Po 10 tys. zł odszkodowania dla fotoreporterów zatrzymanych przy granicy z Białorusią

Fotoreporterzy zostali zatrzymani i brutalnie potraktowani. Do zdarzenia doszło 16 listopada 2021 roku (screen: X.com/pressclubpolska)
Sąd Apelacyjny w Białymstoku prawomocnie przyznał Maciejowi Moskwie i Maciejowi Nabrdalikowi po 10 tys. zł za interwencję polskich żołnierzy przy granicy z Białorusią. Fotoreporterzy zostali zatrzymani i brutalnie potraktowani. Kwota przyznana w I instancji była o 5 tys. zł wyższa dla każdego z nich.
Sprawa ciągnie się od jesieni 2021 roku, gdy wybuchł kryzys migracyjny na granicy. 16 listopada trójka fotoreporterów: Maciej Moskwa (niezależny, współpracownik m.in. Getty Images, Nur Photo), Maciej Nabrdalik (współpracownik "The New York Times") oraz Czech Martin Divisek (agencja EPA) dokumentowali obecność żołnierzy przy granicy.
Wyrok I instancji zaskarżyły obie strony
Zanim rozpoczęli fotografowanie obozu Wojska Polskiego w miejscowości Wiejki koło Michałowa podeszli do bramy, przedstawili się i uprzedzili, że będą robić zdjęcia. Niedługo potem żołnierze zajechali im drogę, wyciągnęli ich z auta, skuli kajdankami, pozbawili kurtek i trzymali przez godzinę w zamknięciu. Mundurowi zachowywali się agresywnie, używali wulgaryzmów, przejrzeli też wykonane przez dziennikarzy zdjęcia. Całą sytuację jeden z fotoreporterów nagrał dyktafonem.
Czytaj też: Wyróżniono regionalnych zwycięzców World Press Photo 2025. Są kontrowersje
Ministerstwo Obrony Narodowej i Wojsko Polskie przedstawiły sytuację w zupełnie innym świetle. Do czasu, aż dziennikarze opublikowali nagranie. Mimo tego dowodu prokuratura podległa Zbigniewowi Ziobrze odmówiła wszczęcia postępowania.
Dwójka polskich reporterów, z pomocą prawników Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka (HFPC), złożyła do sądu subsydiarny akt oskarżenia. W ubiegłym roku zapadł wyrok I instancji, przyznający im po 15 tys. zł zadośćuczynienia.
Wyrok zaskarżyły obie strony. Pełnomocnik fotoreporterów chciał podwyższenia kwoty do 25 tys. zł, zaś pełnomocniczka dowódcy 15. Giżyckiej Brygady Zmechanizowanej – z tej jednostki pochodzili sprawcy – jej obniżenia lub oddalenia wniosków.
Doszło do niesłusznego zatrzymania
31 marca br. w Sądzie Apelacyjnym w Białymstoku zapadł wyrok prawomocny, przyznający reporterom po 10 tys. zł. Sędzia Grzegorz Skrodzki podkreślił, że po tym, gdy dziennikarzy wylegitymowano, nie było potrzeby skuwania ich kajdankami, zmuszania do podnoszenia rąk, zabierania im sprzętu, ubrań, czapek. "Po co było sugerować – co słychać na nagraniu – po co było mówić »mam broń ostrą, może mi się palec poślizgnąć«. Po co to?" – słowa sędziego z ustnego uzasadnienia wyroku przytacza Radio Białystok.
Czytaj też: Google w Polsce będzie ostrożny przy korzystaniu z treści wydawców prasowych
Sądu nie przekonał też argument wojska, że żołnierze musieli zachować szczególną ostrożność, bo mogli mieć do czynienia ze szpiegami. Sędzia uznał, że doszło niewątpliwie do niesłusznego zatrzymania.
Maciej Moskwa cieszy się, że wyrok w końcu zapadł, bo przestępstwo wreszcie "nazwano po imieniu". Mówi, że warto było walczyć tak długo. Ale wyrok nie satysfakcjonuje go w pełni. – Państwo pozostawiło mnie samemu sobie. W pierwszej fazie cały aparat państwowy próbował zamieść to pod dywan. Koszty, jakie poniosłem, także emocjonalne, są niewspółmierne z przyznanym mi zadośćuczynieniem – mówi "Presserwisowi". Tłumaczy, że po zatrzymaniu musiał korzystać z pomocy psychologicznej, na rozprawy kilkakrotnie jeździć do sądu w Białymstoku i tracić czas na procedowanie postępowania. Dodaje, że na wniosek prokuratury biegły badał ich psychiatrycznie, a nawet "przesłuchiwał".
Maciej Nabrdalik czuje ulgę: – Mam poczucie, że coś się domknęło. Ale niedosyt pozostaje – zaznacza.
"Ten wyrok to ważny sygnał"
Prowadzący sprawę fotoreporterów Artur Kula – adwokat z Kancelarii Adwokacko-Radcowskiej KMA, współpracownik HFPC – stwierdza, że ten przypadek "nie jest nawet ułamkiem tego, co się dzieje na granicy". – Jednak ten wyrok to ważny sygnał w świetle ostatnich zmian prawnych. Aktywiści i dziennikarze działają zgodnie z prawem. Za to wojsko, Straż Graniczna, czy policja nadużywają swojej pozycji. Sądy stają się dla nas ostoją, nawet jeśli dopiero po iluś latach, sprawiedliwości staje się zadość – kończy.
Czytaj też: Ruszyły zapisy na akcje wydawcy tygodnika "Do Rzeczy". Plany pozyskania 5 mln zł
Obydwaj fotoreporterzy zwracają uwagę, że bezpośredni sprawcy nie ponieśli dotąd żadnych konsekwencji, a nawet otrzymali pochwały od ówczesnego ministra obrony Mariusza Błaszczaka. – Nawet ich nagrodził – twierdzi Moskwa.
Dotychczas nie odczytano nawet aktu oskarżenia, bo w sali ciągle brakuje któregoś z oskarżonych. Sąd ma tego ostatecznie dokonać 8 kwietnia br.
Oficer prasowa 15. Giżyckiej Brygady Zmechanizowanej, kpt. Małgorzata Misiukiewicz, nie chciała skomentować wyroku "Presserwisowi". Czeka na decyzję przełożonych.
Czytaj też: Religiantka. Gdy Adam Michnik wyklina prawicowców – Magdalena Czyż się uśmiecha
(KB, 01.04.2025)
