Temat: radio

Dział: RADIO

Dodano: Maj 25, 2022

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Lis, Żakowski, Władyka i Wołek. Trzódka w Tok FM, czyli (nie)pełna zgoda

Oto w studiu radiowym spotyka się czterech panów, których łączy jedno – krytyka PiS (fot. Tok FM)

Gdy po raz pierwszy tzw. trzódka Jacka Żakowskiego skomentowała w Tok FM polityczną rzeczywistość, Polska wchodziła do Unii Europejskiej, prezydentem był Aleksander Kwaśniewski, a papieżem Jan Paweł II. Był 9 marca 2003 roku.

***

Ten tekst pochodzi z archiwalnego wydania magazynu "Press" – nr 01-02/2021. Teraz udostępniamy go do przeczytania w całości za darmo. Przyjemnej lektury!

***

Pomysł był taki, że Jacek Żakowski chciał mieć stałych komentatorów. Zdecydował klucz towarzyski, choć nie wiem, czy wówczas Żakowski dobrze znał się z Lisem – wspomina Ewa Wanat, ówczesna redaktorka naczelna Tok FM. – Z jednej strony był prawicowy Tomasz Wołek, naczelny dziennika „Życie”, będącego w kontrze do „Gazety Wyborczej”. Z drugiej strony liberalny Tomasz Lis – duże dziennikarskie nazwisko – miał przyciągnąć słuchaczy do radia, które wówczas startowało i miało niewielu odbiorców. Do tego umiarkowanie lewicowy Wiesław Władyka – opisuje Wanat.

Czytaj też: RAS Polska nie zaprzecza, że w sprawie zachowań Tomasza Lisa pracowała komisja

– Mnie Jacek Żakowski zapewne postrzegał jako radykalnego prawicowca, choć ja zawsze reprezentowałem raczej nurt umiarkowanej centroprawicy – oponuje Tomasz Wołek. – Ale sporów nie brakowało – dodaje.

Jacek Żakowski: – Spieraliśmy się o sens wojny w Iraku. Tomasz Lis był wręcz jej fanem, ja radykalnym przeciwnikiem. Tomasz Wołek był miłośnikiem PO-PiS-u, ja byłem zdecydowanie bardziej sceptyczny do tego pomysłu. Ja byłem z kolei zwolennikiem powoływania komisji śledczych, zaś Wiesław Władyka był sceptyczny. Dziś też się różnimy, choć oczywiście te różnice są mniejsze niż przed laty. Tyle że wtedy nie mieliśmy do czynienia z fundamentalnymi sporami politycznymi. Nie było sporu o demokrację, który dziś tak spolaryzował scenę polityczną.

Marcin Makowski z Wirtualnej Polski nie ma złudzeń – to audycja momentami przypominająca sztab wyborczy opozycji. A redaktorzy w niej występujący w wielu momentach wykazują się hipokryzją. – Ci sami panowie, którzy licytują się, kto bardziej potępi PiS, zarzucają innym dziennikarzom, że sprzyjają obecnej władzy. Dziennikarz nigdy nie powinien sprzyjać konkretnym partiom, bez względu na to, czy są w rządzie czy opozycji. To hipokryzja i brak spójności – twierdzi Makowski. Przy czym – jego zdaniem – nie chodzi o to, że publicysta nie ma prawa mieć poglądów politycznych. – Rolą dziennikarza jest patrzenie na ręce władzy. I oni to robią. Tyle że to ich patrzenie wykracza poza normalną analizę politycznej rzeczywistości. Jest to rodzaj emocjonalnego i toksycznego uzależnienia od części obecnej opozycji, której redaktorzy trzódki podpowiadają, co ma zrobić, by odzyskała władzę – uzasadnia publicysta Wirtualnej Polski.

– Trzódka sztabem opozycji? Nie wiem tylko której opozycji? – zastanawia się Jacek Nizinkiewicz z „Rzeczpospolitej”. – Często słyszę Jacka Żakowskiego, który krytykuje Platformę Obywatelską. Lisowi nie podoba się Hołownia. Wołkowi nie po drodze z PSL, a Władyka nie przytula słowem lewicy. I to ma być sztab opozycji? – wątpi Nizinkiewicz, który deklaruje, że trzódki słucha i ją lubi.

– Kultowa audycja. Często się z nimi nie zgadzam, ale trudno mi sobie wyobrazić piątkowy poranek bez redaktorów – wyjaśnia dziennikarz „Rzeczpospolitej”. Choć dodaje, że wśród słuchaczy są zapewne i tacy, którzy słuchają dla beki. Bo oto w studiu radiowym spotyka się czterech panów, który, łączy jedno – krytyka PiS. – Jeden robi to z pozycji bardziej lewicowej, drugi – totalnej, trzeci nieco bardziej wnikliwie, a czwarty z pozycji liberalnej. I tylko czasem się różnią – przyznaje Nizinkiewicz.

Jacek Żakowski odpiera zarzuty:  – Jesteśmy publicystami i analitykami. To, co mówimy, ma charakter doradczy i taki mieć powinno. Doradzamy nie tylko opozycji, ale także władzy. Ale nie, jak tę władzę utrzymać lub zdobyć, ale jak ją dobrze sprawować. Gdy rządziła Platforma, wytykałem jej wiele błędów dotyczących ograniczania demokracji. Teraz rządzi PiS i demokrację niszczy. A my o tym mówimy w bardzo różnym tonie. Jeśli ktoś nie słyszy między nami różnic, to znaczy, że jest politycznie głuchy.

„TOMEK, MÓW POWAŻNIE”

Według Jacka Żakowskiego podstawowy spór między publicystami w jego programie dotyczy antykomunizmu. – Ja uważam, że antykomunizm jest jedną z podstawowych chorób polskiej rzeczywistości. I absolutnie nie podzielam marzenia Tomasza Lisa o idealnym świecie bez lewicy – podkreśla Żakowski, który określa się mianem symetrysty. – Jeśli PiS robi coś dobrego, na przykład 500 plus, to trzeba o tym powiedzieć i to pochwalić. Jeśli robi coś złego, na przykład nazywając wydarzenia na granicy polsko-białoruskiej wojną hybrydową, to – bez względu na to, kto tak mówi – moim obowiązkiem jest to skrytykować. Nie przekonują mnie argumenty, że nie ma co się czepiać Tuska, bo Kaczyński jest gorszy – mówi Żakowski.

Na różnice w poglądach zwraca także uwagę Tomasz Wołek. – Jacek Żakowski i Tomasz Lis od dawna krytykowali Donalda Tuska, bo to taki polityk od „haratania w gałę”. Moje zdanie było inne. Z Jackiem Żakowskim spieraliśmy się niejednokrotnie o rolę opozycji. On zarzucał jej brak koncepcji i programu. Ja aż takim krytykiem opozycji nie byłem. Swego czasu broniłem nawet ówczesnego przewodniczącego PO Grzegorza Schetyny. Uważałem, że wręcz uratował swoje ugrupowanie. Moi koledzy w studiu moich opinii – mówiąc łagodnie – nie podzielali. Z kolei Jacek Żakowski zachwycał się Adrianem Zandbergiem. My byliśmy bardziej krytyczni – wylicza Tomasz Wołek. – To, że wszyscy dostrzegamy, że PiS jest złem absolutnym, nie jest niczym dziwnym, ponieważ podobnie uważa większość myślących Polaków – pointuje.

Profesor Wiesław Władyka przyznaje: – Jesteśmy krytyczni wobec obozu władzy, i to nie tylko teraz, krytyczni byliśmy także w 2007 roku, gdy partia Kaczyńskiego po raz pierwszy rządziła. W czasach gdy silne są w mediach akcenty tożsamościowe, my taką swoją polityczną tożsamość reprezentujemy i wręcz podkreślamy – mówi Władyka. – Nie będziemy się na siłę obiektywizować. Jesteśmy w tym kościele i tego kościoła bronimy. Nie żyjemy w normalnych czasach i nie zamierzamy tego ukrywać – uzupełnia.

Ale Władyka także zwraca uwagę na różnice w poglądach. – Może to są drobne odcienie, ale jednak są – zauważa publicysta. – Pamiętam, gdy wiosną 2021 roku Włodzimierz Czarzasty zaczął dogadywać się z PiS. My to ostro krytykowaliśmy. Jacek Żakowski wręcz Czarzastego bronił. Doszło nawet do kłótni między nami na antenie. Strofowałem go, że nie może nas terroryzować poprzez ograniczanie prawa do krytyki – przypomina Władyka.

Chodziło o kluczowe z punktu widzenia rządu głosowanie nad ratyfikacją Krajowego Planu Odbudowy z 4 maja 2021 roku. Przeciw zagłosowali wówczas posłowie Solidarnej Polski, czyli koalicjanta Prawa i Sprawiedliwości. Rząd uratowała lewica, która pakiet odbudowy poparła. „Liderzy lewicy pobiegli w objęcia Kaczyńskiego” – komentował 7 maja w czasie piątkowej audycji Tomasz Lis. „Tomek, mów poważnie, jakie objęcia Kaczyńskiego. Błagam cię, nie uprawiaj propagandy” – oponował Jacek Żakowski. Swoje dorzucił także Wiesław Władyka: „Jacku, nie możesz nas szantażować. Wszelka krytyka lewicy to jest dla ciebie szantaż, histeria, że komentatorzy oszaleli… Ty stosujesz tego typu retorykę. Przyhamuj trochę” – apelował publicysta „Polityki”.

Z kolei w kwietniu 2020 roku wśród publicystów trzódki doszło do kłótni dotyczącej bojkotu zaplanowanych pierwotnie na 10 maja wyborów prezydenckich. „PiS udało się stworzyć sytuację, która nas poróżniła. Pierwszy raz! Od kiedy jesteśmy w tej grupie, to nie było tak zasadniczej różnicy” – ubolewał w trakcie audycji Jacek Żakowski. „Ja chcę iść na wybory, chociaż termin 10 maja jest paranoiczny. Szaleństwo i coś amoralnego, ale ja upieram się, że idzie się na wybory, by wygrać” – komunikował Tomasz Lis. „To jest zabójstwo, narażenie milionów ludzi na śmiertelne niebezpieczeństwo! W tej sytuacji nie ma innego wyjścia. Nie można popierać czegoś tak urągającego zasadom” – argumentował Tomasz Wołek. Także Wiesław Władyka uznał, że „nie należy uczestniczyć w tej farsie”. „Jak się mają zachować kandydaci? Obywatele świadomi swoich praw i obowiązków nie mogą legitymizować tego aktu i wygranej Dudy. Nigdy nie powiem o nim prezydent” – ripostował publicysta „Polityki”. Ale Lis nie dawał za wygraną. „Ja uważam, że wybory są do wygrania. Jestem przekonany, że możemy wygrać. Lepiej grać, niż oddawać wybory walkowerem”. „Miliony ludzi przepuszcza się przez urny! To zbrodnia narodowa. Wirus będzie śmiertelnie atakował ludzi. Efekt? Wielu ludzi nie pójdzie ze względu na strach” – skomentował słowa Lisa Wiesław Władyka.

KTO JEST CIEKAWY ŚWIATA

Każdą choć trochę ostrzejszą polemikę wśród gości trzódki wyłapują dziennikarze prawicowego portalu „Tygodnika do Rzeczy”. „Żakowski cytuje w Tok FM »taśmy Neumanna«. Co na to publicyści?” – brzmiał tytuł w październiku 2019 roku. Chodziło o opublikowane przez TVP Info nagranie rozmowy lokalnego działacza Platformy Obywatelskiej ze Sławomirem Neumannem. Na nagraniu Neumann stwierdza m.in.: „Rzygam tym Tczewem, słowo daję. Nie chcę się nim zajmować, bo tam są same p...by”. Jacek Żakowski, który zacytował podczas audycji słowa polityka PO, stwierdził, że takie sprawy „mogą ciążyć” opozycji w wyborach. Jak donosił portal Dorzeczy.pl, po słowach dziennikarza zapadła cisza i żaden publicysta trzódki nagrań nie skomentował. „Ciekawa sytuacja. Jacek Żakowski zachował się rzetelnie i zacytował »Trzódce« w Tok FM cytaty z taśmy Neumanna. Cisza, chwila konsternacji i reszta programu odpowiedzi na zupełnie inne tematy. Jakby te cytaty na antenie w ogóle nie padły” – skomentował sytuację na swoim profilu na Twitterze Marcin Makowski, wówczas jeszcze dziennikarz „Tygodnika do Rzeczy”.

Czytaj też: Odejście Tomasza Lisa. Czy teraz będzie mógł się pożegnać z czytelnikami "Newsweeka"?

– Zgryźliwi tetrycy. Swoje wiedzą, mają utrwalone poglądy i racje na każdy temat. I nic nie jest w stanie ich przekonać. Brak otwartości to największy zarzut – krytykuje trzódkę lewicowa publicystka Agnieszka Wiśniewska, redaktorka naczelna portalu Krytykapolityczna.pl. – Jedynie Jacek Żakowski stara się nieraz być adwokatem diabła. Prowokuje. Widać, że jest ciekawy świata i nie robi tego tylko po to, by nieco ożywić tę trzódkę – dodaje Wiśniewska.

Bo najczęściej trzódka mówi jednym głosem. Wystarczy rzut oka na tytuły zapowiadające w podcastach radia Tok FM poszczególne audycje, by przekonać się, wokół czego ogniskuje się debata. „Postępuje proces gnicia” (19.11.2021), „Rząd trwa w ponurym bezruchu” (12.11.2021), „Determinizm władzy w niesłuchaniu rad i ostrzeżeń jest przerażająco zadziwiający” (29.10.2021), „Tusku, masz rację!” (22.10.2021), „Proces rozpadu władzy narasta. Wybory coraz bliżej” (13.08.2021), „Tusk i Platforma muszą pokazać autentyczną energię” (09.07.2021).

W grudniu 2018 roku, po akcji Centralnego Biura Antykorupcyjnego i zatrzymaniu byłego szefa Komisji Nadzoru Finansowego Andrzeja J. oraz sześciu podległych mu urzędników, w czasie audycji w Tok FM Tomasz Lis stwierdził: „To jest państwo mafijne, to jest gang i to jest grupa ludzi wybitnie zdemoralizowanych. To jest gang. Panowie z PiS-u, bardzo proszę o pozew”.

Tomasz Wołek także mówił że „tak działa państwo mafijne, tak działa mafia. To jest wyjątkowo obrzydliwe”. „To jest hańbiące i bardzo groźne. Dlatego, że to jest megasiła państwa, które używa wszystkich instrumentów i wszystkich możliwych zapisów” – uzupełniał Wiesław Władyka.

Z ust redaktorów trzódki można często usłyszeć argumenty o demontażu państwa w wykonaniu Prawa i Sprawiedliwości, zamachu stanu, brutalnej, chamskiej i aroganckiej władzy oraz o kompromitacji państwa PiS. A większość działań polityków tej partii określana jest mianem „absurdu” lub „strefą obciachu”.

Gdy w sierpniu 2019 roku głośna była sprawa lotów marszałka sejmu Marka Kuchcińskiego, podczas których na pokład samolotu zabierał bliską rodzinę, Tomasz Lis ocenił, że jest to potwierdzeniem faktu, że PiS to „pazerna i chamska władza”. Wiesław Władyka twierdził, że obecna władza zachowuje się w sposób arogancki i bezceremonialny. „Upartyjniła państwo i korzyści z tego mechanizmu wprost docierają do konkretnych ludzi. To nie tylko Kuchciński, ich jest tysiące” – podkreślił Władyka w audycji.

„Mały duecik przedwyborczej pomocy” – tak z kolei ocenił audycję Jacka Żakowskiego publicysta portalu wPolityce.pl Wojciech Biedroń w czerwcu 2020 roku. W czasie audycji publicyści komentowali m.in. debatę przed wyborami prezydenckimi między Andrzejem Dudą a Rafałem Trzaskowskim. „Jacek Żakowski, Tomasz Lis, Wiesław Władyka i Tomasz Wołek chcieli zapewne pomóc Rafałowi Trzaskowskiemu w jego kampanii. Cele »słuszne«, ale wykonanie jak zwykle: groteskowe i pełne pogardy analizy oderwanych od rzeczywistości publicystów” – napisał na portalu Biedroń. „Tylko czekać, aż sztab Trzaskowskiego wezwie czterech panów do milczenia” – dodał.

„Debata ustawiona dla Dudy. Idiotyczne pytania miały służyć pogrążeniu Trzaskowskiego, który wyszedł obronną ręką. Trzaskowski nie dał sobie bramki strzelić” – oceniał debatę Tomasz Wołek na antenie radia Tok FM.

„Przypomniał mi się tytuł książki Wojciecha Kuczoka pt. »Gnój«. To był gnój, manipulacja, paski wychwalające Dudę, a potem dogrywka, czyli pojawia się pan Duda, który mówi, jak dobrze mu poszło” – wtórował Tomasz Lis.

Z kolej sam gospodarz trzódki zastanawiał się: „Czego brakuje Trzaskowskiemu, by wygrać? Czego mu brakowało, by Dudę pokonać?”. Władyka: „Ja bym proponował dla Trzaskowskiego: trochę nuty jazzowej, trochę luzu, który by przekonywał młodych i zachęcił do wspólnego pląsu. Trzaskowski ma ten feeling”.

Dla Agnieszki Wiśniewskiej z „Krytyki Politycznej” to, że redaktorzy w audycji Jacka Żakowskiego mają podobne poglądy, mogłoby być zarzutem, ale… 20 lat temu. – Dziś, wskutek polaryzacji, tak właśnie wygląda rzeczywistość, także medialna. Rozmawia się tylko z tymi, z którymi się zgadzamy. Pod tym względem to żadna wina trzódki. Można wręcz zażartować, że trzódka była prekursorem polaryzacji w mediach – zauważa Wiśniewska, która audycji czasem słucha, lecz niezbyt często.

Jej zdaniem większym problemem audycji jest to, że występują w niej wyłącznie panowie. – Brak głosu kobiet jest dużym obciążeniem dla tej audycji. Żakowski wie, że to problem, ale mimo to trzyma się formatu.

– Gdybym miał drugą audycję, występowałyby w niej same kobiety – odpowiada Jacek Żakowski. – Gdybym miał trzy, skład byłby mieszany. Klucz doboru gości jest być może nieaktualny, ale została tradycja. A tradycja jest czymś ważnym – argumentuje.

Ewa Wanat – szefowa radia Tok FM w czasie, gdy trzódka debiutowała – uważa, że w Niemczech ta czwórka komentatorów, demonstrując swoje poglądy, wciąż reprezentowałaby cztery frakcje polityczne. Tomasz Wołek byłby konserwatystą o poglądach zbliżonych do CDU. Jackowi Żakowskiemu bliżej byłoby do Zielonych, Wiesławowi Władyce do SPD, zaś Tomasz Lis byłby ze swoimi opiniami gdzieś pomiędzy CDU a FPD – wylicza Wanat. – Panowie reprezentowaliby pełne spektrum światopoglądowe. Mieliby odmienne spojrzenie na sprawy edukacji, emerytur, klimatu. Chyba też na temat uchodźców. To są tematy, o których dyskutuje się w Europie. Tylko w Polsce wszystko kręci się wokół sporu między PiS a opozycją. Jakbyśmy byli wyspą, która nie ma żadnego styku z lądem – dodaje była redaktor naczelna Tok FM.

PO CO SIĘ SPIERAĆ

Trzódka nie od dziś prowokuje skrajne komentarze. Gdy świętowała 15-lecie istnienia, w czasie okolicznościowej audycji do radia zadzwonił były prezydent Lech Wałęsa. „Jesteście u mnie na wszystkich programach!” – powiedział, życząc redaktorom powodzenia i dalszych lat komentowania. „Najlepszego i kolejnych 15, bo tematów i problemów do omawiania nie zabraknie” – pisała wówczas na facebookowym profilu audycji słuchaczka Hanna. Jubileuszu gratulował też „ryndzin”: „Zawsze, ilekroć słyszę dyskusję panów, mam poczucie brania udziału w czymś istotnym. Zawsze jest to merytoryczne, zawsze z klasą, zawsze na poziomie”.

Czytaj też: Ostatni felieton Lisa przed odejściem z „Newsweeka": „Wolnych mediów już nie ma"

Ale nie brakowało także głosów przeciwnych. Internauta „drmuras” napisał: „Każda audycja to kopalnie beki. Takiego zbioru pseudoanalitycznego bełkotu nie ma nigdzie indziej. Najzabawniejsze fragmenty z ostatniego czasu to wieszczenie pozostania UK w UE, obśmiewanie Dudy przed wyborami prezydenckimi oraz wieszczenie zwycięstwa Clinton w USA”.

Z kolei „kirdan1” przyznał, że audycji słucha od 2015 roku, „bo te ich jęki, żale i patetyczne odezwy (szczególnie Lis, jak ma dzień) doprowadzają mnie do łez ze śmiechu”.

„Radiowa wersja zgredów z Muppet Show… jeden przez drugiego robią wszystko, by tylko dokopać PiS. Gdy PiS był w opozycji – tylko PiS był na tapecie… dzisiaj – to samo” – dodał Janusz Kuszpit.

Na 18. urodziny trzódki satyryczny rysunek poświęcił redaktorom Henryk Sawka. Opatrzył go zagadką: „Wiesiek, dwóch Tomków i Jacek, co to za kapela? Żakopower”. W komentarzach internautów na Twitterze oprócz gratulacji i życzeń nie brak było też takich opinii: „Raczej trzoda. Chyba największa chamówa, pogarda i nienawiść w polskim eterze” – skomentował na Twitterze internauta Michał. Maciej Oczoś dodał: „Przede wszystkim stali się potwornie anachroniczni. Sam się z nimi zestarzałem o te 18 lat, ale już odpadam. Zero świeżej myśli, tylko dziaderskie pohukiwanie na PiS oraz powtarzane do znudzenia recepty na pewną przegraną opozycji”. „Nie ma potrzeby ich słuchać, bo nic świeżego nie powiedzą. Totalna pisofobia. Mogłabym napisać scenariusz ich rozmowy” – oceniła Neli Mercedes.

Nawet Tomasz Lis przyznał kilka lat temu w swojej książce „Historia prywatna”, że niektórych słuchaczy generalna zgodność redaktorów trzódki może irytować. „Nas nie. Bo rzeczywiście, chociaż w wielu sprawach się różnimy, nie ma w sumie niezgody co do fundamentów. Inaczej możemy oceniać na przykład działania opozycji, ale nie toczymy sporu, czy PiS dokonał w Polsce zamachu na państwo prawa, czy też nie” – pisał Lis. „Bo też właściwie po co mielibyśmy się o to spierać, skoro wiadomo, że dokonał” – uzasadniał. „Po diabła miałbym słuchać audycji, której sens sprowadza się do desperackich prób wytłumaczenia delikwentowi, że 2x2=4, które i tak nic nie dają, bo impregnowany na rzeczywistość delikwent twierdzi, że 7 – łamanie konstytucji nie jest łamaniem konstytucji, TVP nie jest ordynarną telewizją partyjną, w Smoleńsku może był zamach, a może katastrofa, i takie tam” – argumentował redaktor naczelny „Newsweek Polska” w swojej książce.

Podobnych argumentów używa dziś Jacek Żakowski. – Jeśli ktoś oczekuje, że będziemy się różnić w dyskusji, czy Polsce lepiej będzie pod wpływami Rosji czy zachodniej Europy, to rzeczywiście się rozczaruje – wyjaśnia. I dodaje: – Mnie szkoda czasu na rozmowę, czy sądy powinny być niezależne od władzy wykonawczej, bo tę dyskusję odbyto 200 lat temu. Choć zdaję sobie sprawę, że nie brak ludzi, którzy tracą czas na dyskusje, czy demokracja jest dobrym ustrojem. Zdaniem Żakowskiego na świecie nie ma sporu dotyczącego tego, czy w Polsce niszczona jest demokracja, a budowana dyktatura. – U nas wielu komentatorów nie chce tego przyjąć do wiadomości. Uważają, że prawda leży gdzieś pośrodku. My nie mamy cienia wątpliwości, że w Polsce budowana jest dyktatura. To jest fundament naszych poglądów. I stojąc na tym fundamencie, różnimy się na przykład co do tego, jak obronić demokrację i czy opozycja dobrze ją broni – przyznaje gospodarz piątkowego poranka w Tok FM.

– Nie aspirujemy do tego, by się wszystkim podobać. To nie konkurs piękności – uzupełnia Tomasz Wołek. – Każdy z nas mówi we własnym imieniu. Każdy ma inną biografię. I stąd także biorą się różnice. Gdy koledzy zarzucali Jarosławowi Kaczyńskiemu, że niezbyt udzielał się w dawnej opozycji, ja brałem go w obronę, bo pamiętam, jak przyjmowałem go do Ruchu Młodej Polski. Na tym polega zawodowa uczciwość – przekonuje Wołek.

Nie przeszkodziło mu to jednak w audycji 3 kwietnia 2020 roku nazwać prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego chorym psychicznie człowiekiem. „Nie waham się tego stwierdzić, bo tylko ktoś nienormalny może do tego stopnia forsować rozwiązania katastrofalne w skali całego narodu” – uzasadnił komentator Tok FM, dodając, że „W PiS zaznaczył się podział na tych, którzy zwątpili w ten domniemany geniusz Kaczyńskiego i mają narastające poczucie, że przewodzi im psychopata, paranoik, który pcha nie tylko tę formację, ale naród ku przepaści, ku nieszczęściu [...]”.

„Trzódka w Tok FM bez zmian. Wołek o Kaczyńskim w jednej wypowiedzi: »chory paranoik«, »człowiek chory psychicznie«, »psychopata«. Po wszystkim głos Lisa: »Nie mam kompetencji, żeby z prof. Wołkiem polemizować«. I śmiech. Nie da się już PJK krytykować argumentami?” – skomentował wówczas na Twitterze wypowiedź Wołka Marcin Makowski. – Sporów jest jak na lekarstwo. To bardziej licytacja – kto bardziej dowali PiS-owi. Od dziennikarzy z takim doświadczeniem wymagam więcej – mówi dziś o piątkowej trzódce Makowski.

Jacek Nizinkiewicz przyznaje, że słuchając niemal każdej audycji trzódki, można utwierdzić się w przekonaniu, że demokracja za czasów PiS się skończyła. Ale według publicysty „Rzeczpospolitej” dziś trzeba jasno mówić, że łamane jest prawo. – Nie czas na chłodne informowanie i zachowywanie dystansu. Trzeba jednoznacznie się opowiadać po którejś ze stron – mówi Nizinkiewicz. – Oczywiście redaktorzy trzódki powiedzą, że oni opowiadają się po stronie wartości i demokracji, ale nie ma wątpliwości, do której strony politycznej barykady jest im bliżej – dodaje.

Medioznawca Maciej Myśliwiec uważa, że dla niektórych odbiorców audycja Jacka Żakowskiego może stanowić wentyl bezpieczeństwa. Oto jest kilku panów, którzy myślą podobnie jak oni. – Lubimy być w swoich bańkach medialnych – przekonuje Myśliwiec, właściciel agencji Social Sky, która świadczy usługi w zakresie komunikacji zewnętrznej i social mediów. I dodaje: – Myślę, że audycja ta staje się niszowa, jednak obecność w internecie komentarzy od dziennikarzy mocno związanych z obozem władzy, którzy opisują, czym się w danej audycji trzódka zajmowała, oznacza, że jest ona bacznie obserwowana przez drugą stronę sceny politycznej.

Z kolei dla publicysty Marcina Dzierżanowskiego, byłego redaktora naczelnego „Wprost”, trzódka to intelektualne muzeum polskiej publicystyki lat 90. – Słucham trochę jak wspomnień wojennych kombatantów. Nie ukrywam, że słucham z nostalgią, bo przecież ja się na takich komentarzach i poglądach wychowałem – mówi Dzierżanowski. – Tyle że wszystko się zmienia, a wizja świata Jacka Żakowskiego i towarzyszy nie – dodaje. Czy to źle? Wbrew pozorom Dzierżanowski tak nie uważa. – Po pierwsze, radio Tok FM jest generalnie równościowe. Zazwyczaj dba o równowagę płci w audycjach, oddaje antenę młodym publicystom, promuje inkluzywny język. W tym kontekście jedna tak zwana dziaderska audycja w tygodniu jest ciekawą odmianą i powinna być objęta ochroną gatunkową – przekonuje były redaktor naczelny „Wprost”, którzy zdradza, że czasami słucha jej w celach terapeutycznych. – Po lekturze wpisów społecznościowych ludzi z mojej bańki, których ulubionym zajęciem jest nabijanie się z libków i powtarzanie, że największym nieszczęściem Polski był Leszek Balcerowicz, niektóre wypowiedzi Żakowskiego, Wołka, Władyki i Lisa brzmią jak głos rozsądku – konkluduje Dzierżanowski.

„Nie mam wrażenia, że któryś z kolegów się nudzi. A gdyby zespół miał być siłami natury zdekompletowany? Kiedyś o tym gadaliśmy. Ktoś rzucił wtedy (chyba ja), że w innym składzie to nie byłoby już to samo i trzeba by się rozwiązać” – pisał kilka lat temu w książce „Historia prywatna” Tomasz Lis.

Jacek Żakowski dziś pytany, czy nie chciałby w trzódce gości o wyraźnie odmiennych poglądach, odpowiada, że w Polsce są osoby, które w niedzielę chodzą do kościoła, i takie, które wybierają klub ze striptizem. – Czy to znaczy, że – by zadowolić wszystkich – należałoby wprowadzić striptiz do kościoła? Trzódka jest dla pewnej grupy odbiorców i nie ma być taka sama jak dziesiątki innych audycji, gdzie jest jatka i wzajemne przekrzykiwanie się. Skupiamy się na jakościowej analizie. Nie ukrywamy poglądów. I to jest uczciwe – przekonuje Żakowski. – Nie chcę zapraszać kobiety z brodą czy mężczyzny z biustem, by zaspokajać wszelkie potrzeby wszystkich – pointuje.

***

„Press” do nabycia w dobrych salonach prasowych lub online (wydanie drukowane lub e-wydanie) na e-sklep.press.pl.

Czytaj też: Nowy „Press": Sierakowski nie udaje reportera wojennego, dziennikarze sportowi bez fair play, a Śmigulec pisze list

Press

Grzegorz Sajór

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter
Pressletter
Ta strona korzysta z plików cookies. Korzystając ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies w przeglądarce zgadzasz się na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Dodatkowo, korzystając ze strony, akceptujesz klauzulę przetwarzania danych osobowych. Więcej informacji w Regulaminie.