Temat: internet

Dział: INTERNET

Dodano: Październik 03, 2026

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Wydawcy tracą ruch z Google. Węglarczyk: dla wielu to największe wyzwanie całej kariery

"Google przysyła nam o jedną trzecią mniej ludzi niż rok temu" – napisał Bartosz Węglarczyk (fot. Unsplash.com/Boliviainteligente)

Bartosz Węglarczyk, redaktor naczelny Onetu, na Linkedinie napisał o niezdrowym układzie między serwisami internetowymi a Google. Według niego przez 20 lat wydawcy uczyli się współżyć z gigantem zmieniającym algorytmy, a teraz Google dzięki AI nie musi już odsyłać na ich strony, bo sam generuje odpowiedzi.

"Google przysyła nam o jedną trzecią mniej ludzi niż rok temu. I to nie jest kryzys mediów, to jest dla wielu z nas największe wyzwanie całej kariery" – skomentował naczelny Onetu.

Ruch z wyszukiwarki Google spadł o 33 proc.

Bartosz Węglarczyk, powołując się na dane Chartbeat i doroczny raport Reuters Institute podaje, że w 2025 roku ruch z wyszukiwarki Google do wydawców spadł o 33 proc., z Discovera o 21 proc. To dane globalne.

Czytaj też: Dziennikarze komentują powrót Schwertnera do Onetu. "W Iberionie nie miał lekko"

Z kolei w Stanach Zjednoczonych to odpowiednio 38 proc. i 29 proc., przy czym wydawcy spodziewają się średnio spadku o 43 proc. Nadal jednak dobrze sprzedają się subskrypcje "The New York Times", "Wall Street Journal", "The Guardian", Bloomberga i The Telegraph.

"Wartość naszej pracy wraca do rzeczy, które przez dwie dekady były w mediach pozycją kosztową: do reporterów w terenie, do nazwisk, do tematów, których nikt inny nie ma. Bardzo wierzę w taki model w Onecie" – napisał Węglarczyk.

– Pamiętajmy, że jako wydawcy urośliśmy ponad miarę dzięki Google – komentuje Marek Twaróg, redaktor naczelny Polska Press. – Nasze treści lokalne, regionalne czy tematykę polską nagle mogliśmy kolportować na cały świat. Ta zmiana podejścia Google’a czy Facebooka – który chce pobierać opłaty za linkowanie – sprawia, że musimy wrócić do naszych naturalnych rozmiarów, na własne pole. Zależność od agregatów i social mediów od początku była chorym układem, bo nasz biznes zależał od decyzji, które zapadały nie wiadomo gdzie. Dziś agregaty i sociale już nas nie potrzebują. Jest krach, na którym jednak możemy sporo się nauczyć. W gruncie rzeczy trzeba wrócić do korzeni.

Twaróg: "Możemy jeszcze sporo dobrego zrobić"

Marek Twaróg przyznaje, że dziennikarstwo też musi się zmienić.

Czytaj też: Ruszają zgłoszenia do XXX konkursu Grand Press. Materiały do 26 października br.

– Pytanie tylko, czy wystarczy dziś robić dobre dziennikarstwo, jak przed erą Google. Zarządzanie emocjami należy dziś nie tylko do mediów, produkcją newsów zajmują się wszyscy, pośredników nie trzeba.

I dodaje: – Jeżeli my, media, szybko zrozumiemy, w jakim momencie się znaleźliśmy i po co działamy, to myślę, że możemy jeszcze sporo dobrego zrobić dla społeczności i szerzej – dla demokracji. Ale to wymaga zmiany modelu biznesowego, odwagi. Moim zdaniem wymaga również pomocy państw, które muszą zrozumieć, że porządne media to też broń przed propagandą i politycznym zidioceniem.

Nowacki: "Trzeba mieć »swoich« użytkowników"

Paweł Nowacki, ekspert rynku mediów ze stowarzyszenia Praktycy.eu, przyznaje, że o niepewnym układzie między wydawcami a big techami mówi się od mniej więcej dekady.

Czytaj też: Ekipa "Interwencji Zero" od poniedziałku ma jeździć autobusem po Polsce. W Kanale Zero startuje też program Talkowskiego

– Widzę cały czas to samo – łudzenie się, że będzie lepiej. Ale od kilku lat widać jasno, że z tego układu nic dobrego dla wydawców nie wyniknie – mówi.

Nowacki podkreśla, że media nie powinny bazować tylko na subskrypcji, lecz także na budowaniu więzi z odbiorcami. – Więź zaczyna się od tego, by udowodnić swoim użytkownikom, że jest się im do czegoś potrzebnym. Tak jak w czasach, kiedy ludzie chcieli kupić gazetę, szli do kiosku i prosili o swój ulubiony dziennik, bo wiedzieli, co ten dziennik im daje – stwierdza.

Jego zdaniem obecnie wielu wydawców straciło tę więź i muszą dążyć do tego, by dotrzeć do użytkowników, używać pośredników. – W tej zmianie nie chodzi o to, że mają korzystać z subskrypcji. To mogą być różne modele zarabiania, również na reklamie czy na klubach członkowskich albo modelu rejestracyjnym. Ale żeby taki model zarabiania się sprawdzał, trzeba mieć "swoich" użytkowników, a wydawcy ich nie mają albo mają niewielu – mówi Nowacki. Zwraca ponadto uwagę, że wydawcy lokalni mają 50-60 proc. i więcej ruchu bezpośredniego i nie potrzebują pośredników.

Czytaj też: Czas niepewności w TVN przed finalizacją fuzji Paramountu z WBD. Eksperci komentują

(PAR, 03.10.2026)

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter
Pressletter
Ta strona korzysta z plików cookies. Korzystając ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies w przeglądarce zgadzasz się na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Dodatkowo, korzystając ze strony, akceptujesz klauzulę przetwarzania danych osobowych. Więcej informacji w Regulaminie.