Dział: TELEWIZJA

Dodano: Lipiec 31, 2026

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Media zwlekały z informacją, że w Polsce uderzyła rosyjska rakieta

"Obcy obiekt spadł w lubelskim" - informował o 11.45 kanał TVP Info (screen YouTube.com/TVP Info)

Polskie media zachowywały się asekuracyjnie z informowaniem, że na Lubelszczyźnie uderzyła uzbrojona rosyjska rakieta. Czekały na oficjalne informacje i przez długi czas podawały, że w polską przestrzeń powietrzną wtargnął "niezidentyfikowany obiekt". Na Lubelszczyźnie nie zadziałały też publiczne media, które mają obowiązek informowania o zagrożeniu w czasie trwania alarmu.

O tym, że istnieje zagrożenie wtargnięcia rosyjskiej rakiety w polską przestrzeń powietrzną, można było wywnioskować z komunikatu Dowództwa Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych, opublikowanego m.in. w mediach społecznościowych o godz. 2.16. "Uwaga. W związku z aktywnością lotnictwa dalekiego zasięgu Federacji Rosyjskiej, wykonującego uderzenia na terytorium Ukrainy, rozpoczęło się operowanie lotnictwa wojskowego w polskiej przestrzeni powietrznej". Z samolotów, o których mowa w komunikacie, wystrzeliwane są m.in. rakiety powietrze-ziemia Ch-101.

Ukraińskie kanały na Telegramie, monitorujące aktywność rosyjskich rakiet i dronów, w nocy ze środy na czwartek informowały o całych grupach rakiet manewrujących lecących na zachodnią Ukrainę, w tym na oddalony o ok. 60 km od polskiej granicy Lwów.

Rosyjska rakieta uderzyła w czwartek 30 lipca w miejscowości Tarnawa-Kolonia w województwie lubelskim o godz. 3.46. Dopiero po tym zdarzeniu o godz. 3.50 zawyły syreny alarmowe w części Lubelszczyzny, w tym w Lublinie, ostrzegające o zagrożeniu z powietrza.

O tym, że w Lublinie ogłoszono alarm i z jakiego powodu pierwszy poinformował Paweł Buczkowski w Wirtualnej Polsce. Buczkowski mieszka w Lublinie i w nocy ze środy na czwartek miał dyżur redakcyjny, trwający od godz. 22 do 6 rano. O godz. 4 rano portal WP.pl opublikował jego informację pt. "Syreny alarmowe w Lublinie. Rzecznik wojewody potwierdza". Buczkowski cytował wypowiedź Marcina Bubicza, rzecznika wojewody lubelskiego: "Mogę potwierdzić, że rzeczywiście mieliśmy zagrożenie uderzeniami z powietrza. Jest to informacja bezpośrednio z Rządowego Centrum Bezpieczeństwa. Jest to informacja wiarygodna i potwierdzona".

– Była ciepła noc, miałem otwarty balkon i nagle usłyszałem syreny. Przypomniałem sobie, że kilka godzin wcześniej wrzuciłem newsa, że prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski ostrzegał, że tej nocy może się u nas coś wydarzyć. Wcześniej był komunikat Dowództwa Operacyjnego Sił Zbrojnych o tym, że poderwane zostały polskie samoloty wojskowe. Na Flightradarze zobaczyłem, że nad województwem świętokrzyskim lata samolot rozpoznawczy NATO. Wiedziałem, że dzieje się coś poważniejszego. Gdy zawyły syreny, udało mi się dodzwonić do rzecznika wojewody, który potwierdził, że to prawdziwy alarm – opowiada Buczkowski.

O 4.21 o syrenach alarmowych w Lublinie poinformował serwis Radiozet.pl, który również cytował rzecznika wojewody lubelskiego.

Przez długie godziny media – nie tylko regionalne, lecz także ogólnopolskie – nie podawały, co się tak naprawdę stało, że uderzyła i eksplodowała rosyjska rakieta. Zamiast tego media rosyjską rakietę nazywały "niezidentyfikowanym obiektem". Polska Agencja Prasowa pierwszą depeszę o tym, że w Lublinie był ogłoszony alarm, podała o godz. 5.13. Nie było w niej nic więcej niż w newsie WP.pl opublikowanym ponad godzinę wcześniej.

Lubelska korespondentka Polsat News Ewa Pajuro dotarła do Tarnawy-Kolonii o godz. 5.55 gdzie eksplodowała rakieta, czyli ponad godzinę przed przybyciem tam Żandarmerii Wojskowej. Polsat News chwalił się, wyświetlając na tzw. belce komunikat: "Polsat News pierwszy na miejscu zdarzenia". Pajuro widziała tam krater o średnicy ok. 10 metrów i głębokości 5 metrów, którego raczej nie mógł zrobić dron. Dziennikarze zbierali też relacje mieszkańców Tarnawy, którzy opowiadali o silnej eksplozji, co wskazywało, że "niezidentyfikowany obiekt" miał ładunek wybuchowy.

Jednak Polsat News o godz. 7.16 informował: "Potężny huk i krater w ziemi. Niezidentyfikowany obiekt spadł w Lubelskiem". Natomiast portal Interia należący do Grupy Interia–Polsat o godz. 7.07 podawał: "Niezidentyfikowany obiekt spadł w Lubelskiem. Potężny huk i 10-metrowy lej".

– W takich sytuacjach musi być oficjalne potwierdzenie, żeby napisać, że to była rakieta – twierdzi Piotr Witwicki, dyrektor pionu informacji i publicystyki Telewizji Polsat oraz redaktor naczelny portalu Interia. – To są kwestie bezpieczeństwa, więc zanim się coś napisze, warto podrapać się trochę po głowie. W redakcji trzy razy się zastanowimy, zanim coś powiemy. Po kilku godzinach oglądasz ten krater i myślisz: "no jasne, że rakieta", ale z drugiej strony o godz. 8 rano dałbyś się pokroić za to, że to nie był dron z ładunkiem? Tym bardziej jeżeli nie jesteś ekspertem w sprawach militarnych – dodaje Witwicki.

TVN 24 i serwis Tvn24.pl o godz. 5.22 informował: "Nocny alarm i syreny w Lublinie. »Informacja o prawdopodobnym uderzeniu z powietrza«". W materiale Tvn24.pl, podpisanym "Zespół autorów", informowano już o rosyjskim ataku rakietowym na Ukrainę.

Natomiast Onet donosił o 7.14: "Niezidentyfikowany obiekt na terytorium Polski. Wojsko wydało komunikat". TVP Info do południa informował na pasku: "Obcy obiekt spadł w lubelskim".

O rosyjskiej rakiecie nie informowały ani polskie media, ani polskie władze. Dowiedzieliśmy się o niej z zagranicy. O godz. 8.36 minister spraw zagranicznych Ukrainy Andrij Sybiha napisał na X: "W nocy rosyjski pocisk manewrujący Ch-101 przekroczył terytorium Polski w ramach potężnego ataku Rosji na Ukrainę, naruszając tym samym przestrzeń powietrzną NATO".

Media w Polsce nadal informowały o "niezidentyfikowanym obiekcie", dodając tylko, że szef ukraińskiego MSZ twierdzi, że to mogła być rosyjska rakieta. Już po wpisie Sybihy polskie serwisy i portale publikowały nagranie z kamery w pobliskim do miejsca uderzenia rakiety gospodarstwie, na którym ledwo było widać rozbłysk. Onet opublikował to nagranie o 9.12 z tytułem: "Kamery uchwyciły moment uderzenia obiektu na Lubelszczyźnie. Mamy nagranie".

Na stronie internetowej Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji napisano: "jeżeli usłyszysz dźwięk syreny alarmowej, włącz radio lub telewizor na lokalną stację, słuchaj komunikatów o zagrożeniu i postępuj zgodnie z poleceniami". Mieszkańcy Lubelszczyzny w czwartek nad ranem w Radiu Lublin i TVP 3 Lublin nie usłyszeli żadnych komunikatów ani poleceń. Okazuje się, że powody tego są tajemnicą, a szefowie tych publicznych, regionalnych nadawców odmówili rozmowy z "Presserwisem". Gdy zadzwoniliśmy do Piotra Adamczuka, redaktora naczelnego TVP Lublin i zapytaliśmy, dlaczego jego stacja w czasie alarmu nie podawała żadnych informacji o tym, co się dzieje, odpowiedział, że musi przekazać szefowi ochrony do sprawdzenia numer telefonu, z którego dzwoniliśmy, i obiecał oddzwonić za 15 min. Nie oddzwonił, tylko przysłał SMS, w którym napisał, że nie może "przekazać informacji nt bezpieczeństwa ośrodka", mimo że nie o to go pytaliśmy.

– Procedury na wypadek ogłoszenia alarmu powietrznego wyglądają w ten sposób, że otrzymujemy komunikaty do przekazania od władz wojewódzkich lub MSWiA – mówi osoba z kierownictwa Radia Lublin, prosząca o zachowanie anonimowości. – Tylko że tym razem nie dostaliśmy żadnych informacji. Po 10 minutach alarm odwołano. Nasi dziennikarze zaczęli próbować wyjaśniać, co się stało, już po godzinie 4 rano – dodaje nasz rozmówca.

Okazało się, że dziennikarze nie mają co liczyć na pomoc ze strony władz, bo władze i służby nabrały wody w usta. – Jeszcze przed 6 rano próbowałem się dowiedzieć, co się stało, w Dowództwie Operacyjnym Sił Zbrojnych, Ministerstwie Obrony, dzwoniłem do rzecznika Dowództwa Generalnego, do Rządowego Centrum Bezpieczeństwa i wszędzie, gdzie tylko się dało – mówi Paweł Buczkowski z WP.pl. – Udało mi się dodzwonić tylko do RCB, ale oni odesłali mnie do Dowództwa Operacyjnego. Absurdalna sytuacja – stwierdza Buczkowski.

Gdy nad ranem w Lublinie zaczęły wyć syreny, oficjalnych informacji szukał też Krzysztof Wiejak z serwisu Jawny Lublin. "W końcu pod numerem 987 (Wojewódzkie Centrum Zarządzania Kryzysowego – przyp. red.) odbiera jakiś mężczyzna. Przedstawiam się. Mówię, że jestem dziennikarzem. Słyszę, że pan po drugiej stronie telefonu »nie jest upoważniony do udzielania informacji« i odsyła do rzecznika prasowego wojewody. Nie chcę się rozłączać. Mówię, że w takim razie proszę o informację o przyczynie alarmu jako zaniepokojony mieszkaniec. Tłumaczę, że mam prawo wiedzieć, co się dzieje i jak się zachowywać. W odpowiedzi słyszę to samo" – relacjonuje Wiejak w serwisie Jawny Lublin.

O tym, że w Tarnawie mogła uderzyć rosyjska rakieta, polskie media informowały dopiero wczesnym popołudniem, po tym jak premier Donald Tusk dotarł do tej miejscowości i powiedział: "Według ekspertów wojskowych zdecydowana większość śladów, w tym odnalezione elementy, wskazują na rosyjską rakietę Ch-101".

(MAK, 31.07.2026)

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter
Pressletter
Ta strona korzysta z plików cookies. Korzystając ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies w przeglądarce zgadzasz się na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Dodatkowo, korzystając ze strony, akceptujesz klauzulę przetwarzania danych osobowych. Więcej informacji w Regulaminie.