Gównoburza i walka klas. Andrzej Skworz reaguje na ataki Zero.pl na „Press”
Andrzej Skworz, redaktor naczelny magazynu „Press”
Józef Stalin stwierdził kiedyś, że walka klasowa zaostrza się w miarę postępów budowy socjalizmu. Im gorzej jest w mediach, tym bardziej zaostrza się walka pomiędzy polskimi dziennikarzami. I jak to na wojnie, prawda ginie pierwsza.
W jubileuszowym magazynie „Press” ukazał się tekst Ryszarda Parki o starcie portalu Zero.pl, kierowanego przez byłego pracownika WP.pl – Patryka Słowika. Redaktor naczelny Zero.pl umówił się na spotkanie z naszym reporterem w siedzibie swojej redakcji. Trzy dni po starcie portalu spędzili na rozmowie godzinę, Słowik pozwolił robić zdjęcia i swobodnie opowiadał o redakcyjnej pracy. Reportaż ukazał się w jubileuszowym numerze „Press” i sprawa pewnie by się na tym skończyła, gdyby nie fakt, że kilka dni później napisaliśmy w „Presserwisie”, iż wyniki pierwszego miesiąca portalu Zero.pl nie powalają.
Daliśmy lekko ubarwiony tytuł: „Zero.pl z mniej niż milionem użytkowników. Serwis działa od 9 lutego”. Przyznam, że trochę naciągnęliśmy rzeczywistość, bo do miliona sporo brakowało – łącznie było to 864 270 rzeczywistych użytkowników.
I wtedy Słowik zastosował się do innej bolszewickiej zasady, sformułowanej przez Lenina: „Kto kogo?”.
Najpierw na X nakłamał: „Przeczytałem swoje wypowiedzi w najnowszym »Pressie«. Cóż: jakiś dziennikarz przyszedł do redakcji znienacka, kulturalnie mu odpowiedziałem na kilka pytań w drodze między kuchnią a salką konferencyjną i tyle”.
Jakoś zapomniał, że do redakcji nie da się wejść „znienacka”, że panowie byli umówieni, spędzili ze sobą sporo czasu i długo rozmawiali.
Kolejny tweet Słowika, napuszczający na nas, był już z grubszej rury: „Koleżankom i Kolegom Dziennikarzom radzę: nie warto z »Pressem« rozmawiać. To kolejny raz, gdy zmyśla wypowiedzi”.
I od razu uprzedził oczywiste pytania, dlaczego nie autoryzował swoich wypowiedzi, informując, że nie ma takiego zwyczaju. Słusznie, panie Patryku. Autoryzacja to zło. Prawie tak samo duże jak kłamstwo wypowiedziane publicznie.
Gdy na któryś post Słowika napisaliśmy, że możemy przesłać mu screeny z telefonu Parki, potwierdzające fakt, iż panowie się umawiali – Słowik zamilkł. Mogliśmy oczywiście opublikować sami te zdjęcia, ale uznaliśmy, że prolongowanie dramy byłoby schodzeniem poniżej naszych standardów. I tak już czuliśmy się niezręcznie wchodząc w dyskusje nad banalnym kłamstwem, które łatwo było zweryfikować. Oczywiście nikt go nie weryfikował, kolejne portale powielały bzdury Słowika i spółki, nie pytając drugiej strony o zdanie.
Piszę spółki, gdyż nic tak nie wzmacnia siły przekazu, jak mówiący jednym głosem kolektyw. Na X czytaliśmy więc kolejnych autorów Zero.pl, oburzonych, że nie było ich w redakcji w czasie wizyty Ryszarda Parki, ale mimo to zostali przez niego zacytowani z filmu, który wcześniej sami wrzucili do mediów społecznościowych.
Spójrzmy na sprawę z dystansu. Nie jestem zdziwiony, bo z okazji 30 lat „Press” przypomnieliśmy naszym czytelnikom, że już od pierwszego numeru magazynu niektórzy przedstawiciele branży skarżyli się na nas, że traktujemy ich surowiej niż innych.
Przypomnieliśmy zabawną historyjkę o tym, jak jeden z szefów redakcji dzwonił do drugiego z pytaniem, dlaczego jest tak krytykowany, a tamten drugi chwalony przez „Press”. Gdy się dodzwonił, usłyszał, że jest dokładnie na odwrót.
Przez te 30 lat walczyli z nami rzecznicy wszystkich polskich mediów. Nieraz bywało też, że głos zabierali urażeni dziennikarze z poważnych redakcji. Jakoś to przeżyliśmy. Przeżyjemy też kąsania koleżanek i kolegów z Zero.pl. Byłoby jednak bardziej po dziennikarsku, gdybyśmy dyskutowali o faktach.
Ze spokojem czekam więc na następne odkrycia i ataki na „Press”. Pewnie znów będzie o tym, że sam się ogłosiłem sumieniem polskich mediów, że z prawdą jesteśmy zawsze na bakier, a autoryzację traktujemy po macoszemu. Bóg wie, co jeszcze wymyślą.
Ale na pewno pojawi się ten refren najchętniej powtarzany przez obrażonych – że „Press” od dawna nic już nie znaczy, bo nikt go w branży nie słucha ani nie traktuje poważnie.
Dziwna to jednak nieistotność: od lat właśnie na nas wielu próbuje budować własne znaczenie i rozpoznawalność.
Tego nie jest w stanie wyjaśnić nawet teoria walki klas.
Andrzej Skworz










