Samuel Pereira wygrał w sądzie z wydawcą Onetu. Nie musi płacić 100 tys. zł
Samuel Pereira wygrał z RASP w obu instancjach (fot. Leszek Szymański/PAP)
Samuel Pereira wygrał prawomocnie z Ringier Axel Springer Polska (RASP), wydawcą m.in. "Faktu" i Onetu. Zdaniem sądu jego wypowiedzi mieściły się w gwarantowanych konstytucyjnie granicach wolności słowa.
„W Warszawie zapadł dziś prawomocny wyrok, oddalający apelację Ringier Axel Springer Polska, który chciał ode mnie 100 tys. zł za słowa” – poinformował w środę w serwisie X Samuel Pereira.
Tweety Pereiry przedmiotem sporu
W ocenie mecenasa Macieja Jutrzenki-Trzebiatowskiego, pełnomocnika Pereiry, o korzystnej dla dziennikarza decyzji sądów pierwszej i drugiej instancji zdecydowało uznanie, że jego wypowiedzi mieściły się w gwarantowanym konstytucyjnie (art. 54 ust. 1 Konstytucji RP) oraz konwencyjnie (art. 10 ust. 1 Europejskiej konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności) prawie wolności słowa.
Czytaj też: Łukasz Warzecha nie został wpuszczony do Ukrainy. Dostał zakaz wjazdu na trzy lata
– Dodatkowo sąd mógł wziąć pod uwagę, co jest moją smutną konstatacją, poziom obecnego dyskursu społecznego i politycznego oraz fakt, że pozew poprzez wyrażenie żądań materialnych (w tak wygórowanej kwocie) miał cechy represji wobec nieprzychylnego dziennikarza – komentuje Maciej Jutrzenka-Trzebiatowski.
Przedmiotem sporu były tweety Samuela Pereiry m.in. o tym, że linia programowa RAS Polska "jest tworzona pod dyktando Niemiec", że "Fakt gazeta codzienna jest brukowcem, w którym pracują hieny" albo że Mark Dekan, prezes wydawnictwa, jest "niemieckim nadzorcą". RAS Polska domagał się usunięcia wpisów, przeprosin w różnych mediach oraz wpłaty na wskazaną fundację 100 tys. zł.
RASP starał się wykazać, że Pereira rozpowszechnił szereg nieprawdziwych informacji dotyczących m.in. „Faktu”, które podważały zaufanie do dziennikarzy tego tytułu oraz naruszyły dobre imię jego wydawcy.
"Zawoalowany wyraz represji wobec dziennikarza"
Pereira wniósł o oddalenie powództwa w całości. Sąd pierwszej instancji w styczniu 2023 roku oddalił powództwo RASP, uznając, że Samuel Pereira nie naruszył w sposób bezprawny renomy wydawcy „Faktu”. Uzasadniał, że poszczególne wypowiedzi naruszały dobra osobiste lub mogły prowadzić do tego naruszenia, ale nie było podstaw do udzielenia powodowi ochrony prawnej, gdyż działania te nie były bezprawne, wynikały z działania w granicach przyznanych przez prawo swobód i uprawnień, w tym wyrażania poglądów.
Czytaj też: TVP milczy w sprawie braku nocnej relacji z wydarzeń wokół TK. Zdecydował błąd ludzki
Pełnomocnik Pereiry podkreśla, że sąd pierwszej instancji zauważył w uzasadnieniu wyroku, że „w okolicznościach niniejszej sprawy nie sposób pominąć poziomu obecnego dyskursu społecznego i politycznego. W sposób oczywisty daje się zauważyć, iż uczestnicy debaty publicznej, jaka toczy się w Polsce, używają nadmiernych, ostrych i nierzadko szokujących środków przekazu".
W apelacji RASP podnosił, że sąd źle ocenił dowody i doszło do bezprawnego naruszenia dóbr osobistych. We wtorek Sąd Apelacyjny potwierdził jednak stanowisko sądu pierwszej instancji.
– O ile w żadnym wypadku nie kwestionuję prawa do obrony dóbr osobistych przez koncern, to dorzucenie do pozwu żądania zapłaty kwoty 100 tys. zł, nawet jak jest to na rzecz fundacji o wzniosłych celach, jest już zawoalowanym wyrazem represji wobec dziennikarza i atakiem na wolność słowa – podsumowuje mecenas Jutrzenka-Trzebiatowski
Z Jakubem Kudłą, szefem działu prawnego Ringier Axel Springer Polska, nie udało nam się wczoraj skontaktować.
Czytaj też: Nowy "Press": Marek Zając, Grzegorz Jankilewicz, wpadka 30-lecia i losy TVN
(JF, 04.11.2026)










