"Większej bzdury nie słyszałem" – MON reaguje na słowa Sakiewicza o 3 mld łapówek dla dziennikarzy za poparcie SAFE
"W tej słynnej pożyczce SAFE zapisano 3 miliardy na największą łapówkę dla dziennikarzy i publicystów" - przekonywał Tomasz Sakiewicz (fot. Radek Pietruszka/PAP)
Redaktor naczelny Republiki Tomasz Sakiewicz ogłosił, że w programie SAFE zawarto "największe w historii przekupstwo" – 3 miliardy dla ludzi mediów, by przekonywali Polaków do pożyczki z Unii Europejskiej na zbrojenia. MON: "To fejk news". – W programie SAFE nie przewidziano żadnych środków dla dziennikarzy, publicystów ani analityków – przekazuje Centrum Informacyjne Rządu.
W ostatni piątek przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie podczas demonstracji poparcia dla weta prezydenta Karola Nawrockiego wobec programu SAFE Tomasz Sakiewicz przekonywał zebranych, że dziennikarze mieli otrzymać miliardy "łapówek".
"W tej słynnej pożyczce SAFE zapisano 3 miliardy na największą łapówkę dla dziennikarzy i publicystów. Otóż nasi koledzy, którzy dzisiaj tak odważnie atakują pana prezydenta, mieli podzielić się 3 miliardami z naszych kieszeni. To jest tam zapisane – na propagandę projektu SAFE. Nie było w historii tak wielkiego przekupstwa dziennikarzy, publicystów, analityków!" – przekonywał zebranych.
Relację z tego wydarzenia robiła Republika, a rewelacje Sakiewicza opisała na swojej stronie w krótkim artykule. Ani w wypowiedzi, ani w tekście redaktor naczelny stacji nie podał, o jaką walutę chodziło. Nam doprecyzował, że to złotówki.
– We wszystkich projektach unijnych są zaszyte pieniądze na promocję i analizy. Wiem to od ludzi, którzy realizowali takie projekty i takie mi przekazali wyliczenia – mówi "Presserwisowi". Nie chce jednak odpowiedzieć, kto konkretnie dokonał takich wyliczeń, czy widział te zapisy w umowie SAFE, w jakich innych programach funduszy EU zawarto tak duże kwoty na propagandę.
– To dotyczy naszych źródeł. Dopóki rząd nie odtajni całej umowy, to nie mogę tego powiedzieć – uzasadnił odmowę. Tłumaczył, że nie zgłosił sprawy do prokuratury, bo "łapówka ma wymiar etyczny, a nie prawny". Zapowiedział szczegóły w artykule, który miałby ukazać się w ciągu tygodnia lub dwóch w "Gazecie Polskiej".
– Większej bzdury nie słyszałem – skomentował słowa Sakiewicza rzecznik Ministerstwa Obrony Narodowej Janusz Sejmej.
Biuro prasowe MON uzupełnia: "Doniesienie medialne jakoby: w tej słynnej pożyczce SAFE zapisano 3 miliardy z naszych kieszeni na największą łapówkę dla dziennikarzy i publicystów, jest nieprawdziwe. To klasyczny przykład fejk newsa" – czytamy.
Centrum Informacyjne Rządu także wysyła dementi. "W programie SAFE nie przewidziano żadnych środków dla dziennikarzy, publicystów ani analityków. Wszystkie wydatki w ramach SAFE są ściśle określone w rozporządzeniu i obejmują wyłącznie listę projektów zbrojeniowych" – napisano w e-mailu do "Presserwisu".
MON przesłało nam znane od 27 lutego informacje – na co miało trafić ok. 180 mld zł z SAFE. Wśród wypunktowanych 129 projektów "odpowiadających na kluczowe potrzeby bezpieczeństwa państwa i wschodniej flanki NATO" nie ma ani jednego, który dotyczyłby "łapówek", "promocji", skierowany byłby do mediów/dziennikarzy lub analityków. "Program ma finansować modernizację armii, infrastruktury wojskowej i służb bezpieczeństwa" – podkreśla MON.
Departament Promocji Funduszy Europejskich w Ministerstwie Funduszy i Polityki Regionalnej podkreśla, że w programach polityki spójności EU nie są "zaszywane" fundusze na analizy i promocje. Beneficjenci środków z funduszy EU mają obowiązek widocznego informowania o uzyskanym wsparciu finansowym. Muszą umieszczać tablice informacyjne z tym związane, informować o swoich projektach na stronach internetowych i w mediach. "Administracja [rządowa – red.] powinna utrzymywać portal (stronę/strony internetowe) zawierający informacje o wszystkich programach. Informacje o charakterze promocyjnym są zamieszczane w różnych mediach: ogólnopolskich oraz lokalnych, zarówno publicznych, jak i komercyjnych" – dodaje Departament.
Marta Stężycka z firmy Sense, specjalizująca się w pomocy w uzyskiwaniu unijnych funduszy, uzupełnia te informacje. – Istnieje obowiązek informowania na stronach internetowych, że dany projekt finansowany z funduszy EU jest właściwie bezkosztowy – poprzez grafikę umieszczoną w stopce strony. Tabliczki z pleksi, mocowane na drzwiach obiektów zbudowanych z tych pieniędzy to wydatek rzędu 20-30 zł. Jeśli zaś beneficjent ma obowiązek zorganizować konferencję prasową, to są na to konkretne pieniądze w budżecie. Różne – zastrzega Stężycka.
Nigdy, przez 16 lat zajmowania się funduszami unijnymi, nie spotkała się, by na "promocję i analizy" przeznaczono kwoty wyrażone w miliardach zł. W kwietniu 2025 roku ruszył nabór do specjalnego programu, którego głównym celem jest promocja polskich firm za granicą. Budżet: 50 mln euro.
(KB, 18.03.2026)










