Dziennikarze dyskutowali, bloger sprawdził
W głośnej w ub. tygodniu dyskusji w mediach o tym, kto zmanipulował słowa Jana Pospieszalskiego zacytowane w materiale Katarzyny Kolendy-Zaleskiej, główną rolę odegrał bloger Francis.de. To on ujawnił w serwisie Salon24.pl autora spornego cytatu – dziennikarze tego nie sprawdzili.
Prawicowy publicysta Jan Pospieszalski oskarżył o manipulację dziennikarkę TVN Katarzynę Kolendę-Zaleską. W materiale dotyczącym krytyki rządu po katastrofie kolejowej pod Szczekocinami przytoczyła ona słowa, które Pospieszalski miał powiedzieć w Krakowie, podczas marszu poparcia dla Telewizji Trwam: "Eurokomuna, która ma dziś władzę w Polsce, rządzi lękiem! Boimy się latać samolotami, a dziś boimy się również jeździć pociągami. To obecni rządzący nie potrafili zadbać o życie osób, które na trasie Warszawie-Kraków uczestniczyły w katastrofie".
Pospieszalski zaprzeczył, że to jego słowa. Rzeczywiście, zamieszczona na YouTube wypowiedź Pospieszalskiego z marszu brzmiała inaczej. Kolenda-Zaleska broniła się, że zacytowane przez nią słowa przytoczyły wcześniej "Gazeta Wyborcza" i Polska Agencja Prasowa. Sprawę wyjaśnił dopiero Francis.de – bloger wyśledził, że tekst pojawił się już w dniu manifestacji na stronie Niezależna.pl. Przedrukowały go inne portale, skorzystała z niego zapewne "GW". Tomasz Sakiewicz, redaktor naczelny "Gazety Polskiej", przyznał, że to jego słowa przypisano Pospieszalskiemu.
Jednak gdyby nie bloger, dyskusja trwałaby dłużej i nikt by nie wiedział, skąd wzięło się przekłamanie. - Dobrze, że blogerzy potrafią sprawdzić, czy informacje są prawdziwe – ironizuje Igor Janke, szef Salon24.pl. I poważnie dodaje: - Sam niedawno musiałem przepraszać za użycie angielskiego słowa "and" zamiast polskiego "i" w tekście zamieszczonym w tygodniku "Uważam Rze", kiedy błąd wypomniał mi właśnie bloger.
Roman Kurkiewicz, redaktor naczelny "Przekroju", uważa, że poważne media zaniedbują standardy: - Bloger ma czas, żeby dokładnie sprawdzić wszystkie wypowiedzi. To praca, którą w redakcji powinien wykonać researcher, ale nikt już takich osób nie zatrudnia.
Adam Szynol, medioznawca z Uniwersytetu Wrocławskiego, uważa jednak, że blogerzy w niewielkim stopniu sprawdzają informacje mediów. I dziwi się, że dziennikarze nie zabezpieczają się przed czerpaniem informacji z mało wiarygodnych źródeł. Natomiast Wiesław Godzic, medioznawca ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, jest zdania, że zabrakło researchera w REM i dyżurnych redaktorów w redakcjach, którzy zapytaliby po prostu dziennikarza, czy dobrze sprawdził źródła. – No cóż, bloger ma pasję, a dziennikarz – etat. Takie zaniedbania to wstyd dla środowiska dziennikarskiego. Może potrzebni są blogerzy, którzy działaliby w ramach dziennikarstwa obywatelskiego i kontrolowali media? – zastanawia się Godzic. (MW)
Wyjaśnienie
W uzupełnieniu informacji "Dziennikarze dyskutowali, bloger
sprawdził" ("Presserwis" z 12 marca 2012) wyjaśniamy, że Polska Agencja Prasowa,
relacjonując przebieg marszu poparcia dla TV Trwam, wiernie przytoczyła
wypowiedzi Jana Pospieszalskiego. Agencja dysponuje nagraniem dźwiękowym z tego
wydarzanie wykonanym przez swoją korespondentkę.
Redakcja
(13.03.2012)










