Unia Literacka prowadzi kampanię w sprawie ustawowej minimalnej stawki dla pisarzy
Grzegorz Piątek wskazuje, że musi sprzedać 38 egzemplarzy, by zarobić na zakup kwartalnego biletu komunikacji miejskiej w Warszawie (fot. materiały prasowe)
Unia Literacka rozpoczęła w mediach społecznościowych kampanię w sprawie uchwalenia ustawowej minimalnej stawki dla pisarzy. Twórcy postulują, by w projekcie ustawy o ochronie rynku książki zagwarantować im honorarium w wysokości 10 proc. ceny okładkowej sprzedanej książki. – Chcemy być partnerami dla wydawnictw, a nie wyrobnikami – mówi Joanna Kuciel-Frydryszak, pisarka, członkini zarządu Unii Literackiej i koordynatorka kampanii.
Kampania Unii Literackiej "10 procent" składa się z 20 zdjęć przedstawiających polskich autorów – m.in. Grzegorza Piątka, Beatę i Eugeniusza Dębskich oraz Małgorzatę Gutowską-Adamczyk, którzy chcą uzmysłowić odbiorcom, jak niewiele twórcy zarabiają na sprzedaży jednej książki.
Autorzy otrzymują ok. 2,9 zł za jeden egzemplarz
Grzegorz Piątek, autor publikacji "Gdynia obiecana. Miasto, modernizm, modernizacja 1920–1939", wskazuje, że musi sprzedać 38 egzemplarzy, by zarobić na zakup kwartalnego biletu komunikacji miejskiej w Warszawie. Z kolei Małgorzata Gutowska-Adamczyk, autorka powieści dla młodzieży, obyczajowych i historycznych, wylicza, że musi sprzedać 29 egzemplarzy, by jako zapalona ogrodniczka zarobić na widły ogrodowe.
Według raportu "Jeszcze książka nie zginęła", przygotowanego na zlecenie Instytutu Książki, autorzy otrzymują około 2,9 zł za jeden sprzedany egzemplarz – przy symulacji, w której 57,50 zł to przeciętna cena okładkowa, a średni rabat dla dystrybutorów to 45 proc.
Dlatego Unia Literacka postuluje, by w przygotowywanym projekcie ustawy o ochronie rynku książki zagwarantować autorom honorarium na poziomie 10 proc. ceny okładkowej sprzedanego egzemplarza.
– Dążymy do sytuacji, w której autorzy będą partycypować w sposób racjonalny w zyskach, jakie wydawcy osiągają z naszych książek. Chcemy być partnerami, a nie wyrobnikami – mówi Joanna Kuciel-Frydryszak, członkini zarządu Unii Literackiej i koordynatorka kampanii, autorka bestsellerowej książki "Chłopki. Opowieść o naszych babkach".
Zwraca uwagę, że polscy debiutanci pracują za znacznie niższe stawki. – Ale nie tylko oni. Znam dobrych i rozpoznawalnych pisarzy, którzy zarabiają mniej niż 10 proc. ceny okładkowej każdej sprzedanej książki. Tymczasem te 10 proc. to powinna być stawka wyjściowa, od której autorzy zaczynają współpracę z wydawnictwami – uważa.
"Chodzi nam o stawkę i o sposób rozliczenia"
Jak dodaje Joanna Kuciel-Frydryszak, w wielu krajach zachodnich honorarium dla autorów na poziomie 10 proc. od ceny okładkowej to standard.
– W Polsce do takiego pułapu docierają jedynie nieliczni pisarze, którzy dzięki swojej mocnej pozycji zdołali wynegocjować takie stawki. Inaczej wygląda sytuacja, jeśli książka polskiego autora tłumaczona jest na rynek zagraniczny. Często ma on wtedy zagwarantowane co najmniej 10 proc. od ceny okładkowej każdej sprzedanej książki – zaznacza.
Pisarka podsumowuje: – Chodzi nam z jednej strony o stawkę, a z drugiej o sposób rozliczenia – jedyny przejrzysty, czyli od tzw. ceny okładkowej, co praktykowane jest w Polsce tylko przez niektóre wydawnictwa.
Do tej pory Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego przedstawiło jedynie główne założenia projektu ustawy o ochronie książki. Według nich, przez rok od daty premiery książki będą sprzedawane po stałej cenie. Uczestnicy rynku wydawniczego będą mieli obowiązek regularnego przekazywania informacji o sprzedaży do Głównego Urzędu Statystycznego. Natomiast maksymalny rabat przy sprzedaży hurtowej wyniesie 45 proc.
Małgorzata Gutowska-Adamczyk wylicza, że musi sprzedać 29 egzemplarzy, by jako zapalona ogrodniczka zarobić na widły ogrodowe (fot. materiały prasowe)
Na więcej szczegółów dotyczących projektu ustawy o ochronie rynku książki branża czeka od wielu miesięcy.
(MZD, 11.07.2026)










