TVP i PAP będą mieć dziennikarzy w Bułgarii podczas wyborów parlamentarnych
Faworytem przedwyborczych sondaży w Bułgarii jest ugrupowanie, którego liderem jest były prezydent Rumen Radew (fot. Piotr Nowak/PAP)
Telewizja Polska i Polska Agencja Prasowa będą mieć dziennikarzy w Bułgarii podczas niedzielnych przedterminowych wyborów parlamentarnych. Nikogo nie wysyłają natomiast największe tytuły prasowe, rozgłośnie radiowe i portale.
– Chcemy zapewnić rzetelną, bezpośrednią relację z przebiegu głosowania i dostarczyć wiarygodne informacje z miejsca wydarzeń – mówi Wojciech Tumidalski, redaktor naczelny PAP. Agencja ma korespondentkę w Sofii. Jest nią Ewgenia Manołowa. – Niezależnie od tego wysyłamy jej wsparcie: redaktora Jakuba Bawołka, naszego korespondenta w Budapeszcie – dodaje Tumidalski.
Z kolei z TVP wybiera się do Bułgarii Rafał Miżejewski, który od marca jest korespondentem telewizji publicznej w Budapeszcie.
Reporterów do Bułgarii nie wysyłają TVN 24 ani Polsat News, ani też największe rozgłośnie: RMF FM, Radio Zet i Polskie Radio. – Nie mamy takich planów. Będziemy obsługiwać reporterami w Warszawie i naszymi zagranicznymi korespondentami – informuje Michał Rodak, dyrektor informacji RMF FM.
Największe tytuły prasowe też nie widzą potrzeby wysyłania dziennikarzy do Bułgarii. – Nie wysyłamy korespondenta do Bułgarii, ale będziemy dogłębnie sprawdzać wszystkie informacje na temat niedzielnych wyborów w tym kraju. Każda będzie sprawdzona w kilku niezależnych od siebie źródłach. To standard naszej pracy, ale podczas relacjonowania wyborów w Bułgarii zachowamy szczególną ostrożność, ponieważ doskonale zdajemy sobie sprawę, że Kreml może ingerować w przebieg procesu wyborczego – mówi Tomasz Pietryga, redaktor naczelny "Dziennika Gazety Prawnej".
– Znaczenie wyborów w Bułgarii jest mniejsze niż na Węgrzech, gdzie przez 16 lat koniem trojańskim Rosji w Unii Europejskiej był rząd Viktora Orbána – uważa Jerzy Haszczyński, kierownik działu zagranicznego w "Rzeczpospolitej". – Ale, naturalnie, wybory w Bułgarii to również ważne wydarzenie. Będziemy je relacjonować z największą starannością. Jednak wynik wyborów nie będzie miał tak dużego znaczenia, jak na Węgrzech. Ugrupowanie Rumena Radewa zapewne wygra wybory, ale nic nie wskazuje na to, aby zdobyło większość konstytucyjną. Jest również mało prawdopodobne, by Bułgaria po tych wyborach zajęła postawę radykalnie antyunijną, porównywalną z prezentowaną w ostatnich latach przez Budapeszt – dodaje Haszczyński.
Dział zagraniczny "Gazety Wyborczej" wzbogaci relacje z wyborów w Bułgarii o dodatkowe analizy i konteksty. Jednak, tak jak inne tytuły, nie wysyła korespondenta do Sofii. – Wybory w Bułgarii nie będą tak ważne, jak ostatnie na Węgrzech – mówi Roman Imielski, pierwszy zastępca redaktora naczelnego "Gazety Wyborczej".
Również tygodnik "Polityka" nie będzie miał swojego wysłannika w Bułgarii.
Z Warszawy wybory parlamentarne w Bułgarii obsługiwać będą też największe portale.
Faworytem przedwyborczych sondaży w Bułgarii jest nowe ugrupowanie – konserwatywno-socjalna Postępowa Bułgaria, której liderem jest były prezydent Rumen Radew. Jak zauważa Ośrodek Studiów Wschodnich, jego "wcześniejsze poczynania jako prezydenta sugerują jednak, że Sofia na arenie międzynarodowej może zająć pozycję umiarkowanie eurosceptyczną, a także postulować normalizację stosunków z Rosją".
(KOZ, JF, 18.04.2026)










