np. opisy liczby i rodzajów pigułek w przypadku przedawkowania. Nie sugeruj, że metoda jest szybka, bezbolesna i niezawodna. Unikaj spekulacji na temat domniemanego czynnika, który mógł doprowadzić do samobójstwa, i pokazywania rodziny oraz bliskich ofiary samobójstwa w stanie szoku” – pisał Wojciech Potocki.

LAKONICZNE RELACJE

– Sformułowane przez Wojtka Potockiego zasady pisania o śmierciach samobójczych do dziś obowiązują w Polska Press. To wskazuje, jak bardzo ważną postacią był dla całego świata dziennikarskiego – zauważa Marek Twaróg.

Choć w pierwszych relacjach o śmierci Wojciecha Potockiego nie było mowy o jej okolicznościach, to w przestrzeni publicznej pojawiły się informacje, że była to śmierć samobójcza.

Dziś, gdy w wyszukiwarkę internetową wpisze się frazę „Wojciech Potocki samobójstwo”, pierwszy pojawia się umieszczony na Facebooku post użytkownika Keja Press z 25 lutego 2020 roku. „Redaktor naczelny [„Gazety Pomorskiej” – red.] Wojciech #Potocki popełnił samobójstwo. Powiesił się. Od kilku miesięcy chorował na ciężką depresję, był na zwolnieniu lekarskim. Wydawca polecił mu jakiś czas temu zwolnić grupę dziennikarzy. Potocki odmówił i miał w odpowiedzi usłyszeć, że jest już kandydat na jego miejsce. »Odszedł w nocy, niespodziewanie« – brzmi lepiej, prawda?” – czytamy w zamieszczonym poście.

Relacje w zdecydowanej większości pozostałych mediów są lakoniczne. Mówią o nagłej śmierci. Nie ma w nich ani przyczyn, ani okoliczności śmierci 63-letniego dziennikarza.

– Informację o samobójstwie Wojtka podał ktoś na Facebooku. Interweniowałam z prośbą, by post został usunięty – wspomina Alicja Polewska, redaktorka naczelna „Gazety Pomorskiej”, „Expressu Bydgoskiego” i toruńskich „Nowości”. – Nawet najbliżsi Wojtka pewnie nie wiedzieli, co było ostateczną przyczyną jego dramatycznej śmierci – dodaje.

Alicja Polewska zaznacza, że autor posta na koncie Keja Press w sposób zasadniczy złamał zasady, którym dziennikarze muszą się kierować, pisząc o śmierciach spowodowanych samobójstwem.

– Wojciech Potocki był uczciwy w relacjach z podwładnymi. Na pewno bardzo go bolało, gdy musiał redukować zespół lub ograniczać pensje pracowników, a w poprzedniej dekadzie bodaj wszyscy redaktorzy naczelni byli do tego zmuszani ze względu na sytuację na rynku pracy. Jednak tego typu dywagacje nie mają sensu. Kryzysy psychiczne mają wiele przyczyn, koncentrowanie się na jednej, na dodatek hipotetycznej, byłoby poważnym błędem – mówi Hanna Sowińska.

NAGŁA LUB TRAGICZNA

Alicja Polewska zaznacza, że dzięki inicjatywie Wojciecha Potockiego zasady pisania o śmierciach samobójczych w tytułach regionalnych obowiązywały od lat, jeszcze w czasach, gdy należały do grupy Orkla Media.

– Niezbędne przed podaniem informacji o śmierci samobójczej jest jej potwierdzenie przez policję. Nawet gdy opisujemy tego typu śmierć osoby rozpoznawalnej w miejscu publicznym, używamy co najwyżej określeń nagła czy tragiczna śmierć, a nie samobójcza. Może jesteśmy staromodni, ale przypadki samobójstw są specyficzne, a ciężar skutków publikacji na ten temat nakłada na dziennikarzy szczególne obowiązki. Informowanie, że doszło do śmierci samobójczej, najczęściej nie ma żadnego uzasadnienia, a lista szkód, które można w ten sposób wyrządzić, jest bardzo długa.

Biuro do spraw Zapobiegania Zachowaniom Samobójczym przy Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie opracowało rekomendacje dla mediów dotyczące informowania o zachowaniach samobójczych. Kolorem czerwonym eksperci napisali m.in., aby nie podawać w leadzie, na okładce ani grafice sensacyjnych i dramatycznych określeń dotyczących zachowań samobójczych, nie zamieszczać fotografii, materiałów wideo ani informacji o metodzie i miejscu samobójstwa lub próby samobójczej, a także nie publikować materiałów umożliwiających identyfikację osób, które odebrały sobie życie lub podjęły taką próbę.

Obok na zielono znalazły się rekomendacje dotyczące prawidłowego ujmowania tematów. „Wskazuj, gdzie i w jaki sposób można uzyskać pomoc. Pokazuj możliwości poradzenia sobie z problemami i uzyskania pomocy przez osoby z konkretnych grup ryzyka, podawaj przykłady osób, które poradziły sobie z kryzysem psychicznym i myślami samobójczymi. Zalecenia zawierają wzór ramki pomocowej z numerami bezpłatnych numerów telefonów, pod którymi osoby w sytuacji kryzysowej mogą uzyskać pomoc.

Media często korzystają z tych zaleceń. Onet pod tekstami dotyczącymi kryzysów psychicznych i samobójstw daje następujący wpis: „Jeśli czujesz, że potrzebujesz pomocy, odczuwasz lęk i smutek, masz myśli samobójcze – nie czekaj, zadzwoń pod jeden z numerów pomocowych dostępnych bezpłatnie i czynnych całą dobę, siedem dni w tygodniu: 800 70 22 22 – Centrum Wsparcia dla Osób Dorosłych w Kryzysie Psychicznym; 800 12 12 12 – Wsparcie psychologiczne w sytuacji kryzysowej – infolinia dla dzieci, młodzieży i opiekunów; 116 111 – Telefon Zaufania dla Dzieci i Młodzieży; 112 – w razie bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia”.

Jednak nie zawsze. Pod koniec marca fani tureckiej influencerki Kübry Karaaslan, znanej z publikowania treści na platformach społecznościowych, czytali o jej samobójczej śmierci. Niezliczone światowe media posklejały zdjęcia 21-letniej gwiazdy TikToka ze zdjęciami postaci trzymającej się wyciągniętymi rękoma mostu, a potem lecącej ku ziemi. Onet na pierwszej stronie linkował do należącego również do RASP portalu Ofeminin i zamieszczonego tam tekstu pt. „Tragiczna śmierć tureckiej influencerki. Kübra Karaaslan skoczyła z mostu”. Dowiadujemy się z niego, że Karaaslan „skoczyła z mostu Osman Gazi – jednego z największych mostów wiszących w Turcji, położonego w pobliżu Gebze. Świadkowie mieli nagrać moment skoku, a nagranie szybko pojawiło się w internecie. Na miejscu pojawiły się służby ratunkowe, jednak mimo przewiezienia do pobliskiego szpitala państwowego nie udało się jej uratować. NTV określiło śmierć Kübry Karaaslan jako samobójstwo”. Przy tekście nie umieszczono żadnych zastrzeżeń ani informacji, gdzie osoby zagrożone kryzysem psychicznym mogą szukać pomocy.

Jak widać, w jednej grupie panują różne standardy. W Onecie wyższe, bo gdy teraz klika się w link do tekstu z Ofeminin, wyskakuje informacja o kodzie 404 i pojawia się tekst, że podana strona nie istnieje.

Z POMOCOWĄ RAMKĄ

Ryszard Jabłoński, założyciel Polskiego Towarzystwa Suicydologicznego, jeden z autorów rekomendacji dotyczących informowania o zachowaniach samobójczych, mówi:

– Badania naukowe w pełni potwierdzają istnienie tzw. efektu Wertera. Po opisanym w mediach samobójstwie znanej osoby istotnie rośnie liczba samobójstw. Przykładem tego typu zjawiska był wzrost takich zachowań po opisanym w mediach samobójstwie Marilyn Monroe. Sposób myślenia osób w kryzysie psychicznym może być następujący: „Osoba, którą rozpoznaję, miała podobne problemy do moich i podjęła próbę samobójczą. W pewnym sensie wskazała rozwiązanie i postąpiła w sposób, który może wydawać się w pełni akceptowalny społecznie”. Takie rozumowanie może stać się drogowskazem, zachęcić do podjęcia próby samobójczej.

Dr Halszka Witkowska, specjalistka w zakresie profilaktyki samobójstw i wsparcia osób w kryzysie, podkreśla, że naukowo został potwierdzony również pozytywny odpowiednik efektu Wertera, czyli efekt Papageno.

– Odpowiedzialne relacjonowanie w mediach informacji o kryzysach psychicznych, skupiające się na konstruktywnych sposobach radzenia sobie, a nie na samym akcie samobójstwa, zmniejsza liczbę samobójstw. Odpowiedzialne relacjonowanie polega m.in. na burzeniu fałszywych przekonań i stereotypów, przedstawianiu problemu w całej jego złożoności – mówi dr Halszka Witkowska. I dodaje: – Przez lata w ramach programu przeciwdziałania samobójstwom ściśle współpracowaliśmy z dziennikarzami. Teraz niezwykle rzadko zdarzają się artykuły dotyczące tematu samobójstw pozbawione ramki pomocowej z numerami telefonów wsparcia.

EKSPERCKIE STANDARDY

– Jeśli weźmiemy pod uwagę efekt Wertera, wprowadzenie eksperckich standardów pisania o śmierciach samobójczych należy uznać za pozytywne – mówi Dorota Ceran z Towarzystwa Dziennikarskiego, pisarka, była wieloletnia dziennikarka TVP Łódź. – Jednak problem jest daleki od rozwiązania. Jeśli np. uznamy za zasadne umieszczanie ramki pomocowej z telefonami do miejsc wsparcia, to wyobraźmy sobie, że umieszczamy ją pod relacją o samobójczej śmierci Andrzeja Leppera. Byłoby to groteskowe – dodaje.

W jej ocenie dziennikarze w sposób zbyt daleko idący interpretują postulat wstrzemięźliwości w informowaniu o samobójstwach.

– Podawanie informacji o samobójczym charakterze śmierci ma uzasadnienie i sens, gdy wymaga tego jej kontekst – mówi Cezary Łazarewicz, dziennikarz, pisarz, prezes Towarzystwa Dziennikarskiego. – Na przykład gdy pojawia się informacja, że samobójstwo popełnił świadek koronny, który następnego dnia miał złożyć istotnie zeznania, dziennikarze mają wręcz obowiązek przedstawienia tej informacji. Zupełnie inaczej sytuacja wygląda, gdy samobójcze okoliczności śmierci nie wnoszą nic istotnego do sprawy. Gdy przygotowywałem książkę o Stanisławie Pyjasie, dowiedziałem się, że jeden z bohaterów, których opisywałem, zmarł śmiercią samobójczą. Nie umieściłem tej informacji, bo nic by to do sprawy nie wniosło – wspomina Cezary Łazarewicz.

– Dziennikarze powinni dochodzić prawdy. Jeśli dotrą do informacji, że samobójcza śmierć była skutkiem działania zewnętrznego – np. ktoś się załamał na skutek szantażu, czyjegoś draństwa, nikt nie udzielił mu pomocy – naturalnie należy przeprowadzić dziennikarskie śledztwo, dochodzić prawdy, wszystko opisać. Jeśli jednak samobójcze okoliczności czyjejś śmierci ograniczają się do domeny prywatnej, podawanie ich do publicznej wiadomości nie ma żadnego uzasadnienia – mówi Krystyna Mokrosińska, honorowa prezeska Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

ŚMIERĆ DZIENNIKARZA

Problem w tym, że w przypadku śmierci dziennikarza trudno stwierdzić, co jest domeną prywatną, a co już zahacza o służbową. W kwietniu 2020 roku media poinformowały o śmierci Ewy Żarskiej, doskonałej dziennikarki śledczej związanej z Telewizją Polsat, bohaterki jednej z okładek magazynu „Press”.

„Ewa Żarska, dziennikarka Polsat News, została znaleziona martwa w swoim łódzkim mieszkaniu w ostatni piątek, 17 marca. Krzysztof Kopania, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi, powiedział dla PAP, że: »Na obecnym etapie brak jest podstaw, by mówić, iż inne osoby przyczyniły się do jej śmierci. Sprawa jest badana«. Według nieoficjalnych źródeł »Gazety Wyborczej« dziennikarka popełniła samobójstwo. Miała 45 lat” – czytamy w artykule zamieszczonym 21 kwietnia 2020 roku w Onecie.

– Policja i prokuratura bardzo drobiazgowo badały różne scenariusze, również takie, że doszło do zabójstwa lub nakłaniania do zabójstwa przez osoby, które Ewa zdemaskowała albo dopiero zamierzała zdemaskować w swoich materiałach – mówi Adam Malik z Polsat News.

Dorota Ceran z Towarzystwa Dziennikarskiego, pisarka i była wieloletnia dziennikarka TVP Łódź, stwierdza: – Ewa Żarska mogła czuć się zaszczuta. Dostawała pogróżki od ludzi, których demaskowała w swoich materiałach. Ale miała też konflikt z wymiarem sprawiedliwości, gdy sąd nakazał jej ujawnienie informatora, a ona tego nie chciała zrobić – mówi.

– Śledztwo prokuratury i przyjęcie zabójstwa jako jednej z hipotez było słusznym krokiem. W obliczu sensacyjnych publikacji trzeba było dokładnie zbadać wszystkie hipotezy i uciąć mnożące się spekulacje, a tych było bardzo wiele. Niektóre z nich naruszały spokój rodziny i cześć Ewy – mówi Adam Malik.

Jeden z bliskich współpracowników Ewy Żarskiej stwierdza jednak: – Znajomi Ewy doskonale wiedzieli, że przyczyną jej śmierci były kłopoty osobiste i konsekwencje niektórych wyborów życiowych. Nie miało to związków z jej pracą zawodową. Ale gdy prokuratura i policja prowadziły drobiazgowe śledztwo, dziennikarze nie mieli wyboru, musieli rozważać przyjęte hipotezy.

SZCZEGÓLNA STARANNOŚĆ

Pierwsze relacje na temat śmierci Krzysztofa Millera, znakomitego fotoreportera „Gazety Wyborczej”, mówiły tylko o jego tragicznej śmierci. Gdy dziennikarze zaczęli przygotowywać pogłębione teksty na jego temat, okoliczności samobójczej śmierci fotoreportera weszły na stałe nawet do biogramu Millera w Wikipedii.

„Przez kilka lat zmagał się z zespołem stresu pourazowego. Popełnił samobójstwo. 15 września 2016 został pochowany na cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie” – czytamy tam.

– Gdy do dziennikarzy trafia informacja o samobójczej śmierci, w pierwszym odruchu powinni się powstrzymać od podawania tej okoliczności. Gdy jednak pogłębiają temat, np. przygotowują sylwetkę, książkę, mogą podać bezpośredni powód śmierci, pod warunkiem, że jest to okoliczność niezbędna do zrozumienia opisywanej postaci. A tak chyba było w przypadku Krzysztofa Millera. Choć osobiście bardzo niechętnie piszę tego typu informacje – przyznaje Cezary Łazarewicz.

– Dziennikarze powinni pamiętać, że informowanie o samobójczej śmierci kogokolwiek może w sposób istotny pogorszyć stan rodziny zmarłego, zwłaszcza jeśli w informacji znajdzie się sugestia, że samobójcza śmierć miała powody osobiste. Z drugiej strony nie można w każdym przypadku tych okoliczności przemilczać, bo stwarzałoby to wrażenie zatajania powszechnie znanych faktów, trąciło fałszem, hipokryzją – mówi Dorota Ceran.

– Gdybym przygotowywał materiał, w którym pojawia się temat samobójstwa, na pewno dołączyłbym zalecaną ramkę informacyjną z bezpłatnymi telefonami dla osób w kryzysie psychicznym – mówi Adam Malik z Polsat News. – Tego typu materiały wymagają od ich twórców szczególnej wrażliwości i staranności.

ZDROWY ROZSĄDEK

– Od lat trzymamy się zasady nieinformowania o okolicznościach śmierci samobójczych, bo mogłoby to stanowić zachętę do powielania tego typu zachowań – mówi Cezary Wojtczak, likwidator i redaktor naczelny Radia PiK. – Ostatnio jednak pojawiły się wątpliwości, czy tej zasady nie należy zmodyfikować ze względu na wzrost liczby samobójstw wśród dzieci i młodzieży. Gdy dochodzi do tego tak tragicznego wydarzenia, np. w szkole, wszyscy o nim wiedzą i przemilczanie faktycznych okoliczności zdarzenia w mediach nie jest najlepszym rozwiązaniem – zaznacza.

Cezary Wojtczak mówi, że próba samobójcza traumatyzuje społeczność szkolną, począwszy od rodziców, a skończywszy na dzieciach. – Problemem jest to, że w szkole nie ma procedur ani wzorców postępowania. Media muszą się zajmować także trudnymi tematami i reagować na zmieniającą się rzeczywistość. Udawanie, że nic się nie stało, niepodejmowanie takich tematów tylko pogłębia problem – mówi Cezary Wojtczak.

– Nie ma potrzeby wprowadzania jednego katalogu zasad pisania o samobójstwach – mówi Ryszard Bańkowicz, przewodniczący Rady Etyki Mediów. – O tym, jak ta tematyka jest poruszana, powinny decydować linia redakcyjna, subtelność i zdrowy rozsądek. Nakazy są niepotrzebne – podkreśla.

– W kwestii sposobu opisywania śmierci samobójczych jesteśmy skazani na nasze dziennikarskie sumienie. Stworzenie norm, które przestrzegałoby całe środowisko, jest nierealne – mówi Cezary Łazarewicz.

***

Ten tekst Jana Fusieckiego pochodzi z najnowszego numeru magazynu „Press”. Teraz udostępniliśmy go do przeczytania w całości.

„Press” do nabycia w salonach prasowych, App Store, Google Play, e-Kiosku lub online na E-sklep.press.pl.

Czytaj też: Nowy "Press": rozmowa z Pawłem Płuską, Newsmax w Polsce i prawnik "Gazety Wyborczej"

Press

Jan Fusiecki

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter
Pressletter
Ta strona korzysta z plików cookies. Korzystając ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies w przeglądarce zgadzasz się na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Dodatkowo, korzystając ze strony, akceptujesz klauzulę przetwarzania danych osobowych. Więcej informacji w Regulaminie.