Masz już "Presserwis"? To newsletter, który od poniedziałku do piątku dostaniesz rano na skrzynkę pocztową  |  Publikujemy tam kilkadziesiąt mniejszych i większych materiałów o mediach i reklamie – newsów, analiz, opinii  |  To tematy, o których potem mówią inni  |  Możesz zamówić "Presserwis" – kliknij tutaj  |  Zapraszamy również do wzięcia udziału w plebiscycie na najlepszą okładkę w 30-letniej historii magazynu „Press”  |  Wybierz jedną z 300 okładek i otrzymaj rok e-prenumeraty „Press” za darmo  |  Szczegóły o plebiscycie: kliknij tutaj  | 

Masz już "Presserwis"? To newsletter, który od poniedziałku do piątku dostaniesz rano na skrzynkę pocztową  |  Publikujemy tam kilkadziesiąt mniejszych i większych materiałów o mediach i reklamie – newsów, analiz, opinii  |  To tematy, o których potem mówią inni  |  Możesz zamówić "Presserwis" – kliknij tutaj  |  Zapraszamy również do wzięcia udziału w plebiscycie na najlepszą okładkę w 30-letniej historii magazynu „Press”  |  Wybierz jedną z 300 okładek i otrzymaj rok e-prenumeraty „Press” za darmo  |  Szczegóły o plebiscycie: kliknij tutaj  | 

Masz już "Presserwis"? To newsletter, który od poniedziałku do piątku dostaniesz rano na skrzynkę pocztową  |  Publikujemy tam kilkadziesiąt mniejszych i większych materiałów o mediach i reklamie – newsów, analiz, opinii  |  To tematy, o których potem mówią inni  |  Możesz zamówić "Presserwis" – kliknij tutaj  |  Zapraszamy również do wzięcia udziału w plebiscycie na najlepszą okładkę w 30-letniej historii magazynu „Press”  |  Wybierz jedną z 300 okładek i otrzymaj rok e-prenumeraty „Press” za darmo  |  Szczegóły o plebiscycie: kliknij tutaj  | 

Temat: prasa

Dział: PRASA

Dodano: Styczeń 31, 2026

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Efekt domina. To początek lawiny likwidacji niezależnych papierowych tygodników lokalnych

Trudno powiedzieć, ile lokalnych tytułów zniknęło, tak jak trudno podać faktyczną liczbę istniejących drukowanych tygodników lokalnych w Polsce. Jeszcze w 2023 roku mogło ich być – według szacunków SGL – od 120 do 140 (fot. Pixabay.com)

– To początek lawiny likwidacji niezależnych papierowych tygodników lokalnych. Jeśli Dominik Księski się ugiął, innym będzie już łatwiej – mówi Alicja Molenda, wydawczyni „Przełomu”.

O cholera! – tak 1 września zareagował Andrzej Andrysiak, prezes Stowarzyszenia Gazet Lokalnych i wydawca „Gazety Radomszczańskiej”, na wieść o tym, że wydawca tygodnika „Pałuki” Dominik Księski podjął decyzję o zakończeniu wydawania gazety w papierze. Było to zaskoczenie dla wszystkich wydawców lokalnych. Koniec ukazywania się „Pałuk” jest jednocześnie końcem pewnej epoki.

CZAS LEGEND

„Pałuki” pierwszy raz ukazały się drukiem 20 lutego 1991 roku. Ledwo rok i trzy tygodnie wcześniej z map zniknął PRL, w redakcjach używało się „końcówek” PAP – komputerowych stacji teleksowych, a namiastki internetu znane były tylko z filmów w stylu „Gier wojennych”.

Czytaj też: Dziennikarstwo jest źle odbierane. Rozmowa z Dominikiem Księskim

„Pałuki” nie były pierwsze. Miesiąc wcześniej ukazał się pierwszy numer „Tygodnika Podhalańskiego”, który wyewoluował z „Biuletynu Podhalańskiego” – pisemka zakopiańskiej podziemnej „Solidarności”. Na rynku są też starsze tytuły, które przekształciły się w niezależne z tygodników lokalnych i regionalnych, koncesjonowanych przez władze komunistyczne.

Ale „Pałuki” są legendą. Przede wszystkim dzięki swojemu założycielowi, wydawcy i redaktorowi naczelnemu Dominikowi Księskiemu. To on wytyczał kierunki rozwoju gazet lokalnych. Wyznaczał rozsądne granice ich działania. W 1999 roku na łamach „Press” pisał: „Prasa lokalna jest dla czytelników równocześnie i «Rzeczpospolitą» – gdy pisze o działalności lokalnych władz – i «Super Expressem» – gdy relacjonuje wypadki, włamania i eksmisje”.

W innym miejscu stawiał pytanie o miasta, w których gazety na początku roku nie napisały o sprawach może mało spektakularnych, ale istotnych dla mieszkańców. W jego tekście „Pro prowincja” takich uwag, które przez kolejne ćwierć wieku kształtowały lokalne niezależne tytuły, było więcej.

Wiadomość z początku września wstrząsnęła wydawcami lokalnymi. Jednak nie wszystkimi. Marek Słomski, wydawca z Nowogardu, do 1 września wydawał pięć tytułów na zachodnim Pomorzu. Teraz ma cztery – jeden tygodnik musiał zamknąć, a drugi przekształcić w dwutygodnik.

Arkadiusz Gruchot, który na Śląsku wydaje tygodniki w Raciborzu i Wodzisławiu Śląskim, a w Rybniku, Jastrzębiu-Zdroju i Żorach – bezpłatne miesięczniki, rozważa rezygnację z „Nowin Raciborskich”. – Od dawna sytuacja jest trudna, ale nigdy nie byłem tak blisko podjęcia decyzji o zamknięciu tygodnika – mówi. Ma jednak plan. Chce rozszerzyć wydawanie bezpłatnego miesięcznika, mutowanego na poszczególne miasta i powiaty. Tym bardziej że we wszystkich pięciu miastach i powiatach działają portale tytułów, które funkcję informacyjną spełniają lepiej niż drukowany tygodnik.

W grudniu 2024 roku ostatni raz ukazały się „Nowiny Rybnickie”, tytuł istniejący od 1956 roku. Od 2019 roku wydawała je Fundacja Profesjologia Aktywizacji Rynku Pracy. Tygodnik, który kiedyś słynął m.in. z dużej liczby ogłoszeń drobnych (przed redakcją ustawiały się kolejki ogłoszeniodawców), nie poradził sobie na rynku. Na początku stycznia tego roku na stronie internetowej poinformowano, że tytuł zostanie zamknięty.

Nad rezygnacją z wydawania drukiem „Przełomu. Tygodnika Ziemi Chrzanowskiej” (pierwszy numer ukazał się pół roku po „Pałukach”) zastanawia się Alicja Molenda. Swoim siedmiu dziennikarzom już wręczyła wypowiedzenia. Do końca roku muszą sobie znaleźć pracę. Molenda zastrzega jednak, że nie oznacza to jeszcze likwidacji tygodnika.

– Decyzję podejmiemy pewnie pod koniec roku. Na razie myślimy o oszczędnościach. Możemy zredukować liczbę kolumn, ale na pewno nie będziemy w stanie utrzymać na umowach o pracę takiej samej liczby dziennikarzy – mówi. – Rezygnacja z papierowego wydania byłaby dla nas ciosem.

W ostatnich miesiącach sprzedaż „Przełomu”, wydawanego w gminach Zachodniej Małopolski, nie przekroczyła 2 tys. egzemplarzy. Przed pandemią przekraczała 6,5 tys. Teraz nadzieją na utrzymanie tytułu może być wydanie internetowe.

Pod znakiem zapytania stoi przyszłość największego tygodnika lokalnego w Polsce – „Tygodnika Zamojskiego”, którego średnia sprzedaż wciąż utrzymuje się powyżej 7 tys. egzemplarzy, z czego ok. 5 tys. rozchodzi się w prenumeracie. To dane wydawcy – jeszcze niedawno tytuł był badany przez PBC. Jego redaktor naczelny i wydawca Michał Kamiński przyznaje, że nawet nie bardzo ma z kim pracować. – Z pięciu dziennikarek zostały mi trzy – mówi.

Jednak nie to jest przyczyną. Kamiński jest w wieku emerytalnym. Chciałby odpocząć, może wrócić do rodzinnych Katowic, skąd przyjechał do Zamościa – do kolegów, miejsc młodości. A nie bardzo widzi w Zamościu swojego następcę. „Tygodnik Zamojski” ukazuje się od 1979 roku. Przed pandemią sprzedawał blisko 18 tys. egzemplarzy.

RZEŹ

Przed zamknięciem „Tygodnika Ostrołęckiego” nie ustrzegła się nawet ciągle dość silna grupa Polska Press. Tytuł – jedyny samodzielny, niezwiązany z żadnym dziennikiem regionalnym i działający w oparciu o własny oddział, funkcjonował do końca października. – Decyzja o zakończeniu wydawania „Tygodnika Ostrołęckiego” jest związana ze stałą analizą rentowności poszczególnych produktów, szczególnie ukazujących się w formie papierowej – powiedział zapytany o przyczyny Konrad Zalas, rzecznik prasowy Polska Press. Faktycznie w ostatnich miesiącach tygodnik sprzedawał się zaledwie w kilkuset egzemplarzach.

Polska Press po przejęciu przez Orlen dokonała rzezi w tygodnikach. Ideą grupy, jeszcze dziesięć lat temu, było posiadanie lokalnego tygodnika niemal w każdym powiecie. Rynek zweryfikował te zamierzenia, więc część lokalnych tygodników o najniższej sprzedaży włączono do tych wydawanych w sąsiednich powiatach. W 2019 roku grupa miała około 150 tytułów, w roku 2022 było już ich tylko 94. Pod rządami Doroty Kani brzytwa spadła na tygodniki po raz drugi. Zrobiły się subregionalne, obejmując swoim zasięgiem po kilka powiatów. Dziś istnieją już tylko 34.

W 2022 roku z rynku zniknęły również niezależne tytuły: „Czas Chojnic”, „Gazeta Jędrzejowska”, „Fakty Jasielskie”, „Nowiny Podlaskie”, „Panorama Kłodzka” czy „Nowiny Sokólskie”, a także wydawane od 65 lat „Nowiny Jeleniogórskie”.

Trudno powiedzieć, ile lokalnych tytułów zniknęło z rynku, tak jak trudno podać faktyczną liczbę istniejących drukowanych tygodników lokalnych w Polsce. Jeszcze w 2023 roku mogło ich być – według szacunków SGL – od 120 do 140.

Drukiem przestał też się ukazywać w styczniu 2023 roku „Podlasianin”. Jego winieta nadal jednak jest widoczna w punktach sprzedaży. Na jednej okładce ze „Wspólnotą Bialską” Mateusza Orzechowskiego, który wydaje tygodniki i portale lokalne na Podlasiu i Lubelszczyźnie. To Orzechowski, który sam o sobie mówi, że jest uczniem Dominika Księskiego, zaproponował układ dotychczasowemu wydawcy. Co prawda drukowany „Podlasianin” znikał jako odrębne wydawnictwo, ale jego winieta pojawiła się na okładce tygodnika „Wspólnota Bialska”. Dotychczasowa redakcja „Podlasianina” tworzy treści na swój odrębny serwis internetowy, ale te są przedrukowywane w papierowym tygodniku. Obaj wydawcy połączyli też bazy lokalnych reklamodawców. Pakt zawarty na rok działa nadal.

EMOCJE

Beata Modzelewska, naczelna „Tygodnika Ostrołęckiego” (Polska Press Grupa), przyznaje, że choć spodziewała się likwidacji drukowanego wydania – gazeta w ostatnich miesiącach sprzedawała się zaledwie w kilkuset egzemplarzach – była zaskoczona tempem likwidacji tytułu. – To się działo z dnia na dzień. Nawet nie wiem, jak na to reagować, ale rozpaczać nie będę – mówiła na początku października po ogłoszeniu decyzji przez PPG.

Do dziś pamiętam rozmowy z Andrzejem Budą, już po wydaniu ostatniego numeru „Nowin Jeleniogórskich”. Tu sytuacja była szczególna. Tytuł miał niemal 65 lat. Wtedy ważyła się przyszłość wydawnictwa i serwisu. Buda, choć zabezpieczony emeryturą, nie krył żalu. – Jest jeszcze nadzieja, bo pojawili się inwestorzy – mówił. Ale wkrótce i on ją stracił.

– Ale kiedy to było… Zamykałam papierowe wydanie w 2022 roku – opowiada Grażyna Ślusarek, szefowa Wydawnictwa Nowa Galicja, kiedyś wydawca „Gazety Jędrzejowskiej”, po której został serwis Jędrzejowska.net. Do tamtego czasu nie wraca.

Emocje słychać natomiast w głosie Alicji Molendy, która od dłuższego czasu poszukiwała pomysłów na sfinansowanie „Przełomu”. Prosi, by nie pisać o tym, jak udawało jej się podtrzymywać tygodnik. – Może sam portal to jest dobry pomysł, ale przyznam, że ja nie czuję tak internetu, jak czuję papier. A to odejście od papieru jest dla mnie, jakbym się pozbywała części siebie.

Marek Słomski mówi gorzko: – Teraz czytelnikowi pozostaje internetowy bełkot, gdzie wszystko jest możliwe, nawet białe może być czarne. Gdzie uchowa się każdy nonsens kolportowany za pomocą oszukańczych technik klikalności.

MASZYNA ZAKASZLAŁA

Dla rynku gazet lokalnych cezurą była pandemia. Polski lockdown trwał zaledwie kilka tygodni i nie był tak restrykcyjny jak ten wprowadzony np. w Nowym Jorku. Jednak to wystarczyło, by ludzie zmienili przyzwyczajenia. Okazało się, że wiadomości da się czerpać z portali informacyjnych, nawet jeżeli wymaga to opłat. Potencjalni czytelnicy w ciągu kilku tygodni utracili nawyk kupowania dzienników i tygodników. Również tych lokalnych.

Zmiana przyzwyczajeń nie była jedyną przyczyną zapaści drukowanych tygodników lokalnych. Stopniowo kurczyła się liczba punktów sprzedaży Ruchu. Znikały, najpierw pojedynczo, a po 2022 roku masowo, kioski w małych miejscowościach, a to do nich najczęściej trafiała lokalna prasa. – Kioski Ruchu były dla naszych czytelników punktami pierwszego wyboru – mówiła w listopadzie 2023 roku Lilla Witkowska, ówczesna szefowa wydawnictwa Sztafeta, które wydaje lokalny tygodnik w Stalowej Woli.

Wydawcy starali się sobie radzić, budując własne sieci dystrybucji. Ale te punkty to głównie małe lokalne sklepy. A jak zwraca uwagę Andrzej Andrysiak, ich liczba też maleje albo są zastępowane przez sieć Żabka. Z informacji uzyskanych w biurze prasowym Żabki wynika, że na 11,8 tys. działających w Polsce sklepów prasę sprzedaje 1,2 tys.

O dziwo na kondycję prasy lokalnej mniejszy wpływ miał rynek ogłoszeń. – Wciąż są reklamodawcy, którzy uważają, że reklama w drukowanej prasie jest skuteczniejsza niż internetowa – zauważa Marta Ringart-Orłowska, wydawca „Kuriera Gmin” ukazującego się na terenie powiatu wołowskiego. I dodaje, że tylko to ją powstrzymuje od rezygnacji z druku.

Na brak ogłoszeń nie narzeka też Arkadiusz Gruchot – właśnie na ogłoszeniach opiera swój koncept mutowanego miesięcznika dla miast Rybnickiego Okręgu Węglowego.

Jerzy Jurecki mówi o zgłoszeniach od organizatorów imprez, dla których prestiżowym miejscem reklamy jest pierwsza lub ostatnia strona „Tygodnika Podhalańskiego”. Ogłoszenia ma też „Tygodnik Zamojski” czy „O!Polska”, która z sukcesami walczy na trudnym, bo pozbawionym dużych zakładów terenie opolszczyzny.

– Żeby mieć reklamodawców, trzeba im pokazać konkretną sprzedaż. A jeżeli ta jest dla reklamodawcy mało atrakcyjna, gazeta ma zbyt małą liczbę odbiorców, to nie przekonam go ani tradycją, ani prestiżem tytułu. Przecież policzy sobie, ile go kosztuje dotarcie do jednego czytelnika – zauważa Alicja Molenda.

– U nas „Tygodnik” to trochę jak rodzinna tradycja – mówi Jerzy Jurecki. – Przez cały tydzień leży zwykle w kuchni i każdy z rodziny po niego sięga. A na Podhalu rodziny są wielopokoleniowe. Czytelnictwo trudno oszacować, ale śmiało można przyjąć, że jest przynajmniej czterokrotnie większe niż sprzedaż.

Jurecki przyznaje jednak, że z roku na rok jest trudniej. „Tygodnik” sprzedaje nie tylko na Podhalu, ale też w Chicago i Toronto. – Kiedyś w Chicago w polskim sklepie leżały dwa stosiki gazet: „Podhalański” i „Dziennik Związkowy” [najstarsza wydawana bez przerwy od 1908 roku polska gazeta – red.]. A teraz te stosiki wyglądają coraz skromniej.

– Bez czytelników gazeta nie istnieje – mówi Dominik Księski. – Zmieniają się przyzwyczajenia czytelnicze, zmienia się kontekst kulturowy i musieliśmy zdecydować, co dalej z „Pałukami”. Choć dziennikarsko nadal jestem zainteresowany opisywaniem lokalnej rzeczywistości, to jako wydawca czuję się zmęczony.

W przypadku jego tygodnika wpływy ze sprzedaży i reklam przestały równoważyć koszty. Zdaniem Księskiego model wydawniczy, który przez blisko 35 lat się sprawdzał, odchodzi w przeszłość.

Zmęczony wydawaniem był też Wojciech Waligórski z „Nowego Łowiczanina”. Wtedy na horyzoncie pojawił się Patryk Ślęzak, wydający po sąsiedzku kilka portali lokalnych, m.in. TuŁódź.pl i parę bezpłatnych gazet. Przejął wydawnictwo, które, jak mówi, idealnie wpasowało się w jego portfolio, ale na stanowisku naczelnego pozostawił Waligórskiego, który będzie mógł się skupić na dziennikarstwie. Czyli tak, jak chciałby Dominik Księski.

SKOKAMI NAPRZÓD

– Nie da się robić mediów lokalnych tak jak 35 lat temu – mówi stanowczo Mateusz Węsierski, były dziennikarz Polska Press, dziś szef wydawnictwa Compass, wydającego bezpłatny miesięcznik „Wieści z Powiatu” i portale: iBytów.pl, Miastko24.pl, a od niedawna Hej.Słupsk.pl. – Jeżeli komuś się wydaje, że nadal można żyć ze sprzedaży egzemplarzowej i publikowanych w papierze reklam, to długo na lokalnym rynku nie pociągnie.

Sam rozpoznaje rynek bojem. Bezpłatna gazeta to oferta dla starszych, często wykluczonych cyfrowo. W sieci stawia na młodych i dla nich tworzy specjalne formaty reklamowe – jak choćby rolki informacyjne na Instagramie, płynnie – zarówno w kwestii obrazu, jak i narracji – przechodzące w reklamę tworzoną z wykorzystaniem sztucznej inteligencji.

Inni też walczą. Andrzej Andrysiak konsekwentnie nakłania swoich czytelników do subskrybowania treści premium na Radomszczańska.pl. To te, które dostają również nabywcy papierowej „Gazety Radomszczańskiej”. Niedawno dodał do tekstów ich streszczenia audio w formie rozmowy, generowane przez narzędzie AI. Ci bez subskrypcji też posłuchają, ale zdecydowanie krócej. Sukcesy na razie skromne, ale całość nadal się spina.

Lepiej radzi sobie z subskrypcjami Mariusz Leszczyński, wydawca portalu Złotowskie.pl i tygodnika „Aktualności Lokalne”. Był zresztą jednym z pierwszych localsów, którym udało się wdrożyć i utrzymać subskrypcje na zadowalającym poziomie około 20 proc. całości sprzedaży.

Jednak te dwa tytuły to wyjątki potwierdzające regułę. Lokalni wydawcy obawiają się, że wprowadzenie płatnych subskrypcji wpłynie negatywnie na ruch na ich portalach. A to oznacza spadek dochodów z reklam internetowych. Ten, dzięki posunięciom big techów – zarówno właścicieli wyszukiwarek, jak mediów społecznościowych – i tak mocno spada.

PRZYKRĘCONY KRAN

Ratunkiem mogłyby być granty. W środowisku wydawców lokalnych mówi się, że mistrzem w ich zdobywaniu jest Patryk Ślęzak, który wnioski grantowe wypełnia niemal zawodowo. Dwa lata temu jego TuŁódź.pl była jednym z czterech polskich podmiotów, które zdobyły pieniądze w pierwszej edycji programu Local Media 4 Democracy, organizowanego przez Journalismfund Europe i International Media Support. Pozostali to Łowiczanin.info – portal „Nowego Łowiczanina” i serwisy lokalne z Bytowa i Miastka Mateusza Węsierskiego. Czwartym był Jaworznicki Portal Społecznościowy Jaw.pl (Wydawnictwo GM) należący do rodziny Matysików.

Franciszek Matysik też jest jednym z młodych localsów, którzy mają pomysł, jak zarabiać na działalność wydawniczą. Ba, tworzy wręcz minikoncern medialny, wydając nie tylko portale, ale też dwa tygodniki – w Jaworznie i Mysłowicach, portale i telewizję internetową. Jego działalność wychodzi daleko poza ramy tradycyjnie postrzeganych mediów lokalnych.

Granty to jednak ciężki kawałek chleba. Odczuła to lubelska Fundacja Wolności, wydawca Jawnego Lublina, która opierała swoje finansowanie w dużej mierze na pieniądzach z USAID (pozyskuje też pieniądze ze zbiórek i wpłat z 1,5 proc. podatku). Zamknięcie tej amerykańskiej agencji przez Donalda Trumpa postawiło pod ścianą Jawny Lublin, portal nagrodzony w ostatnim roku nagrodą Grand Press, nagrodą Mariusza Waltera i Stowarzyszenia Mediów Lokalnych. Dziennikarze dobrowolnie pracowali za minimalne wynagrodzenie, jeden z nich zgodził się przejść na umowę cywilno-prawną. Dopiero na początku października udało się zabezpieczyć środki na kolejne miesiące normalnego działania.

Problem z grantami jest taki, że niewielu wydawców wie, jak się o nie ubiegać.

ŚWIATEŁKO, CHOĆ NIE LOKOMOTYWA

Alicja Molenda z „Przełomu” mówi o efekcie domina, jaki wywoła na rynku zakończenie druku „Pałuk”. – To początek lawiny likwidacji niezależnych papierowych tygodników lokalnych. Dominik [Księski – red.] jest w naszym środowisku legendą. Jeśli Dominik się ugiął, innym będzie już łatwiej – mówi.

– Razem z gazetami drukowanymi ginie pewien rodzaj dziennikarstwa: rzetelnego, weryfikowanego przez wydawcę pod kątem prawnym, profesjonalnym i etycznym – czarno widzi sytuację Marek Słomski.

Andrzej Andrysiak kolejny raz przypomina o konieczności powołania funduszu wsparcia gazet lokalnych na wzór tego, który działa choćby we Francji, gdzie lokalni wydawcy są wspierani przez państwo. To samo przy każdej okazji powtarza Marek Frąckowiak, prezes IWP.

I zapewne mają rację.

Ale to niejedyne rozwiązanie. W tym samym dniu, w którym pojawiła się informacja o zamknięciu „Tygodnika Ostrołęckiego”, Krzysztof Chojnowski, wydawca portalu Moja-ostroleka.pl, stwierdził, że chętnie kupiłby tytuł i jego archiwum.

„Czas Chojnic” w formie portalu internetowego reaktywował Argymir Iwicki, pisarz, podróżnik, bloger, fotograf hobbysta, laureat konkursów fotograficznych BZ WBK Press Photo, Grand Press Photo i Gdańsk Press Photo.

Całkiem udany powrót, choć nie wiadomo, na jak długo, miały „Nowiny Jeleniogórskie”. Ich papierowe wydanie zniknęło z rynku z końcem 2022 roku. Powodów było kilka: rosły ceny papieru i energii, kolportaż, nawet po terenie samego miasta, które rozciąga się niemal pod szczyt Śnieżki i jego najbliższego sąsiedztwa, był trudny z powodu górskiego terenu, na emeryturę szedł Andrzej Buda, redaktor naczelny tygodnika.

Daniel Antosik, kiedyś pracownik Fundacji Nowin Jeleniogórskich, związany z tytułem 35 lat, wspomina, że w momencie likwidacji pojawiły się jakieś oferty kupna tytułu, ale żadna nie została sfinalizowana. – Zaproponowałem, żeby wydawcą tygodnika pozostała fundacja – mówi. Od właścicieli kupił niematerialne składniki wydawnictwa: prawa do tytułu, serwis i archiwum. Materialne były zbyt drogie – wydawnictwo posiadało własną kamienicę w centrum miasta.

Przez 30 miesięcy „Nowiny Jeleniogórskie” ukazywały się wyłącznie jako serwis internetowy – głównie z prostymi informacjami o wypadkach, przestępstwach, pożarach czy imprezach. O przywróceniu papierowego wydania Antosik zaczął myśleć w maju. W czerwcu ukazał się pierwszy darmowy numer w nakładzie 5 tys. egz. i z zachowaną ciągłą numeracją. Kolejny trafił na rynek po miesiącu, trzeci – po trzech tygodniach. Dwa następne również dzielą trzy tygodnie, choć wydawca chciał, żeby od września „NJ” ukazywały się jako dwutygodnik. Nakład ustabilizował się na poziomie 2,5 tys. egz., ale cyfrowe wydania można również kupić przez stronę wydawnictwa Ad Rem. Sprzedają się.

Antosika nie wystraszył też kolportaż w Karkonoszach. W tej chwili gazeta dociera do ponad 30 punktów sieci własnej na terenie miasta i powiatu karkonoskiego.

A JEDNAK SIĘ KRĘCI

Kiedy kończę pisać ten tekst, dzwoni Mateusz Orzechowski ze Wspólnoty – ten, który mówi o sobie, że jest uczniem Dominika Księskiego. Niedawno razem z Patrykiem Ślęzakiem – tym, który kupił i utrzymał „Nowego Łowiczanina”, stworzyli nową spółkę, która negocjuje przejęcie tytułów i serwisów od Południowej Oficyny Wydawniczej Piotra Piotrowicza. Kolejnego znanego wydawcy lokalnego, prezesa Stowarzyszenia Mediów Lokalnych.

Piotr Piotrowicz o tych negocjacjach rozmawiać nie chce, jest zły, że go o nie pytam. – Biznes wymaga ciszy – mówi.

Tylko jaki to teraz biznes…

***

Ten tekst Ryszarda Parki pochodzi z magazynu Press  wydanie nr 11-12/2025. Teraz udostępniliśmy go do przeczytania w całości dla najaktywniejszych Czytelników.

„Press” do nabycia w dobrych salonach prasowych lub online (wydanie drukowane lub e-wydanie) na e-sklep.press.pl.

Czytaj też: Nowy „Press”: Michał Przedlacki, afera z książką Opolskiej i kto zarabia na AI

Press

Ryszard Parka

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter
Pressletter
Ta strona korzysta z plików cookies. Korzystając ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies w przeglądarce zgadzasz się na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Dodatkowo, korzystając ze strony, akceptujesz klauzulę przetwarzania danych osobowych. Więcej informacji w Regulaminie.