Zdystansowana. Sylwetka szefowej "Czarno na białym"
Patrycja Redo-Łabędziewska (fot. materiały prasowe)
Program „Czarno na białym”, kierowany od ponad siedmiu lat przez Patrycję Redo-Łabędziewską, otrzymał łącznie 24 nominacje w konkursie Grand Press.
Gdyby nie ta redakcja, to nie byłoby tych licznych nominacji, które dzisiaj mamy. I nie byłoby tego cyklu, który został nagrodzony” – mówił podczas gali Grand Press 2025 reporter „Czarno na białym” TVN 24 Marcin Gutowski, odbierając nagrodę w kategorii Reportaż telewizyjny za cykl „Tajemnica korespondencji”. „Kłaniam się mojej szefowej Patrycji Redo” – dodał. Program przez nią kierowany otrzymał łącznie 24 nominacje w konkursie Grand Press. Od 2021 roku dziennikarze redakcji każdorazowo zdobywają po cztery nominacje. A sześć z nich nagrodzono już statuetką Grand Press, w tym dwa podczas ostatniej gali. W 2026 roku „Czarno na białym” skończy 15 lat. Od ponad 13 lat z programem związana jest Patrycja Redo-Łabędziewska. Od ponad siedmiu lat pełni funkcję redaktorki naczelnej.
ZACZYNAŁA W RADIU
Pochodzi z Bydgoszczy. Jej ojciec – Ryszard Redo – był arbitrem bokserskim, dwukrotnie sędziował podczas igrzysk olimpijskich. Po maturze trafiła w 1992 roku do Radia Pomoże w Bydgoszczy. Redo przygotowywała i czytała serwisy informacyjne. Później miała też własną audycję. – To był początek wolnych mediów. Powstawało wiele nowych redakcji, w tym prywatnych stacji radiowych. Ja trafiłam do jednej z nich. Zupełnie przypadkowo. Zaraz po maturze zaczynałam od czytania serwisów informacyjnych – opowiada dziś Redo-Łabędziewska.
W Radiu Pomoże (nazwa była grą słów „pomagać” i „Pomorze”), które później zostało przejęte przez Agorę, pracował z nią jako reporter Maciej Wilkowski, dziś kierownik redakcji informacji publicznego Radia PiK z Bydgoszczy. – Była zasadnicza i konkretna – zapamiętał. – Zależało jej, żebyśmy przynosili własne tematy z miasta, a nie tylko bazowali na obsłudze wydarzeń – dodaje Wilkowski.
Jeszcze będąc w Radiu Pomoże, zaczęła pracować w Radiu Toruń. – W czasie studiów [Wydział Dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim – red.] przeniosłam się do Warszawy i studia łączyłam z pracą w publicznym radiu w Informacyjnej Agencji Radiowej – mówi. W IAR jako reporterka relacjonowała bieżące wydarzenia polityczne, także zagraniczne. Z pracy w Agencji pamięta ją Agnieszka Sjölander: – Zdolna, pracowita, skromna.
OD POCZĄTKU W „FAKTACH”
W 1997 roku ruszał TVN, a wraz z nim „Fakty”, które później zrewolucjonizowały programy informacyjne w Polsce. – Wtedy TVP było potęgą ze swoimi czołowymi programami informacyjnymi. A tu powstaje nowa, prywatna telewizja i od razu rzuca wyzwanie „Wiadomościom”, czyli w tym samym czasie antenowym nadaje „Fakty”. Wszyscy pukali się w czoło – wspomina Patrycja Redo-Łabędziewska. – Wiele osób mówiło, że to nie może się udać, nawet jeśli za projektem stoi sam Mariusz Walter. Młodzieńczy zapał, chęć uczenia się i ciekawość świata zdecydowały, że podjęłam wyzwanie – pamięta.
Była w pierwszym 20–30-osobowym zespole tworzącym redakcję informacji, tak jak Katarzyna Sławińska, która do dziś jest dziennikarką „Faktów”. – Zaczynałyśmy jeszcze w wilii na Augustówce. Wtedy to była firma niemal rodzinna. Wszyscy uczyliśmy się pracy w telewizji. Obie miałyśmy po dwadzieścia kilka lat, obie wcześniej pracowałyśmy w radiu – opowiada Sławińska. – Patrycja zawsze była siłą spokoju. To nie jest osoba, która wybucha wielką energią i jest ekspresyjna. Wręcz przeciwnie. Jest niezwykle wyważona, nawet wtedy – mając dwadzieścia kilka lat – taka była, gdy pracowałyśmy razem w dziale zagranicznym – dodaje.
Redo-Łabędziewska zaczynała jako reporterka od tematów międzynarodowych. – Przyszłam do „Faktów” z myślą, że będę reporterką. Jeszcze zanim stacja zaczęła nadawanie, Mariusz Walter zaproponował mi, żebym poprowadziła jeden z programów informacyjnych – opowiada.
Redo najpierw prowadziła „Fakty” nadawane w ramach porannego programu „Ciężko ranne pantofle”. Później pięła się: prowadziła wydania popołudniowe i wieczorne, a także weekendowe, również w duecie z Grzegorzem Miecugowem.
Redo-Łabędziewska: – Pierwsze lata w „Faktach” wspominam jako czas uczenia się telewizyjnego rzemiosła, ale też tego, czym jest dziennikarstwo. To był wciąż czas tworzenia się w Polsce wolnych mediów, więc mam poczucie, że i ja je współtworzyłam. Dzisiaj mamy inny świat pod każdym względem – narzędzi dziennikarskich, źródeł informacji, ale też tego, jak funkcjonują redakcje.
W 2001 roku rusza pierwszy całodobowy kanał informacyjny – TVN 24. Dziennikarka prowadziła serwisy informacyjne, magazyn „24 godziny”. W 2007 roku została jedną z gospodyń nowego programu „Prosto z Polski”.
DELEGACJA DO TVN WARSZAWA
W połowie 2006 roku koncern News Corporation, należący do potentata medialnego Ruperta Murdocha, zainwestował w TV Puls. Stacja pracuje nad nową ofertą, w tym nad własnym programem informacyjnym. Nowe kierownictwo ściąga wielu dziennikarzy, m.in. Krzysztofa Ziemca i Piotra Maślaka. Jedną z twarzy dziennika – według medialnych doniesień – miała zostać Patrycja Redo-Łabędziewska.
– Przejście do Pulsu było jedną z propozycji, którą wtedy dostałam i przez chwilę nawet ją rozważałam – mówi Redo-Łabędziewska. – Ostatecznie jednak nie zdecydowałam się i wtedy pojawiło się bardzo ciekawe zawodowe wyzwanie, jakim było współtworzenie stacji TVN Warszawa – dodaje.
Redaktor naczelny stacji Adam Pieczyński zaproponował jej stworzenie zespołu informacyjnego w TVN Warszawa. Warszawski kanał TVN rozpoczął nadawanie w grudniu 2008 roku. Maciej Maciejowski, który kierował TVN Warszawa, a dziś jest prezesem Gremi Media, mówi o Redo-Łabędziewskiej: – Jest jedną z najbardziej profesjonalnych osób, z jakimi pracowałem. Świetny organizator i fachowiec. Do dzisiaj trudno mi sobie wyobrazić kogoś, kto lepiej zorganizowałby cały dziennikarski zespół newsowy.
NAUCZYCIELKA TELEWIZJI
Igor Sokołowski – który w TVN Warszawa prowadził programy „Stolica” i „Miejski Reporter”, a dziś jest dziennikarzem Polsat News – wspomina, że Redo-Łabędziewska miała trudne zadanie w TVN Warszawa. – Tam nie było właściwie nikogo ze znajomością telewizji. Patrycja razem z Tomkiem Sandakiem uczyła fachu telewizyjnego reporterów, edytorów i prezenterów. Wiele rzeczy, które umiem zrobić w telewizji, jest zasługą Patrycji – opowiada.
– Zdystansowana, raczej chłodna. Charakterologicznie – zasadnicza, co mi nie przeszkadza, bo do pracy chodzi się po to, by pracować, a nie na plotki i tworzenie kółek towarzyskich – opisuje swoją byłą szefową Przemysław Wenerski, były reporter TVN Warszawa. Pamięta historię sprzed Wielkanocy w 2010 roku. Na rozmowę o malowaniu jajek do porannego programu zaproszono Hannę Gronkiewicz-Waltz, ówczesną prezydent Warszawy. – Przygotowywałem materiał o złożonej przez Gronkiewicz-Waltz obietnicy budowy Szpitala Południowego w Warszawie. Okazało się, że w trakcie roku budżetowego wydano tylko kilkaset złotych na jakieś odbitki wizualizacji. Złapaliśmy z operatorem panią prezydent, gdy czekała na swoją kolej do charakteryzatorni. Zadałem jej grzeczne pytanie o Szpital Południowy, zirytowała się. Nie odpowiedziała również na kolejne pytania i schowała się w charakteryzatorni. Powiedziała, że nie będzie rozmawiać. Później zrobiła straszną awanturę, że ją napadliśmy i przeze mnie szła zdenerwowana do studia. Nie wiem, ile w tym prawdy, ale ponoć w tej sprawie Gronkiewicz-Waltz miała nawet interweniować u Mariusza Waltera – opowiada Wenerski. – Niemający kręgosłupa szef stacji raczej sympatyzującej z warszawskim ratuszem nie miałby problemu z wyrzuceniem kogoś takiego jak ja, żeby zadowolić panią prezydent. Patrycja obejrzała materiał i stanęła po mojej stronie. Zareagowała tak, jak powinien zareagować dobry szef – dodaje.
– Rządziła twardą ręką. Nie przypominam sobie, żeby robiła burze mózgów z reporterami. Trzymała dystans, rzadko się uśmiechała – wspomina inny były dziennikarz TVN Warszawa i dodaje: – Myślę, że do TVN Warszawa została zesłana. Nie sądzę, żeby to było jej zawodowe marzenie.
– Mogło pokutować takie przeświadczenie – przyznaje Patrycja Redo-Łabędziewska, pytana o „zesłanie”. – I „Fakty”, i TVN 24 miały już silną pozycję na rynku, a ja trafiłam do lokalnej telewizji. Ale nie patrzyłam na to w ten sposób. To była kolejna szansa, żeby tworzyć coś od postaw. Od początku wiedzieliśmy, że zespół nie może bazować na doświadczonych dziennikarzach „podbieranych” z TVN 24. Postawiliśmy na młodych ludzi, raczej z niewielkim medialnym doświadczeniem. Atutem była znajomość Warszawy i wcześniejsza praca w mediach lokalnych. W sumie w krótkim czasie udało się stworzyć bardzo sprawny zespół, który przygotowywał najważniejszy program informacyjny w stolicy – dodaje.
Była dziennikarka TVN Warszawa mówi: – Nie wspominam dobrze pracy w TVN Warszawa. Była niezwykle ostra dla osób, które wchodziły do świata telewizyjnego. To było dobre miejsce do nauki, ale jednocześnie trudne. Jedyna praca, w której dostałam w kość. Pamiętam, że jeden z kolegów przyszedł po dzień urlopu, bo miał ślub. Nie chciała się na początku zgodzić.
– Mając taki młody zespół, miałam świadomość, że muszę być osobą konkretną – dającą wsparcie, ale też wymagającą, bo codzienny program wymagał dyscypliny, odpowiedzialności i zdecydowania – przyznaje dziś Patrycja Redo-Łabędziewska. I dodaje: – W TVN Warszawa po raz pierwszy mierzyłam się z kierowaniem zespołem. Nikt mnie do tej roli nie przygotowywał, a nie jest to rola łatwa, gdy codziennie pracujesz pod presją czasu, emisji i deadline’ów. To było trochę rozpoznanie bojem. W dużej mierze kierowałam się intuicją, ale też pewnie czerpałam ze swoich wcześniejszych doświadczeń pracy w „Faktach” czy TVN 24. Na pewno dziś wiele rzeczy zrobiłabym inaczej, ale to kwestia doświadczenia, jakie zdobyłam w kolejnych latach.
POWRÓT NA ANTENĘ
Pod koniec marca 2011 roku redakcję informacyjną TVN Warszawa rozwiązano. Były dyrektor kanału Maciej Maciejowski: – Sam fakt, że znakomita większość dziennikarzy, która pracowała z Patrycją Redo, otrzymała potem oferty z Grupy TVN, najlepiej świadczy o jej wyborach i wyszkoleniu tych ludzi.
Patrycja Redo-Łabędziewska też została w grupie. – Dostałam kolejne zadanie: stworzenie zespołu newsowego w nowo powstałej TTV. Tu znów budowaliśmy zespół od podstaw – mówi.
„Express” w naziemnym TTV zadebiutował na początku 2012 roku, wraz ze startem nowej stacji, w którą Grupa TVN zainwestowała, a której dziś jest jedynym właścicielem.
W 2012 roku z Grupą TVN pożegnał się Tomasz Sekielski, który stworzył i prowadził program „Czarno na białym” w TVN 24. – Adam Pieczyński po odejściu Tomasza Sekielskiego zaproponował mi poprowadzenie „Czarno na białym”. To był dla mnie powrót po ponad pięciu latach na antenę – wspomina Patrycja Redo-Łabędziewska.
Były prowadzący i reporter „Czarno na białym” Tomasz Marzec opowiada, że Redo-Łabędziewska przyszła do programu w trudnym momencie. – Po niespodziewanym odejściu Tomasza Sekielskiego, przez miesiąc–półtora trwał okres niepewności. Patrycja swoim sposobem bycia szybko rozwiała nasze wątpliwości, atmosfera się uspokoiła. Przekonaliśmy się, że z Patrycją dobrze się pracuje – mówi Marzec. I dodaje: – To nie jest typ prowadzącej, która przychodzi tuż przed programem, odczyta trzy zdania i wychodzi. Od samego początku aktywnie uczestniczyła w tworzeniu programu, kolegiach i wymyślaniu tematów. Oglądała też materiały przed emisją.
SPÓJNY SZCZYT
W połowie 2018 roku Patrycja Redo-Łabędziewska zastąpiła Jerzego Durlika na stanowisku redaktora naczelnego „Czarno na białym”. Durlik zachował funkcję szefa reporterów TVN 24.
– Trudno znaleźć tak pracowitą, zaangażowaną i oddaną osobę – wylicza Juliusz Kaszyński, były wydawca i prowadzący „Czarno na białym”, dziś doradca szefa Polskiego Radia. – Wiele osób postrzegało ją jedynie jako prezenterkę. A to jest pełnokrwista autorka programu – uważa.
Kaszyński opowiada, że Redo-Łabędziewska dbała o najdrobniejsze szczegóły w materiałach. – To zwykle oznacza dużo więcej pracy dla reportera, ale efekty widać na antenie. Patrycja ma takie powiedzenie, że widza autor materiału powinien prowadzić za rękę. I to się sprawdza, dlatego reportaże w „Czarno na białym” są tak czytelne. Niektórzy czasem narzekają, że mają pewien wspólny sznyt. Ale czy to źle? Dzięki temu widzowie wiedzą, czego się mogą spodziewać. A Patrycja oczekuje i wymaga. Ale jednocześnie wymaga od siebie. Jest tytanem pracy – mówi Kaszyński i dodaje: – Dowodem na to jest jej zestaw notesów, z którymi się nie rozstaje.
Reporter „Czarno na białym” Piotr Świerczek potwierdza: – Aktywnie uczestniczy w tworzeniu tych reportaży, finalnie nadaje im kształt, jej poprawki są kluczowe.
– Na początku się jej bałem – mówi Daniel Chaliński, który w „Czarno na białym” od jesieni 2018 roku najpierw był asystentem reportera, a później reporterem. Dziś pracuje w programie „19.30” w Telewizji Polskiej. – Ale gdyby nie Patrycja, nie byłbym w tym miejscu, w którym dzisiaj jestem – nie ma wątpliwości. Zapamiętał, że Redo–Łabędziewska interesowała się każdym tematem i każdy materiał sama oglądała i kolaudowała. Dobrze pamięta zresztą moment montażu. – Patrycja przychodziła na montaż z wydawcą. Oglądała i czekaliśmy, aż naciśnie spację. Spacja w Final Cut to pauza. Czasem było ich więcej, czasem mniej, ale pauza oznaczała, że trzeba coś poprawić. Kolaudacje były dla mnie stresujące – wspomina Chaliński.
– Dzięki Patrycji przekonałem się, że kobieta szef, zarządzająca dużym zespołem dziennikarskim, w którym pełno osobistych ambicji i wiele różnych osobowości, jest najlepszym, co mogło spotkać tę redakcję – uważa Piotr Świerczek.
Świerczek opowiada o pracy z Patrycją Redo-Łabędziewską. – Mimo że w 2026 roku mija mi 30 lat pracy w zawodzie, zdarza mi się z nią ścierać na temat mojego materiału. Już byłem przyzwyczajony do swojej wizji reportażu, a ona zaczyna mi ją burzyć. Opieram się, awanturuję. Znosi wszystkie moje fochy. Na końcu okazuje się, kto miał rację. I to jest nieznośne. Bo zawsze okazuje się, że miała słuszne uwagi. Chcę wtedy posypać głowę popiołem – opowiada Świerczek.
KOCYK
Dziennikarze pamiętają, że w jej gabinecie zawsze było zimno, a na kanapie leżał kocyk, którym mogły się przykrywać przychodzące do niej osoby. – Nie dość, że ma chłodne usposobienie, to jeszcze w jej gabinecie było zawsze zimno – śmieje się była reporterka „Czarno na białym”. Nazywają ją królową lodu.
– To dość dobrze obrazowało jej styl pracy – przyznaje Przemysław Wenerski.
Patrycja Redo-Łabędziewska: – Nie cierpię pracować w przegrzanych pomieszczeniach. Faktycznie miałam kiedyś mały pokoik, a w nim klimatyzację ustawioną na najniższą temperaturę, czyli 16 stopni. Niektórym zgrzytały zęby, stąd ten kocyk i żarty, że jestem królową lodu.
– Po jakimś czasie wiedzieliśmy, że jak się nie uśmiecha i czasem może ci nie odpowiedzieć „cześć” na korytarzu, to nie znaczy, że cię nie lubi – wspomina Daniel Chaliński.
Inny były dziennikarz „Czarno na białym”: – Prywatnie to ciepła, pogodna i otwarta osoba, z poczuciem humoru. W pracy staje się inna. Zasadnicza, chłodna.
– Mogę być odbierana jako osoba chłodna, zdystansowana, bo faktycznie jestem bardziej typem introwertyka, wolę stać z boku i obserwować, niż stawać w centrum zainteresowania. Poza tym w pracy, w której jest tyle bodźców, zalew informacji, duży zespół i ciągła presja czasu, to zwyczajnie pozwala mi lepiej funkcjonować. Szczególnie, gdy trzeba – nomen omen – na chłodno podejmować właściwe decyzje – tłumaczy swoją postawę Redo-Łabędziewska.
– Nie lubi oficjalnych imprez, nie lubi udzielać wywiadów. Uważa to za stratę czasu – mówi Juliusz Kaszyński. – Ktoś, komu zależy tylko na popularności i tzw. karierze, robiłby wszystko, żeby błyszczeć. Chodziłby na eventy, brał udział w sesjach zdjęciowych, udzielał wywiadów. Patrycja jest tego kompletnym zaprzeczeniem. Dla niej najważniejsza jest redakcja – dodaje Kaszyński.
Patrycja Redo-Łabędziewska: – Po pierwsze w ogóle nie czuję potrzeby opowiadania o sobie, po drugie – zwyczajnie nie mam na to czasu. Praca w newsach jest bardzo absorbująca. Każda wolna od niej chwila jest na wagę złota.
Dziennikarka ma dwoje dzieci – dorosłego syna i nastoletnią córkę. Jej mąż – Grzegorz Łabędziewski – również pracował w telewizji, a obecnie działa w branży gastronomicznej.
ROZWÓJ „CZARNO NA BIAŁYM”
Była reporterka: – Patrycja wyniosła „Czarno na białym” na wyższy poziom.
Początkowo w jednym wydaniu programu pojawiało się kilka krótszych materiałów. Od kilku lat emitowany jest tylko jeden reportaż. – O zmianę formuły postulowała Patrycja – pamięta Piotr Świerczek.
Patrycja Redo-Łabędziewska: – Na tę zmianę na pewno w dużej mierze wpłynęła rzeczywistość polityczna ostatniej dekady. Po prostu życie zaczęło pisać scenariusze na dłuższe niż newsy materiały – reportaże, w których da się szerzej pokazać i rzetelnie opisać to, co dzieje się wokół.
– Jakiś czas żyliśmy w cieniu reportaży „Superwizjera”, a teraz staliśmy się czołową redakcją dochodzeniowo-śledczą w TVN 24 – uważa Piotr Świerczek.
Patrycja Redo-Łabędziewska: – W ogóle tak na to nie patrzę. „Superwizjer” to silna marka, bardzo doświadczeni reporterzy i mocne dziennikarskie śledztwa. Formuła „Czarno na białym” jest szersza. Oprócz równie mocnych materiałów śledczych zajmujemy się też tematami społecznymi, ekonomicznymi i analizami politycznymi. Oba programy się uzupełniają.
Wiosną 2020 roku z programem „Czarno na białym” musiało się rozstać czworo dziennikarzy: Monika Gawrońska, Leszek Dawidowicz, Cyprian Jopek i Jacek Smaruj. Dlaczego odeszli? Nikt o tym nie chce mówić oficjalnie. – Nie wiemy, co tak naprawdę się wydarzyło – twierdzi jeden z byłych reporterów „Czarno na białym”. Nie chce o tym mówić również szefowa redakcji. – Nie widzę potrzeby wracania do tego – stwierdza Patrycja Redo-Łabędziewska. – Każdy zespół prędzej czy później ma na swojej drodze różne momenty. I my taki moment też mieliśmy – stwierdza ogólnikowo.
Jest tajemnicą poliszynela, że poszło o złośliwe uwagi seksistowskie lub na tle orientacji seksualnej.
AWANS
Pod koniec sierpnia 2025 roku, podczas gali organizowanej przez Fundację Grand Press Patrycja Redo-Łabędziewska otrzymała Medal Wolności Słowa w kategorii Media za „profesjonalne i odważne kierowanie programem, który nie boi się ujawniać niewygodnych prawd i chroni interes społeczny”.
Odbierając nagrodę, mówiła: „»Czarno na białym« tworzą ludzie, którzy wierzą – wciąż jeszcze wierzą – w sens dziennikarstwa opartego na zasadach, trzymającego się standardów, takich jak rzetelność i bezstronność. Uważamy, że zadaniem dziennikarzy jest patrzeć na ręce każdej władzy, bo taki jest interes publiczny, a to jest dla nas zawsze najważniejszy punkt odniesienia”.
Przez reportaże „Czarno na białym” TVN 24 był na celowniku Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, zwłaszcza z powodu reportaży „Siła kłamstwa” Piotra Świerczka i „Franciszkańska 3” Marcina Gutowskiego.
– Mówię to z pełną odpowiedzialnością: gdyby nie „Czarno na białym”, wynik wyborów w 2023 roku byłby inny. Ten program odegrał ogromną rolę. Spora w tym zasługa Patrycji – uważa były dziennikarz „Czarno na białym”. Ale dodaje: – Wciąż skupiają się na rozliczaniu poprzedniej władzy. Myślę, że cały TVN 24 ma z tym kłopot. Nie zazdroszczę im.
– To krzywdząca opinia – reaguje reporter programu Piotr Świerczek. – Program dalej rozlicza poprzednią władzę, dlatego że wciąż – jak w przypadku Centralnego Portu Komunikacyjnego – wychodzą nowe informacje – zwraca uwagę.
Świerczek przypomina niedawny cykl reportaży „Drogie posłanki, drodzy posłowie”, który został nagrodzony w konkursie Grand Press, a dotyczył polityków wszystkich opcji, z naciskiem na posłów koalicji. W innym reportażu uliczni aktywiści, który doprowadzili rząd Tuska do władzy, rozliczają go z obietnic. Podaje również przykład reportażu „Zespół bez roli”, który stworzył z Dariuszem Kubikiem i Grzegorzem Łakomskim (otrzymał wyróżnienie w konkursie Nagroda PAP im. Ryszarda Kapuścińskiego). – Żadna redakcja w Polsce nie pokusiła się o rozliczenie kampanii prezydenckiej Rafała Trzaskowskiego aż tak głęboko. Sławomir Nitras stracił fotel ministra sportu również dzięki naszemu reportażowi – przypomina Świerczek.
Wojciech Czuchnowski, dziennikarz „Gazety Wyborczej”: – Rozliczanie PiS będzie trwało całe lata. Nie jest to wina mediów, które patrzą też obecnej władzy na ręce. To, co się wtedy wydarzyło, ciągnie się za nami. Nie chcę porównywać z innymi okresami w historii, ale doskonale wiemy, że rozliczanie patologii władz jest solą dziennikarstwa. Trudno, żeby taki program jak „Czarno na białym” tego nie robił.
Redo-Łabędziewska broni się przed zarzutami, że jej program mocniej punktował PiS niż Koalicję Obywatelską. – Naszym zadaniem jest rzetelne patrzenie na ręce władzy, każdej władzy. Im bardziej władza nadużywa władzy, tym więcej mamy roboty, czyli historii do pokazania i opisania. Tak to właśnie działa, a partyjną łatkę przyklejają nam ci, którzy sami są politycznie zaangażowani – tłumaczy.
Woli mówić o pracy dziennikarskiej niż o sobie. – Ja i moje koleżanki i moi koledzy z zespołu stawiamy na solidne, jakościowe i odpowiedzialne dziennikarstwo. Doceniam to, że od prawie 30 lat pracuję w stacji, która takie właśnie dziennikarstwo wspiera, dzięki czemu możemy sobie pozwolić na niekiedy bardzo długie i kosztowne dziennikarskie śledztwa. Doceniam też to, że mamy wsparcie prawne oraz dodatkowe czujne oko działu standardów. To daje nam poczucie sensu pracy, a odbiorcom gwarancję dziennikarstwa na najwyższym poziomie – opowiada.
Szefostwo też ją za to docenia. Jesienią awansowała, jej zakres obowiązków poszerzono o kierowanie zespołem dziennikarzy piszących do serwisu TVN 24+. Ma teraz pod sobą ponad 50 dziennikarzy.
***
Tekst pochodzi z magazynu "Press" 1-2/2026. Teraz udostępniamy go w całości.
„Press” do nabycia w dobrych salonach prasowych lub online (wydanie drukowane lub e-wydanie) na e-sklep.press.pl.
Czytaj też: Numer na 30-lecie "Press": rozmowa z Miszczakiem, sylwetka Wysockiej-Schnepf i plemiona
Maciej Kozielski










