Gdy opinie bolą. Dorota Wysocka-Schnepf pod ostrzałem – nie tylko za poglądy
– Jarosław Kaczyński w jednym z wywiadów chwalił TVP Jacka Kurskiego, wspominając, jak źle było wcześniej. I tu posłużył się mną: „Wywiady robione ze mną przez panią Schnepf wyglądały jak zawstydzanie synka” – wspomina Dorota Wysocka-Schnepf (fot. Marcin Obara/PAP)
„Problem w tym, że Dorota Wysocka-Schnepf pracuje w TVP, która nie jest zrównoważonym medium. Gdyby miała obok siebie dziennikarzy o równie wyrazistych, ale innych poglądach, nie stałaby się obiektem tak wściekłych ataków”.
Maj 2025 roku, końcówka kampanii w wyborach na prezydenta RP. Telewizja Polska zaprasza do swojej siedziby kandydatów. Jest wśród nich Krzysztof Stanowski, przedsiębiorca, człowiek mediów, założyciel Kanału Zero. Debatę z ramienia TVP prowadzi Dorota Wysocka-Schnepf.
Krzysztof Stanowski zaczyna swoje wystąpienie na debacie od nazwania TVP świątynią propagandy. Kierując słowa do Wysockiej-Schnepf, mówi: „Wprawdzie sądziłem, że się pani spali ze wstydu, po tym jak większość komitetów wyborczych tutaj zaprotestowała przeciwko pani obecności podczas debaty. Widocznie liczyłem na zbyt wiele, ale widocznie niektóre osoby się ze wstydu nie palą”.
W trakcie ataku Stanowski nawiązał do rodziny męża dziennikarki. „Nie jest to pierwszy raz w historii, kiedy osoba z nazwiskiem Schnepf przepytuje Polaków. Mam nadzieję, że wyjdziemy stąd cali i zdrowi. Jest pani prawdziwym symbolem tego, co się dzieje z polskimi mediami” – zaznaczył twórca Kanału Zero.
Mówiąc o „osobie z nazwiskiem Schnepf przepytującej Polaków”, Krzysztof Stanowski miał na myśli Maksymiliana Schnepfa (występuje też pisownia Sznepf), pułkownika dyplomowanego Wojska Polskiego, który jako 20-latek wstąpił na ochotnika do Armii Czerwonej, następnie do 1. Polskiej Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki. Brał udział w walkach o Stalingrad, bitwie pod Lenino, walkach o warszawską Pragę, walkach o Warszawę oraz operacji berlińskiej. Źródła podają, że w 1945 roku w stopniu porucznika dowodził pododdziałem 1. Praskiego Pułku Piechoty, który wsparł Armię Czerwoną i NKWD w operacji wymierzonej w polskie podziemie niepodległościowe, która zyskała później miano Obławy Augustowskiej.
Zaskoczona atakiem Dorota Wysocka-Schnepf mocno odpowiedziała Krzysztofowi Stanowskiemu dopiero podczas kolejnej rundy pytań. „To w uzupełnieniu do pana Stanowskiego jeszcze zacytuję pana prof. Bartoszewskiego, który niegdyś mówił, że kiedy pijany zwymiotuje na mnie w autobusie, to nie jest to obelga, to nieprzyjemne. Nie każdy może mnie obrazić” – stwierdziła.
WYJĄTKOWO OHYDNE
– Dorota Wysocka-Schnepf została zaatakowana w sposób wyjątkowo wulgarny – mówi Wojciech Czuchnowski z „Gazety Wyborczej”. – Stanowski próbował ją obarczyć odpowiedzialnością za decyzje życiowe podejmowane za młodu przez jej teścia. Takie standardy wyznaczają dziennikarze sprzyjający PiS. Jesteśmy odpowiedzialni tylko za własne wybory życiowe, nie za biografie naszych rodziców czy dziadków ani za rodziny mężów czy żon. Wyjątkowo ohydne – irytuje się Wojciech Czuchnowski.
Dziennikarza „Gazety Wyborczej” oburzył też brak reakcji dwóch pozostałych prowadzących debatę: Radomira Wita z TVN oraz Piotra Witwickiego z Polsatu. – To ciche przyzwolenie innych prowadzących na atak, który nie mieścił się w cywilizowanych standardach, fatalnie świadczy o dziennikarskiej solidarności zawodowej, a raczej o jej braku – ocenia Wojciech Czuchnowski.
Atak Stanowskiego podczas debaty prezydenckiej wywołał niekończące się polemiki w mediach, podsycane przez samego Krzysztofa Stanowskiego.
– Stanowski atakuje, ale też lubi być atakowany, bo daje mu to ogromną publiczność i w konsekwencji ogromne dochody. Wysocka-Schnepf niepotrzebnie dała się uwikłać w spór na niskim poziomie. Wychodzi z niego przegrana, z wizerunkiem Danuty Holeckiej à rebours – uważa Kuba Strzyczkowski, dziennikarz radiowy i telewizyjny pracujący w Radiu 357, dawniej związany z radiową Trójką.
PIĘKNI, ZDOLNI DWUDZIESTOLETNI
Przemysław Barbrich, dyrektor zespołu komunikacji i PR w Związku Banków Polskich, zgadza się na rozmowę, wspominając wydarzenia i historie sprzed wielu lat. Był mężem Doroty Wysockiej-Schnepf.
– Na przełomie lat 1989 i 1990 studiowaliśmy z Dorotą na pierwszym roku na Wydziale Inżynierii Środowiska Politechniki Wrocławskiej. Zaczęliśmy pracować dla radia akademickiego. W tym samym roku Lothar Herbst [działacz opozycji demokratycznej w PRL, w latach 1990–2000 redaktor naczelny, a następnie prezes zarządu Polskiego Radia Wrocław – red.] zaproponował nam robienie cyklicznego magazynu „16.10”. To był pierwszy magazyn informacyjny dla studentów. Wprawdzie przygotowywany z puszki, a nie na żywo, ale i tak był powiewem świeżości. Uczyliśmy się robić nowoczesne radio – wspomina Przemysław Barbrich.
Dziennikarze mogli też robić materiały do porannego pasma „Studia Odra” na antenie Radia Wrocław, regionalnego odpowiednika „Zapraszamy do Trójki”.
– Wtedy zainteresowała się nami radiowa Trójka. Zaczęliśmy przygotowywać materiały emitowane na antenie centralnej. Po pierwszym roku studiów Dorocie i mnie zaproponowano praktyki wakacyjne w Trójce. Mieszkaliśmy w akademiku SGGW na Ursynowie, pracowaliśmy jako reporterzy. Po powrocie do Wrocławia prowadziliśmy audycje w Radiu Wrocław – wspomina Przemysław Barbrich.
Po trzecim roku studiów Paweł Zegarłowicz (w latach 1994–1997 redaktor naczelny Trójki) i Grzegorz Miecugow zaproponowali Dorocie Wysockiej i Przemysławowi Barbrichowi stałą pracę dla Trójki, co się wiązało z przeprowadzką do Warszawy.
– Bardzo szybko dostaliśmy etaty. Przenieśliśmy się na studia na Politechnikę Warszawską. Skończyliśmy je w trybie stacjonarnym, pracując full time dla Trójki. Nie było łatwo – wspomina Przemysław Barbrich.
WYSOKIE LOTY
W radiowej Trójce Dorota Wysocka-Schnepf pracuje jako korespondentka sejmowa, prowadzi „Salon polityczny Trójki”.
– Byłam z natury osobą nieśmiałą i początkowo występowanie w radiu było dla mnie katorgą – wspomina Dorota Wysocka-Schnepf. – Wcale nie tak szybko udało mi się tę słabość pokonać. Ale wrażenie z pierwszych lat pracy dla radia miałam tak pozytywne, że kończyłam studia na Politechnice z przekonaniem, że w zawodzie inżyniera długo miejsca nie zagrzeję. To był pasjonujący czas formowania niezależnych mediów. Jako bardzo młoda osoba trafiłam do profesjonalnego zespołu. Za pierwszym podejściem zdałam egzamin na kartę mikrofonową. Przygotowania prowadzili najznakomitsi fachowy od języka polskiego, dykcji, precyzji i płynności wypowiedzi – wspomina Dorota Wysocka-Schnepf.
Jednym z jej najbardziej nerwowych wspomnień z pracy dla Trójki był debiut w lokalnym informatorze – krótkim, trzyminutowym programie emitowanym na antenie Trójki, ale rozszczepianym na regiony.
– Wielokrotnie ćwiczyłam tekst, aby się zmieścić w przewidzianych na informator trzech minutach. Ale na antenie zjadł mnie stres, wyrecytowałam cały tekst czterdzieści sekund przed końcem. Taka cisza na antenie nie wchodziła w rachubę, musiałam improwizować. Udało się, ale wyszłam ze studia w dygocie – wspomina Dorota Wysocka-Schnepf.
Przemysław Barbrich wspomina jedną z pierwszych akcji marketingowych i medialnych po 1989 roku – „Trójka w balonie”. – Udało nam się zorganizować starty balonów na ogrzane powietrze z centrów największych miast, m.in. z Warszawy i Krakowa. W tym drugim mieście na pokład zabraliśmy hejnalistę z Wieży Mariackiej. W Warszawie dostaliśmy zgodę wojska na start balonu z Placu Zamkowego, choć początkowo sądziliśmy, że to rzecz nie do załatwienia. Relacje z lotów przedstawialiśmy z telefonów komórkowych, co w czasach raczkującej analogowej telefonii komórkowej było nie lada przedsięwzięciem – mówi Przemysław Barbrich.
Były reporter radiowej Trójki zaznacza, że z Dorotą byli nastawieni na uczenie się. Podkreśla, że Trójka była wtedy rozgłośnią pod każdym względem pierwszą, zawsze pierwsza na miejscu wydarzeń, z dobrze dobranymi komentatorami. Gdy coś się działo, zespół reagował natychmiast, bez rozważań, czy materiał zostanie umieszczony na antenie, czy uda się rozliczyć delegację itp. Jego zdaniem Trójka miała też pełną autonomię, ingerencje polityczne były nieodczuwalne.
W ocenie Magdy Jethon, wieloletniej dziennikarki Radiowej Trójki, byłej dyrektorki programu, Dorotę Wysocką-Schnepf dziennikarkę charakteryzują trzy przymiotniki: ambitna, rzetelna i uczciwa. Dorotę koleżankę – kolejne: empatyczna i przyzwoita. A bycie przyzwoitym w mediach publicznych nie jest wcale takie proste i oczywiste. Często niestety wymaga odwagi. Odwaga natomiast ma swoją cenę. Dorotę zawsze było na nią stać – zaznacza Magda Jethon.
PLACÓWKA JEDYNA TAKA
W latach 2001–2004 Dorota Wysocka-Schnepf zostaje korespondentką Polskiego Radia w Ameryce Łacińskiej. Wcześniej rozwiodła się i ponownie wyszła za mąż za Ryszarda Schnepfa, dyplomatę i iberystę. Jest między nimi 19 lat różnicy. Ryszard Schnepf w 2001 roku został ambasadorem RP w Kostaryce z akredytacją w innych krajach Ameryki Łacińskiej.
– To był chyba precedens. Stanowisko korespondenta radia publicznego w Kostaryce zostało utworzone po to, aby mogła je objąć żona ustosunkowanego politycznie dyplomaty. Fakt, że utworzono je w relatywnie niewielkim państwie Ameryki Środkowej, gdzie ani wcześniej, ani późnej polskie media nie miały korespondenta, dobitnie świadczy o uprawianiu prywaty – denerwuje się Cezary Gmyz, publicysta Telewizji Republika.
– W Kostaryce ulokowała mnie sytuacja rodzinna – mówi Dorota Wysocka-Schnepf. – Decyzja o wyjeździe na koniec świata nie była łatwa. Musiałam w ekspresowym tempie nauczyć się hiszpańskiego. I nie chciałam zamknąć się tylko w roli żony – wspomina Dorota Wysocka-Schnepf.
Dziennikarka podkreśla, że nie ograniczała się do pobytu w Kostaryce.
– W 2003 roku poleciałam do Wenezueli. Kraj tonął w kryzysie, na ulicach protestowały tysiące ludzi, wyglądało, że czas Hugo Cháveza się kończy. Udało mi się przebić do Pałacu Prezydenckiego na ośmiogodzinne, cotygodniowe widowisko medialne pt. „Aló Presidente”. Rozmawiałam z dyktatorem, zrobiłam relację radiową. Na bazie materiałów zebranych podczas tego wyjazdu napisałam obszerny reportaż do „Rzeczpospolitej” – spojrzenie z dwóch stron na kraj, w którym reżim miał za chwilę upaść. Jak widać, dyktatura potrafi trzymać się mocno – Cháveza już dawno nie ma, a reżim wciąż trwa. To było moje pierwsze doświadczenie z reportażem prasowym. Publikowałam wtedy również w tygodniku „Wprost”. To była dla mnie cenna lekcja. Oczywiście, nie wszędzie mogłam dojechać na miejsce. Np. materiał o wojnie gangów w Gwatemali musiałam przygotować na bazie rozmów i relacji – wspomina dziennikarka.
W pracy na stanowisku korespondentki funkcjonującej w ambasadzie Dorota Wysocka-Schnepf nie widzi nic niestosownego.
– Absolutnie odrzucam takie zarzuty. Jestem dziennikarką, niezależną osobą, wspieram męża w jego pracy, ale nie widzę powodu do rezygnowania z własnego życia zawodowego. Radio miało zresztą same korzyści z tej sytuacji – minimalnym kosztem dostało kilkaset ekskluzywnych relacji z dalekiego kontynentu. Gdybym zrezygnowała wtedy z pracy, krytykowano by mnie i za to – że spoczęłam na laurach, że mi się nie chce, że brak mi ambicji – mówi dziennikarka.
PLACÓWKA W STANACH ZJEDNOCZONYCH. ZNÓW ZA MĘŻEM
Po powrocie Ryszarda Schnepfa z placówki w Kostaryce w 2004 roku stanowisko korespondenta Polskiego Radia na Amerykę Łacińską zostaje zlikwidowane. Dorota Wysocka-Schnepf wraca do Polski, gdzie znajduje zatrudnienie w TVP 1 – prowadzi główne wydanie „Wiadomości”, programy publicystyczne „Debaty Polaków”, „Kwadrans po jedenastej” oraz „Z refleksem”.
Gdy jej mąż we wrześniu 2012 roku zostaje mianowany na stanowisko ambasadora RP w Stanach Zjednoczonych, Dorota Wysocka-Schnepf ponownie wyjeżdża, tym razem, aby objąć stanowisko korespondentki Telewizji Polskiej.
– To było jeszcze większe kuriozum niż jednorazowa placówka Polskiego Radia w Kostaryce, stworzona na potrzeby zaspokojenia potrzeb małżeństwa Schnepfów. W Stanach Zjednoczonych Telewizja Polska miała już swojego korespondenta Leszka Krawczyka. Pani ambasadorowa jako druga korespondentka w USA ma niewiele do roboty. Przygotowuje kilka materiałów o niewielkim znaczeniu. Po raz kolejny z budżetu mediów publicznych tworzy się iluzoryczne stanowisko, które zaspokaja prywatne potrzeby prominentnego małżeństwa – irytuje się Cezary Gmyz, sam krytykowany przez mainstreamowych dziennikarzy za to, że jego wyjazd na placówkę TVP w Berlinie był podobną pomyłką.
W czerwcu 2017 roku media poinformowały, że Ryszard Schnepf pobierał – jako ambasador RP w Hiszpanii i w USA – dodatek na pokrycie kosztów utrzymania rodziny, w tym niepracującej żony. Mimo że żona – Dorota Wysocka-Schnepf – była w Stanach Zjednoczonych zatrudniona w TVP.
Według „Super Expressu” były ambasador pobrał łącznie ok. 448 tys. zł nienależnego dodatku. Tabloid zaznaczył, że w przesłanym oświadczeniu Ryszard Schnepf stwierdził, że nie przypomina sobie, by kiedykolwiek pisał oświadczenie, iż jego małżonka jest osobą niepracującą. Zaznaczył również, że „fakt, iż pracowała w TVP, był w MSZ, i nie tylko, wiedzą powszechną”.
– Doszło do celowego wykorzystania pojęcia „niepracującej żony ambasadora”. W żargonie MSZ chodzi tu o żonę ambasadora niezatrudnioną w strukturach ambasady, a nie o niezatrudnioną w ogóle. W czasie pobytu w Stanach Zjednoczonych miałam skromny etat w TVP, jednocześnie pełniłam obowiązki wynikające z faktu bycia żoną ambasadora: wystąpienia na konferencjach, organizacja spotkań, przyjęć, regularnie gotowałam dla gości. To właśnie za tę nieformalną pracę żony ambasadorów dostają coś w rodzaju rekompensaty – wyjaśnia dziennikarka.
Dorota Wysocka-Schnepf zaznacza, że celowo zsumowano dodatki z wielu lat, by szokować wysokością rzekomo bezzasadnie wypłaconej kwoty.
– Bez wątpienia cała sprawa miała nas zdyskredytować w oczach opinii publicznej. Ówczesny szef MSZ Witold Waszczykowski ogłosił u braci Karnowskich, że resort wystąpi o zwrot wypłaconych dodatków. I wcale tego nie zrobił. MSZ nigdy nie zwrócił się do nas w tej sprawie. Dlaczego? Bo zarzuty były bezpodstawne, wszystko odbywało się zgodnie z przepisami, nie byłam jedyną tzw. niepracującą żoną, była to normalna praktyka. I Waszczykowski to doskonale wiedział. Żałuję, że wtedy nie pozwałam go do sądu, dziś jest schorowanym człowiekiem i nie chcę się już nad nim pastwić. A przegrałby, zwłaszcza że w pogoń za nami puścił też prokuraturę. Śledczy Zbigniewa Ziobry przez prawie osiem lat prowadzili śledztwo, przesłuchali dziesiątki osób – z MSZ, z TVP. Nas nie przesłuchano nawet w charakterze świadków. I nawet tamta prokuratura musiała przyznać, że oskarżenia były całkowicie bezzasadne – mówi Dorota Wysocka-Schnepf.
Dziennikarka podkreśla, że objęcie stanowiska korespondentki TVP w Stanach Zjednoczonych proponowano jej już wcześniej, w 2008 roku, gdy placówkę w Waszyngtonie opuszczał Piotr Kraśko.
– Wtedy się nie zdecydowałam, przeważyły względy rodzinne. Kilka lat później te same względy skłoniły mnie do wyjazdu. Nie przygotowywałam materiałów o aktualnej polityce Stanów Zjednoczonych, zwłaszcza w kontekście bilateralnym, tu mógłby wystąpić konflikt interesów. Tym ograniczeniom nie podlegały formaty reporterskie i bardziej międzynarodowa publicystyka. Przeprowadziłam kilka wywiadów ze Zbigniewem Brzezińskim. Gdy Rosja zajęła Krym, rozmawiałam z Johnem McCainem. Zrobiłam reportaż z Kuby, z którą ówczesna administracja prezydenta Obamy normalizowała stosunki. Odnalazłam w Trójkącie Bermudzkim Aleksandra Dobę, który samotnie pokonywał kajakiem Atlantyk, cała Polska żyła później jego perypetiami. Miałam małe dzieci, pracowałam de facto na trzech etatach: mamy, reporterki i żony ambasadora – wspomina dziennikarka.
TRANSFER DO „GAZETY WYBORCZEJ”
Na początku 2016 roku, po spektakularnym zwycięstwie PiS w wyborach prezydenckich i parlamentarnych, w mediach publicznych w Polsce zaczęły się czystki.
– 10 stycznia dostałam telefon, by natychmiast się stawić w biurze dyrektora TAI w Warszawie. Wiedziałam, w jakim celu, od dwóch dni trwała już rzeź dziennikarzy. Zaproszenie było o tyle zuchwałe, że miałam lecieć do Polski na swój koszt, by odebrać wypowiedzenie z pracy. Odmówiłam, wiedząc oczywiście, że zwolnienie i tak nadejdzie – drogą pocztową. Jednak długo nie przychodziło. Aż do maja, kiedy Jarosław Kaczyński w jednym z wywiadów chwalił TVP Jacka Kurskiego, wspominając, jak źle było wcześniej. I tu posłużył się mną: „Wywiady robione ze mną przez panią Schnepf wyglądały jak zawstydzanie synka”. Zaskakujące, bo ostatni raz rozmawiałam z nim w 2006 roku z okazji stu dni jego rządu. Faktycznie, wyszedł naburmuszony, ale żeby przez dziesięć lat tak to w sobie nosić? Wtedy w TVP przypomniano sobie o mnie. Zwolnienie ruszyło do mnie pocztą. Przyjęłam je bez emocji, byliśmy już na walizkach i wracałam do Polski z zamiarem złożenia wypowiedzenia – wspomina Dorota Wysocka-Schnepf.
Po powrocie do Polski dziennikarka wchodzi w skład redakcji „Gazety Wyborczej”. Przygotowuje formaty wideo.
– To był jeden z głośnych transferów z mediów publicznych po ich przejęciu przez PiS i czystkach personalnych. Oprócz Doroty przeszli do nas m.in. Justyna Dobrosz-Oracz i Michał Nogaś. Duże nazwiska. Przyjęcie ich na pokład to był taki zastrzyk optymizmu, znak solidarności, dobry sygnał w trudnych czasach – wspomina Mikołaj Chrzan z połączonego zarządu Wyborcza.pl i Gazeta.pl., były zastępca redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej”.
– Do Agory z TVP przeszła w tym czasie również Karolina Lewicka, która prowadziła wywiady w Tok FM – dodaje Wojciech Czuchnowski. – Początkowo grupa osób, która przeszła do nas z mediów publicznych, była nieco wycofana. Nie wiedziała, jak zostanie przyjęta przez zespół, w którym cyklicznie przeprowadzano zwolnienia grupowe. Jednak wszyscy doskonale się odnaleźli, Dorota wraz z Justyną Dobrosz-Oracz wniosły do działu wideo dużo profesjonalizmu i własne kontakty.
WYWIADY DOBRE I POTRZEBNE
Mikołaj Chrzan wspomina, że początkowo wywiady Doroty Wysockiej-Schnepf były publikowane wyłącznie w formacie wideo – nie można było ich przeczytać.
– W końcu ktoś wpadł na pomysł, aby te z reguły długie, często ponadgodzinne rozmowy publikować również w wersji pisemnej, w formie transkrypcji. Był to strzał w dziesiątkę. Liczba odsłon wzrosła skokowo, różnice były ogromne – od kilkuset czy kilku tysięcy odtworzeń po kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt tysięcy dzięki transkrypcji. Nasi czytelnicy lubią czytać, a przede wszystkim lubią mieć wybór – wspomina Mikołaj Chrzan.
Były zastępca redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej” zaznacza, że przez kilka lat pracy w „Gazecie” Dorota Wysocka-Schnepf dała się poznać jako osoba bardzo pracowita. – Przeprowadziła dziesiątki wywiadów, pisała komentarze. Zapamiętałem dobrze m.in. jej rozmowę z Donaldem Tuskiem i Anną Applebaum, którą zrobiła razem z Bartoszem Wielińskim. Ciekawe były też rozmowy historyczne, np. z prof. Andrzejem Friszkem. Jest bardzo wrażliwa na temat antysemityzmu w Polsce, dobre i potrzebne były jej wywiady np. z rabinem Michaelem Schudrichem – wspomina Mikołaj Chrzan.
– W „Gazecie Wyborczej” pracowałam, gdy Polska staczała się w objęcia autorytaryzmu. Miałam przekonanie, że walczymy o wolność, demokrację, przyszłość naszych dzieci. Miałam też przywilej polecieć znów do Waszyngtonu na wywiad ze Zbigniewem Brzezińskim. Niestety, był to już ostatni wywiad, jakiego udzielił – wspomina Dorota Wysocka-Schnepf.
W sposób szczególny dziennikarce utkwiła w pamięci rozmowa z Madeleine Albright. – Była znana z upodobania do broszek, nigdy nie były przypadkowe, często niosły przekaz polityczny. Wpadłam na pomysł, by przed wywiadem wręczyć jej broszkę z napisem „Konstytucja”. Moja ówczesna szefowa Joasia Parczyńska znalazła projektantkę, wykonawcę, wszystko na wariackich papierach, broszka dotarła do redakcji rano w dniu wywiadu. Madeleine Albright, serdecznie zaskoczona, bez wahania wpięła broszkę w klapę żakietu. I tak wyszykowana zaraz po wywiadzie pojechała prosto do MSZ – na spotkanie z ówczesnym szefem dyplomacji w rządzie PiS. Musiała go ta Konstytucja mocno kłuć w oczy – wspomina Dorota Wysocka-Schnepf.
– Dorotę Wysocką-Schnepf wyróżniała wielka klasa, ogromna sieć kontaktów z najbardziej opiniotwórczymi osobami na świecie – wspomina Mikołaj Chrzan.
UPOLITYCZNIENIE I SERWILIZM
Powrót do pracy w TVP po zwycięskich dla obecnej koalicji rządzącej wyborach w 2023 roku Dorota Wysocka-Schnepf uważa za naturalny. – Justyna Dobrosz-Oracz powędrowała tam chwilę wcześniej. Grzegorz Sajór [dyrektor Telewizyjnej Agencji Informacyjnej – red.] jest moim wieloletnim kolegą. Dobrze z lat przeszłej pracy znam również Tomka Syguta [dyrektor generalny TVP w likwidacji – red.] – mówi Dorota Wysocka-Schnepf.
***
To tylko fragment tekstu Jana Fusieckiego. Pochodzi on z najnowszego numeru „Press”. Przeczytaj go w całości w magazynie.
„Press” do nabycia w salonach prasowych, App Store, Google Play, e-Kiosku lub online na E-sklep.press.pl.
Czytaj też: Numer na 30-lecie "Press": rozmowa z Miszczakiem, sylwetka Wysockiej-Schnepf i plemiona
Jan Fusiecki











