Rok Marty Cienkowskiej jako ministry kultury to głównie zapowiedzi i odwlekanie rozwiązań
Marta Cienkowska została ministrą kultury 24 lipca 2025 roku (fot. Danuta Matloch/MKiDN)
Konkurs grantowy dla lokalnych wydawców zamiast rozwiązania systemowego, ustawa medialna, która co chwilę ma trafić pod obrady Sejmu, ustawa o ochronie rynku książki, której projektu wciąż nie przedstawiono, oraz media publiczne pozostające w stanie likwidacji – taki jest bilans Marty Cienkowskiej rok po objęciu przez nią stanowiska ministry kultury.
Marta Cienkowska – działaczka Polski 2050 Szymona Hołowni – szefową resortu kultury została pod koniec lipca 2025 roku. Zastąpiła Hannę Wróblewską, która kierowała ministerstwem z rekomendacji Koalicji Obywatelskiej.
Konkurs grantowy zamiast wsparcia systemowego
Jeśli chodzi o rynek mediów, rok urzędowania Marty Cienkowskiej w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego był dobry jedynie dla lokalnych wydawców i nadawców. W marcu 2026 roku udało się domknąć pilotażowy program grantowy "Bliska Kultura", w ramach którego do wydawców i nadawców trafiło 10 mln zł, z tego 1,5 mln z rezerwy ministra kultury.
Andrzej Andrysiak, prezes Stowarzyszenia Gazet Lokalnych, wskazuje, że z punktu widzenia wydawców lokalnych istotne były dwa aspekty. – Pierwszy to program wsparcia, o który walczymy od pięciu lat, a drugi to gazety samorządowe, które się znalazły w ustawie medialnej. Jeśli chodzi o pierwszy z nich, udało się go częściowo zrealizować. Mamy program grantowy, choć nie jest to wsparcie ustawowe. Jest też obietnica, że program będzie kontynuowany w przyszłym roku. To pierwszy rząd, który cokolwiek w tej sprawie zrobił, choć o ustawowe wsparcie, jakie działa choćby we Francji czy w Norwegii, upominamy się od lat. A w drugiej sprawie ministra Cienkowska legła pod ciężarem polityki, czyli pod deklaracją Donalda Tuska, że ustawa medialna nie będzie procedowana, czego strasznie żałujemy – mówi Andrysiak.
Andrzej Andrysiak ma nadzieję, że konkurs grantowy zmieni się w końcu we wsparcie systemowe. – Wiem, że potrzebna jest decyzja polityczna, i nie wiem, czy ona zależy od ministry Cienkowskiej. Na razie mamy, jak to kiedyś nazwałem, protezę, ale taką, która zadziałała – dodaje prezes SGL.
Projekt nowej ustawy medialnej zakłada m.in. likwidację abonamentu radiowo-telewizyjnego, likwidację Rady Mediów Narodowych i reformę Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Proponuje, aby władze mediów publicznych wybierała zreformowana KRRiT w transparentnych konkursach. Ustalono też stałą kwotę wsparcia mediów publicznych z budżetu państwa na poziomie 2,5 mld zł rocznie.
W trakcie prac nad projektem zniknął z ustawy zapis o zakazie wydawania gazet przez samorządy. Marta Cienkowska mówiła wtedy, że to była decyzja polityczna.
Brak ustawy o ochronie rynku książki
Projekt ustawy medialnej, wbrew zapowiedziom, nie trafił na razie do parlamentu. Jak informował Kamil Dziubka z Onetu, premier Donald Tusk postanowił, że w ogóle nie będzie procedowana, ponieważ posłowie mogliby zmienić ustawę tak, by została zaakceptowana przez prezydenta Karola Nawrockiego, a to oznaczałoby dla rządzących utratę kontroli nad publicznymi mediami.
Z kolei projektu ustawy o ochronie rynku książki dotychczas w ogóle nie przedstawiono. Pod koniec maja 2026 roku upomniały się o to 22 organizacje we wspólnym liście do ministry Marty Cienkowskiej.
Na razie znane są tylko trzy główne założenia zapowiadanej ustawy. Jak ogłoszono pod koniec marca podczas posiedzenia sejmowej komisji kultury, planowane jest wprowadzenie jednolitej ceny książki przez 12 miesięcy od jej premiery. Druga propozycja to obowiązek regularnego przekazywania informacji o sprzedaży do Głównego Urzędu Statystycznego, a trzecia – maksymalny rabat przy sprzedaży hurtowej (ma wynieść 45 proc.).
Nierozwiązanym problemem jest natomiast kwestia stanu likwidacji, w jakim pozostają media publiczne. Stan ten wprowadził pod koniec grudnia 2023 roku ówczesny minister kultury Bartłomiej Sienkiewicz w TVP, Polskim Radiu, 17 regionalnych rozgłośniach radiowych i Polskiej Agencji Prasowej. W miejsce prezesów spółek powołano likwidatorów.
Żakowski: "Delikatnie mówiąc, to kompromitujące"
Juliusz Braun, były przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji oraz były prezes TVP, na działania MKiDN patrzy krytycznie. – Minister kultury jest formalnie w tej chwili odpowiedzialny za wszystkie media publiczne i Polską Agencję Prasową, bo likwidatorzy podlegają walnemu zgromadzeniu, czyli ministrowi. Mamy od dwóch i pół roku sytuację, w której media publiczne są formalnie postawione w stan likwidacji, a faktycznie postawione w stan bezpośredniego podporządkowania. Dziwne, że przede wszystkim Koalicja Obywatelska nie próbowała czegoś z tym zrobić. Argument, że prezydent i tak nie podpisze ustawy, jest słaby. Moim zdaniem stracono szansę na zaprezentowanie pomysłu na nowy kształt mediów publicznych, a tego wiele osób się spodziewało i oczekiwało – mówi.
Zdaniem Juliusza Brauna projekt ustawy zaprezentowany przez ministerstwo miał jedynie nieco uzdrowić sytuację, ale i tak nie próbowano go uchwalić. Sprawa mediów publicznych nie zostanie jego zdaniem rozwiązana do końca obecnej kadencji rządu, a obecna koalicja nawet nie przedstawiła swojej koncepcji ich działania. – Wydaje mi się, że pani minister nie potrafiła powiedzieć nic ciekawego w tej sprawie, ale to potwierdza opinię, że dla Donalda Tuska media tradycyjne są nieważne, a już media publiczne w szczególności – mówi były przewodniczący KRRiT.
Jego zdaniem takie zaniechanie może się zemścić na rządzących. Po ewentualnej przegranej koalicji i zmianie premiera nowa władza może z godziny na godzinę w ramach obecnego systemu prawnego wymienić władze TVP, Polskiego Radia i PAP. – To jest niebezpieczne, choć do szczytu kampanii wyborczej mamy rok. Nie dziwię się, że politycy obawiają się wprowadzania jakichś ruchów na szczycie mediów publicznych. Natomiast to, że nie podjęto próby uregulowania tej kwestii przynajmniej dwa lata temu, trudno mi zaakceptować – podsumowuje.
Publicysta Jacek Żakowski, który rozmawiał z ministrą Cienkowską niejednokrotnie na antenie radia Tok FM, również zwraca uwagę na ciągłą zależność mediów publicznych od władzy. – Delikatnie mówiąc, to kompromitujące, że po trzech latach rządów koalicji wciąż mamy w Polsce media rządowe i nawet nie mamy próby stworzenia mediów publicznych, choćby w obrębie obowiązującego prawa, co też jest możliwe. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby likwidatorów powoływać w drodze publicznego konkursu, tak jakby chodziło o prezesa czy zarząd TVP. Ale nawet nie ma takich prób. I niezależnie od tego, co Marta Cienkowska zrobiła w innych dziedzinach, to brak tej ustawy kładzie się cieniem na jej działaniach. W dalszym ciągu mamy telewizję i radio, na czele których są osoby mianowane przez ministra. A bez mediów publicznych demokracja w wariancie europejskim nie może istnieć – podsumowuje Żakowski.
(PAR, 11.08.2026)










