Ukraińscy dziennikarze: milicja strzela do nas gumowymi pociskami
Ponad 20 dziennikarzy ucierpiało w Kijowie, gdzie w niedzielę nastąpiła eskalacja protestów. Kamieniem w głowę uderzony został m.in. fotoreporter „Gazety Polskiej Codziennie” Tomasz Adamowicz.
Adamowicz ucierpiał w niedzielę, gdy robił zdjęcia na ul. Hruszewskiego, gdzie protestujący walczyli z milicją. Został odwieziony do szpitala, założono mu szwy. Ukraińscy dziennikarze relacjonują, że milicja i wojsko, gdy zidentyfikują kogoś jako pracownika mediów, celują do niego i strzelają gumowymi pociskami. Do wczorajszego wieczora organizacja Instytut Masowej Informacji donosiła o ponad 20 dziennikarzach, którzy odnieśli obrażenia 19 i 20 stycznia br. Najczęściej spowodowane one były gumowymi pociskami i wybuchającymi granatami hukowymi, które milicja rzucała w protestujących.
Zatrzymano też dwóch dziennikarzy Radia Swoboda, którzy relacjonowali wydarzenia na potrzeby telewizji internetowej. Zarzucono im, że rzucali „niedozwolonymi przedmiotami” w milicję. Po południu zostali zwolnieni. Ukraińskie media opublikowały ich zdjęcia, na których widać ślady po pobiciu. "Brutalnie mnie przewrócili, z głowy zerwali mi kask z napisem »Prasa«, kilka razy uderzyli pałką w głowę, wykręcili ręce i zaciągnęli mnie do auta do przewożenia więźniów. Po drodze funkcjonariusze Berkutu (oddziały specjalne ukraińskiej milicji - przyp. red.) witali mnie pięściami" - relacjonował serwisowi "Ukrainska Prawda" dziennikarz Radia Swoboda Dmytro Barkar.
(MAK, 21.01.2014)










