Wydłużenie ciszy wyborczej to absurd - oceniają dziennikarze
Projekt ustawy o zmianie kodeksu wyborczego, w myśl którego cisza wyborcza miałaby trwać nie jeden dzień przed wyborami, lecz aż siedem, jest zdaniem dziennikarzy absurdalny. To próba zablokowania informacji wyborczych - oceniają.
Autorami projektu nowelizacji ustawy, której pierwsze czytanie zaplanowano na wczoraj, są posłowie klubów PSL, Twój Ruch i SLD. Ustawa zakłada wydłużenie ciszy wyborczej do siedmiu dni i zakaz publikowania przez media wyników przedwyborczych badań, sondaży opinii publicznej, przewidywanych wyników każdego rodzaju wyborów. Za złamanie przepisów groziłaby grzywna od 10 tys. do 1 mln zł. Dziennikarze, którzy zajmują się prowadzeniem debat wyborczych i komentowaniem wydarzeń politycznych, nie kryją zirytowania.
- Pomysł wprowadzenia w życie takiej ustawy to zwykły idiotyzm – ocenia Katarzyna Kolenda-Zaleska z TVN. – Chodzi nie tylko o to, że ograniczana jest w ten sposób wolność słowa, ale o to, że to godzi w prawo obywateli do zdobywania informacji – dodaje.
Podobnego zdania jest publicysta "Rzeczpospolitej" Andrzej Stankiewicz. - Nie jestem radykałem, jeśli chodzi o kwestię likwidowania ciszy wyborczej, ale to jest przesada – uważa Stankiewicz. - To idiotyczny pomysł. Posłowie powinni myśleć o tym, jak egzekwować obecne prawo, jak je dostosowywać do czasów Internetu i smartfonów, gdzie przekazywanie informacji jest bardzo szybkie – dodaje.
Tomasz Skory z RMF FM podziela opinię kolegów: - Już samo sformułowanie w uzasadnieniu projektu ustawy, które mówi, że "zakaz publikacji wyników sondaży w okresie 7 dni przed dniem głosowania skutkować będzie urealnieniem wolności wyborów przez uniezależnieniem decyzji wyborców od spodziewanych wyników wyborczych" pokazuje, jak absurdalny jest to pomysł. Po co stwarzać nierealne prawo? – denerwuje się dziennikarz RMF FM.
(MAL, 24.01.2014)










