Stowarzyszenie Polskich Mediów i biznes oparty na łamaniu etyki dziennikarskiej
Marek Traczyk w Egipcie tłumaczył: Jest bezpiecznie, bo jest to państwo policyjne. Mieszkańcy mają i muszą mieć tutejsi rygor i dyscyplinę (screen: YouTube/Stowarzyszenie Polskich Mediów)
Andrzej Andrysiak, prezes Stowarzyszenia Gazet Lokalnych oraz wydawca "Gazety Radomszczańskiej", ostrzegł w środę w mediach społecznościowych przed zaproszeniami Stowarzyszenia Polskich Mediów na organizowany przez nie kongres. "Nikt nie zna, nikt nie wie, na czym polega ich działalność, poza tym, że organizowali tanie wycieczki" – napisał Andrysiak. O działalności Stowarzyszenia Polskich Mediów i jego szefie, który robi biznes na łamaniu etyki dziennikarskiej, Mariusz Kowalczyk pisał w magazynie „Press” już w 2014 roku. Teraz przypominamy ten tekst.
***
Ten artykuł Mariusza Kowalczyka pochodzi z magazynu „Press” – wydanie nr 03/2014. Teraz udostępniliśmy go do przeczytania w całości dla najaktywniejszych Czytelników.
***
Oferta była intrygująca, bo prawie darmowa. Egipt, od 29 listopada do 6 grudnia ub.r., zakwaterowanie w luksusowym hotelu z basenami, all inclusive. No i spore szanse na zakwalifikowanie się, gdyż „zwyczajowo, pierwszeństwo udziału w sesjach mają aktywni dziennikarze”.
Aktywny dziennikarz wysłał pytanie o plan imprezy do organizatorów – Stowarzyszenia Polskich Mediów. Planu nie otrzymał, ale jedno obiecali na mur beton: „czas na kąpiele wodne i słoneczne oraz indywidualny wypoczynek”.
Na ofertę skusiło się ok. 300 osób. Akredytacje – jak SPM nazywa zakwalifikowanie na taki turnus – otrzymało 100 szczęśliwców.
Adam Bartnikowski, redaktor serwisów Mojemazury.pl, Podroze.wm.pl i Natura.wm.pl (Grupa Medialna Gazeta Olsztyńska), pierwszy raz był w Egipcie. Podobało się mu, bo koszty były niewielkie. Za pobyt i wyżywienie płacili organizatorzy. Prosili tylko, żeby potem przysyłać im swoje relacje.
Prośbę spełnił. „Hotel Sunrise Royal Makadi, w którym nas goszczono, dysponuje imponującą liczbą 480 pokoi, co oznacza możliwość jednorazowego przyjęcia ok. 1500 gości. (…) Każdy taki hotel to bez przesady osobne miasteczko, z kilkoma restauracjami, basenami, niezliczonymi punktami serwującymi napoje z procentami lub bez, a nawet własnymi aptekami – jak w naszym Royalu” – zachwycał się na stronie internetowej SPM.
– To był fajny wyjazd, który sponsorowało egipskie ministerstwo turystyki. Było sporo leniuchowania – wspomina Wiktor Sochacki, dziennikarz sochaczewskiego Naszego Radia. – Każdy z nas jednak pojechał tam, by się samemu przekonać, jaka jest sytuacja na miejscu. Nikt na nas nie naciskał, co mamy pisać – zastrzega.
MIŁE PAŃSTWO POLICYJNE
Z sytuacją w Egipcie zapoznają się grupowo w hotelowym basenie w Hurghadzie. Żeby wszystko dokładnie zbadać, przedstawiciele polskich mediów przed wejściem do ciepłego morza zakładają maski do nurkowania. Końcówka listopada, a słońce jeszcze mocno przygrzewa. Można się rozciągnąć na leżaku i raczyć trunkami.
Tuż przed ich przyjazdem do Egiptu policja brutalnie rozpędza w Kairze demonstrację zorganizowaną przez Bractwo Muzułmańskie przed pałacem prezydenckim. Nie ustają protesty przeciwko przepisom ograniczającym wolność zgromadzeń. Wojskowi dławią demokrację. Co chwila w różnych częściach Egiptu rozlegają się strzały.
Ale film na YouTube nosi tytuł „Egipt bezpieczny dla turystów – VII Kongres Polskich Mediów”. Widać, że Marek Traczyk, prezes SPM, zbadał sytuację w Egipcie gruntownie, bo zapewnia, że jakość usług się poprawia, gdyż są lepsze pokoje hotelowe i lepsze recepcje. Na „Pytanie, czy jest bezpiecznie?” odpowiada: „Jest bezpiecznie, bo jest to państwo policyjne”. Dalej tłumaczy, że „Mieszkańcy mają i muszą mieć tutejsi rygor i dyscyplinę”.
Na filmach i zdjęciach z wyjazdu polskich dziennikarzy do Egiptu widać głównie sfinksa, piramidy, jedzenie, kucharzy, wielbłądy, quady. Były też odwiedziny w szkole, zakładzie pracy i na targu rybnym.
Na konferencji ministra turystyki Egiptu Hishama Zazou, który przyjechał do Hurghady spotkać się z polskimi dziennikarzami, jeden z nich odważył się zapytać: „Czy w Egipcie jest bezpiecznie?” – natychmiast uspokoiła go odpowiedź: „Oczywiście. Sam pan widzi, jak jest. Nie ma problemu”.
Dali więc ministrowi wielki bochen chleba i miniaturę bożonarodzeniowej szopki krakowskiej.
INWESTYCJA W DZIENNIKARZY
Marek Traczyk nie ukrywa, że chciał pomóc egipskiemu rządowi. „W przypadku Egiptu otrzymywaliśmy od miesięcy sprzeczne informacje: z jednej strony nasza dyplomacja przestrzegała przed wyjazdami do tego kraju, z drugiej strony listy otwarte polskich organizatorów turystyki pokazywały, że tam jest bezpiecznie” – wyjaśnia w e-mailu.
Ministerstwo Turystyki Egiptu liczyło, że do Hurghady przyjedzie 100 polskich dziennikarzy starannie wybranych przez instytucję, ich zdaniem, reprezentującą najważniejsze polskie media – Stowarzyszenie Polskich Mediów. Na zdjęciach i filmach widać, że zainwestowało sporo, by pozyskać sympatię wpływowych żurnalistów z Polski.
I jeśli chodzi o charakter materiałów, które po tym kongresie powstały, można powiedzieć, że egipscy urzędnicy dobrze zainwestowali pieniądze w polskie media.
Kazimierz Olchawa, wydawca „Gazety Miechowskiej”, pisał na witrynie SPM: „Zaskoczyła mnie nie gościnność Egipcjan, bo podobnej doznawałem w innych krajach, ale nowoczesność i rozmach, z jakim Egipcjanie budują swój przemysł turystyczny, co bardzo kontrastuje z innymi dziedzinami gospodarki, które mogliśmy obserwować w Górnym Egipcie”.
Adam Szaja z Telewizji Silesia kajał się w reportażu zrobionym przez Wiktora Sochackiego z Naszego Radia: „My jako media sami musimy uderzyć się w piersi. Bo nie jest tak, jak zazwyczaj jest to przekazywane, że jest niebezpiecznie i odradza się tutaj przyjazd. (…) Sam widzisz, że ptasiego mleka nam tutaj nie brakuje”.
(screen: magazyn „Press”, nr 03/2014)
By jednak nie być posądzonym o stronniczy wybór cytatów, trzeba pokazać i te świadczące o dociekliwości polskich dziennikarzy na ziemi egipskiej: „Narody arabskie, Bliskiego Wschodu, kultury islamskiej, które były przykładem higieny od tysięcy lat, dziś nie radzą sobie z takimi miejscami jak czysta toaleta. Oczywiście w hotelach jest OK, ale liczne muzea, szkoły i miejsca publiczne pozostawiają jeszcze wiele do życzenia” – ujawnił Stanisław Francuz w swoim serwisie Tourist.net.pl.
Dlatego Marek Traczyk nie kryje zadowolenia: „Podjęliśmy dobrą decyzję, zapraszając do Egiptu niezrzeszonych przedstawicieli mediów, bo już teraz wiemy, że ponad 50 dziennikarzy opublikowało materiały” – napisał w przekazanych mi na kartce odpowiedziach na moje pytania.
Jerzy Haszczyński, kierownik działu zagranicznego „Rzeczpospolitej”, jest zdziwiony, że dziennikarze z perspektywy luksusowych hoteli mieli odwagę oceniać sytuację w Egipcie. – To nieodpowiedzialne. Jeżeli ktoś pierwszy raz w życiu jedzie do Egiptu, do pięciogwiazdkowego hotelu, nie powinien innym polecać tego miejsca do wypoczynku rodzinnego.
Trzeba wiedzieć, jakie mechanizmy tam działają – mówi Haszczyński. I dodaje: – No i jest też kwestia etyki. Warto zdawać sobie sprawę, że te hotele należą do generałów powiązanych z władzą.
Wojciech Cieśla, dziennikarz śledczy „Newsweek Polska”, imprezę SPM ocenia dosadniej: – Pisanie o kimś za jego pieniądze to zawodowa prostytucja.
WERYFIKOWALI OSOBIŚCIE
– To dziennikarstwo czy już PR? – próbuję pytać uczestników sesji dziennikarskiej w Hurghadzie.
– To jest dziennikarstwo. Była możliwość pojechać i zobaczyć wszystko na własne oczy na koszt egipskiego rządu – tłumaczy zupełnie poważnie Kazimierz Olchawa z „Gazety Miechowskiej”, którą – jak informuje na stronie internetowej – „redaguje we współpracy z samorządami Miechowszczyzny”. I podkreśla, że co bardziej dociekliwi nie leżeli tylko na plaży, ale chodzili np. do centrum starej Hurghady.
Adam Szaja z TVS w odpowiedzi na moje pytanie przesyła materiał, który nakręcił w Egipcie razem z Adamem Sierakiem – „ich stanowisko w tej sprawie”.
Oglądam i znam odpowiedź – w filmie wszystko tak, jak chcieli sponsorzy, jest nawet nagranie z placu Tahrir w Kairze, na którym reporterzy TVS informują: „I choć regularnie w tym miejscu odbywają się demonstracje, to nie są one zagrożeniem dla ludzi przyjeżdżających do Egiptu, zapewniają władze”.
Kilku innych uczestników sesji dziennikarskiej w ogóle nie odpowiada na pytanie, czy nie przekroczyli granicy dziennikarstwa. Reagują, jakbym pytał o coś wstydliwego. Adama Bartnikowskiego próbuje tłumaczyć jego żona Ewa, redaktor naczelna „Gazety Olsztyńskiej”. Podkreśla, że mąż nie jest dziennikarzem, tylko menedżerem. Poza tym jest już na emeryturze. W autoryzacji wycofuje swoje wypowiedzi.
Podobnie zachowuje się jej mąż, który najpierw w rozmowie ze mną przyznał, że taki wyjazd to forma przekupstwa. „Jeżeli mimo wszystko poda Pan informację o moim udziale w Kongresie, domagam się, abym został przedstawiony jednoznacznie i zgodnie z prawdą jako emeryt, współpracownik serwisu internetowego moje mazury.pl” – zastrzega w e-mailu.
Inny uczestnik wyjazdu, Stanisław Francuz (przedstawia się: publicysta, geograf i przewodnik-globtroter, wykładowca i autor licznych wydawnictw) podkreśla, że podczas pobytu w Egipcie pojechał nawet do Kairu sprawdzać poziom bezpieczeństwa. Po czym dodaje: – Mam wątpliwości, czy było to etyczne, że jako dziennikarze weryfikowaliśmy zapraszającego, czyli rząd Egiptu, na własną rękę.
Jerzego Jureckiego, wydawcę i dziennikarza „Tygodnika Podhalańskiego”, dziwi, że aż 100 dziennikarzy sprzedało się tak tanio. – Zaoszczędzili tysiąc złotych, bo tyle teraz kosztuje tygodniowy pobyt w Egipcie – stwierdza.
PROGRAM JAK Z FOLDERU
Ale już wyjazd do Chin kosztowałby krocie, gdyby nie pomysłowość Marka Traczyka, który pod szyldem SPM potrafi zorganizować każdą imprezę. „Organizujemy sesje do krajów azjatyckich, gdzie dziennikarze pokrywają koszty przelotu, a tam są przyjmowani przez organizacje dziennikarskie. W ramach wymiany my czynimy podobnie, przyjmujemy ich delegacje, pokrywając ich koszty pobytu dzięki sponsorom” – wyjaśnia Traczyk w swojej pisemnej odpowiedzi.
Program sesji do Izraela i Palestyny wygląda jak wycięty z folderu biura podróży. Na przykład: „Dzień szósty. Morze Martwe – Jerycho, Góra Kuszenia, Morze Martwe (kąpiel); Qumran (prelekcja na temat słynnych zwojów dot. historii ludu żydowskiego), Masada – forteca króla Heroda”. Następnego dnia: „Fakultatywnie do wyboru: Jerozolima, Betlejem, Tel Aviv, Morze Martwe”. Sesja organizowana jest przy współpracy biur podróży Holiday Travel i Jeruzalem T&T.
Dziwnym trafem sesja dziennikarska do Ziemi Świętej przypada na czas koło Bożego Narodzenia czy Wielkanocy, a sesja w Dolomitach – gdy można tam poszusować na nartach. Potem w podzięce zaprasza się np. burmistrza Betlejem do Polski i organizuje mu konferencję prasową.
Obniżyć koszty takich wyjazdów pomagają dobre kontakty prezesa SPM z władzami samorządowymi, biurami turystycznymi i hotelami. Marek Traczyk przyznaje, że te wyrobił sobie przez lata, m.in. gdy był dyrektorem departamentu promocji turystyki w Urzędzie Kultury Fizycznej i Turystyki. Tłumaczy, że władze samorządowe na całym świecie mają pieniądze do wydania na promocję, więc zawsze można im coś zaproponować. „Naszą działalność opieramy na wieloletniej współpracy z różnymi krajowymi oraz zagranicznymi instytucjami, organizacjami i jednostkami administracji rządowej i samorządowej” – tłumaczy Traczyk w wysłanym do mnie e-mailu.
Podkreśla, że nie naciska na to, co dziennikarze mają pisać lub pokazywać z danego wyjazdu. Zdaniem Jerzego Jureckiego z „Tygodnika Podhalańskiego” nie musi tego robić. – Po lizusowskich relacjach i komentarzach na stronie SPM wnioskuję, że na kolejne wakacje jest sporo chętnych. Wiele z tych osób wie, co i jak należy pisać, żeby się załapać na kolejne wyjazdy – mówi Jurecki.
A jak nie wiedzą, Traczyk nie wspomina ich mile. Uskarża się więc, że kilka lat temu na wyjeździe do Chin był Wojciech Rogacin, zastępca redaktora naczelnego „Polski Metropolii Warszawskiej” – ale jak wrócił, nic nie napisał. Rogacin odpowiada, że nie było co.
A wystarczyło się postarać. Na filmie z sesji do Chin widać obracający się stół z wieloma daniami, za którym siedzą uczestnicy wyjazdu. „Rybka w jakimś fajnym sosie sezamowym” – relacjonuje jeden z nich. Potem wizyta u chińskich urzędników: „Oba nasze państwa łączy tradycyjna przyjaźń” – oświadcza Chińczyk, na co jeden z Polaków rewanżuje się wypowiedzią, że o bliskości naszych narodów świadczy to, iż Chińczycy rozumieją muzykę Chopina.
– Mieliśmy spotkania z chińskimi dziennikarzami. W Tybecie pokazywali nam świątynie. Trudno jednak było z kimś tam porozmawiać, bo cały nasz pobyt był pod kontrolą miejscowych współorganizatorów – opowiada Wojciech Rogacin. Nie czuje wstydu z tego powodu, że się skusił na wyjazd, ale na zaproszenia na kolejne sesje z SPM już nie odpowiada.
Co roku z sesji dziennikarskich organizowanych przez Marka Traczyka korzysta jednak kilkaset innych osób.
TAMTEGO ROKU W PORTOFINO
Pierwszy październikowy weekend ub.r. Na zdjęciu 17 uczestników wyjazdu do Pątnowa koło Konina, który nazwano Ogólnopolska Sesja Dziennikarska „Zacumuj w Portofino”. To nazwa ośrodka i hotelu nad jeziorem w Pątnowie. Sesję zaczęto od spotkania z właścicielem miejscowej huty Glaspo Piotrem Opasem i Romanem Jakubikiem, menedżerem ośrodka Portofino. Potem był „konkurs literacki na hasło promujące tutejszy ośrodek” – co zaznaczono w relacji z sesji, opublikowanej w serwisie SPM. Wygrał redaktor Witold Ślusarski z Polskiego Radia.
– Witold Ślusarski nie jest dziennikarzem Radia Kraków. Od wielu lat jest na emeryturze i w żaden sposób z nami nie współpracuje – prostuje Marcin Pulit, prezes i redaktor naczelny Radia Kraków. Dodaje, że nigdy by się nie zgodził, by jego dziennikarze jeździli na koszt ośrodków wypoczynkowych i wymyślali im hasła promocyjne. – Nic nie wiem o takich wyjazdach, na jakich zasadach ani przez kogo są organizowane. Jak mogę się domyślać na podstawie pana informacji, dziennikarze zdecydowanie powinni unikać tego typu imprez – stwierdza Pulit.
Jednak menedżer Portofino jest przekonany, że goszczenie uczestników sesji SPM to dobra reklama dla hotelu. – Dziennikarze przyjeżdżają z różnych stron Polski i potem piszą o naszym ośrodku. Zależy nam, by byli z mediów, które ukazują się na terenie, gdzie nie ma jezior. Ich czytelnicy przeczytają o nas i być może do nas przyjadą – wyjaśnia Roman Jakubik. Współpracuje z SPM od wielu lat i jest z tej współpracy zadowolony.
WSZYSCY ZADOWOLENI
Henryk Czechowski z Krakowa skończył 65 lat. Lekarz zabronił mu jechać do Egiptu. Jednak w lutym ub.r. wybrał się z SPM do Warszawy na spotkanie z ministrem gospodarki Januszem Piechocińskim. – Spaliśmy w hotelu Dom Chłopa w centrum Warszawy za 60 złotych za noc. To grosze. Ja mam emeryturę 800 złotych. Gdybym miał płacić zwykłą cenę bez zniżek, nie byłoby mnie stać na taki wyjazd – tłumaczy Czechowski. Mógł więc wysłuchać przemówienia ministra, w którym ten zapewniał, że jest pracowitym politykiem i że „dostrzega potrzeby intensyfikacji naszego wzajemnego współdziałania”.
– Celem spotkania było przedstawienie i omówienie działań Ministerstwa Gospodarki oraz planów na przyszłość – odpowiada na moje pytania dotyczące sensu tej sesji Iwona Dżygała z biura prasowego ministerstwa.
Potem przedstawiciele mediów polskich udali się na Królewski Festiwal Światła organizowany przez władze dzielnicy Wilanów i Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie.
Henrykowi Czechowskiemu w Warszawie się podobało, czemu dał wyraz w tekście opublikowanym w serwisie dziennikarstwa obywatelskiego Wiadomości24.pl: „Dziennikarze idący do Oranżerii na wieczorne refleksje mijali w sposób fantastycznie opracowany przy pomocy lamp imitacje zimowego ogrodu”. Sponsorowi jego relacja też się pewnie podobała. Zadowoleni powinni być też samorządowcy z Wilanowa: „Pan Artur Buczyński, Zastępca Burmistrza Zarządu Dzielnicy Wilanów Miasta Stołecznego Warszawy, przedstawił rys historyczny oraz obecne oferty gospodarcze i turystyczne w okresie zimowym jak też letnim na tym terenie. Kilkuminutowa projekcja filmu i też liczne materiały drukowane uzupełniały rys historyczny jak też wiele propozycji. Okazuje się, że jest bardzo dobry dojazd autobusową komunikacją miejską do Wilanowa. Bardzo dobre nowoczesne połączenia drogowe, infrastruktura dla potrzeb turystyki ułatwia łatwy dojazd tak dla zbiorowej jak też indywidualnej turystyki”.
Redaktor Czechowski nie zawiódł też firmy, która karmiła dziennikarzy: „A Warsowy catering pokazał, że to jest nowoczesna firma i nic nie ma z przeszłością firmy o tej nazwie”.
Chcieliśmy zapytać urzędników z Wilanowa, czy impreza dla SPM spełniła ich oczekiwania, ale nabrali wody w usta.
– Marek Traczyk wprowadza trochę w błąd sponsorów – uważa Jerzy Jurecki. – Szumna nazwa Stowarzyszenie Polskich Mediów sugeruje, że należą do niego topowi dziennikarze z mediów ogólnopolskich i regionalnych, i to oni będą tworzyli materiały dziennikarskie. Ale ja żadnych znanych dziennikarzy w tej organizacji nie zauważam – dodaje.
POZDROWIENIA DLA MARECZKA
Cofnijmy się do 2001 roku. Wtedy to „Tworzy się stowarzyszenie osób fizycznych: redaktorów, wydawców polskich mediów regionalnych i lokalnych pod nazwą Stowarzyszenie Polskich Mediów, zwane dalej w skrócie SPM” – zapisano w statucie SPM. Według Marka Traczyka SPM powstało jednak z poważniejszych pobudek niż chęć podróżowania. Opowiada, że został tylko poproszony o pomoc w organizacji Stowarzyszenia – bo zawsze był aktywny i przedsiębiorczy – a dopiero później wybrano go na prezesa. „Byłem jednym z członków założycieli. Był to czas, kiedy Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich i Stowarzyszenie Dziennikarzy Rzeczypospolitej Polskiej prowadziły publiczną debatę o przywództwo oraz spór o Dom Dziennikarza przy ulicy Foksal” – wyjaśnia w e-mailu. „Jednym z powodów powołania nowej organizacji samorządu dziennikarskiego było wyłączenie się z tej publiczno-politycznej debaty, a zajęcie się pracą na rzecz dziennikarzy, niezależnie od przynależności politycznej” – pisze Traczyk.
Krystyna Mokrosińska, prezes SDP w latach 2001–2012: – Pierwsze słyszę, by w 2001 roku ktoś z powodu jakiegoś rozłamu w SDP zakładał inne stowarzyszenie. SPM słabo kojarzę. Zdaje się, że oni jakieś wyjazdy organizują. Myślę, że dziennikarze, którzy zamierzają korzystać z ich propozycji, powinni zachować czujność.
O SPM i Marku Traczyku – jako organizacji pracującej na rzecz dziennikarzy – niewiele wie Dominik Księski, wydawca tygodnika „Pałuki” i prezes Stowarzyszenia Gazet Lokalnych. – Raz go spotkałem. Nie korzystam z jego ofert – mówi.
Doświadczeni dziennikarze przyznają, że SPM prężnie działa, bo często dostają zaproszenia do akredytowania się na sesje krajowe i zagraniczne. – Zajrzałem na ich stronę. Przedstawiają się jako dziennikarze, ale żadnego nazwiska, które się tam pojawia, nie znam – mówi Jerzy Haszczyński z „Rz”.
Wojciech Cieśla z „Newsweeka” też obejrzał stronę internetową SPM i zauważył: – Szefują temu kompletnie nieznani w środowisku dziennikarskim ludzie. Wymyślili sobie taki biznes i się kręci.
To nie jest karalne, ale ładnie nie pachnie.
(screen: magazyn „Press”, nr 03/2014)
Sposób na kasę – płatne materiały dziennikarskie
Marek Traczyk, szefując Stowarzyszeniu Polskich Mediów, jest też wydawcą branżowego miesięcznika turystycznego „TTG Central Europe”. Wiele materiałów wygląda jak teksty sponsorowane. Traczyk na taką uwagę się obrusza. „TTG jest wydawnictwem skierowanym do profesjonalistów branży turystycznej. Nie jesteśmy i nie będziemy wydawnictwem tabloidowym, które szuka sensacji i pcheł w pościeli hotelowej” – tłumaczy w e-mailu. Oferta dla reklamodawców jest dość bezpośrednia – mogą wybierać spośród takich propozycji: „płatne materiały dziennikarskie: reportaże – forma publikacji prasowej, którą cechuje żywy opis prawdziwych wydarzeń, oparty na obserwacji autora np. w wyniku podróży poznawczej; artykuły sponsorowane”. Albo tekst „pisany przez profesjonalnego copywritera lub osobę z redakcji. Wygląda jak normalny tekst redakcyjny, ale promuje w określony, mniej lub bardziej wprost, dany produkt lub usługę”.
W samym SPM nie wiedzą, kto jest u nich kim. Jerzy Handzlik, który w Bielsku-Białej wydaje tygodnik „Kurier Radio Bielsko” i prowadzi Radio Bielsko oraz Radio Express, na stronie internetowej SPM wymieniony jest jako członek rady naczelnej SPM. Gdy mu to czytam, protestuje: – Ja jestem członkiem jednej z komisji.
A mówią mu coś nazwiska Artur Rutkiewicz i Grzegorz Pawlak? Nie zna ich i pyta, czy powinien. – To wiceprezesi stowarzyszenia – odpowiadam.
Jak wszyscy, z którymi rozmawiam, Jerzy Handzlik zna właściwie tylko Marka Traczyka. – On jest spiritus movens działalności stowarzyszenia – stwierdza. Uczestnicy wyjazdów sponsorowanych uwielbiają prezesa. „Serdecznie pozdrawiam wszystkich redaktorów a wyjątkowo serdecznie redaktora Marka Tkaczyka, wyprawy z Nim to poezja” (pisownia i interpunkcja oryginalne) – pisze na stronie SPM Dominika. „GRAYULACJE!!! pozostaje tylko zazdrościć, że mnie tam nie było:(. Wiem, że na najbliższy wyjazd – PISZĘ SIĘ:) Pozdrowienia dla wszystkich wycieczkowiczów i naj, naj dla MARECZKA T!!!” – słodzi Wanda Gembarzewska.
SKRADZIONE SŁOWA
53 lata, średniego wzrostu, trochę przy kości. W pierwszych rozmowach przez telefon Traczyk gra brata łatę. Na spotkanie zgadza się pod warunkiem, że wcześniej dostanie pytania na piśmie. A potem zaczynam rozumieć, dlaczego pytanie o granice etyki dziennikarskiej tak peszy uczestników sesji organizowanych przez Traczyka. Kontakt z nim nie przypomina bowiem relacji z profesjonalnym dziennikarzem. Mało – jest dowodem na brak jakiegokolwiek pojęcia o tym zawodzie.
Na początku spotkania w stołówce w centrum Warszawy oddaje mi wydrukowane moje pytania wraz z jego odpowiedziami. Kładę na stole dyktafon, zaczynamy rozmawiać. Przez 45 minut jest miło, ale mało konkretnie. Na pytania, które mu nie pasują, odpowiada, że ich nie rozumie. Albo nie pamięta danej sprawy.
Nagle łapie leżący na stole dyktafon i chowa go do kieszeni. Oskarża mnie, że ukradłem mu słowa na dyktafon.
Baranieję. On próbuje skasować nagranie, ale nie potrafi. Przez kwadrans przekonuję go, by oddał rzecz, która do niego nie należy.
Rozmawiamy dalej. Nie podobają mu się też pytania o doświadczenie dziennikarskie. Wspomina tylko, że w latach 2002–2003 był dyrektorem i zastępcą redaktora naczelnego Radia Polonia. Chętniej chwali się za to, że był dyrektorem departamentu promocji turystyki w UKFiT (w latach 1993–1994 i w 1997 roku).
Na koniec spotkania znów stara się być miły – że jestem sympatyczniejszy, niż ludzie o mnie opowiadają. Ot, taki sygnał, że mnie niby wcześniej prześwietlił.
Po kilku dniach znów zmienia ton – w e-mailu oskarża mnie, że go nagrywałem z ukrycia. „Do tego schował Pan telefon komórkowy, oskarżając mnie, że go zaraz Panu ukradnę. Czy nagrywanie bez zgody nie jest kradzieżą?”.
I kolejny e-mail: prezes SPM przysyła mi kompilację moich wcześniejszych pytań pisemnych, jego odpowiedzi, jego dodanych własnych pytań i kolejnych jego odpowiedzi.
A gdy wysyłam mu do autoryzacji jego wypowiedzi – Traczyk rozsyła wszystkim z listy mailingowej swojego stowarzyszenia ów dziwny tekst, tytułując go bezczelnie: „Wywiad Mariusza Kowalczyka z »Press« z Markiem Traczykiem”.
Dalsza rozmowa z twórcą SPM o dziennikarstwie nie ma już sensu. Wysyłam mu żądanie usunięcia tamtego materiału. W odpowiedzi nazywa mnie gangsterem stosującym metody „z czasów Goebbelsa i PRL-u”.
RABATY SAMORZĄDÓW
Sam statut SPM przeczy temu, że jest to organizacja mediów. Czytamy, że SPM powstało „w celu właściwego promowania Polski w świecie, umacniania jej pozycji na arenie międzynarodowej i podtrzymywania tożsamości narodowej za granicą”. Zapisane cele brzmią jak wycięte z broszury rządowej z lat 80.: „promocja polskiej gospodarki w Polsce i za granicą”, „promocja polskiej kultury i nauki w kraju i za granicą”.
SPM ma siedzibę w samym centrum Warszawy, przy ul. Świętokrzyskiej. Ceny za wynajem są tu jednymi z najwyższych w Polsce. Lecz SPM za biuro o pow. 91,83 mkw. płaci tylko 1286 zł plus VAT miesięcznie, czyli tyle ile za małe mieszkanie na obrzeżach stolicy. To dzięki temu, że SPM jest zarejestrowane jako organizacja pożytku publicznego, która może liczyć np. na preferencyjne stawki za wynajem lokali należących do samorządów.
Jakie korzyści mają mieszkańcy Warszawy z tego, że Marek Traczyk pod przykrywką działalności dziennikarskiej prowadzi biuro podróży? W uzasadnieniu przyznania lokalu SPM do wynajęcia bez konkursu warszawscy urzędnicy w 2001 roku pisali, że „przekazuje materiały prasowe z wydarzeń centralnych, organizuje spotkania z przedstawicielami władz centralnych, prowadzi szkolenia. Powołanie Oddziału ww. Stowarzyszenia w Warszawie usprawni przepływ informacji, a także wzmocni pozycję prasy lokalnej, blisko związanej z działalnością samorządów”.
Lecz nawet tak niska cena za wynajem była dla SPM za wysoka i gdy Stowarzyszenie nie płaciło czynszu, wypowiedziano mu w 2009 roku umowę najmu lokalu. Po spłaceniu zaległości ponownie zawarto z SPM umowę. Kończy się ona w tym roku. – Urząd się przygląda, w ramach rutynowej weryfikacji, od jakiegoś czasu działalności tego stowarzyszenia jak również działalności kilku innych, które mają swoje siedziby w komunalnych lokalach użytkowych w Śródmieściu – informuje dyplomatycznie Mateusz Dallali, główny specjalista ds. kontaktów z mediami w Urzędzie Dzielnicy Śródmieście m.st. Warszawy.
POLSKIE MEDIA?
– Pan Marek Traczyk prowadzi biuro podróży pod nazwą Stowarzyszenie Polskich Mediów. Nazwa nie jest chyba przypadkowa, bo przy innej mógłby mieć trudności z przekonaniem tak wielu do łamania etyki dziennikarskiej, czyli przyjmowania ofert darmowych wyjazdów w zamian za pisanie tego, co chce sponsor – podsumowuje Jerzy Jurecki. I dodaje: – Jeżdżą za pieniądze rządzących. Był Egipt, była też Białoruś, gdzie w 2007 roku pojechali pod pretekstem zwiedzania Puszczy Białowieskiej, za pieniądze reżimu Łukaszenki.
Marek Traczyk ripostuje, że przy takim stwierdzeniu trzeba też postawić podobny zarzut każdemu zapraszającemu dziennikarza, a jest nim Parlament Europejski, posłowie Parlamentu Europejskiego, Ministerstwo Spraw Zagranicznych i każda organizacja narodowa turystyki reprezentowana w Polsce.
– To po prostu draństwo. Kilka razy w roku otrzymuję od nich oferty wyjazdów – komentuje Ryszard Pajura, redaktor naczelny tygodnika „Obserwator Lokalny” z Dębicy. – Ignoruję je, co może jest niegrzeczne. Ale czy grzeczna jest próba wciągnięcia mnie w przedsięwzięcie mało etyczne? Nie miałem pojęcia, że jest tak wielu dziennikarzy, którzy z tego korzystają – stwierdza.
Maria Sowisło, dziennikarka z „Tygodnika Człuchowskiego”, apeluje do dziennikarzy w sprawie wyjazdów z SPM: – Unikajcie ich jak ognia, bo napić możemy się w swoim środowisku w znacznie przyjemniejszych okolicznościach.
A Wojciech Cieśla z „Newsweeka” konkluduje: – „Polskie media”? To tak naprawdę także o mnie i o tobie.
***
„Press” do nabycia w dobrych salonach prasowych lub online (wydanie drukowane lub e-wydanie) na e-sklep.press.pl.
Czytaj też: Nowy „Press”: Michał Przedlacki, afera z książką Opolskiej i kto zarabia na AI
Mariusz Kowalczyk










