Ukryte kamery. Jan Piński oskarża dziennikarzy, że są współpracownikami służb
Technik potwierdza, że jego kolega zaczął się bać Pińskiego. – Zobaczył noże w aneksie kuchennym i zaczął je upychać, by gospodarzowi nic nie przyszło do głowy w amoku (screen: YouTube/Jan Piński)
Jan Piński oskarża dziennikarzy, że są współpracownikami służb, a techników i policjantów, że są przebierańcami. Opowiadając o tym na YouTubie, bardzo dobrze zarabia.
Autor: Krzysztof Boczek
Dotarłem do notatki policji z interwencji przeprowadzonej 8 kwietnia br. w mieszkaniu Jana Pińskiego na warszawskich Bielanach. Sporządził ją sierż. szt. Tomasz Biliński z Komendy Rejonowej Warszawa V. W notatce wymieniono dwóch świadków zdarzenia – pracowników firmy, która zajmuje się wyszukiwaniem podsłuchów.
Jeden z nich zrelacjonował nam – zastrzegając anonimowość – całą sytuację. Dwóch specjalistów od podsłuchów zjawiło się w mieszkaniu Pińskiego. Przyszli na jego prośbę – wcześniej pisał kilka razy na X o rzekomych podsłuchach. – Ten człowiek dziwnie się zachowywał. Był przekonany, że na tysiąc procent coś u niego znajdziemy.
Nie znaleźli. Sprawdzili mieszkanie, przejrzeli kamerę monitoringu. Piński zapytał, czy podsłuchy mogą być umieszczone w czujnikach ruchu. – Mogą. Czasami nawet klienci przynoszą nam takie, by w nich zamontować kamery – przyznał jeden z techników.
Piński podejrzewał, że podsłuchy są w bateriach czujników. Spece rozkręcili urządzenia, ale baterie okazały się typowe. Sprawdzili je – 3,6 V napięcia – jak w nowej. Gospodarz stwierdził, że baterie mają już dziesięć miesięcy, więc dziwne, że wykazują tak małe zużycie.
Technik: – Chcieliśmy je wziąć do analizy. Nie pozwolił, zabrał nam je. Spakowaliśmy sprzęt, już zbieraliśmy się do wyjścia, gdy do drzwi zadzwonił dzwonek. – Kominiarz – usłyszał Piński.
Skoczył do drzwi i je zaryglował. – Powiedział, że nas nie wypuści, bo na pewno jesteśmy w zmowie z tym kimś na zewnątrz, gdyż to nasi wspólnicy i chcemy zrobić na niego napad. Jesteśmy od lat w tym fachu, ale tutaj zaczął się dziać jakiś cyrk – wspomina technik.
Obaj technicy zbaranieli. Drugi zaczął się denerwować – miał poumawianych klientów. Ci zaczęli do niego wydzwaniać i wysyłać SMS-y z pytaniem, kiedy wreszcie będzie.
Opowiada pierwszy technik: – Gospodarz stwierdził, że kolega jest na pewno ze służb i to z nimi rozmawia przez telefon. ABW czy CBŚ – tak chyba mówił. Mnie się nie czepiał, bo czekałem na rozwój sytuacji, oglądając sobie coś w komórce – relacjonuje mój rozmówca.
Drugi technik zapowiedział, że dzwoni na policję. Piński także – że wezwie takich policjantów, którym ufa. Zadzwonili obydwaj.
Około 17.00 pod mieszkaniem Pińskiego pojawił się patrol. Z notatki policyjnej wiemy, że wezwał go „znajomy” Pińskiego (o tym dalej), mówiąc: „Pod drzwiami stoją mężczyźni i usiłują się włamać do mieszkania, dobijają się do niego”.
Policjanci wielokrotnie pukali do drzwi Pińskiego. Nikt nie otwierał. „W pewnym momencie mężczyzna będący w środku oświadczył, iż nie wierzy, że jesteśmy prawdziwymi policjantami, i musi to zweryfikować za pośrednictwem swojego adwokata” – czytamy w notatce funkcjonariuszy.
Technik potwierdza. – Ten pan [Piński – red.] przekonywał, iż za drzwiami nie ma policjantów, tylko przebierańcy. Mój kolega prosił, by ich wpuścić. A on: „Absolutnie. Moi znajomi przyjadą i rozstrzygną” – relacjonuje.
Notatka policjantów: „Poinformował nas również, że nie otworzy nam drzwi wejściowych, ponieważ obawia się aresztowania za szpiegostwo”. Piński chciał, by mundurowi za drzwiami porozmawiali z jego adwokatem telefonicznie. Gdy odmówili, oświadczył, że będzie weryfikował ich dane. „W trakcie oczekiwania pod drzwiami z wnętrza słychać było głosy innego mężczyzny, który krzyczał, iż boi się właściciela mieszkania i ten nie pozwala mu z niego wyjść”.
Technik potwierdza, że jego kolega zaczął się bać Pińskiego. – Zobaczył noże w aneksie kuchennym i zaczął je upychać za szafkę, by gospodarzowi nic nie przyszło do głowy w amoku. Wie pan, miałem wrażenie, że biorę udział w jakimś filmie lub programie w ukrytej kamerze – relacjonuje technik.
Jan Piński w końcu otworzył drzwi policjantom, ale powiedział im, że wcześniej pod drzwiami stali przebierańcy.
„Ale to my byliśmy” – odpowiedzieli mundurowi.
„Nie, to byli przebierańcy” – słowa Pińskiego relacjonuje mi technik.
Jan Piński opowiedział policjantom o rzekomych podsłuchach w jego mieszkaniu i dokumentach na temat rzekomo planowanego zamachu na prezydenta RP. Miał je przekazać mec. Giertychowi. Poskarżył się, iż technicy od podsłuchów „nierzetelnie” wykonali swoją pracę, bo po zmierzeniu napięcia w bateriach czujników ruchu poinformowali go, że to „normalne zużycie”, a podsłuchów żadnych w nich nie znaleźli. Przy policjantach Piński zażądał ponownego zmierzenia napięcia baterii. Znów wyszło 3,6 V.
– Podsłuchu nie znaleźliśmy – potwierdza technik.
Policja wezwała pogotowie ratunkowe „w związku z obawą wynikającą z zachowania właściciela mieszkania, o której poinformowali nas pracownicy w/w firmy” oraz „irracjonalnym i agresywnym zachowaniem mężczyzny” – czytamy w notatce.
Załoga karetki nie podjęła jednak żadnych czynności.
– Stwierdzili, że jest spokojny i nie potrzebuje dalszych badań – relacjonuje świadek.
W policyjnej notatce czytamy, iż w mieszkaniu była jeszcze nastoletnia córka Pińskiego, ale policjantom powiedziała, że nie słyszała kłótni, bo ze słuchawkami na uszach położyła się spać.
Mundurowi zwolnili techników, a ci zdecydowali się nie brać należności za usługę od Pińskiego. –Więcej by było z tego kłopotu niż korzyści. Mógłby nas obsmarować w sieci, gdybym mu wystawił fakturę – tłumaczy mój rozmówca.
Piński dziękował policjantom i deklarował, że wystosuje do ich przełożonych pismo pochwalne.
Technik od podsłuchów twierdzi, że zamiast 40 minut spędzili w mieszkaniu Pińskiego od czterech do pięciu godzin. – Pracuję w tym fachu od 1996 roku i trzy razy zdarzyły mi się podobne wariactwa. Mówię panu, komedia – zaznacza rozmówca.
„OGŁOSILI, ŻE MAM PSYCHOZĘ”
O wizycie policjantów u Jana Pińskiego dowiedzieliśmy się z relacji na żywo na youtube’owym kanale Tomasza Szwejgierta. To były pracownik służb, który w 2020 roku trafił na rok do aresztu w związku ze śledztwem o wyłudzenia VAT i działalność zorganizowanej grupy przestępczej. Piński i Szwejgiert razem prowadzą programy na YT, piszą książki – o służbach, tematach spiskowych. Na stronie Lubimyczytać.pl widnieje taki biogram Szwejgierta: „Polski dziennikarz, były pracownik służb specjalnych oraz współautor książki o Mariuszu Kamińskim, ministrze spraw wewnętrznych i koordynatorze służb specjalnych w czasie rządów PiS. Zajmuje stanowisko zastępcy redaktora naczelnego portalu SłużbySpecjalne.com oraz współpracuje z Janem Pińskim, redaktorem naczelnym portalu Wiesci24.pl. W przeszłości pełnił funkcję ochroniarza Adama Michnika, a także pracował w Centralnym Biurze Antykorupcyjnym (CBA)”.
„Ktoś jest u Janka pod drzwiami. Nie wiadomo kto. Zawiadomiłem policję” – informował Tomasz Szwejgiert na początku materiału live, gdy policjanci pojawili się pod drzwiami youtubera. Potem kilka razy puszczał na live rozmowy telefoniczne z Pińskim, przeprowadzane przy policjantach i technikach. „To jest prawdziwa policja pod drzwiami. Wpuść ich, wpuść. Tak, jestem pewien” – przekonywał Pińskiego Szwejgiert. Ale komentował na wizji: „Widzicie, jakie długie ręce ma CBA? Z Janka chcą zrobić wariata”.
(screen: YouTube/Jan Piński)
Gdy już Piński pożegnał gości, na kanale kolegi przekonywał, że CBA poluje na niego i podesłało mu agentkę. „Ogłosili, że mam psychozę, wszędzie widzę maniakalno-paranoicznych szpiegów”. Dziękował policjantom, którzy nie dali mu „zrobić krzywdy”.
PRZEŁOM PSYCHOTYCZNY
Dokładnie tego samego dnia Piński rusza na X z walcem oskarżeń wobec dziennikarzy – zarzuca im pracę dla służb. Wojciech Czuchnowski z „Gazety Wyborczej” miał mieć relacje z SB już w 1984 roku, a później „przejmował go na stan” UOP. Robert Mazurek z Kanału Zero miał dostać 250 tys. zł za „nagrywanie kolegów i polityków”, a Patryk Słowik 45 tys. zł za inwigilację Polityki Insight na wakacjach. W późniejszym wpisie powielał te nazwiska i dodawał do listy Szymona Jadczaka z WP.
Był jeszcze Leszek Kraskowski, który za 7,5 tys. zł miał zwalczać Pińskiego jako ruską agenturę.
Dwa dni później Piński oddał kolejną salwę – Czuchnowski miał mieć relacje z SB w latach 1984–90, a do 1993 roku z UOP, do 2020 zaś „brał kasę” z CBA za PiS. „Tak samo zresztą jak Jacek Harłukowicz” – dodawał Piński.
Ten drugi domagał się przeprosin. – Mój prawnik wysłał mu wezwania do zaprzestania naruszania moich dóbr osobistych, ale postanowiłem się nim już nie zajmować. Bo to jednak jest dla mnie uwłaczające – tłumaczy mi dziennikarz Onetu.
Czuchnowski na oskarżenia zareagował ostro. „Przeprosisz albo puszczę Cię w skarpetkach” – napisał już 9 kwietnia. Przeprosiny, jakie przygotował do publikacji, liczą 26 linijek. Bo zarzuty o pracę dla służb to tylko wierzchołek góry lodowej nieprawd, jakie miał podać Piński o tym dziennikarzu „GW”.
Piński Czuchnowskiego nie przeprosił. Kontratakował. Pogroził, że to on składa zawiadomienie o przestępstwie „uprowadzenia, że na zlecenie służb wyzywałeś mnie od chorych psychicznie, aby mnie porwano z domu”. Wymiana ciosów na X między panami zrobiła się ostrzejsza, gdy youtuber uderzył w żonę dziennikarza Magdalenę Fitas-Czuchnowską. Po obu stronach w ruch poszły inwektywy.
29 kwietnia Jan Piński przekonywał, iż dziennikarz „GW” „wykonywał na mnie egzekucję”. Następnego dnia Wojciech Czuchnowski wysłał mu prywatny akt oskarżenia z art. 212 k.k. „Nie spocznę, dopóki kłamca i oszczerca Jan Piński nie odszczeka swoich kłamstw na mój temat” deklarował Czuchnowski. Oprócz przeprosin oczekuje także przekazania 100 tys. na Fundację Dzieciom – Podopieczni.
Przed oskarżeniami o agenturalność dziennikarz „GW” pisał, iż Piński przechodzi „przełom psychotyczny” i „potrzebuje pomocy specjalisty”. Po zarzutach ujawnił, iż wcześniej uważał, że youtuber ma tzw. żółte papiery, tzn. „orzeczenie o niepoczytalności, które uniemożliwia dochodzenie od Ciebie moich praw przed sądem”. 22 kwietnia już się nie patyczkował: „Piński ma pogłębiające się zaburzenia psychiczne (aktualnie inwigilują go baterie, kominiarz, samochody pod blokiem, router Playa, technik Playa, Play, kurier UPS i UPS)”. Dziennikarz dodawał, iż leczenie takich zaburzeń zaczyna się od uświadomienia sobie przez pacjenta, że jest chory. „Pomagają tu często przyjaciele i rodzina. U Pińskiego jest taki problem, że wokół niego są podobni pomyleńcy, którzy go jeszcze nakręcają, albo cynicy wykorzystujący jego stan dla zarabiania kasy”.
Zapytałem Pińskiego, czy złożył swoje zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez Czuchnowskiego. W mailu pisze, że oskarżenie prywatne z art. 212 k.k. wobec Czuchnowskiego „jest w drodze”. Wcześniej już analogiczne oskarżenia – z 212 k.k. – miał skierować do sądów wobec Pawła Kapusty, byłego naczelnego WP, Szymona Jadczaka z WP, Rafała Ziemkiewicza i Leszka Kraskowskiego. Ten ostatni potwierdza. – Miałem podważać jego wiarygodność dziennikarską, bo napisałem, że korzysta z kilku kont – opisuje.
Kraskowski nie odebrał dwóch pism z sądu, gdyż długi czas przebywał w Albanii, a kiedy wrócił do kraju, w maju br. zatrzymała go policja, a później został aresztowany na trzy miesiące za posiadanie broni i groźby karalne. Żona ujawniła, iż Kraskowski znęcał się nad nią i córkami, miał założoną tzw niebieską kartę i zakaz zbliżania się.
FALA KPIN
W oskarżeniach o agenturalność dziennikarzy Jan Piński odpalił najsilniejszy człon swojej rakiety, gdy 21 kwietnia br. opisał rzekomą pracę Roberta Mazurka dla Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Mazurek miał mieć pseudonim „Echo”, a za inwigilację m.in. „RMF FM, TVN, »Gazety Wyborczej« i Polskiego Radia miał otrzymać ćwierć miliona złotych.
Piński podawał wiele szczegółów: m.in. datę wypłacenia pieniędzy w gotówce, adres, stopnie oficerów kontaktowych. Do wpisu dołączył skan strony pt. „dokument wypłaty specjalnego świadczenia operacyjnego dla tajnego współpracownika”. Brak na nim było jakichkolwiek podpisów czy pieczątek.
Ten wpis uruchomił już falę kpin. Jacek Harłukowicz punktował: W Warszawie nie ma ulicy Fala, w CBA nie ma departamentu operacji specjalnych ani stopni podinspektor i nadinspektor, a 250 tys. zł można upchnąć w kieszeniach, nie potrzeba dwóch toreb.
Marcin Mycielski z Fundacji Otwarty Dialog dodawał, iż wymieniony przez Pińskiego art. 39 ustawy o CBA dotyczy oględzin, nie wypłaty świadczeń. Leszek Kraskowski ironizował: „Zaraz, zaraz – „Echo” to przecież mój pseudonim. @wina_mazurka jak mogłeś?”.
Czuchnowski także kpił – wyliczał, że skoro Mazurek dostał ćwierć miliona, to on wyceni swoją pracę dla CBA przez 20 lat na 200 tys. rocznie. „Daje to 4 mln 400 tys. zł. Plus odsetki, które odpalę Jankowi” – szydził.
Robert Mazurek odpowiedział na X, cytując fraszkę Juliana Tuwima „Na pewnego endeka”:
„Próżnoś repliki się spodziewał
Nie dam ci prztyczka ani klapsa
Nie powiem nawet pies cię jebał
Bo to mezalians byłby dla psa”.
„UZALEŻNIONY OD KLIKNIĘĆ”
W przeszłości Piński już parokrotnie oskarżał osoby publiczne o pracę dla służb. Także dziennikarzy. W 2023 roku został skazany za zniesławienie Tomasza Szostka, wydawcy portalu Życie Stolicy, któremu zarzucał współpracę z CBA. Rok później wygrał z kolei proces, jaki wytoczył mu Piotr Nisztor z TV Republika i „Gazety Polskiej” – jego też Piński oskarżył o współpracę z CBA.
Wpisy Pińskiego o znanych dziennikarzach przyciągają uwagę – mają od kilkudziesięciu do 135 tys. obejrzeń na X. Bank rozbija wpis o rzekomej pracy Mazurka dla CBA – ponad milion odtworzeń w nieco ponad miesiąc. Ruch na X wpływa na odtworzenia na kanale YouTube – materiały poruszające te tematy mają oglądalność wyższą od przeciętnej. Rozmowy Pińskiego ze Szwejgiertem czy Tomaszem Wiejskim ostatnio wyświetlane są po kilkanaście tysięcy razy, najczęściej nie przekraczają progu 40 tys. odtworzeń. Materiał po interwencji policji pt. „Od 3 do 15 lat więzienia dla Czuchnowskiego” miał zaś ponad 85 tys. wyświetleń, a kolejny – „Bezpieka Kaczyńskiego niszczy dowody nielegalnej inwigilacji” – 120 tys. wyświetleń.
Jan Piński, jak sam twierdzi, ma pięć kanałów na YouTubie. Główny – Jan Piński – ruszył w styczniu 2021 roku i obecnie ma 364 tys. subskrybentów. Według profilu Emocje w Sieci był najbardziej angażującym kanałem „dziennikarzy/publicystów” w 2025 roku – 113,6 mln odtworzeń. Dla porównania kolejny na liście – Bogdan Rymanowski – miał o 13,4 mln mniej, a trzeci – Otwarta Konserwa – tylko nieco ponad połowę tego co Piński – 60 mln.
Jednak według danych SocialBlade.com youtube’owe perpetuum mobile Pińskiego zaczyna się zacierać – w sierpniu 2025 roku oglądalność wynosiła 8,9 mln miesięcznie, a w maju 2026 roku już tylko 5,1 mln. Z kolei według Res Futura Data House w maju br. główny kanał Pińskiego miał 4 mln wyświetleń. Mimo to według danych Instytutu Monitorowania Mediów nadal był najbardziej angażujący wśród „dziennikarzy/publicystów” – miał 929 tys. reakcji.
Pytam Pińskiego, czy przeciwdziała temu spadkowi oglądalności głównego kanału. Najpierw w rozmowie przyznaje, że ruch mu spada, a potem w mailu neguje „trend spadkowy”. „Ubiegły rok – sierpień, lipiec, czerwiec, maj – to miesiące kampanii wyborczej, które dają dodatkowe zasięgi” – tłumaczy. Z tym, że w lipcu i sierpniu zeszłego roku już dawno było po kampanii – druga tura wyborów prezydenckich zakończyła się 1 czerwca.
Drugi z jego kanałów, Kulisy Polityki – jak deklaruje – osiąga 2 mln wyświetleń miesięcznie. Twierdzi, że te ponad 113 mln wyświetleń w 2025 roku to wynik dla wszystkich jego kanałów.
Ile Piński może zarabiać? Według Sardynek Biznesu – portalu doradzającego małym biznesom – przy 2 mln wyświetleń zarobek w Polsce może się wahać od 15 do 25 tys. zł miesięcznie.
Przy 113 mln odtworzeń dawałoby kwoty od około miliona do półtora miliona złotych.
Wycena dochodów z filmów zależy jednak od tak wielu czynników, że proszę eksperta o szacunki. Łukasz Skalik, prezes Video Brothers, ocenia, iż Piński trafia do kohorty milenialsów, iksów i seniorów. Są pożądani przez algorytmy, więc dobrze nagradzani tzw. kaloryczną, droższą reklamą. Piński publikuje też dużo długiego metrażu, co pozwala sprzedać więcej reklam.
– Ma bardzo dużo treści live i jest sprytny – nie używa tak agresywnego języka jak turboprawica. Leci bardziej soft, choć intensywnie, więc system YouTube’a przepuszcza go na tzw. zielonym dolarze – pełnej monetyzacji. Szacuję, że lekką ręką zarabia 80–100 tys. zł miesięcznie. Minimalnie – ocenia Skalik.
Piński nie chce mi ujawnić, ile zarobił na YT w 2025 roku. „Przychody finansowe kanałów styczeń–maj 2025 vs styczeń–maj 2026 wzrosły o ponad 13 proc.” – pisze tylko.
W 2023 roku „Press” opisywał sylwetkę Jana Pińskiego. Już wówczas stwierdziliśmy, że im temat ma bardziej spiskowy charakter, jest związany ze służbami specjalnymi i politykami PiS, tym lepszą Piński ma oglądalność.
Dwa miesiące po starcie głównego kanału Piński przekonywał widzów, że Jarosław Kaczyński jest gejem i spotykał się z innymi gejami na Dworcu Centralnym w PRL-u. Pod którymś z jego tweetów ktoś napisał, by Kaczyński go za to po sądach nie ciągał. „Żeby się Jarek nie rozmyślił, będę prosił o ten proces, regularnie” – odpowiedział Piński. Efekty?
Film „Dlaczego Kaczyński tak prześladuje LGBT? Wstydliwa tajemnica Jarosława Kaczyńskiego” z marca 2021 roku ma rekordowe 2 mln odtworzeń. Kolejnych pięć materiałów na temat tego procesu nazbierało łącznie ponad 600 tys. wyświetleń. Temat i proces stały się żyłą złota dla Pińskiego. Piotr Głuchowski, autor reportażu w „GW”, o procesie pisał: „Piński robi to dla publicity. Jest youtuberem uzależnionym od kliknięć”.
W 2024 roku w pierwszej instancji Piński przegrał proces z prezesem PiS. „Oczywiście będzie apelacja” – zapowiedział.
YouTube to dla Pińskiego niejedyny sposób na zarobek. Instytut Zarządzania Informacją sp. z o.o. – firma, której jest właścicielem i która sprzedaje jego książki – miał w 2024 roku 4,32 mln złotych przychodu. Danych za rok 2025 na razie brak. Z zakresu działalności nie wynika, aby do tej spółki trafiały również dochody z YouTube’a, ale nie można tego wykluczyć.
WYZNAWCY KLASZCZĄ
Wojciech Czuchnowski nadal uważa, że to, co się działo 8 kwietnia, było przełomem psychotycznym. – Osoba, która ma takie zaburzenia, utwierdza się w tym, że to, co mówi, jest prawdą, gdy wielu ludzi w to wierzy wraz z nią. A wyznawcy Pińskiego klaszczą – opisuje.
– Czyli to nie tylko cyniczna chęć zwiększenia oglądalność kanału? – pytam.
– Kawa nie wklucza herbaty – odpowiada Czuchnowski.
Jacek Harłukowicz: – Nie zawracam sobie nim głowy. Bzdur nie komentuję.
Roman Giertych, z którym w przeszłości Piński współpracował, ocenia nie Pińskiego, ale jedynie to, co ten mówi. Giertych odcina się od oskarżeń pod adresem Harłukowicza i Czuchnowskiego. Podkreśla, że bronił publicznie już obu. – Współpracowałem z Wojtkiem Czuchnowskim przy dwu wielkich aferach – KNF-u i dwu wież – bardzo niewygodnych dla Prawa i Sprawiedliwości. Wojtek w obu wykazał się bardzo dużą odwagą cywilną. Oskarżenia o współpracę z CBA są dla mnie kompletnie niewiarygodne – ocenia Giertych.
Na większość z 14 pytań, które wysłałem Janowi Pińskiemu, nie uzyskałem odpowiedzi.
Technik od podsłuchów przyznaje, że kiedyś lubił słuchać programów Jana Pińskiego. – Ale zobaczyłem sam, jak powstają te opowieści o niesłychanej treści, więc odechciało mi się już na to patrzeć – stwierdza.
***
Ten tekst Krzysztofa Boczka pochodzi z najnowszego numeru magazynu „Press”. Teraz udostępniliśmy go do przeczytania w całości.
„Press” do nabycia w salonach prasowych, App Store, Google Play, e-Kiosku lub online na E-sklep.press.pl.
Czytaj też: Nowy "Press": rozmowa z Poczobutem, zmiany w Tok FM i odzyskiwanie mediów na Węgrzech
Krzysztof Boczek











