Sąd zdecydował, że dziennikarze nie zniesławili siostry Mateusza Morawieckiego
Anna Morawiecka jest siostrą byłego premiera Mateusza Morawieckiego (fot. Rafał Guz/PAP)
Sąd Rejonowy we Wrocławiu uznał, że Daniel Długosz, redaktor naczelny „Nowej Gazety Trzebnickiej”, oraz Marcin Rybak z wrocławskiego oddziału „Gazety Wyborczej” nie zniesławili Anny Morawieckiej, siostry byłego premiera Mateusza Morawieckiego, publikując cykl artykułów o jej fikcyjnym zatrudnieniu w trzebnickim ratuszu. – W ocenie sądu pracowaliśmy bardzo rzetelnie, a dziennikarze są od tego, by patrzeć władzy na ręce, zwłaszcza wtedy gdy wydawane są pieniądze publiczne – mówi „Presserwisowi” Daniel Długosz.
Anna Morawiecka w prywatnym akcie oskarżenia (w oparciu o art. 212 Kodeksu karnego) oskarżyła Daniela Długosza i Marcina Rybaka o zniesławienie w cyklu artykułów opublikowanych w 2023 roku na łamach „Nowej Gazety Trzebnickiej” i „Gazety Wyborczej”.
Fikcyjne zatrudnienie siostry premiera?
– Anna Morawiecka była w 2019 roku zatrudniona w urzędzie miasta Trzebnicy początkowo na zlecenie, potem na umowę o pracę. Zajmowała się rzekomo przywracaniem miastu statusu uzdrowiska. Przez wiele miesięcy pracy udało się nam ustalić, że faktycznie w ratuszu nie pracowała: nie ma żadnych podpisanych przez nią dokumentów, maili, wiarygodnych dowodów obecności – mówi Daniel Długosz.
Czytaj też: Daniel Obajtek usłyszał zarzuty dotyczące kolportażu "Nie" i znajomości z Nisztorem
W jego ocenie ówczesny burmistrz Trzebnicy Marek Długozima zatrudnił fikcyjnie siostrę premiera, aby zyskać sobie przychylność władzy centralnej. – Zapewne dzięki temu zdobył środki z rezerwy budżetowej Kancelarii Premiera na rewitalizację parku, który potem został nazwany parkiem Marii i Lecha Kaczyńskich – opowiada redaktor naczelny „Nowej Gazety Trzebnickiej”.
Daniel Długosz zaznacza, że pierwsze informacje o fikcyjnym zatrudnieniu Anny Morawieckiej opublikował w 2022 roku. – Jednak wtedy pisaliśmy głównie o podejrzeniach korupcji w ratuszu rządzonym przez Marka Długozimę. Mimo że Anna Morawiecka nie była główną bohaterką tych tekstów, skierowała przeciwko nam pierwszy, prywatny akt oskarżenie w oparciu o art. 212 K.k. Sprawa szybko skończyła się naszym uniewinnieniem. Z Marcinem Rybakiem uznaliśmy, że powinniśmy się dokładnej przyjrzeć jej zatrudnieniu w urzędzie w Trzebnicy. Po wielu miesiącach pracy zebraliśmy materiały, które pozwalają stwierdzić, że Anna Morawiecka nigdy tam nie pracowała – podkreśla redaktor naczelny „Nowej Gazety Trzebnickiej”.
Uniewinniający dziennikarzy wyrok Sądu Rejonowego nie jest prawomocny. – Ustne uzasadnienie wyroku było miażdżące dla Anny Morawieckiej. Sąd zaznaczył, że zebraliśmy materiały bardzo skrupulatne, działaliśmy w interesie publicznym. Rzecz jasna nie wiem, czy Anna Morawiecka złoży apelację. Wszystko wskazuje na to, że ma niewielkie szanse. Przypuszczam, że od początku wiedziała, że przegra w sądzie. Ale tak jak wielu polityków (Anna Morawiecka w 2024 roku startowała do Rady Powiatu Trzebnickiego z listy PiS, została jego przewodniczącą – red.) zdecydowała się na złożenie prywatnego aktu oskarżenia, aby wywołać efekt mrożący, zastraszyć nas, zakneblować, zniechęcić do pisania na jej temat – ocenia Daniel Długosz.
Czytaj też: Gromda chce się odciąć od pobicia Ukraińców, choć wykorzystuje nienawiść do obcych
(JF, 29.07.2026)










