Fotorelacja ze spotkania wigilijnego Nawrockiego to błąd. "Brak instrukcji"
Podczas relacji z wizyty prezydenta ujawniono tajemnice obronności RP (fot. Mikołaj Bujak/KPRP)
Fotografie ze spotkania wigilijnego Karola Nawrockiego z funkcjonariuszami Straży Granicznej opublikowane na stronach Kancelarii Prezydenta RP i Biura Bezpieczeństwa Narodowego ujawniły aktualne mapy operacyjne z pogranicza Polski i Białorusi.
Na zdjęciach udostępnionych na stronach i w mediach społecznościowych Kancelarii Prezydenta oraz BBN widoczne były mapy operacyjne, a także twarze funkcjonariuszy Straży Granicznej i żołnierzy ze Zgrupowania Zadaniowego "Bezpieczne Podlasie".
"Bezcenny prezent dla Białorusinów"
Jak zauważył Onet "Problem w tym, że takie mapy to zbiór szczególnie wrażliwych informacji. Zawierają one dane o rozmieszczeniu wojska, sprzętu, lokalizacji odwodów oraz punktów wsparcia".
Czytaj też: Fotoreporter AP Czarek Sokołowski przeszedł na emeryturę. "Legenda z Pulitzerem"
Cytowany anonimowo oficer kontrwywiadu wojskowego powiedział Onetowi, że fotografia mapy operacyjnej jest bezcennym prezentem dla Białorusinów, którzy prowadzą operację przerzucania nielegalnych migrantów do Polski. Dzięki tym danym wiedzą m.in., gdzie są rozmieszczone posterunki wojskowe.
Zapytaliśmy byłych oficjalnych fotografów prezydentów RP o zasady, jakie rządzą publikacją zdjęć w podobnych sytuacjach. – Nic nie wskazuje na to, aby akredytowani reporterzy postąpili wbrew udzielonym im instrukcjom – mówi "Presserwisowi" Jakub Szymczuk, fotograf prezydenta RP Andrzeja Dudy w latach 2017-2024.
Szymczuk dodaje, że to wojskowi organizatorzy decydują, do którego obiektu mogą wejść fotoreporterzy, ile czasu mogą w nim przebywać i jakie przedmioty można utrwalać. – Mapy niejednokrotnie były dopuszczane do fotografowania, bo dodawały powagi i dramaturgii – wspomina Jakub Szymczuk. – Wojskowi dbali jednak, by do zdjęć nie dopuszczano materiałów niejawnych. Wierzyć mi się nie chce, by odstąpili od tej zasady podczas ostatniej wigilii – zaznacza.
"Ktoś w sztabie powinien był pomyśleć"
Andrzej Grygiel, wieloletni fotoreporter PAP, laureat World Press Photo i Grand Press Photo, a obecnie fotograf śląskiego urzędu marszałkowskiego, zwraca uwagę na tryb pracy fotoreporterów. – Nie jest zadaniem fotoreportera ocenianie, czy coś stanowi zagrożenie, czy nim nie jest.
Czytaj też: Rząd Donalda Tuska wydał ok. 8 mln zł na kampanię "Robimy, nie gadamy"
Jak mówi Grygiel, fotoreporter nie ma kompetencji żeby oceniać, czy na stole leży aktualna mapa sztabowa. – Od tego są ludzie, którzy zajmują się przygotowaniem wizyty, która przecież była zapowiedziana. Ktoś w sztabie powinien był pomyśleć, że w relacji będą filmu i zdjęcia. A na dalszym etapie problem mógł wychwycić ktoś z biura prasowego prezydenta i zastanowić się, czy takie zdjęcia należy wypuścić.
Jakub Szymczuk dodaje, że również prezentowanie na zdjęciach twarzy żołnierzy bywa objęte zasadami. – Zakaz dotyczył zawsze żołnierzy jednostek specjalnych. Ich twarze musiały być zamazywane. Byłem zwolennikiem niepublikowania ich postaci w ogóle, bo zamazana twarz kojarzy się powszechnie z osobami podejrzanymi o popełnienie przestępstwa. Natomiast wizerunki wysokich rangą oficerów nie były objęte zakazami – wspomina fotoreporter.
Szymczuk podsumowuje, że niektórzy eksperci ds. bezpieczeństwa jednak w sposób zbyt daleko idący formułują postulaty zakazu fotografowania. – Teoretycznie wszystko, co związane z wojskiem, można objąć zakazem, ale wtedy wojsko nie będzie mogło prowadzić żadnej polityki informacyjnej, co otworzy pole dla półprawd i fake newsów – stwierdza.
Czytaj też: Zero.pl uruchamia newsletter. Naczelny składa w nim obietnice i prezentuje swoje dokonania
(PAR, JF, 07.01.2026)










