Religiantka. Gdy Adam Michnik wyklina prawicowców – Magdalena Czyż się uśmiecha

„Religiantka chwaląca się seksem za wyższą ocenę i obruszona, że inne kobiety mogą nie chcieć. This. Esencja chrześcijańskiej hipokryzji” – napisała Beata Borowska (fot. Michał Meissner/PAP)
Nieznana autorka „Gazety Wyborczej” w ciągu kilku lat stała się znaną – choć nieuznawaną – publicystką.
„Magdalena Czyż – redaktorka kwartalnika poświęconego dialogowi chrześcijańsko-żydowskiemu (www.spotkania.prchiz.pl), rzeczniczka prasowa Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów” – napisali redaktorzy pod jej debiutanckim tekstem opublikowanym w „Gazecie Wyborczej”.
Rzecz ukazała się w styczniu 2016 roku i była o Soborze Watykańskim II: „Jak Żydzi przestali być bogobójcami. Historia najnowsza”.
Półtora roku później autorka zamieściła kolejny artykuł, tym razem historyczny, o potrójnym agencie admirała Canarisa, szefa Abwehry, który wraz z Watykanem planował zamachy na Hitlera.
Jednak już jej trzeci tekst, o księdzu Stanisławie Musiale, trafia do rubryki „Adam Michnik poleca”.
Od tego czasu idzie już z górki – coraz więcej tekstów i coraz krótsze podpisy, kim jest. Pod recenzją książki Witolda Beresia i Krzysztofa Burnetki z marca 2018 roku czytamy: „Magdalena Czyż – publicystka, wiceprezeska stowarzyszenia Otwarta Rzeczpospolita”.
I tak zostało na długo, dopóki stowarzyszenie nie poprosiło jej, by zrezygnowała.
Na platformie X można obejrzeć filmik „Adam Michnik odpowiednio potraktował prawackiego chama”. Widać na nim, jak lekko zgarbiony Adam Michnik idzie Krakowskim Przedmieściem, przed wjazdem do Ministerstwa Kultury. Obok, po prawej stronie, idzie kobieta. Z offu, od osoby nagrywającej, słychać: „Dzień dobry panu, Polska chciałaby wiedzieć, czy już przeprosił pan za brata”. „Tak, bardzo chętnie” – odpowiada Michnik, a jego towarzyszka się krzywi. „To proszę powiedzieć: przepraszam za brata” – naciska głos z offu. „Wypierdalaj koleś, dobra?” – stwierdza nagle Michnik, a osoba po jego prawej stronie po raz pierwszy szeroko się uśmiecha.
NA PARAPECIE W LETNI WIECZÓR
Magdalena Czyż lubi konkret i dosadność. Jej tekst z czerwca 2024 roku w „Gazecie Wyborczej” zdumiał bardziej niż niejedna wypowiedź Adama Michnika. Sam tytuł zdradzał wiele: „Ach, ten tyłeczek mojego wykładowcy”. Opisała w nim swoje studenckie erotyczne przygody z żonatym wykładowcą filozofii. „Zaliczyliśmy biurko w jego gabinecie na uniwersytecie, parapet w letni wieczór (bardzo polecam) i najmilej wspominany przeze mnie stos jakichś filozoficznych periodyków i książek, też w jego gabinecie (i też gorąco polecam)”.
Egzamin zdała na piątkę. „Przytaczam te dwa wspomnienia z wesołych studenckich czasów, żeby uzmysłowić niektórym siostrom feministkom, że istnieją dwa typy mentalności studentek i w ogóle kobiet, które raczej nigdy się ze sobą nie zgodzą. Jeden to typ o zdystansowanym i – nie bójmy się tego słowa: zdrowym – podejściu do swojej kobiecości, ciała i seksu. Są świadome zalet swojej płci i świadomie z niej korzystają. I drugi, o mentalności bliskiej zakonnicy. Okazuje się, że ten drugi dotyczy kobiet zarówno o konserwatywnych, jak i lewicowych, teoretycznie postępowych poglądach”.
Na Magdalenę Czyż posypały się gromy. „Wydawałoby się, że nie trzeba już tłumaczyć, czym jest stosunek zależności oraz jak działa władza. (…) Dlatego też to szefowie i wykładowcy mają odpowiedzialność w relacjach z podwładnymi i studentkami: bo to oni mają długopisy, którymi zatwierdzają podwyżki, awanse oraz wpisują noty do indeksu” – pisała w polemice dziennikarka „Wysokich Obcasów” Natalia Waloch.
Romanse z wykładowcami nie podobają się także tym, którzy Magdalenę Czyż lubią. – Nie jestem fanem uprawiania seksu na profesorskim biurku. Czystość relacji między wykładowcami a studentami jest na uczelni bardzo ważna – zauważa Jacek Żakowski.
„Wywaliło mi skalę w krindżometrze” – pisał internauta o nicku Doniesienia z Putinowskiej Polski na facebookowym profilu Jacka Dehnela.
Beata Borowska: „Religiantka (wspaniałe słowo) chwaląca się seksem za wyższą ocenę i obruszona, że inne kobiety mogą nie chcieć. This. Esencja chrześcijańskiej hipokryzji”. Katarzyna Surmiak-Domańska: „To jest romantyzowanie korupcji”. Niektóre komentarze były bliskie linczu.
Alina Cała: „A może ona (ta Czyż) przerżnęła całe męskie grono redaktorów »GW« – i dlatego ten jej tekst opublikowano?”. Jacek Dehnel odparował: „Podobnie jak z zaliczeniem egzaminu z filozofii, nie trzeba całego grona, wystarczy jeden konkretnie dobrany redaktor”.
Pojawiły się też zarzuty, że Czyż chciała zdobyć piątkę na egzaminie za seks. „Autorka przeżywająca nieintelektualne uniesienia z wykładowcami zapewniała sobie lepsze traktowanie. Miała nieuczciwą przewagę nad tymi studentkami i studentami, którzy nie chcieli lub nie mogli przelecieć profesora. Równie dobrze mogłaby zaliczać egzaminy za pomocą łapówki (…). To, czego zdaje się nie rozumie Czyż, to to, że można uwielbiać seks, ale taki, który nie jest walutą. A fakt, że nie wykorzystuje się relacji zależności, by go uzyskać, nie znaczy, że jest się uczulonym na orgazmy. Świadczy po prostu o przyzwoitości” – argumentowała Anna Dryjańska w portalu NaTemat.
Emilia Dłużewska z działu kultury „Gazety Wyborczej” grzmiała zaś: „Na studia przychodzą też osoby, które chciałyby się czegoś nauczyć, nie dostając dwuznacznych SMS-ów ani erotycznych propozycji. Choć może trudno w to uwierzyć, gdy widzi się tylko koniec własnego »zgrabnego tyłeczka«”. Jedna z czytelniczek napisała pod jej tekstem: „Trzęsie mnie po przeczytaniu tekstu pani Czyż. Ona publicznie z triumfem ogłasza, że dzięki seksowi z wykładowcą miała lepsze oceny, i drwi z żony tego wykładowcy. Obrzydliwe. Ofiarami tej sytuacji była nie tylko ta żona, ale przede wszystkim koledzy i koleżanki, którzy otrzymywali swoje oceny w uczciwy sposób. Zabrakło tylko, żeby pani Czyż się pochwaliła tym, o ile wyższe stypendium zgarniała dzięki seksowi z wykładowcą. Paskudny brak inteligencji etycznej”.
Socjolog Krzysztof Podemski, członek Otwartej Rzeczpospolitej, który zna Magdalenę Czyż z tego gremium, przyznaje, że ją lubi i ceni. Ale jej niektóre ostatnie teksty go zaskoczyły, m.in. te, które jego zdaniem były zbyt naiwnie prokościelne. – Najbardziej jednak zszokował mnie tekst aprobujący relacje seksualne między pracownikami uczelni a studentkami, postawa, którą odbieram jako sprzeciw wobec ruchu #MeToo.
NIEKTÓRZY KRZYWDY NIE ZAZNALI
W październiku 2024 roku Magdalena Czyż stanęła w obronie Marii Anny Potockiej, dyrektorki krakowskiej Galerii MOCAK, oskarżanej o mobbing przez jedną z pracownic. Czyż pisze tekst do „Gazety Wyborczej”: „Pracownicy MOCAK-u bronią Maszy Potockiej. Nie jesteśmy karani ani mobbowani”. I wywołuje kolejną burzę. Publicystka przepytuje pracowników MOCAK-u, którzy od Potockiej żadnej krzywdy nie doznali. Dyrektorkę przedstawiają jako wymagającą, może oschłą szefową, ale nie mobberkę. „W życiu nie byłem przedmiotem ani świadkiem takich zdarzeń. Jest osobą dosyć oschłą. Powiedzieć o Maszy, że jest ciepłą osobą, to jak z niej zakpić. Natomiast uważam, że na jej stanowisku nie należy być przytulanką. Ona prowadzi bardzo dużą instytucję i robi wszystko, aby działała jak najlepiej” – mówi jeden z nich.
Tylko czy to oznacza, że żaden inny pracownik MOCAK-u nie mógł czuć się źle, pracując z Potocką?
Olga Gitkiewicz wali z grubej rury, komentując tekst Czyż w internecie. „Oczywiście. Jeffrey Dahmer zabił tylko 17 mężczyzn. Milwaukee liczyło wówczas ok.
700 tys. ludzi i tych 700 tys. może zaświadczyć, że Dahmer ich nie zamordował”.
Internautka Bogna Lewkowicz zauważa: „Jeśli się mobbuje jedną osobę, jest się mobberem”. Inna kwituje: „Wierna więc strażniczka i patriarchatu, i mobbingu”.
Ciekawe, bo pod tekstem w obronie Potockiej nie podpisał się żaden redaktor, choć od dłuższego czasu „GW” umieszcza nazwiska redagujących. Po jakimś czasie błąd naprawiono i znalazł się tam podpis Romana Imielskiego, pierwszego zastępcy Adama Michnika.
Nie dowiem się, czy chciano nie kojarzyć się z tym tekstem, bo ani Mirosław Maciorowski, szef działu Wolna Sobota w „GW”, ani jego redaktorka Ewa Wieczorek nie zgodzili się ze mną rozmawiać.
Podobnie jak dwie inne dziennikarki tego tytułu – Natalia Waloch z „Wysokich Obcasów” i Emilia Dłużewska z działu kultury.
JEDNOMYŚLNOŚĆ
Magdalena Czyż i Adam Michnik w sprawie Maszy Potockiej byli jednomyślni. Podczas gali Nagrody Literackiej „Nike” Adam Michnik wziął w obronę Potocką, członkinię kapituły, kilka dni wcześniej odwołaną z MOCAK-u przez nowego prezydenta Krakowa. Mówił: „Po zniesieniu cenzury zagrożeniem wydawała się kakofonia. Przekonanie, że tam, gdzie wszystko można powiedzieć, można też na każdego napluć, każdego zniszczyć, każdego zdeptać. To jest zagrożenie dla kultury polskiej. To, co wydaje mi się bardzo ważne, to przekonanie, że dziś dochodzi do głosu coraz częściej kultura wykluczenia. Znamy w naszej kulturze przypadki ludzi wykluczanych, często wybitnych” – mówił w przemówieniu Michnik. I porównał Potocką do pomnikowych postaci – Jana Błońskiego i Marii Janion. Stwierdził też, że Potocka jest jurorką „gwarantującą rzetelność kulturową i moralną”.
Obydwoje z Czyż bronili Maszy Potockiej i obydwoje na tym tracili.
„Ja tam się nie znam, ale jak czytam ten tekst Czyż, to mam wrażenie, że ona się u Jarząbka szkoliła. »To mówiłem ja, Jarząbek«” – napisała na Facebooku była minister kultury i dziedzictwa narodowego Małgorzata Omilanowska.
TRZECI GŁOS
O stosunku Magdaleny Czyż do Adama Michnika może świadczyć zdanie zamieszczone w jej polemice z katolicką publicystką Zuzanną Radzik. Pisała w kwietniu 2021 roku: „Bardzo chcę udowodnić kiedyś Michnikowi, że w czymś nie ma racji. Marzę o tym i to marzenie w sobie pielęgnuję”.
Dalej Czyż pisze: „Zgadzam się z Zuzą, gdy krytykuje Michnika za jego podziw dla Jana Pawła II. Nie tylko nie podzielam tego podziwu, ale uważam go za wielkie nieporozumienie. Z jednego, jedynego powodu: stosunku JPII do kobiety. Jego książka »Przekroczyć próg nadziei« była moją pierwszą i jak dotąd jedyną książką, którą pizgnęłam o ścianę. Wpadła za kanapę i chyba do tej pory tam leży. Może zgnije”.
Czy Magdalena Czyż jest trzecim głosem Adama Michnika w „Gazecie Wyborczej”? Pierwszym wypowiada się z rzadka on sam, drugim jest Andrzej Zagozda, pod którym to pseudonimem Michnik prezentuje ulubione wiersze, a trzecim, od kilku lat, Magdalena Czyż. Potwierdza to w felietonie Ernest Skalski, były redaktor „Wyborczej”, który w polemice z Michnikiem ujawnił: „Ciekawe są też inspirowane przez ciebie wypowiedzi Magdaleny Czyż i Bartłomieja Sienkiewicza, obie w magazynie »GW«”.
Jednak niektórzy w „Gazecie” zaprzeczają. – Ona nie jest głosem Michnika. Jej teksty oprócz odsłaniania stanu emocjonalnego autorki niewiele wnoszą. Jednak jest faktem, że Adam musiał akceptować jej teksty – mówi były redaktor „Gazety Wyborczej”, który zastrzega sobie anonimowość. Inny, również były i anonimowy dziennikarz „GW” zupełnie się z takim postawieniem sprawy nie zgadza. – Redakcja ma poczucie, że ona ma poważny wpływ na Adama. Forsuje swoje pomysły, a Michnik często im ulega i zamiast ważnymi sprawami, jak wojna w Ukrainie czy na Bliskim Wschodzie, zajmuje się zastępczymi tematami Kościoła w Polsce – mówi.
Magdalenę Czyż z Michnikiem łączy też katastroficzna wizja świata, zwłaszcza obawa o zagrożenia ze strony skrajnej prawicy. Często jej teksty były inspirowane wypocinami autorów Rydzykowego „Naszego Dziennika”, którego głosu od dawna już nikt poza Czyż nie bierze poważnie. „Kiedy piszę ten felieton, słucham jednocześnie doniesień z Brazylii i patrzę na zdjęcia tłumu szturmującego budynki najważniejszych instytucji w państwie. Mam coraz silniejszą obawę, że wydarzenia ze stolicy Brazylii i wcześniejsze z Waszyngtonu będą miały miejsce także w Warszawie, jeśli tylko opozycja wygra wybory. W Brasilii na szczęście nikt nie zginął. W Waszyngtonie zginęło pięć osób”. I dodawała całkiem na serio: „Czy śmierć prezydenta Pawła Adamowicza nie wystarczy? (…) Ilu ludzi musi stracić życie albo zdrowie? ”.
Jednak to nie z powodu przesadnie nadmuchanych tez Magdalena Czyż nie jest ceniona przez niektórych dziennikarzy „GW”. Mój anonimowy rozmówca, były dziennikarz „Gazety”, stwierdza: – Młoda gwardia uważa ją za relikt przeszłości, a starzy mają jej za złe, że ma za duży wpływ na Adama.
Michnik chyba pośrednio przyznał się do tego wpływu, mówiąc podczas debaty z Tuskiem w Klubie „Wyborczej” w lutym 2021 roku: „Jestem z pokolenia, w którym patriarchat był na porządku dziennym, ale zmieniłem się i już wiem, że gdy przychodzą goście, to nie powinno być tak, że herbatę robi pani domu”.
Przy takim podejściu do kwestii patriarchatu nic dziwnego, że „Gazeta Wyborcza” zmaga się jeszcze z jednym problemem. Dostrzega go kolejny dziennikarz, który też prosi o anonimowość: – W „Gazecie Wyborczej” panuje dualizm pokoleniowo-towarzyski. Michnik coraz gorzej znosi zadania redaktora naczelnego gazety. Młodsza część „Gazety” chciałaby zdobywać młodego lewicowego czytelnika, ale to się nie udaje.
Były dziennikarz „GW” stwierdza: – Każdego tygodnia dziennikarze i redaktorzy modlą się, żeby promowane przez niego [Michnika – przyp. red.] teksty Magdaleny Czyż i Marcina Matczaka przeszły niezauważone przez czytelników. Nie chcą, żeby gazeta była kojarzona z dziaderską wizją świata.
Inny dziennikarz przytacza historię: – Po tym, jak prokuratura umorzyła sprawę Tomasza Lisa o mobbing, w „Gazecie” powstał pomysł, by opublikować jego tekst o Kaczyńskim. Grupa dziennikarzy zaniosła jednak w tej sprawie list protestacyjny do Michnika. Domagali się, by nie publikować tekstów Lisa, bo uważali, że jest zbyt skompromitowany. Michnik nie chciał ulec, uważajął, że Lisowi należy pozwolić wyjść z infamii i banicji, na którą go skazano. Michnik zawsze chciał uderzać w system, a nie w człowieka. Ostatecznie jednak do publikacji nie doszło.
INTELEKTUALNA UCZTA
Jednak w sprawie Tomasza Lisa w małej części Michnik postawił na swoim. Lis został zaproszony do wzięcia udziału w dyskusji z cyklu „Senat blisko obywatela” w Częstochowie. Była to jedna z tzw. debat senackich, stworzonych dla mniejszych ośrodków, by przed wyborami w 2023 roku przypomnieć obywatelom o roli demokratycznego, a w czasach PiS zarazem opozycyjnego senatu. Debaty organizowała, jako koordynatorka, Magdalena Czyż. Była też ich prowadzącą. Teraz już przedstawiana i podpisywana jest jako politolożka i publicystka „Gazety Wyborczej”. Jest już publicystką pełną gębą, więc rozentuzjazmowany dziennikarz lokalny „Wyborczej” z Pomorza napisał o debacie z jej udziałem: „Michnik, Kurski i Czyż w Darłowie. Zapowiada się intelektualna uczta w »Debacie o Polsce«”.
Oprócz awansu z grupy pytających do udzielających odpowiedzi Magdalena Czyż dostąpiła jeszcze jednego wyróżnienia. Otrzymała nagrodę Fala Festiwalu Media i Sztuka – przyznawaną przez burmistrza Darłowa Arkadiusza Klimowicza, jednego ze współautorów imprezy, obok Cezarego Łazarewicza i jego żony Ewy Winnickiej. „Pani redaktor Magdalena Czyż bardzo zasłużyła się dla Darłowa jako sekretarz kapituły Nagrody Króla Eryka Pomorskiego. Ta nagroda ma trafiać do osobistości zasłużonych w Polsce i Europie i nic by z tej nagrody nie było, gdyby nie pani Magdalena” – uzasadniał burmistrz Klimowicz.
– Magda Czyż jest bardziej aktywistką niż dziennikarką. Potrafi prowadzić fajne spotkania. W swojej publicystyce idzie w poprzek, ale nie nazwałbym jej kontrowersyjną. Krytyka jej tekstów ze strony walczącego feminizmu „Wysokich Obcasów” nie dochodzi do nikogo oprócz wąskiego grona ich zwolenniczek – uważa reporter, który wycofał swoje nazwisko z tego tekstu dopiero na etapie autoryzacji, w której nic nie zmienił.
Krytyka tekstów Czyż dotarła jednak do Stowarzyszenia Otwarta Rzeczpospolita. Opowiada Paula Sawicka, była prezes tej organizacji, dziś przewodnicząca Rady Programowej Otwartej Rzeczpospolitej: – Do Stowarzyszenia Otwarta Rzeczpospolita poleciła Magdalenę Czyż Halina Bortnowska. Czyż okazała się miłą osobą, życzliwą, zaangażowaną w działania stowarzyszenia. Powierzyłam jej opiekę nad dziennikarską stroną naszego przekazu internetowego, w tym prowadzenie wywiadów, na przykład z prof. Jerzym Jedlickim czy z Hanną Machińską. Z czasem Magda została wybrana do zarządu i została wiceprezeską. W ostatnich latach jej zaangażowanie w stowarzyszenie było coraz mniejsze, aż zupełnie ustało. Mimo to jako wiceprezeska Otwartej Rzeczpospolitej publikowała na Facebooku kontrowersyjne posty, niebędące stanowiskiem stowarzyszenia, za które wylewał się na nie internetowy hejt. Dlatego poprosiliśmy, by występując prywatnie, nie podawała afiliacji z Otwartą Rzeczpospolitą, a potem, gdy hejt nie ustawał, by ustąpiła z zarządu – kończy Sawicka.
O odejściu ze Stowarzyszenia Czyż zdecydowała sama. Była prezeska przyznaje, że poszło zwłaszcza o dwa teksty Czyż z zeszłego roku, ten o jej przygodach erotycznych oraz broniący wykładowców UAP. W tym artykule Czyż naraziła się feministkom obroną sześciu wykładowców Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu, którym byłe studentki tej uczelni zarzuciły molestowanie, niewłaściwe zachowania o erotycznym podtekście, nieetyczne wydawanie pieniędzy i proponowanie studentkom narkotyków. Pojawił się też zarzut o nadużywanie władzy. Jak pisała Czyż, dwóch wykładowców miało ze studentkami długie romanse, po czym pary się rozstały. W jednym przypadku była studentka przyznała się do nękania byłego już doktoranta, z którym miała romans. Trzeci został oskarżony o erotyczne zachowanie w tańcu. Czwarty o oglądanie zdjęć nagiej kobiety (według Czyż nie wiadomo jednak, kto był na zdjęciu i czy to oskarżany wykładowca kobietę sfotografował). Piąty miał być winny finansowych nadużyć. Władze uczelni zbadały sprawy i zarzut odrzuciły. Kolejny został oskarżony o to, że 20 lat wcześniej strzelił studentce w plecy z gumki stanika. Podobno do dziś nie może się ona pozbierać po tym doświadczeniu. W stosunku do jeszcze innego wykładowcy pojawił się zarzut o zarażanie kobiet wirusem HPV. Ten zrobił jednak testy i wszystkie okazały się negatywne.
Czyż napisała: „Oskarżeni zaczęli odczuwać działanie cancel culture, czyli kultury linczu. Ich prawnicy już zapowiadają pozwy w tych sprawach”.
Tekst spotkał się ze sporym sprzeciwem. „Nie mam wątpliwości, że Czyż próbuje swoim tekstem zamknąć usta osobom uwikłanym w opresyjny mechanizm zależności, który sam w sobie zmusza do milczenia. Uderza we wszystkie ofiary, które dźwigają jeszcze latami poczucie krzywdy i traumę. Autorka felietonu zdaje się tego zupełnie nie dostrzegać” – napisała Marta Danielewicz, dziennikarka „Gazety Wyborczej” w Poznaniu.
Władze Otwartej Rzeczpospolitej po obu tekstach Czyż czuły się niezręcznie, ale po tekście o tyłeczku postanowiły zareagować publicznie – zamieściły w tej sprawie oświadczenie. „W związku z wieloma krytycznymi reakcjami, które wywołał tekst Magdaleny Czyż »Ach, ten tyłeczek mojego wykładowcy« (»Gazeta Wyborcza«, 29–30 czerwca 2024), oświadczamy, że wyrażone w nim stwierdzenia i poglądy należą wyłącznie do autorki i że wielu członków Stowarzyszenia »Otwarta Rzeczpospolita« stanowczo się z nimi nie zgadza. Tezy tam sformułowane nie mogą więc być w żadnym wypadku traktowane jako stanowisko Stowarzyszenia, jego Zarządu czy Rady Programowej. Magdalena Czyż już jakiś czas temu zgłosiła rezygnację ze stanowiska wiceprezesa »Otwartej Rzeczpospolitej« (czekaliśmy tylko na jej oświadczenie na piśmie), a obecnie zrzekła się również członkostwa w Stowarzyszeniu, tak więc wypowiada się wyłącznie w swoim imieniu”.
ZAANGAŻOWANA
Są jednak tacy, którym publicystyka Magdaleny Czyż odpowiada. – Ma odwagę wyrażania własnych, niepopularnych poglądów. Odklejenie się od stada wymaga odwagi. Podoba mi się też jej aktywizm. Wielu dziennikarzom brakuje zaangażowania społecznego. A ona potrafi nie tylko pójść na manifestację, ale też ją sama zorganizować – wyjaśnia Jacek Żakowski, publicysta tygodnika „Polityka”, współpracujący z „Gazetą Wyborczą” i Tok FM.
Wysoką ocenę Czyż przyznaje również Bogdan Białek, założyciel „Gazety Wyborczej” w Kielcach i twórca magazynu „Charaktery”: – Magda ma osobisty stosunek do różnych spraw. Ja w niej to cenię, bo sztuka debaty zupełnie zanikła. Ona ma tę odwagę, żeby debatę inicjować. Mam jak najlepsze zdanie o jej publicystyce. Jest otwarta, nie określiłbym jej jako kontrowersyjnej – stwierdza.
Umówiłyśmy się z Magdaleną Czyż na rozmowę do tego tekstu, najpierw telefoniczną, a potem osobistą. Obie odwołała. Nie dowiem się więc, dlaczego znalazła błąd w podejściu Adama Michnika do Jana Pawła II, ale nie spełni swojego pielęgnowanego marzenia i nie udowodni mu, że w czymś się myli.
„Pani Małgorzato, po przeczytaniu Pani pytań mogę stwierdzić jedynie, że nie jest Pani przygotowana do rzetelnego i uczciwego napisania tekstu o moich tekstach. Nie zadała sobie Pani nawet trudu, aby sprawdzić, jak wyglądam, przez co myli mnie Pani z kimś innym na rzeczonym filmiku. Odnoszę wrażenie, że Pani nie chodzi o moje teksty i rzekomą ich kontrowersyjność, tylko o zupełnie coś innego. Dlatego odmawiam współpracy” – napisała.
Jak zawsze konkretnie. Choć wystarczy rzut oka na film, by stwierdzić, że w faktach zdarza się jej pomylić.
***
Ten tekst Małgorzaty Wyszyńskiej pochodzi z magazynu „Press” – wydanie nr 1-2/2025. Teraz udostępniliśmy go do przeczytania w całości dla najaktywniejszych Czytelników.
„Press” do nabycia w dobrych salonach prasowych lub online (wydanie drukowane lub e-wydanie) na e-sklep.press.pl.
Czytaj też: Nowy "Press": Haszczyński, konsekwentna Zetka, wspomnienia o Tymie i Pytlakowskim
Małgorzata Wyszyńska
