Trwają negocjacje Repropolu z Big Techami. Wysokich rekompensat nie będzie
O problemach związanych z negocjacjami Renata Krzewska mówiła na konferencji Forum Przyszłości Mediów w Poznaniu (screen: YouTube/wnpiduam)
Polscy wydawcy i dziennikarze nie mogą liczyć na wysokie rekompensaty z tytułu wykorzystywania efektów ich pracy przez Big Techy. Stowarzyszenie Dziennikarzy i Wydawców Repropol jest w trakcie mediacji z Google'em i Microsoftem, ale jego prezeska, Renata Krzewska już teraz ostrzega przed rozczarowaniem.
Gdyby rekompensaty były wyliczane dla każdego kraju na podstawie PKB, to wydawcy mogliby w sumie liczyć na kwotę 300 mln zł. Zdaniem szefowej Repropolu, nie jest to jednak kwota, która ostatecznie leży na negocjacyjnym stole.
Dwa podejścia do wyceny
Repropol, zrzeszający średnich i małych wydawców podobnie jak dwie inne organizacje – Stowarzyszenie Pracodawców Wydawców Cyfrowych i Wydawcy Niezależni – rozpoczął negocjacje w ubiegłym roku. W grudniu się okazało, że utknęły one w martwym punkcie, więc Repropol wystąpił o mediacje do prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej.
Czytaj też: Dagmara Brzezińska na czele polskiego oddziału Google'a. Była związana z InPostem
Dopóki mediacje trwają, nie można mówić o ich szczegółach. Można jednak rozmawiać o zasadzie wyliczania należności, jakie Big Techy musiałyby zapłacić wydawcom.
Jak mówi Renata Krzewska, w tych rozmowach do wyceny są dwa podejścia – pierwsze to podejście platform technologicznych. – Platformy mają obowiązek przedstawiać informacje, ale te informacje są przedstawiane w sposób niekompletny. I w zasadzie niewiele tych informacji dostajemy – mówi szefowa Repropolu.
Jak dodaje, drugim sposobem są wyceny naukowe, ale te trzeba tworzyć, również opierając się na niepełnych danych. Niepełnych, bo informacje o przychodach, które są podstawą wyceny, mają tylko Big Techy. Trzeba więc stosować różne metody szacowania przychodów.
– Najbardziej popularna w Europie jest metoda ekonomii behawioralnej. Opracowali ją szwajcarscy naukowcy, którzy w wielu krajach w Europie zrobili taką wycenę. Szacują, jaki procent przychodów powinien być przypisany do treści prasowych. Wynik wychodzi pomiędzy 35 a 39 proc. przychodów Google, więc mówimy o bardzo dużych przychodach – zaznacza Renata Krzewska.
Kwoty proponowane przez Big Techy
Drugi problem to podział pieniędzy. Zdaniem Krzewskiej, gdyby rynek był zrównoważony, a strony negocjacji miały równe siły, przychody powinny być dzielone pół na pół.
Czytaj też: Czeski rząd likwiduje abonament i obcina dotacje mediów publicznych. Będzie strajk
Jest jeszcze metodologia oparta na kosztach, która wymaga zliczenia liczby publikacji prasowych pojawiających się w wyszukiwarce i przemnożenia tego przez koszty pojedynczego artykułu. W tym przypadku mowa o 15 proc. przychodów Google'a.
– Nie spodziewamy się, że takie pieniądze dostaniemy – zaznacza prezeska Repropolu. Dodaje, że poza metodami naukowymi można jeszcze porównywać kwoty, jakie platforma płaci w innych krajach. Proporcjonalnie do PKB, wielkości rynku, liczby mieszkańców.
Pozostaje kwestia podziału wynegocjowanej kwoty między wydawców, którzy jeszcze będą musieli podzielić się z dziennikarzami. Projektowane algorytmy wskazują, że minimalnie wyższe kwoty otrzymaliby najwięksi wydawcy. Jednak już widać, że kwoty, o jakich chcą rozmawiać Big Techy, po podziale nie będą miały znaczenia dla budżetów ani dużych, ani małych wydawców. Big Techy proponują bowiem roczne wypłaty mniejsze niż dzienne koszty funkcjonowania zrzeszonych w Repropolu redakcji.
Czytaj też: Zatrzymana przez policję asystentka Sakiewicza jest byłą wieloletnią działaczką PO
(PAR, 16.06.2026)










