Projekt resortu cyfryzacji: 3 proc. podatku cyfrowego od big techów działających w Polsce
"Stawka 3 proc. podatku, jako podstawa opodatkowania jest elementem kompromisu, który został zawarty w ustawie i daje poczucie bezpieczeństwa" – uważa Krzysztof Gawkowski (fot. Paweł Supernak/PAP)
3 proc. podatku od przychodów największych globalnych firm technologicznych działających w Polsce – zakłada projekt ustawy autorstwa Ministerstwa Cyfryzacji opublikowany w piątek w Rządowym Centrum Legislacji. Przepisy miałyby wejść w życie 1 stycznia 2027 roku.
Chodzi o projekt ustawy o podatku rekompensującym od niektórych usług, który został skierowany do konsultacji publicznych.
Kto zapłaci nowy podatek?
"Stawka 3 proc. podatku, jako podstawa opodatkowania jest elementem kompromisu, który został zawarty w ustawie i daje poczucie bezpieczeństwa" – mówił w piątek podczas konferencji prasowej wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski.
Czytaj też: Przedstawiciele KRRiT i UKE wejdą w skład komisji do spraw sztucznej inteligencji
Zgodnie z projektem podatek cyfrowy w Polsce miałyby płacić firmy, które umieszczają na interfejsie cyfrowym reklamy ukierunkowane, tzw. personalizowane, czyli dobierane pod konkretnego użytkownika na podstawie informacji o nim. Podatkiem miałyby być też objęte firmy, które umożliwiają użytkownikom za pomocą interfejsu cyfrowego wchodzenie w interakcje z innymi użytkownikami lub ułatwiają im dokonywanie dostaw towarów albo świadczenie usług. Chodzi m.in. o portale społecznościowe czy tzw. marketplace'y, czyli internetowe platformy handlowe. Podatek miałyby także płacić big techy, które zajmują się sprzedażą danych o użytkownikach.
Podatnikiem mają być podmioty lub skonsolidowane grupy spełniające łącznie dwa warunki: globalne przychody powyżej 1 mld euro oraz przychody z usług objętych ustawą, uzyskanych w Polsce powyżej 25 mln zł w poprzednim okresie rozliczeniowym, bez względu na rezydencję podatkową i siedzibę.
W uzasadnieniu ustawy resort wskazał, że podatek cyfrowy byłby pomniejszany o kwotę podatku dochodowego od osób prawnych, o kwotę kosztów uzyskania przychodów poniesionych na działalność badawczo-rozwojową, a także o wydatki na nabycie lub wytworzenie aktywów trwałych, ulepszenie istniejących środków trwałych, czy też pierwsze wyposażenie obiektów budowlanych, poniesione w Polsce. W projekcie zaproponowano ponadto, że jeśli suma pomniejszeń przewyższy podatek, to jego kwotę ustala się na 0 zł.
Zwolnienia i miliardy dla budżetu
Z płacenia podatku miałyby być zwolnione m.in. platformy streamingowe, usługi związane z udostępnianiem komunikatorów i usługi płatnicze świadczone przez podmioty. Wyłączone z ustawy mają być też usługi sprzedaży towarów lub usług online za pośrednictwem strony internetowej ich dostawcy, w której ten dostawca nie działa jako pośrednik.
Czytaj też: TikTok składa wyjaśnienia do badania NASK. "Raport zawiera błędy merytoryczne"
W dołączonej do projektu Ocenie Skutków Regulacji oszacowano, że w ciągu 10 lat od wejścia w życie ustawy, do budżetu miałoby trafić blisko 31,7 mld zł. W pierwszym roku obowiązywania nowych przepisów ma być to – 1,7 mld zł; w drugim roku – 2 mld zł, w trzecim roku – 2,5 mld zł, w piątym roku – 3,2 mld zł, a w dziesiątym roku – 4,2 mld zł.
"Pomysł wprowadzenia podatku cyfrowego jest jak najbardziej słuszny. W naszej ocenie byłby wyrazem pewnej sprawiedliwości ekonomicznej" – mówił w lipcu "Presserwisowi" Jacek Wojtaś, prawnik Polskiej Izby Wydawców. W jego ocenie nie chodzi tylko o to, aby środki uzyskane z podatku cyfrowego zasilały budżet państwa. "Postulujemy, by ich część trafiała do funduszu wspierania mediów. Telekomy i platformy internetowe rozwijają się dzięki mediom. Uważamy za stosowne, aby istotna część podatku cyfrowego trafiła do wydawców" – komentował.
Za wprowadzeniem podatku jest też Związek Pracodawców Wydawców Cyfrowych.
Ustawa miałaby wejść w życie 1 stycznia 2027 roku.
Czytaj też: Warsztat pisania głosem. Testujemy narzędzia do automatycznej transkrypcji
(PAP, KOZ, 01.08.2026)










