Temat: prasa

Dział: PRASA

Dodano: Czerwiec 14, 2026

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Cham to jest cham. Politycy będą obrażać dziennikarzy, bo się to opłaca

Na antenie TVP Info Dobrosz-Oracz przyznała, że była zszokowana zachowaniem senatora Wojciecha Skurkiewicza (screen: X/@tvp_info)

Politycy prawicy będą obrażać dziennikarzy, dopóki będzie im się to opłacać.

Autor: Grzegorz Kopacz

W kuluarach sejmu, 9 stycznia br. Justyna Dobrosz-Oracz rozmawiała z senatorem Prawa i Sprawiedliwości Wojciechem Skurkiewiczem. Dziennikarka TVP Info pytała o prorosyjską narrację prezydenta USA Donalda Trumpa. „Nie rozumiem, dlaczego PiS nie może Donaldowi Tuskowi wybaczyć spotkania 15 lat temu, gdy nie było wojny, a teraz, kiedy jest reset Trumpa z Putinem, to mówicie OK” – dociekała. „Niech pani nie zachowuje się, jakby miała orzeszek w głowie, a nie mózg” – wypalił senator. Potem zaczął się dobierać do przypiętego do jej ubrania mikroportu. Kiedy Dobrosz-Oracz zaprotestowała przeciwko naruszaniu jej nietykalności, polityk skomentował, że „przegina”. „Nie, to pan przegiął” – odpowiedziała dziennikarka i zakończyła rozmowę. Na antenie TVP Info Dobrosz-Oracz przyznała, że była zszokowana zachowaniem senatora. „Jestem 25 lat w sejmie i nie doświadczyłam tego. Jeszcze nie było wyrywania mikrofonu czy mikroportu” – mówiła.

Kilka dni później w mediach społecznościowych pojawia się nagranie, na którym była posłanka PiS, dziś sędzia Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku Krystyna Pawłowicz rozpakowuje prezent dla swojego partyjnego kolegi Marka Suskiego (otwierał w sejmie wystawę swoich obrazów), po czym śmieci, które jej zostały po opakowaniu, wpycha pod pachę stojącej w pobliżu reporterce TVP Adrianie Nitkiewicz. „Tylko ze względu na posła Marka Suskiego, który oprowadzał nas po swojej wystawie, nie zwróciłam pani Krystynie Pawłowicz uwagi, że śmieci wyrzuca się do kosza, bo nie chciałam psuć atmosfery. Skoro była posłanka i sędzia TK do tej pory nie nauczyła się kultury, to ja już jej chyba nie nauczę, jak należy się zachowywać. Ale nie ma mojego przyzwolenia na chamstwo” – powiedziała potem dziennikarka w rozmowie z serwisem Plejada. Zachowanie Pawłowicz nazwała prostackim i nieakceptowalnym. Kiedy na platformie X polityczkę skrytykował Mateusz Dolatowski, ta mu odpisała: „Ale pana koleżanka z TVP nie była obrażona. Nie histeryzuj pan”.

W sierpniu 2025 roku zaraz po zaprzysiężeniu w parlamencie prezydenta Karola Nawrockiego dziennikarze na sejmowym korytarzu próbowali zdobyć komentarz Jarosława Kaczyńskiego. Radomir Wit z TVN 24 zapytał go: „Czy Karol Nawrocki chce naprawiać to, co państwo zrobili z wymiarem sprawiedliwości?”. Kiedy prezes PiS zaczął odpowiadać, posłanka Joanna Lichocka, idąc za swoim partyjnym szefem, ironicznie komentowała pytania reportera: „Ten pan sporo zarabia za to”. „Proszę nie mierzyć innych swoją miarą” – odciął się w końcu Wit. Kaczyński natychmiast przerwał wypowiedź i dołączył do ataku na dziennikarza. Jakoby stając w obronie kobiety, powiedział: „Ja z chamami nie rozmawiam, pan jest chamem”. Ukontentowana Lichocka brnęła do końca: „Jaką kasę pan bierze za to chamstwo?” – pytała Wita.

Z PANIĄ SIĘ NIE ROZMAWIA

– Trzeba od razu reagować i głośno o tym mówić – nie ma wątpliwości Radomir Wit, który pokazał widzom swojej stacji, w jaki sposób został potraktowany przez Kaczyńskiego i Lichocką. – Należy pokazywać, z kim w parlamencie mamy do czynienia, być może chamskie zachowanie zakończy czyjś polityczny byt. W przypadku obrażania dziennikarek i dziennikarzy przez polityków potrzebna jest zawodowa solidarność – dodaje.

Tymczasem środowisko dziennikarskie wzrusza tylko ramionami na wybryki posłów wobec dziennikarzy, bo te stały się codziennością. Jedną z ostatnich reakcji był apel Towarzystwa Dziennikarskiego z grudnia 2024 roku. Żądało ono przeproszenia dziennikarzy przez Mateusza Morawieckiego i Jacka Ozdobę. Najpierw były premier zarzucił Justynie Dobrosz-Oracz i Patrykowi Michalskiemu (wówczas pracował dla Wirtualnej Polski) powiązanie z agentem rosyjskiego wywiadu Pawłem Rubcowem. Z kolei europoseł PiS Jacek Ozdoba w Radiu Zet w audycji prowadzonej przez Andrzeja Stankiewicza zarzucił Katarzynie Kolendzie-Zaleskiej z TVN, że jest dziennikarką na telefon od premiera Donalda Tuska. Towarzystwo Dziennikarskie ostrzegało, że „polityk traktujący po chamsku dziennikarzy nie może liczyć na to, że będą mu zadawali jakiekolwiek pytania”. Jednak konferencje Morawieckiego czy Ozdoby wciąż cieszą się zainteresowaniem dziennikarzy.

Kiedy internauci pytali dziennikarzy stających w obronie Kolendy-Zaleskiej, dlaczego w ogóle zapraszają do programów polityków, którzy ich obrażają, odpowiedziała im Dominika Wielowieyska, dziennikarka „Gazety Wyborczej” i Tok FM: „Często słyszymy takie uwagi. Media zapraszają przedstawicieli wszystkich ugrupowań parlamentarnych, bo taki jest wymóg rzetelności, pluralizmu i wolności słowa. I nie ma od tego odwrotu, nawet jeśli części słuchaczy się to nie podoba”.

Tylko że politycy prawicy nawet zaproszeni do programu potrafią obrazić gospodarza. W listopadzie 2024 roku Janusz Kowalski z PiS wyszedł ze studia Polsat News w trakcje audycji na żywo. „Już do pani nigdy nie przyjdę. Z panią się nie rozmawia” – powiedział na pożegnanie prowadzącej program Agnieszce Gozdyrze. Wcześniej zarzucił jej, że nie przygotowała się do rozmowy o badaniu wraku prezydenckiego Tu-154M po katastrofie smoleńskiej.

W grudniu 2024 roku Marcin Przydacz (wówczas poseł PiS, dziś minister prezydenta Nawrockiego) zarzucił na antenie Trójki prowadzącej audycję Renacie Grochal, że odgrywa „rolę funkcjonariusza politycznego” wstawionego do mediów przez ministra Bartłomieja Sienkiewicza. Dziennikarka od razu zażądała przeprosin, ale poseł tego nie zrobił, więc go wyprosiła ze studia. „Nie pozwolę się obrażać. Jestem dziennikarką od ponad 20 lat” – stwierdziła Grochal (w Trójce pracuje od kwietnia 2024 roku, wcześniej była w „Newsweek Polska” i „Gazecie Wyborczej”).

PAŃSTWO MACIE PŁACONE

Do przeproszenia Dobrosz-Oracz zobowiązał się senator Skurkiewicz. Ponoć obiecał to przed Komisją Regulaminową, Etyki i Spraw Senatorskich. Jednak z moich ustaleń wynika, że tego nie zrobił do dziś.

– Gdy brakuje argumentów, wiedzy, to pojawia się przemoc słowna. A ona nie jest oznaką siły, lecz słabości – mówi Dobrosz-Oracz. – Politycy PiS czy Konfederacji głównie atakują kobiety. Nigdy nie byłam podstawką do mikrofonu i tym bardziej w epoce powszechnego kłamstwa nie będę. Kiedyś politycy potrafili ustać proste pytania. Teraz niektórzy tego nie potrafią i jeszcze się tym chwalą. Sami sobie wystawiają świadectwo. Mówię to z przykrością, bo świat obelg nie jest moim światem – dodaje dziennikarka.

Jacek Czarnecki, obecnie wicedyrektor Programu I Polskiego Radia, mający za sobą wieloletnie doświadczenie reportera sejmowego, jest zaskoczony zachowaniem senatora Skurkiewicza, bo dotąd zaliczał go do grona kulturalnych i wyważonych polityków. Czarnecki zwraca uwagę, że Skurkiewicz w przeszłości był dziennikarzem i pracował w Radiu Plus. I dodaje: – Gdy kiedyś BOR-owiec z ochrony premiera Leszka Millera wytrącił mi mikrofon, to premier osobiście interweniował. Ten człowiek krótko po tym zniknął z jego ochrony. Pamiętam, że w latach 90. Jarosław Kaczyński był uprzejmy dla dziennikarzy. Z nim i Ludwikiem Dornem przyjemnie gawędziliśmy przy kawie o polityce, ale po latach potrafił mnie zapytać, czy nie wstydzę się pracy dla Radia Zet. Wtedy uważałem to za przekroczenie granicy kultury, a dziś na takie przytyki nie zwraca się już uwagi – opowiada Czarnecki.

Na pierwszej konferencji PiS w 2024 roku (3 stycznia) dotyczącej mediów publicznych prezes PiS obraził wszystkich zaproszonych dziennikarzy. Po serii niewygodnych pytań z różnych redakcji powiedział: „Państwo są w beznadziejnej sytuacji. To, co się wyprawia w Polsce, jest nie do obrony. Państwo macie płacone, żeby tego bronić. Serdecznie państwu współczuję”. Przeciwko tym słowom próbował zaprotestować Patryk Michalski, nazywając tę wypowiedź skandalem, ale rzecznik prasowy PiS Rafał Bochenek wyłączył dziennikarzom mikrofon i zakończył konferencję.

I CO, BANDYCI?

To i tak był wersal w porównaniu z wypowiedziami wobec dziennikarzy ze strony polityków PiS bezpośrednio po tym, jak ich partia straciła władzę. W grudniu 2023 roku po przegranym głosowaniu posłowie tej partii, wychodząc z sali obrad, zamiast odpowiadać na pytania dziennikarzy, woleli komentować ich ubiór. „Się na czerwono dzisiaj ubrała” – rzucił Edward Siarka z Suwerennej Polski do Justyny Dobrosz-Oracz. „Święte krowy” – powiedział Witold Czarnecki, a Artur Szałabawka (też z PiS) zapytał: „I co, bandyci, zadowoleni jesteście?”.

Jacek Czarnecki: – Dawno temu w niewybredny sposób zwracał się do ludzi wicemarszałek Stefan Niesiołowski, chamsko zachowywał się też marszałek Marek Kuchciński. Przekraczali pewne granice kultury, ale wobec innych polityków, a nie wobec dziennikarzy. Pamiętam, że Beata Kempa, Beata Mazurek, Małgorzata Sadurska były nazywane w kręgu reporterów sejmowych bazarówkami, bo zachowywały się jak przekupki, ale nawet one nie obrażały dziennikarzy. Także kiedy Andrzej Lepper ogłosił koniec Wersalu w parlamencie, to nie oznaczało chamstwa wobec mediów. Dziś stało się ono dla niektórych modus operandi. Przemysław Czarnek, gdy był ministrem edukacji, potrafił powiedzieć dziennikarce, że jest głupia. Także Piotrowi Glińskiemu, jeszcze niedawno ministrowi kultury, często kultury brakuje.

Zdaniem Konrada Piaseckiego, który był reporterem politycznym już w latach 90., a teraz prowadzi rozmowy z politykami w TVN 24, źródła problemu dopatruje się w tym, że zaostrzyła się rywalizacja między politykami: – Nie chcę idealizować starych czasów, ale kiedyś politykom trudniej przechodziło kłamstwo przez gardło, teraz myślą tylko o wygraniu najbliższego starcia, a nie o późniejszych konsekwencjach. Wielu wali prosto w czoło, a coraz częściej ofiarami ich agresji padają dziennikarze – zauważa.

– Kiedyś miarą jakości polityka było to, jak prowadzi debatę, argumentuje, radzi sobie z niewygodnymi pytaniami. Dziś mamy wyścig o to, kto jest bardziej chamski i agresywny wobec dziennikarzy. Przoduje w tym poseł Rafał Bochenek, któremu już nie raz zwracałem na to uwagę – mówi Radomir Wit.

Rafał Bochenek, który był rzecznikiem rządu Beaty Szydło, a od listopada 2022 roku pełni funkcję rzecznika PiS, jest współautorem partyjnej strategii polegającej na kwestionowaniu – przy każdym niewygodnym pytaniu – niezależności dziennikarzy. Wprost zarzuca im „szczucie”, „dezinformację”, „działanie na zlecenie”. Swoje starcia nagrywa smartfonem, wrzuca do mediów społecznościowych i narzuca ich interpretację. Na przykład w listopadzie wstawił na platformie X wideo z opisem, jakoby dziennikarka TVN 24 Maja Wójcikowska chciała za nim wejść do męskiej toalety, sugeruje też, że była pod wpływem alkoholu. „Skandal! To jest jakieś dno...” – krzyczał w sieci, choć na filmie widać jedynie, że dziennikarka kilkakrotnie powtarza, iż nie da się sprowokować.

Konrad Piasecki, stając w obronie koleżanki na platformie X, nazwał zachowanie Bochenka podłą, prymitywną i cyniczną próbą upokorzenia drugiego człowieka, kobiety, dziennikarki. I dodał: „Normalny człowiek czuje w takiej sytuacji bezsilny gniew. I obrzydzenie”.

– Młode pokolenie polityków ma w sobie sporo brutalności. Zorientowali się, że media tradycyjne nie mają już monopolu i sami mogą narzucać swój przekaz w mediach społecznościowych. W nich się budują, a tam liczy się, kto wypowie się dosadniej – komentuje Piasecki.

HEJTUJ KREATURĘ

O tym, że to prawda, świadczą statystyki. Z analiz Instytutu Monitorowania Mediów wynika, że w styczniu 2026 roku na YouTubie najbardziej angażujące kanały spośród wszystkich polityków prowadzili: Dariusz Matecki (24,1 mln wyświetleń), Sebastian Kaleta (5,6 mln), Rafał Bochenek (5 mln), Patryk Jaki (4,9 mln), Michał Woś (4,4 mln). Wszyscy z PiS. Na TikToku liderem też był Dariusz Matecki (7,5 mln reakcji i wyświetleń) – dopiero za nim byli prezydent Karol Nawrocki (6,3 mln) i premier Donald Tusk (3,7 mln). Na Facebooku w czołówce najbardziej angażujących profili polityków jest tylko jeden niezwiązany z prawicą. To wschodząca w social mediach gwiazda Lewicy – poseł Łukasz Litewka. Choć w styczniu jego wpisy na FB miały 3 mln interakcji (lajków, komentarzy i udostępnień), to i tak było to mniej, niż miał profil Mateckiego – 3,7 mln. Dalej byli europosłanka Konfederacji Ewa Zajączkowska (2,1 mln), Jacek Ozdoba (1,8 mln) i Michał Woś (1,7 mln) – obaj wraz z Suwerenną Polską przenieśli się do PiS.

Matecki popularność w social mediach buduje m.in. na obrażaniu dziennikarzy. W lipcu 2025 roku w jednym z filmów nazwał Tomasza Terlikowskiego (RMF FM) kreaturą i apelował do swoich fanów, aby napisali, co o nim myślą, bo on jako poseł nie może tego wyrazić w sposób parlamentarny. O efektach hejtowania informował na Facebooku Terlikowski: „Od kilku godzin dostaję życzenia gwałtów analnych, sugestie, że jestem esbekiem, zdrajcą, szują, świnią itd., itd. Pojawiają się groźby, że to mi ktoś skuje mordę itd.”. Matecki mu poradził: „Usuń konto”.

Politycy prawicy wiedzą, że ich publika chce krwawych igrzysk i od merytorycznych wyważonych wypowiedzi woli ordynarne pyskówki. Telewizje też oceniają wartość programów po ich oglądalności, a nie po poziomie trudności podejmowanych tematów. Do debat zaprasza się tzw. wyrazistych polityków, bo gwarantują odpowiednią temperaturę sporu, a przecież nie chodzi o pokazanie, kto ma rację w danej sprawie, ale o to, kto komu bardziej dołoży.

Jeżeli główne kanały informacyjne transmitują obrady Sejmu, to najchętniej wtedy, gdy posłowie się kłócą i obrażają. Gdy zaczyna się merytoryczna dyskusja nad projektami ustaw, transmisje są kończone, zostawiając widzów z przekonaniem, że w parlamencie wciąż trwa mordobicie.

PRZEDSTAWICIELE KRMLA

Wyborcy chcą wiedzieć, że coś jest czarne albo białe. Jeżeli ktoś rozkłada problem na wiele części albo wypowiada się dyplomatycznie, to w oczach widzów kręci albo próbuje coś ukryć. Populista musi być bezczelny, czasem wulgarny czy wręcz chamski, bo to uwiarygadnia go wśród wyborców jako osobę spoza elit. Niedoścignionym wzorem politycznej bezczelności władzy jest Donald Trump. Także bezczelności wobec dziennikarzy, których nazywa wrogami ludu (enemies of the people).

– Zły pieniądz wypiera lepszy, skoro wygrywa ktoś, kto jest bezwzględny i agresywny, to inni chcą podążać jego śladem. Mamy wyścig, kto wypowie się dosadniej, każdy widzi w sobie samca alfa, który chce wszystkich wokół siebie podporządkować – komentuje rywalizację polityków w mediach Konrad Piasecki.

W Polsce nie można się dziwić przyzwoleniu społecznemu na ataki polityków wobec dziennikarzy, skoro nic w tym złego nie widzi nawet organ państwa, którego obowiązkiem jest stanie na straży wolności słowa, prawa do informacji oraz interesu publicznego w radiu i telewizji. Kiedy w maju 2023 roku do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji wpłynął wniosek jednego z jej członków prof. Tadeusza Kowalskiego o zajęcie stanowiska w sprawie „prób zastraszania mediów”, Rada odrzuciła go większością głosów cztery do jednego. Jej członkowie z nadania PiS woleli nie pochylać się nad przypadkami zebranymi przez prof. Kowalskiego. Chodziło o wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego, który na konferencji prasowej zarzucił reporterowi TVN 24 Mateuszowi Grzymkowskiemu, że jest przedstawicielem Kremla. Powodem było jego pytanie o to, czy po odnalezieniu dopiero po kilku miesiącach szczątków rosyjskiej rakiety pod Bydgoszczą prezes PiS nadal ma zaufanie do ministra Mariusza Błaszczaka. „Niestety jestem zmuszony, to nie jest żadna osobista wobec pana uwaga, traktować jako przedstawiciela Kremla, bo tylko Kreml chce, żeby ten pan przestał być ministrem obrony narodowej” – odpowiedział Kaczyński. Następnego dnia premier Morawiecki w Błotnicy, podczas obchodów Święta Niepodległościowego Ruchu Ludowego, mówiąc o działaczu Stanisławie Mikołajczyku, przypomniał jego słowa do komunistów: „plujecie na wszystko, co jeszcze wczoraj było święte”, i zaadresował je do redaktorów TVN: „Działacze Platformy Obywatelskiej, czyli również działacze TVN, bo to jedno. Plujecie na wszystko, co jeszcze wczoraj było święte”. Powiedział to w kontekście reportażu Marcina Gutowskiego „Franciszkańska 3”.

– Politycy uwierzyli, że są nietykalni i wolno im wszystko – komentuje Jacek Czarnecki. – Od parlamentarzystów powinniśmy spodziewać się parlamentarnego języka, a jaki jest, każdy słyszy. Ich zachowanie jest niedopuszczalne. Jedyne, co możemy zrobić, to to nagłaśniać, chociaż oni wychodzą chyba z założenia, że nieważne, jak o nich się mówi, byle się mówiło – dodaje Czarnecki. I przypomina słowa satyryka Jana Tadeusza Stanisławskiego: „Mówiła mi mama, bym się nie bał chama, bo cham to jest cham i boi się sam”.

Zdaniem Radomira Wita PiS, atakując dziennikarzy, realizuje przemyślaną strategię. – To jest sposób, aby podważać wiarygodność dziennikarzy i stawiać ich po stronie oponentów politycznych, a nie przedstawicieli społeczeństwa. Politycy koalicji rządzącej też potrafią uciekać przed dziennikarzami, ale ich nie obrażają.

– Zdecydowanie w zakresie komunikacji polityków z mediami następuje regres, ale widzę tu dwie strony – komentuje dr hab. Bartłomiej Biskup, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego. – Politycy coraz rzadziej dbają o to, aby udzielić dziennikarzom rzeczowej odpowiedzi, robią uniki, decydują się na osobiste wycieczki. Ale druga strona też ma na sumieniu sporo grzechów. Pytania niektórych dziennikarzy zawierają ataki wobec polityków, dlatego wielu traktuje dziennikarzy nie jako przedstawicieli społeczeństwa pełniących funkcje kontrolne, ale jako przeciwników politycznych. Tym bardziej że dziś mamy media tożsamościowe, które nie tyle prezentują określony światopogląd, ile są zaangażowane politycznie. Dziennikarze często nie zachowują się jak śledczy, którzy chcą poznać prawdę, ale jak gończy, którzy w hordzie gonią za politykiem po sejmowych korytarzach, aby nagrać jego kilka słów, choćby takich, w których odmawia on w danej chwili odpowiedzi. Trudno, aby kilkusekundowa odpowiedź była merytoryczna. Nie sądzę, aby te relacje uległy w najbliższym czasie poprawie, bo wciąż jest na nie przyzwolenie społeczne. Dopóki ono jest, dopóty obie strony będą w to brnąć.

– Nie da się ukryć, że media też są innym uczestnikiem batalii politycznej, niż były kiedyś. Niektóre stały się reprezentantem danej frakcji politycznej, ale nie oznacza to, że należy przekraczać wobec dziennikarzy granice kultury – podsumowuje Konrad Piasecki.

***

Ten tekst Grzegorza Kopacza pochodzi z magazynu Press wydanie nr 03-04/2026. Teraz udostępniliśmy go do przeczytania w całości.

„Press” do nabycia w salonach prasowych, App Store, Google Play, e-Kiosku lub online na E-sklep.press.pl.

Czytaj też: Nowy "Press": rozmowa z Pawłem Płuską, Newsmax w Polsce i prawnik "Gazety Wyborczej"

Press

Grzegorz Kopacz

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter
Pressletter
Ta strona korzysta z plików cookies. Korzystając ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies w przeglądarce zgadzasz się na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Dodatkowo, korzystając ze strony, akceptujesz klauzulę przetwarzania danych osobowych. Więcej informacji w Regulaminie.