Dział: PRASA

Dodano: Lipiec 02, 2012

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Poczobut woli więzienie od emigracji

Andrzej Poczobut (fot. Andrei Liankevich)

Korespondent ”Gazety Wyborczej” Andrzej Poczobut podejrzewa, że został w sobotę zwolniony z więzienia, by uciekł z Białorusi przed grożącym mu wyrokiem. W ten sposób białoruskie władze raz na zawsze pozbyłyby się niewygodnego dziennikarza. Jednak Poczobut nie chce opuszczać Białorusi. Zaraz po zwolnieniu z więzienia zabrał się do pracy.

Andrzej Poczobut został zatrzymany w czwartek 21 czerwca w swoim mieszkaniu w Grodnie. Wypuszczono go w sobotę - na wolności ma czekać na rozprawę, bo postawiono mu zarzuty zniesławienia prezydenta Aleksandra Łukaszenki (grozi za to do pięciu lat więzienia). – W niedzielę kupiłem nowy komputer (poprzedni zabrano do ekspertyzy – przyp. red.) i wracam do pracy. Niezależnie od działań władz, będę robił swoje – mówi ”Presserwisowi” Andrzej Poczobut.
Nie wyznaczono mu na razie terminu rozprawy. Podstawą zarzutów wobec dziennikarza jest 12 jego tekstów w opozycyjnych serwisach internetowych ”Biełorusskij Partyzan” i ”Karta'97”. – Artykułów do ”Gazety Wyborczej” ta sprawa na razie nie dotyczy. Ale to się może zmienić – stwierdza Poczobut. Przewiduje, że ekspertyza jego komputera potrwa co najmniej miesiąc. Na razie pokazano mu analizy 12 tekstów dla opozycyjnych portali. – Padają w nich zarzuty jeszcze gorsze niż w akcie oskarżenia, bo do zniesławienia prezydenta dochodzi oszczerstwo i kompromitowanie Białorusi – mówi dziennikarz.
Poczobut relacjonuje, że w więzieniu traktowano go poprawnie. Na początku siedział sam i dopiero po widzeniu z żoną wprowadzono do jego celi drugiego więźnia. – Przestałem wtedy myśleć wyłącznie o mojej sprawie, rozmawialiśmy i czas szybciej płynął - opowiada Andrzej Poczobut. Dziennikarz przypuszcza, że władze od początku zamierzały wypuścić go po krótkim pobycie w więzieniu. – To była taka demonstracja – mówi. – Zwłaszcza że z aresztu tymczasowego do więzienia przeniesiono mnie już drugiego dnia, a nie dopiero po postawieniu zarzutów, jak się to zwykle robi – dodaje.
Przed zwolnieniem z więzienia Poczobut musiał podpisać zobowiązanie do nieopuszczania miejsca zamieszkania. – Ale dla władz najlepszym rozwiązaniem byłby mój wyjazd z kraju: przez Rosję (na granicy białorusko-rosyjskiej nie ma kontroli granicznej - przyp. red.) i Ukrainę do Polski. I podejrzewam, że właśnie o to im chodzi. Zwrócono mi nawet paszport – mówi. Ale nie zamierza uciekać, chociaż oprócz grożących mu teraz pięciu lat ma już za zniesławienie Łukaszenki wyrok trzech lat więzienia w zawieszeniu. – Wolę więzienie, bo ono wcześniej czy później się skończy, a emigracja – nie – mówi Poczobut. (RUT, PAP)

(02.07.2012)

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter
Pressletter
Ta strona korzysta z plików cookies. Korzystając ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies w przeglądarce zgadzasz się na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Dodatkowo, korzystając ze strony, akceptujesz klauzulę przetwarzania danych osobowych. Więcej informacji w Regulaminie.