Dział: WARSZTAT

Dodano: Październik 04, 2021

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Sztuka Montażu

(fot. Adobe)

Początkującym filmowcom, którzy przygotowują pierwsze produkcje do Internetu, montaż kojarzy się przede wszystkim z wgraniem materiałów do odpowiedniego programu, wycięciem zbędnych scen i wyeksportowaniem gotowego pliku. Nic bardziej mylnego! Zapytaliśmy zawodowców, na co zwracać uwagę.

Tekst warsztatowy o tym, że montaż to więcej niż wycinanie zbędnych scen i eksportowanie z magazynu „Press” (07-08/2018)

Mówią dla nas

Milenia Fiedler

Montażystka, absolwentka Montażu Filmowego FAMU (Wydział Filmowy i Telewizyjny Akademii Sztuk Scenicznych) w Pradze. Dr hab. sztuki filmowej, profesor Szkoły Filmowej w Łodzi. Członek Polskiej Akademii Filmowej oraz Europejskiej Akademii Filmowej, wiceprezeska Polskiego Stowarzyszenia Montażystów. Trzykrotnie nominowana do Polskiej Nagrody Filmowej za najlepszy montaż. Za pracę przy produkcji filmu „Weiser” otrzymała jedną z najważniejszych polskich nagród filmowych – Orła. Nagrodzona za ten sam film na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Nominowana do Orła za najlepszy montaż w produkcjach: „Katyń” i „Wałęsa. Człowiek z nadziei”. Montowała m.in. „W pustyni i w puszczy”, „Tatarak”, „Lincz”, „Być jak Kazimierz Deyna”

Marcin Kot Bastkowski

Montażysta, absolwent Wyższego Zawodowego Studium Realizacji Telewizyjnej w łódzkiej PWSFTiT. Członek Polskiej Akademii Filmowej i Polskiego Stowarzyszenia Montażystów. Nagrodzony na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni za montaż „Ogniem i mieczem” i na festiwalu „Dwa Teatry” za montaż spektaklu „Pielgrzymi”. Nominowany do Polskiej Nagrody Filmowej Orzeł za montaż filmu „1920 Bitwa warszawska”. Montowany przez niego dokument „Nadejdą lepsze czasy” zdobył ponad 30 nagród na międzynarodowych festiwalach. Pracował przy wielu dokumentach i spektaklach teatru telewizji. Wykładowca i prowadzący warsztaty dla przyszłych filmowców

Witold Chomiński

Montażysta i operator, absolwent Wyższego Zawodowego Studium Realizacji Telewizyjnej w łódzkiej PWSFTiT. Członek Polskiej Akademii Filmowej. Wykładowca, pedagog i opiekun artystyczny adeptów sztuki filmowej.

Laureat nagrody za montaż spektaklu teatralnego „Podróż do wnętrza pokoju” na festiwalu „Dwa Teatry”. Nominowany do Polskiej Nagrody Filmowej Orzeł za montaż filmu „Wenecja”. Montował m.in. filmy Jana Jakuba Kolskiego: „Pornografia”, „Jasminum”, „Afonia i pszczoły”

Maciej Czajkowski

Dziennikarz, producent, reżyser i operator. Absolwent dziennikarstwa w Cambridge College i sztuki operatorskiej w London Film Academy. Pracował dla BBC i BBC News, w 2012 roku objął stanowisko sekretarza redakcji „Wiadomości” TVP. Współtwórca nominowanego do Oscara krótkometrażowego filmu „Il Supplente” oraz filmu dokumentalnego o Janie Pawle II „Apartament”. Producent programu BBC World o domniemanym przetrzymywaniu i torturowaniu więźniów CIA w Polsce. Obecnie dyrektor kreatywny działu wideo „Gazety Wyborczej”

Najkrócej montaż można by opisać jako sztukę budowania przekazu i historii. Bo to nie tylko długie godziny spędzone nad cięciem i składaniem ujęć w spójny film. To praca artystyczna, która opowiada historię. Dzięki niej pozornie błaha fabuła nabiera dramatyzmu, a wyścig na wózkach sklepowych przypomina widowiskowy rajd samochodowy.

Najlepszy montaż to ten niewidoczny – jeśli widz go zauważa, to znak, że montażysta popełnił błąd.

Wiedza i ciągłe pytania

Pierwszą i podstawową wpadką jest nieznajomość materiału. – To się dzieje, gdy montażysta siada do komputera i od razu zaczyna pracę z plikami, których wcześniej nie obejrzał. A te trzeba opisać, uporządkować, przeprowadzić wstępną selekcję – zwraca uwagę Milenia Fiedler, montażystka m.in. „Katynia” i „Wałęsy...”. – Bez tego twórca nie zbuduje opowieści opartej na wprowadzeniu, kontynuacji, punkcie kulminacyjnym i zakończeniu. Inaczej mówiąc, nie przedstawi historii atrakcyjnie – dodaje.

Ten kij ma jednak dwa końce. Witold Chomiński, nominowany do Polskiej Nagrody Filmowej Orzeł za montaż filmu „Wenecja”, ostrzega: – Twórców potrafi też zgubić pewność siebie. Dla nich opowieść przecież jest klarowna, znają scenariusz, wiedzą, co chcą pokazać. Montażysta traktuje wtedy historię jako tak oczywistą, że zapomina przekazać widzom wszystkich, często istotnych elementów. A wtedy odbiorca nie odczyta poprawnie intencji autora – wskazuje.

Przy dużych produkcjach montażysta ma ułatwione zadanie. Nawet na kilka miesięcy przed rozpoczęciem zdjęć zna cały scenariusz, gotowy jest zarys ujęć, które będą stosowane w filmie, zaplanowana jest praca niemal całego zespołu. – Tego właśnie brakuje w krótkich, internetowych formach. Zdarza się, że nie ma pełnego scenariusza, a operator nagrywa przypadkowe ujęcia. Wtedy montażysta może mieć problem, by oddać to, co powinien odczuć widz. Twórcy mogli mieć jakieś wyobrażenie o dziele, ale nie mieli pomysłu i wyobrażenia o tym, jak je stworzyć, co będzie im do tego potrzebne – mówi Marcin Kot Bastkowski, nagrodzony za montaż „Ogniem i mieczem”, nominowany do Polskiej Nagrody Filmowej za montaż filmu „1920 Bitwa warszawska”.

W poszukiwaniu znaczeń i sensów

Opowiadanie historii to coś więcej niż proste zlepienie następujących po sobie scen, a tak wygląda sporo filmów publikowanych na YouTube. – W montażu staramy się oddać emocje. Wykorzystujemy do tego ujęcia zarejestrowane w różnych momentach pracy operatora. Często grymas na twarzy bohatera nagrany pod koniec pracy, na przykład nad dokumentem, pasuje do wstępu opowieści – przekonuje Milenia Fiedler. – Wniosek? Nie przywiązujemy się do historii, która jest nagrana, tylko pamiętamy o historii, którą chcemy pokazać. Eliminujemy wszystko, co nie jest niezbędne do przekazania treści. Trzeba zrozumieć, że nie montujemy obrazów, choć często są bardzo atrakcyjne, ale znaczenia i sens poszczególnych ujęć – dodaje Fiedler.

Mieszanie plików, kodeków

Banalnym błędem, który często zdarza się amatorom, jest łączenie niezgodnych ze sobą plików. Najczęściej mieszane są nagrania z różnych kamer, każdej ustawionej na inne parametry rejestrowania. – Problematyczny może być montaż plików z różną liczbą klatek czy też zapisanych za pomocą różnych kodeków. Z drugim problemem programy do montażu sobie poradzą, ale z pierwszym będzie trochę gorzej. Przed nagraniem proponuję zawsze przeczytać instrukcję aparatu czy kamery, a jeśli mamy ich więcej, to ustawić ich parametry tak, by nagrywały możliwie podobny materiał. Z tym problemem mierzą się nie tylko amatorzy, ale również profesjonaliści, bo na planie zdarza się, że jednego dnia kamera nagrywa w trybie 25 klatek na sekundę, a drugiego 24. Przy eksporcie pliku docelowego może się wtedy okazać, że zmienny klatkaż powoduje na przykład przesunięcia wideo od audio – tłumaczy Bastkowski.

Przy nagrywaniu na YouTube warto przygotować sprzęt, by rejestracja materiału była zgodna z parametrami zalecanymi przez serwis (patrz ramka wyżej).

– Montażysta może stanąć także przed problemem łączenia materiałów nagrywanych w innym oświetleniu lub przy zmiennej pogodzie. Montowany obraz, choć powinien być spójny, różni się wtedy od siebie na przykład barwą. Różnice te widoczne są przede wszystkim przy małych lub amatorskich produkcjach, gdzie ekipie trudno odtworzyć podobne warunki na planie – mówi Witold Chomiński. – Można się ratować dodatkowymi ujęciami do przejść lub korekcją obrazu, na przykład stosując do tego program DaVinci Resolve, którego podstawową wersję można ściągnąć za darmo – dodaje Chomiński.

Różnicuj plan

W idealnym świecie montażysta ma do dyspozycji kilka ujęć tej samej sytuacji zrealizowanych przez kilka kamer. Jednak proste materiały do Internetu przygotowywane są zwykle za pomocą jednego obiektywu (choć i to już się zmienia), a czasem po prostu kamerą w telefonie. Tu tkwi kolejna pułapka. Filmy często montowane są z użyciem jednego planu, często szerokiego, pokazującego o wiele za dużo. Kluczowa akcja rozgrywa się gdzieś pośród wielu elementów i trudno ją zauważyć. Dlatego różnicowanie planu zawsze wpłynie pozytywnie na jakość całej produkcji.

Podczas zapisu rozmów warto stosować minimum dwie kamery. – Każda rejestruje jednego z rozmówców. Idealnie byłoby, gdybyśmy mieli trzecią, na przykład z szerokokątnym obiektywem, która posłuży do pokazania obu rozmówców jednocześnie – radzi Maciej Czajkowski, dziennikarz i producent, który pracował m.in. przy nominowanym do Oscara filmie krótkometrażowym „Il Supplente”. – Błędem przy tego typu nagraniach jest montowanie obrazu z kamer po przeciwnych stronach rozmówców. Widz ma wtedy wrażenie, że zarówno pytający, jak i odpowiadający siedzą na tym samym miejscu – wyjaśnia.

Liczy się dynamika

– Początkujący twórcy często próbują być profesjonalni na siłę. Stąd wyposażają się w liczne statywy i stabilizatory. Zapominają o tym, że obraz w Internecie powinien być dynamiczny, zawierać ruch. Często o jego wiarygodności świadczy właśnie to, że został zarejestrowany w biegu, podczas przypadkowej sytuacji – przekonuje Bastkowski. Doświadczony montażysta z takiego materiału będzie umiał wyciągnąć całą esencję.

– Montaż buduje napięcie, nadaje dynamikę, pobudza – krótkie cięcia podkreślą szybką akcję. Dłuższe ujęcia sprawdzają się tam, gdzie przekaz ma być spokojny. Cięcia powinny być więc adekwatne do akcji – wyjaśnia Czajkowski.

Więcej czasu na dźwięk

Początkujący podczas cięcia materiału zapominają, że ścieżki audio i wideo powinny stanowić odrębne byty. – Dla młodych twórców cięcie oznacza zazwyczaj urwanie w jednym momencie materiału wizualnego i dźwiękowego. Tymczasem trzeba pozwolić im funkcjonować niezależnie. To pomaga też w szukaniu najlepszych ujęć. Proponuję wyłączyć audio i w ten sposób przeglądać obraz – tłumaczy Bastkowski.

Dźwięk w montażu niekiedy może wyprzedzać obraz. Przykładów jest wiele: zanim na ekranie pojawią się pędzące konie, podczas poprzedzającej, kończącej się sceny słychać tętent kopyt. Albo pukanie do drzwi – pierwsze uderzenia pojawiają się w tle poprzedniej sceny. – Warto stosować to rozwiązanie także przy montowaniu rozmów. Słyszymy, że prowadzący zaczyna zadawać kolejne pytanie, ale na ekranie widać jeszcze jego gościa – mówi Czajkowski. – W ten sposób widz łatwiej i bardziej naturalnie odbiera przekaz. Ludzki mózg potrzebuje trochę więcej czasu, by przetworzyć dźwięk niż obraz – wyjaśnia.

Błąd, który stał się stylem

Dla zachowania naturalnego ciągu i uniknięcia skoków obrazu podczas wycinania zbędnych klatek z pauzami lub długim „yyyyy” mówcy montażyści stosują rozbłyski na łączeniach materiału lub przebitki przykrywające powstałe różnice. Na przykład pokazują książkę, którą bohater trzyma w ręku, czynność, którą wykonuje, albo przejeżdżające obok samochody. Czajkowski: – Dotychczas cięcie, w którym następował widoczny przeskok, było uważane za błąd. Teraz można nazwać je stylem montowania stosowanym właśnie w formach internetowych. Można powiedzieć, że jest to ich wyznacznikiem. Stosujemy go także w filmach na Wyborcza.pl.

Kiedy warto łamać zasady

Co ciekawe, na podobne cięcie jak w Internecie pozwolili sobie Joe Hutshing i Patricia Rommel, montażyści filmu „Turysta”. W jednej ze scen Johnny Depp całuje Angelinę Jolie. Podczas zbliżenia obraz przeskakuje o kilka klatek wstecz, sprawiając wrażenie cięcia. Eksperyment montażystów wzmocnił przekaz i mógł zasiać niepewność w głowach widzów. Dopiero po kilku sekundach okazuje się, że wszystko to przyśniło się Frankowi Tupelo, granemu przez Deppa, a cięcie mogło się pojawić, bo był to przecież świat widziany na jawie (fragment można zobaczyć, wpisując w YouTube „The Tourist dream scene”).

Do podobnego eksperymentowania namawiają zawodowcy. – Internet umożliwia mieszanie formy i robienie rzeczy, których nie zrobi się, montując na przykład dokument lub reportaż do telewizji – zachęca Maciej Czajkowski.

– Aktualnym trendem jest także mieszanie form gatunkowych, w ten sposób powstaje kino hybrydowe – na przykład filmy dokumentalne przygotowywane są jak fabularne, łączone są z animacjami. Filmowcy wykazują się niezwykłą swobodą twórczą – mówi Marcin Kot Bastkowski. Milenia Fiedler dodaje, że montaż jako sztuka pozwala na taką ekstrawagancję i łamanie obowiązujących zasad: – Przełamanie zasad może pomóc opowiedzieć historię. To, czy się udało, zostanie ocenione przez odbiorców.

Umieć się dogadać

Błędy montażowe wynikają czasem z nieporozumień. Adela Kuźniarska, reporterka wideo portalu Fakt24.pl, zwraca uwagę, że dziennikarz przygotowujący materiały nie zawsze ma możliwość śledzenia pracy montażysty. – Po nagraniu dostaję surowe wideo, które muszę dokładnie obejrzeć, przesłuchać i pociąć na setki, które będą pokazane w finalnym materiale. W takiej sytuacji montażysta często nie ma styczności z dziennikarzem, realizuje jedynie wizję na podstawie przekazanego scenariusza i opisu. Najważniejsze więc, by podać mu możliwie dużo informacji, nie zapominać o nazwiskach osób wypowiadających się w materiale. Kiedyś nie dopatrzyłam, jak podpisano mojego rozmówcę. Był to popularny aktor przedstawiony jako… prezydent Bronisław Komorowski. Zauważyliśmy to dopiero po opublikowaniu filmu – opowiada.

Kuźniarska zapewnia, że sposobem na wyeliminowanie wpadek jest dokładność i cierpliwość. – Wszystko da się wyćwiczyć. Zarówno ja, jak i montażysta uczymy się współpracy i poznajemy swoje metody. Błędy mogą się zdarzać zawsze i każdemu, ważne jednak, by umieć je wykrywać i następnym razem unikać – mówi.

Umiesz? To jeszcze się poucz

Nasi rozmówcy zgodnie zachęcają do doskonalenia swoich umiejętności. W całej Polsce organizowane są seminaria i spotkania, na których można poprawiać warsztat, a w większych miastach działają szkoły i uczelnie filmowe.

– Warto także szukać poradników, artykułów i kursów w Internecie. Ich autorami są nie tylko praktycy i doświadczeni montażyści, ale także wybitne osobistości. Polecam też wizytę w bibliotece lub księgarni i odpowiednią lekturę – mówi Witold Chomiński.

Marcin Kot Bastkowski dodaje, że uczyć można się nawet od twórców nagradzanych światowymi nagrodami. Jak? – Wystarczy oglądać ich filmy, czerpać z pomysłów i technik, które tam zastosowali – wyjaśnia.

O filmowcach pomyślał również YouTube. – W ramach Akademii Twórców [https://creatoracademy.withgoogle.com/creatoracademy/page/education?hl=pl – przyp. red.] udostępniamy darmowe kursy online. Można tam znaleźć szkolenia dotyczące na przykład umiejętności produkcyjnych, kadrowania i ruchu, oświetlenia czy dźwięku. Dostępne są w języku polskim i cieszą się dużym zainteresowaniem – mówi Piotr Zalewski z polskiego biura prasowego Google i YouTube.

Najlepszy format filmu na YouTube

- Format pliku: MP4
- Kodek audio: AAC-LC (stereo lub stereo + 5.1, próbkowanie: 96 kHz lub 48 kHz)
- Kodek wideo: H.264 (progresywny, czyli bez przeplotu)
- Liczba klatek: zalecane – 24, 25, 30, 48, 50 i 60 klatek na sekundę
- Proporcje obrazu: 16:9

Tadeusz Płaczkiewicz, Metrocafe.pl

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter
Pressletter
Ta strona korzysta z plików cookies. Korzystając ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies w przeglądarce zgadzasz się na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Dodatkowo, korzystając ze strony, akceptujesz klauzulę przetwarzania danych osobowych. Więcej informacji w Regulaminie.