Na Press.pl najważniejsze newsy o mediach i reklamie na bieżąco  |  Zapraszamy na naszego Facebooka i X – podyskutujmy  |  Z pełnym wydaniem newslettera "Presserwis" wracamy na Wasze skrzynki mailowe już w poniedziałek  |  Chcesz zamówić newsletter "Presserwis"? Kliknij tutaj  |  Od początku września w salonach prasowych także nowy numer magazynu "Press"  |  Kliknij tutaj, by zobaczyć zapowiedź nowego numeru. Rozmowa z Sofią Lebedievą, Leszek Kraskowski, problemy telewizji Biznes 24 i premier Tusk dla wybranych – polecamy!  | 

Na Press.pl najważniejsze newsy o mediach i reklamie na bieżąco  |  Zapraszamy na naszego Facebooka i X – podyskutujmy  |  Z pełnym wydaniem newslettera "Presserwis" wracamy na Wasze skrzynki mailowe już w poniedziałek  |  Chcesz zamówić newsletter "Presserwis"? Kliknij tutaj  |  Od początku września w salonach prasowych także nowy numer magazynu "Press"  |  Kliknij tutaj, by zobaczyć zapowiedź nowego numeru. Rozmowa z Sofią Lebedievą, Leszek Kraskowski, problemy telewizji Biznes 24 i premier Tusk dla wybranych – polecamy!  | 

Na Press.pl najważniejsze newsy o mediach i reklamie na bieżąco  |  Zapraszamy na naszego Facebooka i X – podyskutujmy  |  Z pełnym wydaniem newslettera "Presserwis" wracamy na Wasze skrzynki mailowe już w poniedziałek  |  Chcesz zamówić newsletter "Presserwis"? Kliknij tutaj  |  Od początku września w salonach prasowych także nowy numer magazynu "Press"  |  Kliknij tutaj, by zobaczyć zapowiedź nowego numeru. Rozmowa z Sofią Lebedievą, Leszek Kraskowski, problemy telewizji Biznes 24 i premier Tusk dla wybranych – polecamy!  | 

Temat: telewizja

Dział: TELEWIZJA

Dodano: Wrzesień 05, 2026

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Współpraca z partiami. O występach polityków częściej decydują partie niż redakcje

Zdaniem Konrada Piaseckiego Włodzimierz Czarzasty patrzy na media z perspektywy polityka, który niemal od początku swojej kariery był na pozycjach liderskich. – Zapewne dlatego ma mylne wyobrażenie o panujących w mediach zasadach. To my decydujemy o tym, kto weźmie udział w programie – zapewnia Piasecki (fot. Albert Zawada/PAP)

O tym, kto z polityków przyjdzie do którego programu, częściej decydują szefowie partii niż szefowie redakcji.

Autor: Jan Fusiecki

Włodzimierz Czarzasty w trakcie jednego z majowych posiedzeń Sejmu rozmawia z posłem Polski 2050 Kamilem Wnukiem. Marszałek jest przekonany, że wyłączył mikrofon. Tak się jednak nie stało, wymianę zdań słychać na sali plenarnej. Włodzimierz Czarzasty mówi, że ktoś go informował o nieżyczliwych wobec niego wypowiedziach posła Wnuka w mediach.

„(…) że ja jestem, że tak powiem, marny” – stwierdził Czarzasty.

„Jak byłem w Telewizji Republika, to raczej ciebie broniłem i Donalda Tuska” – odpowiedział Kamil Wnuk i namawiał marszałka Sejmu, aby „sprawdził to sobie dokładnie”.

„Nie, nie będę sprawdzał. Może ktoś namotał” – odpowiedział marszałek Sejmu. I przy okazji zapytał: „Po co ty tam chodzisz w ogóle, tak nawiasem?”.

„No, TVN mnie nie zaprasza” – odparł poseł Polski 2050.

„Ale to klub musi załatwić. To nie jest problem” – odpowiedział Włodzimierz Czarzasty. Widząc minę rozmówcy, zorientował się, że partia posłowi Wnukowi nie chce pomóc w obecności medialnej.

Innym posłom partie pomagają. A nawet decydują, kto i gdzie wystąpi.

WIANUSZEK Z PARTYJNEGO KLUCZA

Magdalena Ogórek z wPolsce24 tłumaczy mi: – Poseł Kamil Wnuk był gościem mojego programu [„Studio Magdaleny Ogórek” – red.], a nie Republiki. Faktycznie, wypowiedział się krytycznie o Włodzimierzu Czarzastym. Zapewne o to chodziło informatorowi marszałka Sejmu.

Ogórek zaznacza, że jej program różni się od większości programów publicystycznych z udziałem polityków. – Zapraszam wszystkich, bez względu na zajmowaną pozycję w partyjnej hierarchii. Niejednokrotnie odbierałam podziękowania od polityków za zaproszenie i merytoryczną dyskusję. Wielu z nich podkreślało, że nie mają wstępu do innych stacji, np. TVN, bo tam chodzi tylko wianuszek zapraszany z partyjnego klucza. Panuje powszechne przekonanie, że do TVN mogą się dostać wyłącznie politycy z pierwszej linii. Nawet szefowie regionów – a więc relatywnie wysoko postawieni w partyjnej hierarchii – skarżą się, że nie mają dostępu do większości mainstreamowych mediów ogólnopolskich – podkreśla Magdalena Ogórek.

Prowadząca program w wPolsce24 zaznacza, że zaprasza do niego przedstawicieli wszystkich ugrupowań i partii politycznych, również Konfederacji Korony Polskiej.

– Podczas programu „Studio Magdaleny Ogórek” czasem słychać komentarze gości, dlaczego został zaproszony polityk z partii Grzegorza Brauna, ale ja chcę mieć w programie reprezentantów wszystkich ugrupowań politycznych. Gdy program dotyczy służby zdrowia, zapraszam np. Wojciecha Koniecznego z Nowej Lewicy czy Katarzynę Sójkę – stwierdza Magdalena Ogórek.

NAJCENNIEJSZE MEDIA KLASYCZNE

– Panuje stereotyp, że najlepszym miejscem do promocji dla polityków są platformy społecznościowe. Jednak w czasie kampanii wyborczej politycy najbardziej cenią sobie media klasyczne: telewizję i radio – mówi Karol Surówka, który prowadzi audycje publicystyczne w radiowej Jedynce, m.in. poranne „Sygnały dnia”.

Robert Kwiatkowski z Rady Mediów Narodowych (RMN), były prezes Telewizji Polskiej, były członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, mówi:

– Dla polityka pojawienie się w mediach to nie tylko nobilitacja. To również możliwość dotarcia do wyborców. Zaproszenie do mediów, w szczególności ogólnopolskich, jest uważane za premię, okazję, której wykorzystanie może okazać się decydujące w staraniach o mandat w parlamencie – mówi Robert Kwiatkowski.

– Zdaję sobie sprawę, że zaproszenie do „Kawy na ławę” to dla wielu osób przedmiot pożądania. Dlatego robimy wszystko, abyśmy to my decydowali o składzie zaproszonych osób, tematach i o przebiegu dyskusji – mówi Konrad Piasecki.

ZASADY „KAWY NA ŁAWĘ”

W ocenie Konrada Piaseckiego, prowadzącego niedzielną „Kawę na ławę” i poranne „Rozmowy Piaseckiego” w TVN 24, wyobrażenia marszałka Czarzastego na temat funkcjonowania mediów nie odpowiadają rzeczywistości.

– „Kawa na ławę” ma starannie opracowany grafik zaproszeń. Trzy miejsca są zarezerwowane dla przedstawicieli klubów wchodzących w skład koalicji rządowej; dwa kolejne dla opozycyjnych: PiS i Konfederacji, jedno dla reprezentanta Kancelarii Prezydenta RP. Staramy się też utrzymać parytet płci, choć nie zawsze się to udaje. Proponujemy konkretne nazwiska lub prosimy o wskazanie osób kompetentnych w danej dziedzinie. Np. gdy planujemy dyskusję na temat zakazu używania telefonów komórkowych w szkołach, prosimy o osoby znające tę problematykę. Jednak władze klubu parlamentarnego lub partii nie są w stanie nam narzucić konkretnej osoby wbrew naszej woli – zapewnia Konrad Piasecki.

Zdaniem Konrada Piaseckiego Włodzimierz Czarzasty patrzy na media z perspektywy polityka, który niemal od początku swojej kariery był na pozycjach liderskich. – Zapewne dlatego ma mylne wyobrażenie o panujących w mediach zasadach, nie widział ich z pozycji szeregowego polityka. To my decydujemy o tym, kto weźmie udział w programie. Gdy prosimy o wskazanie osób w związku z planowanymi tematami debaty, zastrzegamy sobie prawo do odrzucenia zgłoszonych kandydatur. Gdyby jakaś partia postawiła sprawę na ostrzu noża, mówiąc, że chce, aby w jej imieniu wystąpiła tylko jedna, wskazana osoba, np. wspomniany Kamil Wnuk, naszej zgody by na pewno nie było – zapewnia prowadzący „Kawę na ławę”.

KARNI JAK W WOJSKU

Jednak problem istnieje. Potwierdza to Kuba Strzyczkowski z Radia 357, związany dawniej z Programem Trzecim Polskiego Radia i Telewizją Polską. – Gdy próbowałem zaprosić do programu bezpośrednio konkretnego posła, z reguły nie odmawiał, ale często prosił, żebym to uzgodnił z biurem prasowym. Nie jest tajemnicą, że politycy są dyscyplinowani przez władze klubu lub partii. Karnie podporządkowują się ich decyzji, jak wojsko – mówi.

Również Dominika Wielowieyska z „Gazety Wyborczej”, prowadząca program „Wybory w TOKu” na antenie radia Tok FM, potwierdza, że dziennikarze muszą rozmawiać z biurami prasowymi partii: – Mamy katalog konkretnych polityków, których zapraszamy do programu. Najwięcej problemów sprawia PiS, bo na zaproszenie konkretnej osoby trzeba mieć zgodę biura prasowego partii. Tak zarządził prezes Jarosław Kaczyński, gdy zauważył, że niektórzy politycy dzięki udanym występom w mediach deklasują jego faworytów podczas wyborów – mówi Dominika Wielowieyska.

Dziennikarka podaje przykład Tadeusza Cymańskiego, który dostał się w 2009 roku z listy PiS w okręgu pomorskim do Parlamentu Europejskiego, mimo że startował z relatywnie dalekiego, piątego miejsca na liście wyborczej. Tymczasem umieszczona na pierwszym miejscu wyborczej listy PiS, faworyzowana przez prezesa PiS Hanna Fołtyn-Kubicka mandatu nie zdobyła. Nie ulegało wątpliwości, że Tadeusz Cymański zyskał popularność dzięki swoim barwnym wypowiedziom w programach publicystycznych i informacyjnych.

– Ostatnio z zaproszeniami polityków PiS nie mam problemu, bo zapraszani przeze mnie goście, np. Karol Karski, mają zgodę na wypowiadanie się w mediach. Ale sytuacja, w której partia odmawia konkretnej osobie zgody na udział w programie i proponuje osoby, których nie mogę zaakceptować, oznaczałaby dla mnie poważny kłopot – stwierdza Dominika Wielowieyska.

Co zaskakujące, na PiS narzeka nawet Adrian Klarenbach, prowadzący w Telewizji Republika program „Agora Klarenbacha” oraz programy publicystyczne „Po 10”, „Po 11” i „Po 12”.

– PiS jest najgorszy. Narzuca nam gości. Bardzo trudno się z tą partią współpracuje – podkreśla.

PARTIA KAŻE

Partie polityczne mają zagwarantowany ustawowo dostęp do mediów publicznych. – Jednak politycy drugiego i trzeciego szeregu w znakomitej większości nie mają wstępu do mediów. Władze partii ściśle reglamentują nie tylko zaproszenia do mediów. Również na wystąpienia podczas obrad Sejmu trzeba mieć zgodę kierownictwa klubu lub władz partii – mówi poseł Lewicy, proszący o zachowanie anonimowości.

Hanna Gill-Piątek, radna sejmiku województwa łódzkiego z ramienia Koalicji Obywatelskiej, posłanka poprzedniej kadencji Sejmu początkowo w Lewicy, później w Polsce 2050, zauważa, że niektórzy podczas całej kadencji Sejmu mają okazję zaprezentować się publicznie tylko kilka razy. – Przykładem jest Grzegorz Lorek [poseł PiS z okręgu obejmującego m.in. Bełchatów, Piotrków Trybunalski i Skierniewice – red.], któremu władze partii pozwalają tylko na bardzo nieliczne wystąpienia publiczne w Sejmie, nie mówiąc już o wysyłaniu do mediów, mimo że jest silny merytorycznie i ma świetny kontakt z mieszańcami swojego okręgu wyborczego. Podczas jego spotkań ze społecznościami lokalnymi sale pękają w szwach – mówi Hanna Gill-Piątek.

Pracownik biura prasowego jednego z klubów parlamentarnych, proszący o zachowanie anonimowości, mówi: – Nie jest tajemnicą, że każdy chciałby zaistnieć w mediach ogólnopolskich, więc o udział w programach publicystycznych, zwłaszcza tych ogólnopolskich, toczy się ostra rywalizacja. W PiS trzeba mieć zgodę kierownictwa. Natomiast w ugrupowaniach koalicji rządzącej selekcja odbywa się w kuluarach. Gdy Polsat czy TVN zapraszają bezpośrednio osobę nieakceptowaną przez władze partii, pada polecenie, aby propozycji nie przyjęła. Dziennikarz lub wydawca słyszy wtedy wymówkę w stylu „będę poza Warszawą”, „muszę się zająć chorą osobą w rodzinie”. Polityk musi się wykazać posłuszeństwem, bo władze partii decydują o jego być albo nie być: miejscu na liście wyborczej, budżecie na kampanię. Bywa, że zaproszenie wysyłane jest za pośrednictwem biura prasowego, które go nie przekazuje adresatowi i deleguje inną osobę – zauważa nasz rozmówca.

MARSZAŁKOWI SIĘ NIE ODMAWIA

Robert Kwiatkowski z Rady Mediów Narodowych zauważa, że Włodzimierz Czarzasty po objęciu stanowiska marszałka Sejmu ustanowił dyrektorem Biura Obsługi Medialnej Sejmu Lecha Sołtysa, przez blisko 20 lat (do marca 2024 roku) związanego z TVN 24, gdzie pracował m.in. jako wydawca „Faktów po Faktach”.

– Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której Włodzimierz Czarzasty czy Maria Żukowska chcą wystąpić w TVN 24 lub kogoś delegują ze swojego klubu. O załatwienie sprawy proszą Lecha Sołtysa, a TVN odmawia lub wskazuje na innego polityka Lewicy – mówi Robert Kwiatkowski.

W kontaktach polityków z dziennikarzami i wydawcami często pośredniczą PR-owcy, niektórzy mają doświadczenie pracy w mediach. W wrześniu 2022 roku rzeczniczką Polski 2050 Szymona Hołowni została Katarzyna Karpa-Świderek, w latach 2007–2018 związana z TVN (w TVN 24 prowadziła m.in. serwisy ekonomiczne i program „Droga do euro”).

– Dzięki znajomościom w świecie mediów takie osoby załatwiają politykom udział w programach publicystycznych. Działają na polecenie liderów i praktycznie nie zdarza się, by polecali kogoś wbrew woli kierownictwa danej partii – mówi poseł Koalicji Obywatelskiej proszący o zachowanie anonimowości.

BOLESNE I PRZYKRE

Jacek Prusinowski, prowadzący program „Tygodnik Polityczny” w Kanale Zero, wcześniej dziennikarz polityczny „Super Expressu”, rozumie polityków. – To zupełnie zrozumiałe, że partie starają się kontrolować występy medialne swoich polityków. Zakaz chodzenia do mediów, którym został objęty Przemysław Witek [poseł Koalicji Obywatelskiej, przed wyborami prezydenckimi na antenie Polsat News zapytany, czy rząd nie wprowadzi nowych podatków odparł: „Cóż szkodzi obiecać” – red.], też jest w jakimś sensie racjonalny, bo jego słowa sprawiły KO potężny problem w kampanii. Na tym też polega profesjonalna polityka.

W jego ocenie problem leży gdzie indziej. – Negatywny wpływ na media mają decyzje partii, które nie przyjmują zaproszeń od pewnych dziennikarzy i konkretnych mediów. To uniemożliwia zrównoważenie i zobiektywizowanie przekazu – mówi Jacek Prusinowski.

Tym samym martwi się Adrian Klarenbach. – To bardzo bolesne i przykre, że zaproszeń do nas nie przyjmują ludzie lewicy. Nie ma posłów Koalicji Obywatelskiej, nie ma przedstawicieli rządu. Przez to nie możemy pogłębiać kwestii związanych z jego decyzjami. Rządzący dziś Polską mają zakaz pojawiania się w Republice. I tak pewnie będzie do najbliższych wyborów parlamentarnych.

I GŁOS JEGO ZABRZMIAŁ NA ANTENIE

Dziennikarz z wieloletnim stażem w Polskim Radiu wspomina zdarzenie z lat, gdy media publiczne kontrolował rząd Zjednoczonej Prawicy. Pewnego dnia w wyniku splotu okoliczności obok siedziby Polskiego Radia przy al. Niepodległości w Warszawie znalazł się Ryszard Czarnecki, wtedy prominentny polityk PiS, europoseł tej partii. Gdy spojrzał na socrealistyczny gmach, w jego głowie pojawiła się spontaniczna myśl – zapragnął występu na antenie. Zadzwonił do kogo trzeba, wszedł do gmachu i jego głos wkrótce zabrzmiał na antenie publicznej rozgłośni.

– Nawet w latach PRL takie zdarzenie nie mogłoby mieć miejsca. Media funkcjonowały w sposób hierarchiczny. Aby się dostać przed kamerę czy mikrofon, trzeba było uzyskać zgodę wydziału prasy – zauważa Robert Kwiatkowski. – Dziś media robią politykę. Ale o tym, kto z grona polityków wystąpi w programach telewizyjnych czy radiowych, decydują de facto władze partii – podsumowuje Kwiatkowski.

***

Ten tekst Jana Fusieckiego pochodzi z magazynu Press wydanie nr 07-08/2026. Teraz udostępniliśmy go do przeczytania w całości.

„Press” do nabycia w salonach prasowych, App Store, Google Play, e-Kiosku lub online na E-sklep.press.pl.

Czytaj też: Nowy "Press": rozmowa z Sofią Lebedievą, Leszek Kraskowski i premier Tusk dla wybranych

Press

Jan Fusiecki

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter
Pressletter
Ta strona korzysta z plików cookies. Korzystając ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies w przeglądarce zgadzasz się na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Dodatkowo, korzystając ze strony, akceptujesz klauzulę przetwarzania danych osobowych. Więcej informacji w Regulaminie.