Zdystansowana. O „Czarno na białym” pod kierownictwem Patrycji Redo-Łabędziewskiej
Odbierając Medal Wolności Słowa, mówiła: – „Czarno na białym” tworzą ludzie, którzy wierzą – wciąż jeszcze wierzą – w sens dziennikarstwa opartego na zasadach (fot. Adam Warżawa/PAP)
Program „Czarno na białym”, kierowany od ponad siedmiu lat przez Patrycję Redo-Łabędziewską, otrzymał łącznie 24 nominacje w konkursie Grand Press.
„Gdyby nie ta redakcja, to nie byłoby tych licznych nominacji, które dzisiaj mamy. I nie byłoby tego cyklu, który został nagrodzony” – mówił podczas gali Grand Press 2025 reporter „Czarno na białym” TVN 24 Marcin Gutowski, odbierając nagrodę w kategorii Reportaż telewizyjny za cykl „Tajemnica korespondencji”. „Kłaniam się mojej szefowej Patrycji Redo” – dodał. Program przez nią kierowany otrzymał łącznie 24 nominacje w konkursie Grand Press. Od 2021 roku dziennikarze redakcji każdorazowo zdobywają po cztery nominacje. A sześć z nich nagrodzono już statuetką Grand Press, w tym dwa podczas ostatniej gali. W 2026 roku „Czarno na białym” skończy 15 lat. Od ponad 13 lat z programem związana jest Patrycja Redo-Łabędziewska. Od ponad siedmiu lat pełni funkcję redaktorki naczelnej.
ZACZYNAŁA W RADIU
Pochodzi z Bydgoszczy. Jej ojciec – Ryszard Redo – był arbitrem bokserskim, dwukrotnie sędziował podczas igrzysk olimpijskich. Po maturze trafiła w 1992 roku do Radia Pomoże w Bydgoszczy. Redo przygotowywała i czytała serwisy informacyjne. Później miała też własną audycję. – To był początek wolnych mediów. Powstawało wiele nowych redakcji, w tym prywatnych stacji radiowych. Ja trafiłam do jednej z nich. Zupełnie przypadkowo. Zaraz po maturze zaczynałam od czytania serwisów informacyjnych – opowiada dziś Redo-Łabędziewska.
W Radiu Pomoże (nazwa była grą słów „pomagać” i „Pomorze”), które później zostało przejęte przez Agorę, pracował z nią jako reporter Maciej Wilkowski, dziś kierownik redakcji informacji publicznego Radia PiK z Bydgoszczy. – Była zasadnicza i konkretna – zapamiętał. – Zależało jej, żebyśmy przynosili własne tematy z miasta, a nie tylko bazowali na obsłudze wydarzeń – dodaje Wilkowski.
Jeszcze będąc w Radiu Pomoże, zaczęła pracować w Radiu Toruń. – W czasie studiów [Wydział Dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim – red.] przeniosłam się do Warszawy i studia łączyłam z pracą w publicznym radiu w Informacyjnej Agencji Radiowej – mówi. W IAR jako reporterka relacjonowała bieżące wydarzenia polityczne, także zagraniczne. Z pracy w Agencji pamięta ją Agnieszka Sjölander: – Zdolna, pracowita, skromna.
OD POCZĄTKU W „FAKTACH”
W 1997 roku ruszał TVN, a wraz z nim „Fakty”, które później zrewolucjonizowały programy informacyjne w Polsce. – Wtedy TVP było potęgą ze swoimi czołowymi programami informacyjnymi. A tu powstaje nowa, prywatna telewizja i od razu rzuca wyzwanie „Wiadomościom”, czyli w tym samym czasie antenowym nadaje „Fakty”. Wszyscy pukali się w czoło – wspomina Patrycja Redo-Łabędziewska. – Wiele osób mówiło, że to nie może się udać, nawet jeśli za projektem stoi sam Mariusz Walter. Młodzieńczy zapał, chęć uczenia się i ciekawość świata zdecydowały, że podjęłam wyzwanie – pamięta.
Była w pierwszym 20–30-osobowym zespole tworzącym redakcję informacji, tak jak Katarzyna Sławińska, która do dziś jest dziennikarką „Faktów”. – Zaczynałyśmy jeszcze w wilii na Augustówce. Wtedy to była firma niemal rodzinna. Wszyscy uczyliśmy się pracy w telewizji. Obie miałyśmy po dwadzieścia kilka lat, obie wcześniej pracowałyśmy w radiu – opowiada Sławińska. – Patrycja zawsze była siłą spokoju. To nie jest osoba, która wybucha wielką energią i jest ekspresyjna. Wręcz przeciwnie. Jest niezwykle wyważona, nawet wtedy – mając dwadzieścia kilka lat – taka była, gdy pracowałyśmy razem w dziale zagranicznym – dodaje.
Redo-Łabędziewska zaczynała jako reporterka od tematów międzynarodowych. – Przyszłam do „Faktów” z myślą, że będę reporterką. Jeszcze zanim stacja zaczęła nadawanie, Mariusz Walter zaproponował mi, żebym poprowadziła jeden z programów informacyjnych – opowiada.
Redo najpierw prowadziła „Fakty” nadawane w ramach porannego programu „Ciężko ranne pantofle”. Później pięła się: prowadziła wydania popołudniowe i wieczorne, a także weekendowe, również w duecie z Grzegorzem Miecugowem.
Redo-Łabędziewska: – Pierwsze lata w „Faktach” wspominam jako czas uczenia się telewizyjnego rzemiosła, ale też tego, czym jest dziennikarstwo. To był wciąż czas tworzenia się w Polsce wolnych mediów, więc mam poczucie, że i ja je współtworzyłam. Dzisiaj mamy inny świat pod każdym względem – narzędzi dziennikarskich, źródeł informacji, ale też tego, jak funkcjonują redakcje.
W 2001 roku rusza pierwszy całodobowy kanał informacyjny – TVN 24. Dziennikarka prowadziła serwisy informacyjne, magazyn „24 godziny”. W 2007 roku została jedną z gospodyń nowego programu „Prosto z Polski”.
DELEGACJA DO TVN WARSZAWA
W połowie 2006 roku koncern News Corporation, należący do potentata medialnego Ruperta Murdocha, zainwestował w TV Puls. Stacja pracuje nad nową ofertą, w tym nad własnym programem informacyjnym. Nowe kierownictwo ściąga wielu dziennikarzy, m.in. Krzysztofa Ziemca i Piotra Maślaka. Jedną z twarzy dziennika – według medialnych doniesień – miała zostać Patrycja Redo-Łabędziewska.
– Przejście do Pulsu było jedną z propozycji, którą wtedy dostałam i przez chwilę nawet ją rozważałam – mówi Redo-Łabędziewska. – Ostatecznie jednak nie zdecydowałam się i wtedy pojawiło się bardzo ciekawe zawodowe wyzwanie, jakim było współtworzenie stacji TVN Warszawa – dodaje.
Redaktor naczelny stacji Adam Pieczyński zaproponował jej stworzenie zespołu informacyjnego w TVN Warszawa. Warszawski kanał TVN rozpoczął nadawanie w grudniu 2008 roku. Maciej Maciejowski, który kierował TVN Warszawa, a dziś jest prezesem Gremi Media, mówi o Redo-Łabędziewskiej: – Jest jedną z najbardziej profesjonalnych osób, z jakimi pracowałem. Świetny organizator i fachowiec. Do dzisiaj trudno mi sobie wyobrazić kogoś, kto lepiej zorganizowałby cały dziennikarski zespół newsowy.
NAUCZYCIELKA TELEWIZJI
Igor Sokołowski – który w TVN Warszawa prowadził programy „Stolica” i „Miejski Reporter”, a dziś jest dziennikarzem Polsat News – wspomina, że Redo-Łabędziewska miała trudne zadanie w TVN Warszawa. – Tam nie było właściwie nikogo ze znajomością telewizji. Patrycja razem z Tomkiem Sandakiem uczyła fachu telewizyjnego reporterów, edytorów i prezenterów. Wiele rzeczy, które umiem zrobić w telewizji, jest zasługą Patrycji – opowiada.
– Zdystansowana, raczej chłodna. Charakterologicznie – zasadnicza, co mi nie przeszkadza, bo do pracy chodzi się po to, by pracować, a nie na plotki i tworzenie kółek towarzyskich – opisuje swoją byłą szefową Przemysław Wenerski, były reporter TVN Warszawa. Pamięta historię sprzed Wielkanocy w 2010 roku. Na rozmowę o malowaniu jajek do porannego programu zaproszono Hannę Gronkiewicz-Waltz, ówczesną prezydent Warszawy. – Przygotowywałem materiał o złożonej przez Gronkiewicz-Waltz obietnicy budowy Szpitala Południowego w Warszawie. Okazało się, że w trakcie roku budżetowego wydano tylko kilkaset złotych na jakieś odbitki wizualizacji. Złapaliśmy z operatorem panią prezydent, gdy czekała na swoją kolej do charakteryzatorni. Zadałem jej grzeczne pytanie o Szpital Południowy, zirytowała się. Nie odpowiedziała również na kolejne pytania i schowała się w charakteryzatorni. Powiedziała, że nie będzie rozmawiać. Później zrobiła straszną awanturę, że ją napadliśmy i przeze mnie szła zdenerwowana do studia. Nie wiem, ile w tym prawdy, ale ponoć w tej sprawie Gronkiewicz-Waltz miała nawet interweniować u Mariusza Waltera – opowiada Wenerski. – Niemający kręgosłupa szef stacji raczej sympatyzującej z warszawskim ratuszem nie miałby problemu z wyrzuceniem kogoś takiego jak ja, żeby zadowolić panią prezydent. Patrycja obejrzała materiał i stanęła po mojej stronie. Zareagowała tak, jak powinien zareagować dobry szef – dodaje.
– Rządziła twardą ręką. Nie przypominam sobie, żeby robiła burze mózgów z reporterami. Trzymała dystans, rzadko się uśmiechała – wspomina inny były dziennikarz TVN Warszawa i dodaje: – Myślę, że do TVN Warszawa została zesłana. Nie sądzę, żeby to było jej zawodowe marzenie.
– Mogło pokutować takie przeświadczenie – przyznaje Patrycja Redo-Łabędziewska, pytana o „zesłanie”. – I „Fakty”, i TVN 24 miały już silną pozycję na rynku, a ja trafiłam do lokalnej telewizji. Ale nie patrzyłam na to w ten sposób. To była kolejna szansa, żeby tworzyć coś od postaw. Od początku wiedzieliśmy, że zespół nie może bazować na doświadczonych dziennikarzach „podbieranych” z TVN 24. Postawiliśmy na młodych ludzi, raczej z niewielkim medialnym doświadczeniem. Atutem była znajomość Warszawy i wcześniejsza praca w mediach lokalnych. W sumie w krótkim czasie udało się stworzyć bardzo sprawny zespół, który przygotowywał najważniejszy program informacyjny w stolicy – dodaje.
Była dziennikarka TVN Warszawa mówi: – Nie wspominam dobrze pracy w TVN Warszawa. Była niezwykle ostra dla osób, które wchodziły do świata telewizyjnego. To było dobre miejsce do nauki, ale jednocześnie trudne. Jedyna praca, w której dostałam w kość. Pamiętam, że jeden z kolegów przyszedł po dzień urlopu, bo miał ślub. Nie chciała się na początku zgodzić.
– Mając taki młody zespół, miałam świadomość, że muszę być osobą konkretną – dającą wsparcie, ale też wymagającą, bo codzienny program wymagał dyscypliny, odpowiedzialności i zdecydowania – przyznaje dziś Patrycja Redo-Łabędziewska. I dodaje: – W TVN Warszawa po raz pierwszy mierzyłam się z kierowaniem zespołem. Nikt mnie do tej roli nie przygotowywał, a nie jest to rola łatwa, gdy codziennie pracujesz pod presją czasu, emisji i deadline’ów. To było trochę rozpoznanie bojem. W dużej mierze kierowałam się intuicją, ale też pewnie czerpałam ze swoich wcześniejszych doświadczeń pracy w „Faktach” czy TVN 24. Na pewno dziś wiele rzeczy zrobiłabym inaczej, ale to kwestia doświadczenia, jakie zdobyłam w kolejnych latach.
***
To tylko fragment tekstu Macieja Kozielskiego. Pochodzi on z najnowszego numeru „Press”. Przeczytaj go w całości w magazynie.
„Press” do nabycia w dobrych salonach prasowych lub online (wydanie drukowane lub e-wydanie) na e-sklep.press.pl.
Czytaj też: Nowy „Press”: Michał Przedlacki, afera z książką Opolskiej i kto zarabia na AI
Maciej Kozielski











