Temat: prasa

Dział: PRASA

Dodano: Sierpień 16, 2026

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Czapka niewidka. Media przejęły rządową retorykę o migrantach na granicy

Publikacji sprzyjających prorządowej narracji o granicy z ostatnich dwóch lat jest zatrzęsienie. Na zdjęciu premier Donald Tusk podczas konferencji prasowej na granicy polsko-białoruskiej w miejscowości Ozierany Wielkie, 23 grudnia 2025 roku (fot. Artur Reszko/PAP)

Sytuacja migrantów na polskiej granicy z Białorusią jest gorsza niż za czasów PiS. Ale media przejęły retorykę rządu, bezrefleksyjnie powielając oficjalne komunikaty.

Autor: Krzysztof Boczek

W czasach rządów PiS w Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka ponuro przewidywano, że władza zawiesi w końcu prawo do azylu. PiS tego nie zrobił. Dokonał tego dopiero kolejny rząd, który szedł do wyborów z prawami człowieka na ustach.

Do likwidacji prawa do azylu Koalicja 15 Października dorzuciła tzw. ustawę strzelankową, która zniosła odpowiedzialność funkcjonariuszy za nieprawidłowe użycie broni na granicy. Pushbacki do Białorusi, także matek z dziećmi i osób chorych, są kontynuowane.

Marcin Sośniak z Fundacji Helsińskiej uważa, że obecnie sytuacja migrantów na granicy jest gorsza niż za czasów PiS. – Istnieją radykalniejsze rozwiązania prawne, gorsze dla migrujących. A rządzący stosują te same manipulacje co kiedyś PiS – dodaje.

Dr Hanna Machińska, były zastępca Rzecznika Praw Obywatelskich, obecnie wykładowca Uniwersytetu Warszawskiego, potwierdza: – Wydawało się nam, że to osiem lat rządów PiS, które zdewastowało standardy i prawo międzynarodowe, spowoduje zasadniczą zmianę prawa migracyjnego w dobie rządów demokratycznych. Niestety, obecnie sytuacja migrantów jest gorsza.

Janina Ochojska pomaga uchodźcom od dekad. – Rządzący tak źle postępują na granicy, że zastanawiam się: czy to jeszcze są „nasi”? – pyta była europarlamentarzystka z list KO.

Skoro jest tak źle, dlaczego media, niegdyś tak krytyczne wobec PiS, nie dmą teraz w trąby jerychońskie?

WSZYSCY KŁAMALI”

W połowie lipca ub.r. Onet opisał, jak mundurowy najpierw strzelał z broni gładkolufowej do migranta, a potem brutalnie bił go kolbą. Portal przyznał, że posiada nagranie zdarzenia, ale go nie opublikował. Zbulwersowani sprawą funkcjonariusze przekazali wideo, bojąc się, że sprawa zostanie zamieciona pod dywan. W materiale Onetu wojsko tłumaczyło, iż grupa próbujących pokonać granicę Afgańczyków miała rzucać kamieniami w kierunku patrolu, a jeden – uderzyć żołnierza łokciem w oko. Niegroźnie. Władze uspokajały, że mundurowemu natychmiast udzielono pomocy medycznej w szpitalu.

Za żołnierzem wstawili się ważni urzędnicy i politycy. Minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz przekonywał, że doszło do napaści na mundurowego.

Temat podjęła duża część tytułów ogólnopolskich, w lwiej części przyjmując retorykę rządu, a ignorując informacje Onetu. DGP: „Polski żołnierz zaatakowany na granicy. Migrant został zatrzymany”. TVP Info: „Agresywny migrant zaatakował żołnierza. Wojsko o incydencie na granicy”. Kanał Zero: „Żołnierz został zaatakowany na polsko-białoruskiej granicy”.

Pół roku później, 21 grudnia 2025 roku, Piotr Czaban, twórca kanału Czaban Robi Raban na YouTubie, zajmującego się tematyką migrantów na granicy polsko-białoruskiej, opublikował reportaż „Wszyscy kłamali. To Afgańczyk był ofiarą żołnierza. Mamy wideo z monitoringu”. Ujawnił w nim nagranie z kamer termowizyjnych pokazujące pobicie. Na filmie widać, jak dwaj migranci przebiegają, a wyskakujący z ukrycia żołnierz strzela kilka razy z odległości paru metrów do jednego z nich, a leżącego na ziemi tłucze jeszcze kolbą.

Czaban dotarł do pobitego Afgańczyka, Muhammada Hussaina. Ten opowiada, jak został wówczas potraktowany – żołnierz strzelał do niego, nawet gdy leżał na ziemi, z rękami za głową. Po połamaniu kolbą kości prawej strony twarzy oko wypadało mu z oczodołu. Przez długi czas nie udzielono mu innej pomocy medycznej niż podanie pigułek na ból i bandaża. Przez trzy dni nie dostał nic do jedzenia. Dopiero osiem dni po ataku Muhammad został zbadany w Wojskowym Szpitalu Klinicznym w Lublinie. Czaban pokazuje dokumenty z tomografi jego twarzy. Stwierdzono wieloodłamowe złamanie kości twarzy, m.in. nosowych, łzowej, przegrody nosa, kolca nosowego, łuku jarzmowego i kości jarzmowej.

Press

(screen: magazyn „Press”, nr 03-04/2026)

Dokument wymienia dziewięć złamań. Mimo to lekarz wydał opinię, iż Hussain „nie uległ przemocy”. MON, odpowiadając na pytania Piotra Czabana, podkreślał, że biegły ocenił obrażenia Afgańczyka na trwające „poniżej 7 dni” (sic!), choć Muhammad nie tylko miał liczne złamania, ale w dodatku nie widział na prawe oko, w które trafiła kula gumowa.

POLSKA PODZIĘKOWAŁA

Afgańczyk przeszedł operację w Polsce, po czym deportowano go do ojczyzny, choć tam groziła mu śmierć. Jego rodzina pomagała wojskom NATO, a dziadek, matka i brat w dodatku polskim żołnierzom w Afganistanie. Talibowie takich ludzi zabijają.

Hussain ukrywa się teraz w Pakistanie wraz z rodziną. Nadal nie widzi na prawe oko, czuje ból po złamaniach kości twarzy, nie może jeść prawą stroną i zmaga się z depresją. Pokazuje bliznę po gumowej kuli, oglądamy też zdjęcia zmasakrowanej twarzy – służby musiały je zrobić do dokumentów deportacyjnych.

Płk Radosław Wiszenko, rzecznik prasowy Prokuratury Rejonowej Białystok-Północ, która bada sprawę, deklarował w materiale, iż nie planuje postawienia zarzutów Afgańczykowi w sprawie rzekomego ataku na polskiego żołnierza. Zatem nasza prokuratura też uważa, że nie było ataku migranta.

Materiał Czabana jest dobrze udokumentowany. Dowodzi, że wojsko kłamało, biegli poświadczali nieprawdę, zmasakrowanemu uchodźcy nie udzielono właściwej pomocy medycznej przez tydzień, a minister co najmniej mijał się z faktami.

Media zaś masowo dezinformowały Polaków, bezrefleksyjnie przejmując retorykę rządu oraz ignorując fakty opisane przez Onet. Brutalny sprawca został uhonorowany – osobiście spotykał się z nim minister obrony.

Mimo iż ujawnione fakty są bulwersujące, przez trzy tygodnie od publikacji materiału Czabana żadne polskie medium nie podjęło tematu ani nie opublikowało filmu z granicy. „Presserwis” opisał to milczenie w pierwszej połowie stycznia. Dopiero wtedy sprawę podjęły nieliczne media: Tok FM, „Polityka” oraz białostocki oddział „GW”.

Gdyby Onet opublikował posiadane nagranie, wojsko i politycy nie mogliby bezczelnie kłamać. Czaban o to apelował do Onetu. Pod koniec grudnia ub.r. „Presserwis” zapytał redaktora naczelnego Onetu Bartosza Węglarczyka oraz jego zastępcę Pawła Ławińskiego, dlaczego nie opublikowano nagrania. Nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

„Presserwis” wysłał też do pięciu redaktorów naczelnych lub wicenaczelnych mediów piszących o sytuacji na granicy link do reportażu z nagraniem. Pytaliśmy, czy oni opublikowaliby ten materiał. Żaden nie odpowiedział.

PRORZĄDOWE MEDIA

Piotr Czaban stwierdza: „Od początku kryzysu na granicy w zdecydowanej większości przypadków relacje dziennikarzy z pogranicza ograniczały się do powielania komunikatów Straży Granicznej. Po objęciu władzy przez koalicję to się nie zmieniło – nagłówki są żywcem wyjęte z rządowej propagandy”.

Zapytałem ośmioro dziennikarzy piszących od lat o sytuacji na granicy polsko-białoruskiej oraz pięcioro aktywistów zajmujących się tą tematyką, czy media liberalne, które kiedyś krytykowały PiS za brutalność wobec uchodźców na granicy, przejęły narrację obecnej władzy, podobną do tej, którą stosowała prawica. Wszyscy potwierdzili.

Kilkoro z nich podkreśla, jak Marta Mazuś, do niedawna w „Polityce”: – Nie mam co do tego żadnych wątpliwości.

– Media trzymają już stronę rządzących, więc pokazują tylko ich stanowisko – uważa Janina Ochojska.

– Dominuje w mediach narracja o bezpieczeństwie, wojnie hybrydowej, że mur jest potrzebny na granicy, bo zabezpiecza interesy Polski, a imigranci są nielegalni – zauważa Karolina Szymańska z Fundacji Ocalenie.

– Udział mediów mainstreamowych w relacjonowaniu sytuacji na granicy i dramatycznej sytuacji ludzi, którzy szukają ochrony, jest żaden – dodaje Małgorzata Rycharska z Hope and Humanity Poland.

– To też kontynuacja nurtu patriotycznego: murem za polskim mundurem. Oraz PiS-owskiej tezy, że ci, którzy pomagają uchodźcom, są pożytecznymi idiotami Łukaszenki – dodaje Ewa Siedlecka z „Polityki”.

– Media liberalne nie pokazują już, jaka jest rzeczywistość. Gdzie one są? – pyta retorycznie dr Machińska.

– Widziałam materiały idące z linią rządzących m.in. w Onecie, Interii i Polsacie – mówi Agnieszka Rodowicz, niezależna reporterka, która najczęściej pisze dla OKO.press. Wysyła mi przykład. „Czy Unia Europejska zmusi Polskę do przyjmowania uchodźców? Kolejne kraje uszczelniają granice, a problem przestępczości narasta. (…)” – to początek opisu debaty w Polsat News w lutym 2025 roku. – Bycie uchodźcą jest tu pokazane jako przestępstwo – zwraca uwagę Rodowicz.

Troje moich rozmówców jako przykład publikacji zgodnej z retoryką rządu wskazuje tekst WP „Cztery pieski u Bożeny. Sąd rozstrzygnie, czy karać aktywistów za ułatwianie migrantom przejścia do Niemiec” – o słynnym procesie pięciorga wolontariuszy przyłapanych na przewożeniu migrantów. Agnieszka Rodowicz zarzuca publikacji brak ujawnienia kontekstu, brak pokazania, w jakiej sytuacji znajdują się ludzie, którzy próbują przekroczyć granicę, co ich spotyka od Białorusinów, a co ze strony służb polskich. – Informacja, że aktywiści przewozili ich bezinteresownie, pojawiła się dalej w tekście, a wcześniej jest, że współpracują z przemytnikami. Można więc sądzić, że zlikwidowano jakąś groźną szajkę – dodaje Rodowicz.

Press

(screen: magazyn „Press”, nr 03-04/2026)

Publikacji sprzyjających prorządowej narracji o granicy z ostatnich dwóch lat jest zatrzęsienie – w trakcie przygotowywania tego raportu przejrzałem ich kilkadziesiąt. Najwięcej materiałów powiela komunikaty Straży Granicznej, niektóre powołują się na oświadczenia wojska, rządu, ministerstw albo polityków i urzędników odpowiedzialnych za granicę.

Interia: „Niepokojące incydenty na granicy z Białorusią. W ruch poszły kamienie” z marca 2025 roku. Autorka napisała materiał na podstawie komunikatu Straży Granicznej, podkreślała, że „migranci nie odpuszczają”, a w stronę strażników rzucali kamieniami. O mundurowych są tylko propagandowe kwiatki rodem z filmów Barei, np. „polskie służby czuwają i nie dopuszczają do przekraczania polsko-białoruskiej granicy wbrew przepisom”.

– Tam, na miejscu, nie ma już dziennikarzy, którzy wnikaliby w sytuację i ją opisywali. Mam wrażenie, że boimy się pisać o cudzoziemcach, jakby miało ich przybyć od samego tylko pisania o nich – ironizuje Mazuś.

Regina Skibińska, mieszkająca na Podlasiu przy granicy i pisząca do OKO.press, potwierdza – dziennikarze prawie w ogóle nad granicę już nie jeżdżą. Fundacja Ocalenie podaje, że w 2025 roku było kilku dziennikarzy zagranicznych (ostatni latem 2025 roku) i tylko jeden z Polski. Z Białegostoku. – Ale jego materiał i tak w końcu nie poszedł – zaznacza Karolina Szymańska z Ocalenia.

Jednak prawie wszyscy moi rozmówcy zastrzegają, że wciąż są, choć nieliczne, media, które nadal podejmują tematy łamania prawa na granicy. I wymieniają: Tok FM, OKO.press, oddział „Gazety Wyborczej” w Białymstoku i, nieco rzadziej, „Krytykę Polityczną”.

– Tok FM jest benchmarkiem humanitarnej postawy – chwali Iwona Wyszogrodzka, która w Resecie Obywatelskim prowadzi audycje poświęcone granicy.

POTIOMKINOWSKIE WIOSKI NA GRANICY

„Patrząc w ciemność. Służba na granicy polsko-białoruskiej po incydencie w Mielniku” – ta publikacja strony internetowej Radia Zet ze stycznia 2025 roku to propagandowa perełka. Relacja z safari – tak za rządów PiS dziennikarze pogardliwie nazywali objazdy z wojskiem po granicy. Amia pokazywała, co chciała. Ukrywała wszystko inne. Wówczas żurnaliści wolnych mediów nie brali w tym udziału. Teraz jeżdżą.

Materiał Zetki powstał tydzień po tym, gdy szeregowy Daniel H., stacjonujący w Mielniku, po pijaku władował dwa magazynki naboi w Golfa, którym podróżował obywatel polski ze swoją córką. Cudem nie doszło do tragedii. Sytuacja odbiła się negatywnie na wizerunku wojska. To więc zaprosiło dziennikarzy. „Raz na jakiś czas rodzi się czarny łabędź i niestety to nas spotkało” – tłumaczył im dowódca. Autor materiału – Michał Makowski – przyznał, że „18. Dywizja Zmechanizowana robi teraz wszystko, aby zmyć wizerunkową plamę pozostawioną przez czarną owcę”. I pokazał, jak sam stał się PR-owym narzędziem w rękach wojska.

Mieszkańcy Podlasia byli zachwyceni postawą żołnierzy („Z takim zachowaniem nie spotkałem się nigdzie w kraju”). Dlaczego? Bo ofiary tej strzelaniny dostały wsparcie psychologiczne, a koszty zniszczenia auta zostaną pokryte. Jakby takie działania nie były oczywistością.

W artykule nie ma ani jednej negatywnej opinii o wojsku, choć wojskowi w okolicy niejeden wypadek spowodowali, niejednego żubra potrącili, niejeden raz pili piwo pod sklepem.

Autor dodaje wpis WarNewsPl – profilu X powiązanego z polską armią – który pisze: „Olbrzymi szacunek dla gen. dywizji Arkadiusza Szkutnika”, który dowodził wojskami przy granicy. Dziennikarz zachwyca się, że wojsko teraz kontroluje trzeźwość i buduje respekt u migrantów, podobno bez użycia siły.

Roztacza reporterskie wizje rodem z potiomkinowskich wiosek. „– Kolejny dzień poza biurem – pomyślałem, obserwując łagodnie uśmiechniętego gen. Szkutnika, gdy ciemnozielony śmigłowiec MI-8 z dziennikarzami i wojskowymi na pokładzie odrywał się od ziemi. Budzący respekt dowódca z odblaskowymi »kocimi oczami« na kamizelce kuloodpornej siedział zamyślony, opierając jedną nogę na kolanie, a drugą asekurując służbowego Grota”. Granica była silnie strzeżona, a my w kraju – bezpieczni.

Sielski obrazek zakłócają tylko cudzoziemcy. Przeprowadzają szturmy, strzelają z proc, rzucają w żołnierzy kamieniami, a nawet powerbankami. Autora nie zastanowiło, że jednocześnie cytowani przez niego oficerowie mówią, iż na granicy od kilku miesięcy jest spokój.

CISZEJ NAD TĄ TRUMNĄ

– Ewidentnie nie ma większego sporu w mediach, że to, co się dzieje na granicy, jest niezgodne z polską konstytucją ani ratyfikowanymi umowami międzynarodowymi. Panuje jednak przekonanie, że polska racja stanu polega na tym, by o tym nie mówić – uważa Ewa Siedlecka z „Polityki”.

– Media milczą o deportacjach migrantów, choć te są brutalne, dokonywane z naruszeniem prawa, na osobach torturowanych, bez przestrzegania procedur – przekonuje dr Hanna Machińska.

Janina Ochojska: – Pisałam na FB o dziesiątkach deportowanych Afgańczyków. Media milczą.

Machińska opisuje deportację 25 Pakistańczyków z lutego br. – Nie dopuszczono do nich prawników, wywożono ich nagle, mimo że występowali z wnioskami o ochronę międzynarodową, a procedura się nie zakończyła. Frontex uważał, że dochodzi do złamania prawa. To są działania bezwzględne, ale nie przeczytamy o tym w polskich mediach – dodaje była zastępczyni Rzecznika Praw Obywatelskich.

W mediach ta deportacja była pokazana jako „zero tolerancji” obecnej władzy dla migrantów łamiących prawo. Minister MSWiA Marcin Kierwiński nie wyjaśnił w swoim wpisie, na czym polegało owo łamanie prawa, a media – np. WP, Onet, Interia, TVP Info – nie pytały. Szeroko pokazały akcję służb, z fotosami i przekazem rządu – TVP Info w tytule już podawało, że migranci: „łamali polskie prawo”. Tylko OKO.press w lidzie pisało, że od Pakistańczyków nie przyjęto wniosków o ochronę międzynarodową. DGP zaś – że Frontex wcześniej anulował swoją pomoc w deportacji i bada „naruszenie praw podstawowych”.

Piotr Czaban opowiada o wydarzeniu zorganizowanym przez Caritas w Białymstoku, w lutym br. – otwarto wystawę malarską z obrazami Irakijki, która uciekła z dzieckiem przez Rosję do Polski i legalnie wjechała do naszego kraju. – To wspaniały przykład tego, że migranci mogą funkcjonować u nas. Organizatorzy powiadomili media. Ja byłem tam jedynym ich przedstawicielem. Nie są zainteresowane pokazywaniem imigrantów jako ludzi takich samych jak my – uważa.

Choć według prawa wprowadzonego przez koalicję rządową grupy wrażliwe mają podlegać azylowi, to często tak się nie dzieje. Małgorzata Rycharska relacjonowała na swoim FB wiele sytuacji, w których kobiety z niemowlętami lub ludzie skrajnie chorzy, np. z nogami z gangreną – byli zawracani na granicy. Mediów to nie interesowało.

Nawet jeśli któreś medium ujawni coś istotnego w sprawie granicy, inne nie podejmują tematu. Skibińska opisuje, jak przypadkowo zobaczyła żołnierzy kopiących migranta leżącego w rowie. Miał ręce związane z tyłu. Gdy zatrzymała auto, mundurowi uciekli. Tekst w OKO.press o tym nie rozszedł się szerzej – autorka nie przypomina sobie, by któreś medium go podało dalej.

Podobnie było z jej raportem, w którym Skibińska pokazała, że Straż Graniczna wymusza na migrantach podpisanie oświadczeń, że nie ubiegają się o azyl. Funkcjonariusze łamią prawo, ale mediów to nie interesuje.

W maju 2024 roku organizacje humanitarne udostępniły mediom nagranie pokazujące mundurowych przenoszących nieprzytomne osoby, w tym kobietę, przez barierę na granicy polsko-białoruskiej. Pushback osób nieprzytomnych! Temat nie zaistniał w mediach. Piotr Czaban twierdzi, że widział go jedynie krótko w materiale Katarzyny Kolendy-Zaleskiej w TVN 24. Opisało to też OKO.press: „Nieprzytomny, ale jeszcze nie umiera? To za płot go” już w tytule portal zapowiadał go dramatycznie.

Gdy wiosną 2024 roku w Dubiczach Cerkiewnych odnaleziono w beczce nadpalone resztki paszportów migrantów, telefonów i kart SIM, o wszczętym śledztwie napisało kilkanaście mediów w kraju. Na podstawie komunikatów oficjalnych. Bo prokuraturę w Ostrołęce, która prowadziła tę sprawę, zapytały tylko trzy redakcje, w tym Piotr Czaban i „GW” w Białymstoku.

W samym 2025 roku z Bugu wyłowiono ciała kilkunastu migrantów, którzy utonęli. Tylko w kwietniu wyłowiono aż pięć ciał. Służby białoruskie zmuszają tam do przekroczenia tej wodnej granicy ludzi nieumiejących pływać. Niektóre media podały te informacje, ale krótko, bez pogłębiania drastycznego tematu. Czy tak samo zareagowałyby, gdyby ofiarami byli Polacy?

– Mam wrażenie, że to już czysty nacjonalizm: to nie są nasi, więc to nas nie obchodzi – uważa Regina Skibińska.

Małgorzata Rycharska: – Mam poczucie, że jesteśmy zamknięci w przestrzeni, w której bezprawie i okrucieństwo rządu przy granicy nie interesuje już nikogo. Przykryliśmy temat czapką niewidką.

GROZA

Marzec 2025 roku, kilka dni przed wprowadzeniem zawieszenia prawa do azylu. Konferencja Donalda Tuska przy płocie granicznym z Białorusią. W relacji „Faktów” TVN widać, jak ich reporter – Artur Molęda – zakłada kamizelkę kuloodporną i hełm. „Ze względów bezpieczeństwa”. Premier, minister Tomasz Siemoniak i reszta polityków nie noszą takich zabezpieczeń. Inni dziennikarze – np. reporter TVP z „i19.30” czy Agnieszka Sadowska, fotoreporterka białostockiej „GW” – także nie. W „Faktach” – największym programie informacyjnym, z ponad 2,5-milionową widownią – widz usłyszał o wojnie i wykorzystywanych w niej migrantach oraz zobaczył dziennikarza, który wygląda, jakby trafił na pierwszą linię frontu. Z groteskowego zachowania reportera nabijał się Wojciech Tochman na FB: „O kilkunastu mężczyznach za płotem, tak niebezpiecznych, że reporter Artur Molęda musiał założyć kamizelkę kuloodporną i hełm. Obciaszek!”.

Kiedy migranci mają być przedstawieni jako zagrożenie, odtwarzane są filmy i zdjęcia ze słynnego ataku w Kuźnicy z listopada 2021 roku, choć od tamtych scen minęło już pół dekady. Co istotniejsze – to było widowisko wyreżyserowanego przez służby Łukaszenki. Nieistotne – scena wywołuje poczucie zagrożenia.

Dawniej to w mediach kontrolowanych przez PiS używano słownictwa militarnego, np. migranci „szturmują”, „atakują”, „elementy wojny”, a „żołnierze nas bronią”. Teraz piszą i mówią tak wolne i liberalne media. Forsal.pl: „Szturm migrantów na polsko-białoruskiej granicy. Ponad 180 migrantów przedostało się podkopem”. Onet „Szturm migrantów na granicy polsko-białoruskiej. „Rzucali kamieniami w funkcjonariuszy”. WP: „Szturm na granicy z Białorusią. Doszło do ataków na służby”.

Sformułowanie „nielegalni migranci”, powtarzane jak mantra przez Straż Graniczną, policję i inne służby, bezwiednie podają też media.

PolskieRadio.pl: „Nielegalni migranci. Płaczek: Nikt nie wie, ilu ich jest. (…)”. „Rzeczpospolita”: „Nielegalni imigranci docierają do Polski nie tylko przez granicę z Białorusią”.

Wyborcza.pl: „Nielegalni imigranci z Afganistanu w rękach polskich służb”.

Na portalach Grupy Wirtualnej Polski wyszukiwarka znajduje 50 tekstów z tym określeniem. Na stronach PAP – prawie 1800, przy czym większość dotyczy świata.

Organizacje pomagające migrantom (np. Fundacja Ocalenie, Nomada) od dawna zaś powtarzają – to określenie stygmatyzuje tych ludzi, bo żaden człowiek nie jest „nielegalny”. Nielegalny może być tylko czyn, którego człowiek dokonał, czyli np. przekroczenie granicy.

OKO.press już w 2017 roku pisało, że zarówno PiS, jak i Koalicja Obywatelska manipulują pojęciem „nielegalni migranci”, ścigając się w tym, kto jest bardziej niechętny uchodźcom.

Piotr Czaban, który przez 13 lat, do połowy 2022 roku, pracował w TVN 24, twierdzi, że gdy zaczął się kryzys humanitarny, stacja opracowała język, jakim można operować w temacie. By nie dehumanizować. – Nic z tego nie zostało – twierdzi.

NIEWIDKA

W lipcu 2025 roku, po 14 latach pracy, z tygodnikiem „Polityka” rozstała się Marta Mazuś. Od lat pisała o kryzysie humanitarnym na granicy PL-BY. Zwolniono ją. Na swojej stronie na FB ogłosiła, że po wyborach parlamentarnych w 2023 roku redakcja „Polityki” „coraz mniej entuzjastycznie” przyjmowała tematy związane z sytuacją uchodźców. „Do 2023 roku miałam poczucie, że moja redakcja jest ze mną, że podzielamy wspólne wartości i razem stajemy w obronie praw człowieka, które PiS traktował jako nieważny dla nikogo odprysk wojny hybrydowej” – pisała na swoim FB. Dodawała, że to nagle się zmieniło, gdy do władzy doszła Koalicja 15 Października, która zaostrzyła kurs wobec uchodźców.

W rozmowie z „Press” Mazuś dodaje, że jej tekst o bojówkach prawicowych czekał na publikację kilka miesięcy. – Zostałam oskarżona, że to tekst „aktywistyczny” – wspomina. Z ostatecznej wersji usunięto cytaty mieszkańców, że za nowej władzy sytuacja na granicy się pogorszyła.

Joanna Klimowicz, przez lata autorka „GW” w Białymstoku, która kryzys na granicy opisywała do czasu swojego odejścia z „GW” w 2024 roku, też uważa, że duża zmiana w postawie mediów zbiegła się ze zmianą u sterów władzy.

Podobnie twierdzi kolejnych dwoje moich rozmówców.

A niektórzy – że zwrotnym punktem w zachowaniu mediów był głośny artykuł Małgorzaty Tomczak w „GW”. Zapominają jednak, że tekst ukazał się, gdy koalicja demokratyczna przejmowała władzę – pod koniec 2023 roku. Materiał „Rodziny z dziećmi, wykształcona Afganka, ciężarna kobieta – osoby takie, jak w filmie Holland, są na granicy wyjątkami” uderzył w aktywistów pomagających na granicy i współpracujących z nimi dziennikarzy.

Tomczak dowodziła, że tworzony przez lewicowo-liberalne media obraz sytuacji na granicy nie był do końca prawdziwy. Publikacja wywołała burzę, była podawana przez polityków PiS jako dowód na to, iż liberalne media dotąd kłamały. – Do tej pory media brały perspektywę uchodźczą i aspekt humanitarny. A w tym tekście było wybite, że to fałszywa narracja – przypomina Piotr Czaban. Niektórzy inni nasi rozmówcy też ten tekst krytykują, choć nie pod nazwiskiem – to wąskie środowisko, ludzie się znają.

Czaban przekonuje, że gdy Polacy dowiedzieli się, że Eileen – dziecko, z którym migranci mieli stracić kontakt w mroźnym lesie podczas pushbacku – w rzeczywistości nie istniało, to współczucie do wypychanych na mróz i w bagna zaczęło spadać. Mimo iż przypadków pushbackowania dzieci, matek, rodzin, chorych – ludzi z krwi i kości – były setki.

– Gdy w „Gazecie” ukazał się tekst Małgosi, ja właśnie organizowałem kolejne pogrzeby osób, które zmarły na granicy – wspomina Czaban.

PROPAGANDA

Media zdystansowały się do humanitarnego opisywania kryzysu na granicy. Rzeczywistość nie znosi próżni. Puste pole wypełniła więc propaganda polityków nowej władzy, którym dodatkowo sprzyjał okres ochronny od mediów – początek rządów.

Politykom sprzyjał też los – 6 czerwca 2024 roku zmarł szeregowy Mateusz Sitek ugodzony nożem przez nieznanego migranta. Nagranie z wydarzenia stało się wiralem, a samo zabójstwo – traumą narodową. W mediach ta śmierć stała się gwoździem do trumny praw człowieka na granicy. W latach 2021–2022 pushbacki migrantów krytykowało 42–43 proc. Polaków, a w czerwcu 2024 roku już tylko 19 proc. Za to dwie trzecie badanych (67 proc.) je popierało.

– Poziom wrażliwości społecznej został tak zniszczony, że młodzi obecnie zgodziliby się na stosowanie tortur, gdyby chodziło o terrorystów. Bezpieczeństwo ponad wszystko. – Hanna Machińska opisuje wyniki badań, z którymi się niedawno spotkała.

Press

(screen: magazyn „Press”, nr 03-04/2026)

Sformułowanie „nielegalni migranci”, powtarzane jak mantra przez Straż Graniczną, policję i inne służby, bezwiednie podają też media.

Zmiana w postawie mediów to też element poparcia dla rządu Tuska – liberalne media nie robią rzeczy, które mogą temu rządowi zaszkodzić. Aby nie wspierać PiS.

Kropkę nad „i” media postawiły pod koniec 2024 roku. Wywołujący kontrowersje materiał Tomczak, promowany mocno przez prawicę, otrzymał nagrodę Grand Press – środowiska dziennikarzy.

MIZAR EMPATII

Ewa Siedlecka zauważa wyłom w tej prorządowej retoryce mediów – w proces piątki z Hajnówki. Władzy nie udało się sprzedać narracji, że aktywiści ścigani za pomoc migrantom to pomocnicy przemytników. – Karanie za pomoc humanitarną wydaje się jeszcze za daleko idące – konkluduje. Ale ona uważa, że prędzej czy później to się zmieni. A w Polsce zacznie się dziać to, co w Grecji – ta zaostrzyła kary do dziesięciu lat więzienia dla aktywistów, którzy pomagają migrantom na łodziach. 24 pracownikom organizacji humanitarnych postawiono zarzuty m.in. udziału w „organizacji przestępczej”.

Janinę Ochojską, która większość swojego życia poświęciła pomocy migrantom na świecie, boli to, co się dzieje z polskim społeczeństwem. – Oczekiwałabym od mediów niwelowania kłamstw, które narosły o migracjach. Bo rośnie nam społeczeństwo: ksenofobiczne, anyimigranckie i antyżydowskie.

Od 2021 do początku roku 2025 potwierdzono śmierć ok. 130 migrantów na granicy polsko-białoruskiej. Zmarli z zimna, głodu, wycieńczenia, utopili się w rzekach. Po polskiej i białoruskiej stronie. Wielu było nawet po kilkudziesięciu wyrzuceniach z naszego kraju. Niektórzy miesiące tkwili w lesie, przebijani jak piłki od służby jednego kraju do drugiej.

Do tej liczby należałoby dodać około 350 osób zaginionych (do początku 2025 roku).

Tych liczb też nie podaje obecnie żadne polskie medium. W zeszłym roku żadne z nich nie było na pogrzebach migrantów zmarłych na granicy chowanych na cmentarzu muzułmańskim w Bohonikach.

Co z oczu, to z serca.

***

Ten tekst Krzysztofa Boczka pochodzi z magazynu Press wydanie nr 03-04/2026. Teraz udostępniliśmy go do przeczytania w całości.

„Press” do nabycia w salonach prasowych, App Store, Google Play, e-Kiosku lub online na E-sklep.press.pl.

Czytaj też: Nowy "Press": rozmowa z Poczobutem, zmiany w Tok FM i odzyskiwanie mediów na Węgrzech

Press

Krzysztof Boczek

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter
Pressletter
Ta strona korzysta z plików cookies. Korzystając ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies w przeglądarce zgadzasz się na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Dodatkowo, korzystając ze strony, akceptujesz klauzulę przetwarzania danych osobowych. Więcej informacji w Regulaminie.