Andrzej Poczobut w "Gazecie Wyborczej": "A ja im prosto w oczy, z nienawiścią"
W niedzielę 3 maja Andrzej Poczobut odebrał Order Orła Białego od prezydenta RP Karola Nawrockiego (fot. PAP/Paweł Supernak)
Andrzej Poczobut, korespondent z Białorusi, który po ponad pięciu latach odzyskał wolność, w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" opowiedział m.in. o tym, jak tamtejsze reżimowe media próbowały go upokorzyć. A także o tym, w jaki sposób agentom służb przekazywał ogólnodostępne informacje i jakie ma plany na najbliższą przyszłość.
Andrzej Poczobut udzielił wywiadu zastępcy redaktora naczelnego "GW" Bartoszowi Wielińskiemu, gdy po wymianie więźniów jechali z granicy polsko-białoruskiej w Białowieży do Warszawy.
"Byli zaskoczeni, że patrzę im wszystkim w oczy"
Poczobut opowiedział, jak podczas procesu reżimowe media próbowały go upokorzyć w relacji z sali sądowej.
Czytaj też: Godny. Rzecz o Andrzeju Poczobucie, który kuszeniu nie uległ. "Wolność słowa nie ma ceny"
"I nagle słyszę, że wprowadzają media, państwowe, reżimowe. Wszystko było wyreżyserowane. Miało być tak, jak na relacjach z innych procesów, gdzie filmowali więźniów stojących twarzą do ściany. Dla ludzi na wolności to wygląda tak, jakby więźniowie wstydzili się pokazać twarz, byli złamani, upokorzeni. Taki obrazek po procesie zostaje w obiegu. Więc, gdy usłyszałem, że wchodzą media, natychmiast się odwróciłem. Strażnicy mówią mi: »Twarzą do ściany«. A ja do nich twardo: »Nie«" – opowiadał Wielińskiemu.
"To działo się, zanim włączono kamery. Pracownicy mediów byli zaskoczeni, że patrzę im wszystkim w oczy. A na mój proces przyszedł cały tłum ludzi z rządowych mediów. Telewizje były, radia, portale, które publikują wszystkie paszkwile. I spora grupa fotoreporterów. Byli zdziwieni, bo jak rozumiem, przyzwyczaili się, że widzą tylko plecy sądzonego. A ja im prosto w oczy, z nienawiścią. Byłem tak wściekły, że gdyby wzrokiem można było ich podpalić, to oni spłonęliby na tej sali, za karę, że przyszli filmować moje upokorzenie".
Andrzej Poczobut relacjonuje też, jak do celi podsyłano mu agentów, którzy mieli wyciągnąć od niego informacje i przekazywać je służbom. "Jako dziennikarz z 20-letnim stażem znam mnóstwo różnych historii i historyjek. Wiedziałem, że oni rzucą się na wszystko, co powiem. Każdą historię. Mówiłem więc o tym, o czym wcześniej pisałem dla »Wyborczej«. Agent chłonął każde moje słowo, składał wyczerpujące meldunki, a jego prowadzący później dochodzili do wniosku, że dowiedzieli się o rzeczach, które można wyszukać za pomocą Google’a, jeśli wpisze się tam moje nazwisko. Doszło do tego, że inni podstawiani mi do cel agenci, gdy zaczynałem coś opowiadać, od razu pytali, czy o tym już napisałem tekst, czy nie".
Dziennikarz wyznał: "W sumie zawsze chciałem zobaczyć łagier w Nowopołocku od środka. No i moja ciekawość została zaspokojona. Poznałem, jak ten system funkcjonuje. Moja żona ma bardzo emocjonalne podejście, zwłaszcza do funkcjonariuszy. Ja nie. Nie dlatego, że się nie boję. Patrzę na nich jak na zwykłe trybiki w mechanizmie, które kręcą się tak, jak im się każe. W 2013 roku napisałem nawet książkę »System Białoruś«. Słowo »system« najlepiej opisuje to państwo.
Poczobut powtarza, że chce wrócić na Białoruś
Andrzej Poczobut, od kiedy tylko znalazł się w Polsce powtarza, że chce wrócić na Białoruś. Mówi, że nie zamierza zostawiać Polaków mieszkających na Grodzieńszczyźnie i czuje się za nich odpowiedzialny.
Czytaj też: Prosto w oczy. Wywiad z Andrzejem Poczobutem, Dziennikarzem Roku 2011
Na słowa Bartosza Wielińskiego: "Nie wygłupiaj się, masz rodzinę, córkę, nastoletniego syna", Poczobut odpowiedział: "Każdy ma. Ludzie, których spotkałem w łagrach, też mają żony i dzieci. Jarek to już dorosły chłopak, on przecież wszystko rozumie. Jeden nasz kresowy działacz, poeta pytał, dlaczego ta polskość jest taka trudna. No właśnie. Na tej szerokości geograficznej niestety tak jest".
Andrzej Poczobut został zatrzymany 25 marca 2021 roku po rewizji w jego mieszkaniu w Grodnie. Zarzucono mu podżeganie do nienawiści narodowej i rehabilitację nazizmu oraz wzywanie do działań na szkodę Białorusi. Jego "przestępcza" działalność miała polegać m.in. na tym, że atak ZSRR na Polskę w 1939 roku nazywał "agresją", interesował się historią Polaków na Grodzieńszczyźnie i opisywał działania polskiego ruchu oporu prowadzone po zajęciu tych terenów przez ZSRR. Tak jak w przypadku wielu innych dziennikarzy, przestępstwem okazała się też jego praca, w ramach której przekazywał informacje z Białorusi. W 2023 roku został skazany na osiem lat kolonii karnej o zaostrzonym rygorze. Trafił do łagru w Nowopołocku, słynącego z wyjątkowo ciężkich warunków.
W niedzielę 3 maja Andrzej Poczobut odebrał Order Orła Białego od prezydenta RP Karola Nawrockiego. Obecnie dziennikarz przechodzi badania lekarskie w szpitalu w Warszawie.
Czytaj też: Kaskader. Sylwetka Andrzeja Poczobuta, który nie potrafi narzucić sobie autocenzury
(MAK, 04.05.2026)










